Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie zadrży więcej! Nie zadrżał świat wcale!
Gdy się osunął Rosyjski lód nagle
I się oberwał, spadł w Gruzinów ziemię
Dźgnął serce igłą, zmroził lud swym cieniem.

Gruzjo, Chrystusie! Szaty twe rozdarli
Prochem i stalą, teraz kości rzucą....
Chociaż upadasz wyraz twojej twarzy
Wielce surowy! Oni cie nie wz-ruszą!

Nie zadrżał świat! Nie! Nie chce zadrżeć wcale!
Gdzie płacz? Łzy mrożą! Tuż przed złotym balem!
Tu pocisk nagle z czołgu wystrzelony...
Szampana korek - szampan jest wyborny.

Wtem w zaciszonych, przestronnych pokojach
(Pokojach! Ludzie! Nam jeden by starczył)
Ze-zło-ceni snem, śnią w papieru zbrojach!
Pakty, umowy - śpią, ale: Na tarczy!

Bo chociaż sale pełne są tancerzy
Takt im wybija wór pełen pieniędzy
Nie starczy nuty, skrzypce się zadławią
Gdy krzyknie śpiewak: Gruzini... powstają!

Jak to? - się spyta - szlachta papierowa
A nasze złoto, a nasza poezja?
Jak trup Gruzina śmie powstawać z kolan?
Śmiał się zaśmiać, sir! A poezja... jest piękna!

Bo chociaż sale pełne są tancerzy
Takt im wybija wór pełen pieniędzy
Nie starczy złota by ducha przekupić
Gruzję odduszyć, do pokory zmusić!

Przeklęci bądźcie, wy o diamentowi!
Atlasy ziemi, co ją unosicie!
Lecz na bogactwie a wbrew Chrystusowi!
Dzisiaj krzyczycie - w głosie czuć panikę!

Wtem górska struna pociskiem wzburzona
Zagrała światu: Gruzja... ona kona!
Podniosły [się] karki, jak szable złociste
Ostre i cięte: gińmy więc za... Gruzję!

[Choć] ręka poety wiotka niczym pióro
Ledwo miecz nosi, nosi także piorun
I tym piorunem rozzłoci dziś w jutro
Rozedrze sale gniotąc fałsz nie-bogów!

O dzieci Gruzji matkę waszą piękną
Chce barbarzyńca w włosiennice ciemną
Odziać, oszpecić, w haremie uwięzić
Nie dajcie się mu! Słońce niech krwią świeci!

Gdy krzyki starców, z krwią się zlały młodych
ich domy w gruz(j)ach... papieros się dymi!
Węgier - król Francji, car choć bez korony-
Wzięli [się] za ręce... taniec będzie nowy!

Ja was przeklinam, dziś choć w karty gracie
Za ludzkie życia, jutro wam instrument
Nastroje dla was - nastroję na gardle
I znów zagracie, lecz na szubienicy!

Wszedłem... Chocć na bal nie prosi się ludu
Z dołu nie widać... "Powiedz mi o Królu
Korek szampana, gdy ja go wystrzelę
Zabije nam króla, czy wolności wenę?"

Król zamilkł - dziwne - a czarna korona -
Mówią mi błaźni czarna bo to ropa,
Co serca czerni - spadła na podłogę!
O Królu padnij... i podnieś koronę!

Gruzinów serca, tak karmazynowe
Biją zamiast kul - artyleria wiary
Król padł do kolan, chce podnieść koronę
A ta się topi! Bal to będzie... czarny!

Wtem pięć pierścieni, z nimi cały Olimp
wnet się skruszyło... Ziemię serce boli...
I tylko w huku, to jest bestii starcie
Pytam się Aniołów: Gruzini, konacie?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Raczej z gaduły :) Gdyby napisał to tydzień wcześniej, owszem byłby Wieszczem.
Adolfie, zaspałeś? :)))
Pozdrawiam.

nie wróciłem niedawno :))) z wyjazdu w którym przez 8 dni na własne życzenie (oprócz sportu, Koronę zdegradowali ) nie interesowałem się niczym, dopero wczoraj się dowiedziałem hehehe... Zresza neich sobie Sarkozy udaje orędownika, czy Miediediew agresora... Boski to jest gra finansjery i tyle... głupich na to złapią mnie nie.. żal tylko sceneri - Gruzji

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jeśli to prawda, naprawdę jesteś Wieszczem :) Wtedy warto szukać w każdym wersie ukrytych znaczeń, bo mogą okazać się bardzo ważne dla naszego Narodu a nawet świata.
Ale w takim razie, skoro jesteś Wieszczem... lepiej nie dziel się za wcześnie swoimi wizjami
z czytelnikiem. To zresztą temat wielu książek, a ostatnio i flimow, że tak naprawdę
lepiej nie wiedzieć tego, co nas czeka.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Boski ty mi tutaj nie zazdorść wieszczowania ;P i tyle ;) bo jak ci dowale moj dramacik to będziesz błagał o bana dla mnie ;))) albo wo włupienie oczu... choć... nie wtedy wydam ci wersję czytaną ;p

a tak ps. mnie przerazi ten wiersz śłowackiego dizisja go czytąłem, wcześniej się na nim nie skupiłem, dla mnie kryje się w nim, jakaś dziwna straszna zapowiedż szczeolnie tu:

Pośrzodku upiór - niby zachłyśniony Bogiem,

Swojej dawnej ojczyzny matki stanął wrogiem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W serce, gdzie ona jeszcze święty ogień trzyma,

Swemi sztyletowemi utkwiony oczyma...

Wariat, a mądry... sztandar zaguby rozwinie,

Wszystkich wyszle i straci - ale sam nie zginie,





MATECZNIK


Bóg, który łono wszelkich tajemnic odmyka,

Do tego ohydnego w duchu matecznika,

Gdzie duch z duchem się bije, a kość trupia z kością,

Pozwolił wejść i oczy oswoić z ciemnością.

I zoczyłem okropną umysłów ruinę,

Oczy krwią zaszłe, twarze ołowiane, sine,

Żywe zwierze, myślące o knucie i carze,

Dalej trupy - i skryte na trupy smętarze.

Tam, jeśli który ludzkiej nie wytrwa ohydzie,

Pokorny, wariat blady, sam na cmentarz idzie

I kładzie się i kona od braci daleko;

Dlatego nigdy trupów za sobą nie wleką,

Ani się pokazują śród ludzi ze łzami,

Ani krzyku usłyszysz stojąc pod oknami.



Pośrzodku tron ujrzałem zbroczony i czarny,

Na którym usiadł straszny duch - niedźwiedź polarny,

Figura z krwi i ciała, ohydna i tłusta,

Mocarz zapowiedziany w proroctwie oszusta.

Przed jego pożyczoną od Mongołów mocą

Szkielety waryjatów kładną się - gruchocą,

Podlą się i za podłość mu składają dzięki;

Słychać trzask czaszek, grzechot piszczeli i jęki.



Któż by rzekł, że ta ciemna tajemnic kotara

Kryła taką straszliwą ucztę Balthazara,

Że tam w nocy, po ciemku, bez gwiazd i miesiąca

Jest ręka cara ogniem po ścianach pisząca,

Że przy stole żebrackie zbierając okruchy

Siedzą ciała, nie swemi napełnione duchy,

Liczba jakaś szatanów, która ciał używa,

Ten powie ja, a drugi duch się w nim odzywa.

Inny, którego przeszłość w siebie zajrzeć znęci,

Spojrzy i cudzą pamięć znajdzie w swej pamięci;

Inny, gdzieś pod Grochowem naznaczony blizną,

Zapomni się i Moskwę nazywa ojczyzną.

Tamten rozczochra włosy i podniesie pięście

I wrzaśnie jak kobieta: "Boże! o! nieszczęście!"

A potem, gdy w szlochaniu pozbędzie oddechu,

Upada w zgrzytającą harmonikę śmiechu,

Z tonu na ton zlatując, jak czart i kobiéta,

I szkło, które pod palcem zajęczy i zgrzyta.



Pośrzodku upiór - niby zachłyśniony Bogiem,

Swojej dawnej ojczyzny matki stanął wrogiem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W serce, gdzie ona jeszcze święty ogień trzyma,

Swemi sztyletowemi utkwiony oczyma...

Wariat, a mądry... sztandar zaguby rozwinie,

Wszystkich wyszle i straci - ale sam nie zginie,

Jako płaz będzie pływał w skorupach i ślinie.



I teraz stoi, patrzą j, jak trup w grobie cały,

Od którego robaki sto lat uciekały,

I nareszcie z przestrachem rzuciły trumnicę,

Gdzie kości wypróchniałe gorzały jak świéce.



I nad okropnym, ciemnym piekła malowidłem

Szary tak machnął ręką, jak niedoperz skrzydłem...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Hm... ale tuś się pomylił: Kaczyńskiemu drżały ręce i głos mu się łamał ;)
Pozdrawiam.

Pamiętaj Boski słowa nie zmieniają świata... świat zmienia pieniądz i interes :( Komuchy, Hitler, Mussolini - przejęli władzę bo udąło in się przkeonać do się finansjerę a ptoem ją opanowąc .... słowa to tylko piekny płaszczyk, urozmaicenie, opium dla mas... prawdziwa władza to też śłowa,... ale zupełnie inne...

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dość łatwo można to wyjaśnić: pisząc w ten sposób, raczej nieokreślony, czyli:
Bóg, upiory, wstawanie z grobu, kara za grzechy - można wywołać wrażenie,
że prędzej czy później się to sprawdzi. W końcu Biblia przepowiada Armagedon
i wystarczy się do niej odwołać:

I wstał Anhelli z grobu - za nim wszystkie duchy

Naszej cywilizacji zostało bardzo mało miejsca i surowców na Ziemi i musi
to się skończyć tylko tragicznie.
Co do Rosji - zachowanie się tego kraju też łatwo przewidzieć :)
Leży między młotem a kowadłem i tylko dlatego przetrwał do dziś, że jest właśnie taki.
Rosja nie może ustąpić, bo po prostu wkrótce by jej nie bylo. A przy okazji nas,
czego nie przewidział nawet Słowacki.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dość łatwo można to wyjaśnić: pisząc w ten sposób, raczej nieokreślony, czyli:
Bóg, upiory, wstawanie z grobu, kara za grzechy - można wywołać wrażenie,
że prędzej czy później się to sprawdzi. W końcu Biblia przepowiada Armagedon
i wystarczy się do niej odwołać:

I wstał Anhelli z grobu - za nim wszystkie duchy

Naszej cywilizacji zostało bardzo mało miejsca i surowców na Ziemi i musi
to się skończyć tylko tragicznie.
Co do Rosji - zachowanie się tego kraju też łatwo przewidzieć :)
Leży między młotem a kowadłem i tylko dlatego przetrwał do dziś, że jest właśnie taki.
Rosja nie może ustąpić, bo po prostu wkrótce by jej nie bylo. A przy okazji nas,
czego nie przewidział nawet Słowacki.

Pozdrawiam.


dzięki, na forum ząłożyłem osobny watek, bo akurat Anhelliego znałem, ale ten fragment jakoś tak mnie powiem szczerze: aż dreszcz wywołał...

dzięki za wgląd i może i masz rację, ale ... powiem ci jedno:

to nie świat się sam skończy,...
to my go rozwalimy

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A ja dziękuję za ten feagment, który przytoczyleś:

I zoczyłem okropną umysłów ruinę.
Oczy krwią zaszłe, twarze ołowiane, sine

Toż to o rzymskich wodociągach i ołowianych rurach o których tyle się wczoraj napisałem :)
Tymczasem Słowacki ujął to w dwóch wersach.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A ja dziękuję za ten feagment, który przytoczyleś:

I zoczyłem okropną umysłów ruinę.
Oczy krwią zaszłe, twarze ołowiane, sine

Toż to o rzymskich wodociągach i ołowianych rurach o których tyle się wczoraj napisałem :)
Tymczasem Słowacki ujął to w dwóch wersach.

Pozdrawiam.

ee tam nie prawda, żaden wodociąg, mnie tyu co innego pasuje i tyle ;)))
a tak ps, przyznaj się wkońcu kot jest twoim ulubionym poetą

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ja lubię wiersze a nie poetów ;) Wczoraj cytowałem jeden z nich: "Czekając na barbarzyńców"
a dziś - dla Ciebie - wkleję ten:


Tarcza Achillesa

Zajrzała mu przez ramię,
Spodziewając się sadów i winnic,
Marmuru dostatnich miast,
Mórz i żaglowców zwinnych,
Lecz on wykuł w lśniącym metalu
Zamiast przychylnych żywiołów
Pejzaż sztucznego pustkowia
Z niebem jak ołów.

Bura równina, ugór, który nic nie znaczył,
Bez źdźbła trawy, bez dróg czy drzew przy ludzkich domach;
Nie było tu co zjeść, nie było usiąść na czym;
A jednak w tym nijakim miejscu znieruchomiał
Gęsty czworobok, jedna wielka niewiadoma:
Milion oczu i butów jakiś nakaz przygnał,
By, równo jak pod sznurek, czekały na sygnał.

Głos pozbawiony twarzy gdzieś w górze wyliczał
Statystyczne dowody, że dogmat jest słuszny,
Tonem suchym i płaskim jak ta okolica:
Nie bylo braw, nie było mowy o dyskusji;
Kolumna za kolumną szła w tumanie dusznym -
Odmaszerowywali, przekonani święcie
Logiką, co ich wtrąci - gdzie indziej - w nieszczęście.

Zajrzała mu przez ramię,
Oczekując uczt i ołtarzy,
Girland na szyjach jałówek,
Ku niebu wzniesionych twarzy,
Lecz na błyszczącym metalu,
Gdzie modły widzieć się winno,
Żar kuźni oświetlił scenę
Zupełnie inną.

Drut kolczasty wydzielał arbitralny skrawek
Gruntu, gdzie stali, nudząc się funkcjonariusze
(Jeden rzucił ospały żart); w słońcu jaskrawym
Pocili się strażnicy; za drutem posłuszne
Rzędy porządnych ludzi gapily się gnuśnie,
Gdy trzech mężczyzn, ubranych w drelichy więzienne,
Przywiązywano do trzech słupków wbitych w ziemię.

Majestatyczna masa tego świata, wszystko,
Co ma wagę, co zawsze tyle samo waży,
Spoczęło w cudzych rękach; jak na pośmiewisko
Rzucono ich, zmalałych, w ten krąg pustych twarzy,
Bez nadziei na pomoc; co sobie zamarzył
Wróg, stało się: przegrali zhańbieni; skonała
W nich ludzka duma, zanim skonały ich ciała.

Zajrzała mu przez ramię,
Oczekując atletów i gonitw,
Mężczyzn i kobiet o smukłych
Ciałach, muzyką wprawionych
W płynny, ciepły wir tańca;
Lecz on wykuł na tarczy jasnej
Nie posadzkę taneczną - pole
Zarosłe chwastem.

Obdarty łobuz po pustkowiu dzikim
Błąkał się sam, bez celu; ptak z furkotem wzleciał,
Spłoszony jego celnie rzuconym kamykiem:
Że dziewczyny się gwałci, że gdzie dwóch ma nóż, ginie trzeci,
Przyjmował jako aksjomat - on, co nie słyszał o świecie,
Gdzie byłaby spełniona obietnica jakaś
I gdzie, płacz cudzy widząc, ktoś mógłby zapłakać.

Wąskowargi płatnerz Hefajstos
Wstał, odkuśtykał na bok:
Tetyda o piersiach ze światła
Mogła tylko zakrzyknąć słabo,
Widząc, co bóg wykuł dla mocarza,
Co otrzyma jej syn za chwilę -
Mężobójca o sercu z żelaza,
Młodo umrzeć mający Achilles.


W.H. Auden
tłumaczenie: Stanisław Barańczak
i przypisek tłumacza:

"Tarcza Achillesa - utwór rozwija (i przenosi w epokę współczesną)
jeden z wątków Iliady Homera: Achilles, który pożyczył zbroję Patroklesowi,
traci ją, gdy jego przyjaciel zostaje zabity przez Hektora. Gdy Achilles trwa
pogrążony w żałobie, jego matka, bogini Tetyda, prosi na Olimpie Hefajstosa
o wykucie nowej zbroi. Szczegółowy opis tarczy, którą Hefajstos przyozdabia
scenami składającymi się na wizerunek osiagnięć ludzkiej cywilizacji, wypełnia
liczący sobie sto trzydzieści linijek fragment Księgi XVIII Iliady."
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ja lubię wiersze a nie poetów ;) Wczoraj cytowałem jeden z nich: "Czekając na barbarzyńców"
a dziś - dla Ciebie - wkleję ten:


Tarcza Achillesa

Zajrzała mu przez ramię,
Spodziewając się sadów i winnic,
Marmuru dostatnich miast,
Mórz i żaglowców zwinnych,
Lecz on wykuł w lśniącym metalu
Zamiast przychylnych żywiołów
Pejzaż sztucznego pustkowia
Z niebem jak ołów.

Bura równina, ugór, który nic nie znaczył,
Bez źdźbła trawy, bez dróg czy drzew przy ludzkich domach;
Nie było tu co zjeść, nie było usiąść na czym;
A jednak w tym nijakim miejscu znieruchomiał
Gęsty czworobok, jedna wielka niewiadoma:
Milion oczu i butów jakiś nakaz przygnał,
By, równo jak pod sznurek, czekały na sygnał.

Głos pozbawiony twarzy gdzieś w górze wyliczał
Statystyczne dowody, że dogmat jest słuszny,
Tonem suchym i płaskim jak ta okolica:
Nie bylo braw, nie było mowy o dyskusji;
Kolumna za kolumną szła w tumanie dusznym -
Odmaszerowywali, przekonani święcie
Logiką, co ich wtrąci - gdzie indziej - w nieszczęście.

Zajrzała mu przez ramię,
Oczekując uczt i ołtarzy,
Girland na szyjach jałówek,
Ku niebu wzniesionych twarzy,
Lecz na błyszczącym metalu,
Gdzie modły widzieć się winno,
Żar kuźni oświetlił scenę
Zupełnie inną.

Drut kolczasty wydzielał arbitralny skrawek
Gruntu, gdzie stali, nudząc się funkcjonariusze
(Jeden rzucił ospały żart); w słońcu jaskrawym
Pocili się strażnicy; za drutem posłuszne
Rzędy porządnych ludzi gapily się gnuśnie,
Gdy trzech mężczyzn, ubranych w drelichy więzienne,
Przywiązywano do trzech słupków wbitych w ziemię.

Majestatyczna masa tego świata, wszystko,
Co ma wagę, co zawsze tyle samo waży,
Spoczęło w cudzych rękach; jak na pośmiewisko
Rzucono ich, zmalałych, w ten krąg pustych twarzy,
Bez nadziei na pomoc; co sobie zamarzył
Wróg, stało się: przegrali zhańbieni; skonała
W nich ludzka duma, zanim skonały ich ciała.

Zajrzała mu przez ramię,
Oczekując atletów i gonitw,
Mężczyzn i kobiet o smukłych
Ciałach, muzyką wprawionych
W płynny, ciepły wir tańca;
Lecz on wykuł na tarczy jasnej
Nie posadzkę taneczną - pole
Zarosłe chwastem.

Obdarty łobuz po pustkowiu dzikim
Błąkał się sam, bez celu; ptak z furkotem wzleciał,
Spłoszony jego celnie rzuconym kamykiem:
Że dziewczyny się gwałci, że gdzie dwóch ma nóż, ginie trzeci,
Przyjmował jako aksjomat - on, co nie słyszał o świecie,
Gdzie byłaby spełniona obietnica jakaś
I gdzie, płacz cudzy widząc, ktoś mógłby zapłakać.

Wąskowargi płatnerz Hefajstos
Wstał, odkuśtykał na bok:
Tetyda o piersiach ze światła
Mogła tylko zakrzyknąć słabo,
Widząc, co bóg wykuł dla mocarza,
Co otrzyma jej syn za chwilę -
Mężobójca o sercu z żelaza,
Młodo umrzeć mający Achilles.


W.H. Auden
tłumaczenie: Stanisław Barańczak
i przypisek tłumacza:

"Tarcza Achillesa - utwór rozwija (i przenosi w epokę współczesną)
jeden z wątków Iliady Homera: Achilles, który pożyczył zbroję Patroklesowi,
traci ją, gdy jego przyjaciel zostaje zabity przez Hektora. Gdy Achilles trwa
pogrążony w żałobie, jego matka, bogini Tetyda, prosi na Olimpie Hefajstosa
o wykucie nowej zbroi. Szczegółowy opis tarczy, którą Hefajstos przyozdabia
scenami składającymi się na wizerunek osiagnięć ludzkiej cywilizacji, wypełnia
liczący sobie sto trzydzieści linijek fragment Księgi XVIII Iliady."


kurcze ty to zawsze cos oryginalnego znajdziesz, a wiersz szokując-intrygujący. Może to i racja że ważny jest wiersznie poeta, ale... ale wlaśnie, czy wiersze jednego peoty nie mają jakvby skrawka tej samej duszy... chociaż... w sumie rozumiem, z Rimabuda uwiebliam Staterk pijany a resze jego iweraszy jakoś średnio.

pzodr.
Opublikowano

Drut kolczasty wydzielał arbitralny skrawek
Gruntu, gdzie stali, nudząc się funkcjonariusze
(Jeden rzucił ospały żart); w słońcu jaskrawym
Pocili się strażnicy; za drutem posłuszne
Rzędy porządnych ludzi gapily się gnuśnie,
Gdy trzech mężczyzn, ubranych w drelichy więzienne,
Przywiązywano do trzech słupków wbitych w ziemię.

rusza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...