Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To był ciężki, pracowity dzień. Pośpiesznie zaparkowała na podjeździe, nie zważając na to, że znowu wpakowała się na rabatkę z cyniami. Cholera, pomyślała, po co je tutaj nasadziłam! Powinny wyżej rosnąć, nie mam czasu na precyzyjne zabawy w parkowanie. Wysiadając z auta poczuła ulgę. Duszno jak diabli, a w samochodzie jest jak w piekarniku. Nie lubiła włączać klimatyzacji. Wyjęła z tylnego siedzenia wiolonczelę. Spojrzała w niebo. Z obawy przed zbliżającą się burzą zasunęła szyby i wybiegła na schody prowadzące do jej domu. Otworzyła drzwi. Wchodząc do wnętrza powitał ją przyjemny chłód oraz dwa wilgotne nosy plus pełen wyrzutów miauk wygłodniałego persa.
- Czekajcie, tylko zbiorę myśli!- zagaiła do swych pupilów. Wiolonczelę postawiła w salonie i już mogła zająć się podopiecznymi.
W kuchni napełniła dwie emaliowane miski suchą psia karmą. Do trzeciej nalała zimnej wody. Nie musiała już wołać nosów, same rozdzieliły pomiędzy siebie zastawę. Jeszcze należało zająć się łaszącym i ocierającym o jej nogi czarnym futrem. On już nie płakał, on żądał natychmiastowego zajęcia się jego pustym brzuszkiem.
- Jonatan, już, moment! Jakaś kolejność musi być!- otworzyła lodówkę.
- Cholera, pusta!- zaniepokoiła się- nawet ludzkiego żarcia nie ma! Jutro muszę zrobić zakupy, bo zginiemy z głodu, albo ja was będę musiała zjeść- zaśmiała się, zwracając do kota.
Ten jednakże nie zrozumiał powagi sytuacji, był głodny. Na szafce znalazła jeszcze jedną puszkę karmy, której kocur nie lubił. Niepewnie sięgnęła po nią i otworzyła. Brązową papkę włożyła widelcem do płaskiej miski persa.
- Trudno, albo zadowolisz się tym, albo przerzucasz się na psią karmę. Wybieraj! Na otarcie łez mogę zaproponować ci deep z wytrawnego wina, może lepiej ci pójdzie.
Postawiła miskę na parapecie. Kot niewiadomo kiedy, już tam się teleportował. Zanurzył pyszczek w misce i ze wstrętem potrząsnął nim. Potem z wielkim wyrzutem spojrzał na swoją panią. Natychmiast wyprostował się, a z jego ryjka wydobyło się pełne pretensji miauczenie. Mrauuu!
- Szybko jedz! Musisz jeszcze zaliczyć ogródek, ja nie mam dzisiaj czasu. Twoich skarg i wniosków wysłucham innym razem!
Kot nadal patrzył się na nią wzrokiem pełnym żalu, jakby mówił „Przecież wiesz, że jeśli czegoś nie lubię, to nie jem!” Ona jednak zignorowała to wymowne spojrzenie.
Wyżły właśnie skończyły swój posiłek. Wypuściła je do ogrodu, który znajdował się na tyłach domu. Rzuciła okiem na ogród. Rosnące w nim rośliny za bardzo się rozproszyły tworząc chaos. Było ich zdecydowanie za dużo. Nikt ich w tym roku nie pilnował i porozrastały się walcząc wzajemnie o przestrzeń. Trawnik zdecydowanie wymagał już strzyżenia. Jutro poproszę chłopaka z sąsiedztwa- pomyślała, zdejmując sporych rozmiarów ślimaka z krzewu róż. Krzew kusił czerwienią swych kwiatów. Pochyliła się nad jednym i delikatnie zanurzyła w nim twarz. Nie pachniał. Był tylko piękny.
Zostawiając otwarte na taras drzwi pobiegła na górę. Odkręciła kurek z ciepłą wodą, zatkała korkiem wannę. Po chwili zmiana decyzji. Nie ma czasu, tylko szybki prysznic- pomyślała. Spuściła wodę w sedesie i po całym domu rozległy się głuche dźwięki wydobywające się z rur.
- A niech to! Coś z tym trzeba zrobić. Chyba rury nie powinny tak grać. Trzeba będzie poszukać jakiegoś hydraulika, albo innego magika od rur.
Wiedziała, że te sprawy wciąż ją przerastają. Konserwacja, naprawa wszelakich urządzeń w domu, to była jej pięta achillesowa. Nie miała zielonego pojęcia jak szuka się hydraulika, albo czy po kominiarza się dzwoni, czy też sam przychodzi. Podobnie było z wszelkimi sprawami finansowymi. Na parapecie w sieni piętrzył się stos pism urzędowych: banki- jakieś oferty lokat, kart kredytowych, pisma z firm ubezpieczeniowych. Raz na jakiś czas dawała ten stosik Joannie. Ta, jako agent ubezpieczeniowy, przeprowadzała selekcję. Wskazywała, co wyrzucić do kosza, czym i jak należy się bezwzględnie zająć. W swej bezradności kompletnie poddała się. Nie czyniła żadnego wysiłku, aby jakoś samodzielnie to okiełznać. Liczyła na pomoc innych.
Spojrzała pośpiesznie na zegarek. Osiemnasta. Mam jeszcze godzinę czasu- pomyślała.
Zrzuciła z siebie ubranie i wepchnęła do pojemnika na brudną bieliznę. Teraz szybki skok pod prysznic. Początkowo jej głowę zaprzątała niezliczona ilość myśli. Jednak przyjemne strugi gorącej wody sprawiły, że odprężyła się i zatraciła w stanie niemyślenia. Nie czuła upływu czasu. W pewnej chwili ocknęła się.
Ojej- pomyślała- przecież muszę jeszcze wysuszyć włosy, ułożyć je, umalować się!
Wyskoczyła spod prysznica i zabrała za czynności pielęgnacyjne, których nie lubiła, bo w jej poczuciu pochłaniały za dużo czasu. Nie lubiła operacji, które wymagają precyzji. Wszystko robiła szybko.

Po wyjściu z łazienki, podrasowana, pobiegła do sypialni. Bez namysłu wybrała obcisłą, podkreślającą jej szczupłą sylwetkę, krótką, lśniącą grafitową sukienkę, w której czuła się bardzo kobieco. Jeszcze tylko wybór odpowiedniej bielizny. Otworzyła szufladę komody i bez namysłu sięgnęła po grafitowe pończochy. Zmiana decyzji- za gorąco- pomyślała. W końcu na dworze jest duszno, a nogi ma wystarczająco opalone. Pogładziła się po łydce, sprawdzając, czy dobrze jest wydepilowana. Zamknęła oczy. Dotyk… Usiłowała sobie przypomnieć dotyk Jego dłoni muskających delikatnie jej uda i łydki. Szybko otrząsnęła się z tego snu na jawie. Teraz nie, nie ma czasu. Jeszcze tylko rzuciła wzrokiem w kierunku wiklinowego kufra, stojącego w rogu sypialni.
Sięgnęła po naszyjnik z czerwonych korali. Z trudem zapięła go lekko nadłamując paznokieć. Małe zapięcie sprawiało, że zawsze potrzebowała Jego pomocy. „Zawsze będziesz potrzebowała mnie”- przypomniała sobie Jego słowa, które ze śmiechem wypowiadał, kiedy prosiła go o pomoc przy nałożeniu naszyjnika.
- Cholera!- powiedziała głośno i z wyrzutem- Ja ciągle potrzebuję Twojej pomocy! Czas się odpępowić. Jestem kompletnie bezradna, słyszysz?!
Przyjrzała się swoim dłoniom, paznokciom. Jest dobrze- pomyślała, sięgając po pilnik i wyrównując lekko nadłamane obrzeże zawsze wypielęgnowanych paznokci. Spojrzała w lustro. Naszyjnik za bardzo kusił swą głęboką czerwienią. Uznając go za zbyt wyzywający pośpiesznie rozpięła go. Pośpiech sprawił, że przyszło jej to z wielkim trudem. Tym razem paznokieć był cały. Otworzyła szkatułkę z biżuterią. Nie było tego zbyt wiele. Nie lubiła tandety, tanich błyskotek. Zawsze długo zastanawiała się, zanim coś nowego, odpowiedniego dla siebie znalazła. Wtedy cena nie grała roli. Wybór padł na naszyjnik z oksydowanego srebra z misternym drobnym wzorkiem, ozdobionym maleńkimi cyrkoniami. Piękne wzornictwo, rozpoznawalny przez jubilerów producent. Do tego w komplecie miała bransoletę. Uznała to za najodpowiedniejszą biżuterię. Klasyczna, skromna elegancja. To lubiła najbardziej. Umieściła bransoletę na przegubie dłoni i przypomniała sobie o perfumach. Chanel nr 5. Piątkę lubiła najbardziej. Znowu klasyka!
Spojrzała w lustro. W dołku ściskał ją głód. No tak, nic jeszcze nie jadła. Teraz była zbyt zdenerwowana, żeby cokolwiek przełknąć, poza tym i tak lodówka była pusta. Przypomniała sobie o kocie. Zbiegła na dół, do kuchni. Kot siedział na oknie tyłem odwrócony do miski. Na jej widok rozległo się głośne mrauuu! Miska była pełna.
- Czemu jesteś taki uparty?! – na jej pytanie kot odpowiedział wymownym mrauuu i rzucił w jej kierunku pełne pretensji spojrzenie, po czym odwrócił się do niej tyłem machając z niezadowoleniem swym wiewiórczym ogonem. Zerknęła na zegarek. Zostało jej niewiele czasu.
- Postawiłeś na swoim! Poczekaj chwilkę, szybko skoczę do sklepu.
Chwytając kartę płatniczą wybiegła z domu do pobliskiego sklepiku. Przy wejściu powitał ją duszny zapach nie wietrzonego pomieszczenia bez klimatyzacji. Zapragnęła jak najszybciej opuścić ten lokal. Podbiegła do kącika z produktami dla zwierząt. Ulubionej kociej karmy nie było. Leżały na półkach tylko puszki z karmą, którą Jonatan pogardził. Na dziale garmażeryjnym zaczęła patrzeć na wędliny. Rzut okiem na kaszankę. Nie! Za to byś mnie zlinczował, znam cię draniu!- pomyślała. Wybrała pasztet drobiowy, polędwicę i pieczeń. Coś mu z pewnością przypasuje- zdecydowała pośpiesznie. W kasie podała kartę.
- Gotówką!- odezwała się opryskliwym tonem otyła kasjerka. Na jej twarz spływały przetłuszczone pasma włosów.
- Nie mam! Przecież można u was kartą!- odparła błagalnym tonem, czując upływający czas.
- Tak, ale dopiero od dwudziesztu złoty. Pani za mało kupiła!- poczuła na sobie władczy wzrok kasjerki. - Pani zakupy są warte dwanaszcie złoty- odpowiedziała pośpiesznie postukując grubymi palcami o obudowę kasy fiskalnej. Z jej paznokci emanowała ostra czerwień.
- To poproszę jeszcze te mentolowe papierosy i zapalniczkę- Odparła, wskazując na cienkie damskie papierosy. Nie miała czasu wracać do domu po gotówkę. Na dodatek drażniła ją niepoprawna wymowa kasjerki.
- Dwadzieszcia jeden pięćdziesiąt!- odrzekł ton władcy- Teraz może być kartom.
Ciekawe, jak ona mówi trzydzieści- pomyślała uśmiechając się do siebie i uciekła ze swą zdobyczą do domu.

Wrzuciła zakupiony misz- masz do kociej miski i poszła z papierosami do ogrodu. Dłonią sprawdziła czy fotel jest czysty, siadła na nim i zapaliła papierosa. Zaciągnęła się dymem i na chwilę odpłynęła w rozmyślaniach. Na dworze było coraz bardziej duszno. A z sąsiedniego ogrodu dochodził zapach potraw pieczonych na grillu.
- Fiona, bon apetit!- dobiegł piskliwy głos sąsiadki, która w Polsce spędzała tylko lato.
Psa karmi żarciem z grilla?- pomyślała. Podeślę jej kota, może też się załapie.
Podbiegły do niej psy łasząc się do jej nóg. Oba sprawiedliwie obdzieliła czułościami: poklepała po grzbiecie, podrapała za uchem. Spojrzała na stopy.
- Boże, mam na nogach klapki! Buty, muszę włożyć odpowiednie buty! Zagoniła psy do domu i podeszła do szafki z butami. Z trudem otworzyła ją.
- Cholera, coś w środku blokuje! Pewnie za dużo butów tam napchałam!
Wybrała delikatne, czarne, na niewielkiej szpice. W sam raz na upał- pomyślała patrząc na delikatne paseczki ozdobione małymi szkiełkami udającymi cyrkonie. Siadła na schodach prowadzących na górę i zaczęła zapinać pantofelki.
- Nie idź tam! Po co ci to? Zostań!
Spojrzała w kierunku nadchodzącego głosu. Na wprost niej siadł kot oblizując płaski pyszczek swym czerwonym szorstkim języczkiem.
- Nie wymądrzaj się, tylko zmiataj do ogrodu, bo chyba na ciebie pora!- chwyciła ciężkie futro za kark, wyrzuciła na taras zamykając pośpiesznie drzwi. Spojrzała przez szybę na kota. Ten otrząsnął się i rzucił w jej kierunku pogardliwe spojrzenie. Następnie zabrał się za dalszą część toalety.
Prześladował ją zapach i niesmak nikotyny. Pognała do łazienki. W pośpiechu umyła zęby. Ostatni rzut okiem w lustro. No tak, usta!- powiedziała głośno do siebie. Konturówką zaznaczyła kształt swoich ust. „Masz piękne usta, lubię, kiedy pokrywasz je karminem”- przypomniała sobie Jego słowa. Podkładem pokryła wargi, poczym sięgnęła po karminową pomadkę. To jest to!- pomyślała. Jeszcze tyko delikatnie korektorem zatuszowała niewielką wypukłość na skroni, poprawiła kosmyk loków opadających na czoło. Uśmiechnęła się do swego odbicia w lustrze. Była gotowa do wyjścia. Spojrzała na zegarek. Dzięwiętnasta! A niech to, musze jechać autem, inaczej będę jeszcze bardziej spóźniona!- krzyknęła sama do siebie.

Do wieczorowej, małej czarnej torebki przerzuciła dokumenty, portfel i kilka niezbędnych drobiazgów. Za dużo brać nie mogła. Ograniczały ją małe rozmiary torebki. Wychodząc chwyciła świeżo nabyte papierosy i zapalniczkę.
- Pilnujcie domu! Nie dokuczajcie kotu!- krzyknęła w kierunku wyżłów i wybiegła zatrzaskując za sobą drzwi. Zapalając silnik uprzytomniła sobie, że kot został zamknięty w ogrodzie, a w każdej chwili może spaść deszcz. Da sobie radę, lufcik do piwnicy jest otwarty- pomyślała i szybko zaczęła wycofywać auto spod podjazdu, uważając jedynie, by nie najechać ponownie na nieszczęsną rabatkę z cyniami.

Opublikowano

brrrrr. straszne - w tym tekście jest przerażający brak treści. założę się: butelka wódki przeciwko szklance mleka, że nie miałaś o czym pisać, gdy zaczęłaś pisać ten tekst.

formalnie: ok.

Opublikowano

Agnieszko, powiem szczerze; ten początek nie rzucił mnie na kolana, ale batów ode mnie na razie nie dostaniesz, :))) Poczekam cierpliwie na ciąg dalszy.
Różnie bywa z długimi tekstami, jedne wciągają już od drugiego zdania, inne rozkręcają się powoli. Mam jednak nieodparte wrażenie, że "Modliszka" powinna jeszcze trochę odleżeć, tak, żebyś sama czytając przed wklejeniem na forum, mogła wyłapać w tekście np. powtórzenia, szereg niezręczności językowych, tudzież fragmenty, które można nieco skrócić bez żadnej szkody dla budowanej sylwetki bohaterki. Celowo niczego konkretnie Ci nie sugeruję, bo z własnego doświadczenia wiem, jak bardzo się jest na początku emocjonalnie związanym z pierwszą, własną wersją - ale naprawdę z serca Ci radzę - poczekaj trochę z następną częścią. Buziaki - Ania

Opublikowano

Noo ...

Ponieważ poprzedni recenzenci już Ci swoje dowalili, to powieszę - na razie - swoją nahajkę na kołku - bo mnie sie podobało!
Teraz wszyscy sie spieszą, juz chcą mieć akcję i zadymę w trzecim zdaniu opowieści - mogłaś, na przykład, zacząć od Rumunki - żebraczki, którą kopią skini gdzieś pod dworcem - a ona chroni swoim ciałem jedyną córeczkę, która potem się na nich mści - już jako Piękna Modliszka.
Chuck Norris w spódnicy.

A u Ciebie jest nastrój - po prostu zagubiona, wiecznie spóźniona kobieta - ledwo daje sobie radę sama z otaczającą ją rzeczywistością. Proza życia.
Tylko jak ty z tej (psychicznie) wiecznej ofiary - zrobisz potem Modliszkę - to będzie sztuka!
Ale ostrzegałaś - że utwór będzie dłuuugi - wiec mamy czas.

M.

Opublikowano

Heh...jesteś dla mnie niezwykle łaskawy! Żeby nas nie posądzono o to, że prawem kolesi tworzymy Towarzystwo Wzajemnej Adoracji :))
Mam ADHD, i uwierz, walczyłam ze sobą, żeby akcji zbyt nie popychać do przodu. A zakonczenie jest zaskakujące, to obiecuję. W końcu kobiety to istoty wielopłaszczyznowe :))Nawet z dupy wołowej można zrobić kobietę wampa.

Ale Ania ma rację..chyba za bardzo się pospieszyłam, przecież ja ten tekst, ku uldze zwierzyńca i dziecka ,ukończyłam w minionym tygodniu zaledwie. Jeszcze dzisiaj dom odgruzowywałam po tym kilkudniowym zapuszczeniu.

Opublikowano

... z wołowej d. - to można zrobić stek - a za Wampa to można ją tylko przebrać.

Myślę, że "syndrom ofiary" tak łatwo z kobiety nie ucieka - no chyba, że musi bronić swoje dzieci.
Tutaj z Kici zmienia sie w Tygrysicę - i jest wtedy piękna!

No dobra - pora już spać - Pa!

M.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Marek, siostry pojechały na zasłużone wakacje - w bardzo dalekie kraje, więc szybko z powrotem spodziewać się ich nie należy :) Rękawy zakasuję, ale na razie bez sukcesów, niestety. Pozdrawiam - Ania
Opublikowano

Rozbiorę Cię na części ;)

Koszmarki językowe :
"Powinny wyżej rosnąć" - szyk zdania
"Wchodząc do wnętrza powitał ją przyjemny chłód.." - chłód wchodził do wnętrza i ją witał ?
"zaśmiała się, zwracając do kota." - co zwracając do kota ?
" Zanurzył pyszczek w misce i ze wstrętem potrząsnął nim." - szyk zdania
 "  Zostawiając otwarte na taras drzwi pobiegła na górę" - szyk zdania
"W swej bezradności kompletnie poddała się." - szyk zdania - rusycyzm.
" Pogładziła się po łydce, sprawdzając, czy dobrze jest wydepilowana." - szyk zdania
"Uznając go za zbyt wyzywający pośpiesznie rozpięła go." - szyk zdania
"Na dziale garmażeryjnym zaczęła patrzeć na wędliny. Rzut okiem na kaszankę" koszmarek ;)
"Z trudem otworzyła ją.
- Cholera, coś w środku blokuje! Pewnie za dużo butów tam napchałam!" - szyk, brak logiki, skoro otworzyła, to później nic już nie mogło blokować.

Nie mam już siły brnąć dalej przez te ugory :) Cały tekst jest niespójny logicznie. Bohaterka to zajmuje się zwierzętami, to się "podrasowuje ". Niby się spieszy, ale ma czas na papierosa i znów zwierzaki. Generalnie mnustwo słów o niczym.
Stać Cię na więcej !!!

Opublikowano

Samuelu, rozstroiłeś mnie okrutnie. A że mam na siebie zły wpływ, zatem chyba powinnam ograniczyć przebywanmie we własnym towarzystwie. Inaczej skończy się to tragicznie. Zabolało moje ego :((.

Co do rusycyzmów...nie będę dyskutować. Faktycznie, deczko zgrzyta.
Jako mężczyzna , chyba nie wiesz jak działa szafka na buty- otwierasz i rozkaladają się półeczki. Wystarczy, że napchasz o jedną parę bucików za wiele (dotyczy to zwłaszcza męskich kajaków), już są kłopoty z domknięciem.

Czy znasz wystarczająco dobrze psychikę kobiet? Potrafią na raz robić wiele rzeczy, zawieszać się niczym stary komputer, a po drobnym restarcie ponownie gdzieś pędzą. Moja bohaterka ma drobne problemy ze sobą, więc nie dopatruj sie logiki w każdym jej postępowaniu. Taką postać zbudowałam.

Skąd wiesz, że stać mnie na więcej??? A może "z talentem tośmy się minęlli" (he he).
Jako blondynka, rozwijam się powolniej niż papier toaletowy.

Reasumując:
Składnię niektórych zdań, faktycznie muszę dopracować. Aczkowleik związki frazeologiczne użyte w mowie potocznej ( są to słowa bohaterki) dopuszczają większą swobodę wypowiedzi. Patrz: "powinny wyżej rosnąć".
Dalej :
"Wchodząc do wnętrza powitał ją przyjemny chłód.." - użyta tutaj metafora sugeruje, że chłód już był we wnętrzu, bohaterka zastała go. Zastosowana tu została PERSONIFIKACJA.
"zaśmiała się, zwracając do kota."- ok, tu brak "się"
" Zanurzył pyszczek w misce i ze wstrętem potrząsnął nim." -czepiasz się.

Nie wiem skąd u Ciebie aż taka zawziętość w łapaniu moich błędów.
Pozdrawiam. Agnieszka
PS
Popełniłeś błąd ortograficzny- mnóstwo piszemy przez o z kreską. Ale to drobiazg. Pisać każdy może..trochę lepiej, lub trochę gorzej.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Z talentem to się Lajza Minelli :) A Ciebie stać na więcej... tylko zamiast walczyć z faktami dokonanymi lepiej zawczasu posłuchać przyjaciół... tych prawdziwych, co ocenią surowo, ale szczerze... pochlebcy zazwyczaj skrycie będą kibicować Twym niepowodzeniom, publicznie klepiąc Cię po plecach. Mnustwo prowokacji...:)
Opublikowano

"Krytyka krytyczna jest z gatunku zwierząt przeżuwających".- Autor: Karol Marks

Samuelu, nie mam ochoty wchodzić w rolę Twego adwersarza. Nie warto. Rozwijaj się w roli krytyka. Wchodząc na ten portal przyjęłam panujące tu zasady- przyzwolenie na krytykę. "Volenti non fit iniuria", zatem nie jesteś w stanie mnie urazić.
A moją jędrną , zadnią część ciała zostaw w spokoju.
Dziękując za życzliwość życzę miłego dnia:)) W końcu to tylko zabawa.
A.
PS
Czekam na dalsze komentarze, bo Modliszka jeszcze będzie straszyć.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Popatrzył w okół siebie. Cztery ściany pokoju, zadymionego pomieszczenia z pożółkłymi firanami, za kurtyną zasłon, ciężkich, nietransparentych, zasuniętych przez cały czas by oddzielić go od dnia ze swoimi promieniami słońca, by nie okazywać mu nocnego nieba pełnego gwiazd, z tym całym ziemskim satelitą, który znów kojarzy się ze słońcem. Słońcem na które nie zasługiwał, ze swoją życiodajną mocą, z umiejętnością nadawania barw, koloru światu, który winien być szarym i zadymionym miejscem. Miejscem jak ten pokój. Poszarzałe ściany, dym pod sufitem, przez który ledwo przebijało się światło żarówki zawieszonej bez żadnego żyrandola, bez jakiegokolwiek abażura, dekoracja zbędna jako wyraz pożądania, chęci nadania piękna. Piękna, którego nie cierpiał bo nie rozumiał czemu miałby nadawać estetyki tam gdzie nie zasługuje się na przedmioty warte podziwiania. Zawiesił się wzrokiem w pustce, gdzieś za ścianą było coś co powinien dostrzec a czego nie dane mu było zobaczyć. Gdyby się zamyślił w tym momencie to pewnie odkopał by jakieś swoje wady ukrywane jak w labiryncie w skrzyniach, których klucze powyrzucał. Ale to było tępe spojrzenie. Mówią, że jak nie możesz oderwać tak wzroku to wpatrujesz się w zagubioną duszę. Ducha osoby, która nie dotarła do zaświatów i włóczy się po ziemi głodna bo nie może się nakarmić, zziębnięta bo nie może się ogrzać. Daleko mu było do rozmyślania w tym momencie. Bezmyślnie więc sięgnął do leżącej na stole przy którym siedział paczki tanich papierosów. Pomietę opakowanie z ostatnim już szlugiem, po wyciągnięciu go poleciało w róg pokoju gdzie stał śmietnik. Nietrafiony rzut, którym się nie przejął, na ziemi i tak stały i leżały puste butelki, zaschnięte talerze, klejące się szklanki i wiele zapisanych niechlujnym pismem a pogniecionych kartek i kurz, kłęby kurzu tu i gdzieniegdzie.  Rozejrzał się za zapalniczką. Na stole jej nie było. na szafce pod ścianą nie leżała. Więc automatycznie sięgnął do kieszeni marynarki zawieszonej na krześle na którym przesiadywał. Nie ma tam zapalniczki stwierdza i rezygnuje z poszukiwań wiedząc że w zabałqanionych szufladach komody znajdzie paczkę zapałek.  Wstał ociężale i musi się przytrzymać krzesła bo nim kiwnęło. Komoda i jej szuflady skrywają kolejny bałagan, powciskane ubrania, dokumenty ułożone bez ładu i składu, listy nigdy nie otwarte z urzędowymi pieczątkami, i zeszyty zapisane niechlujnym pismem. Gdzieś tam są zapałki trzeba się przekopać co trwa chwilę i jest irytujące dla głodnego dymu tytoniowego palacza. Potrwało to chwilę ale wśród burdelu upchanego w otchłaniach mebla znajduje pudełko z zapałkami. Potrzasnietę zdradza, że niewiele w nim zapałek a paski do odpalania po bokach sugerują już zużycie ponad miarę. Kłopot polega na tym, że trzęsące ręce mają trudność w utrzymaniu płomienia. Ale udaje się za pierwszym razem. Wraca na swoje krzesło i strzepuje popiół po pierwszym, przeciągniętym z zachłannością machu do popielniczki. I wtedy zauważa coś. Coś co przestaje mu od tej chwili pasować. Obrus na stole. To zbędna ozdoba.  Choć nikt tego obrusu nie nazwałaby ozdobą. Pożółkły, pełen plam, dziur przypalonych papierosami i rozszarpanych pociętym szkłem czy to ze zbitych kieliszków czy z roztrzaskanych butelek po tanich wysokpolrocentowtch alkoholach.  Ten obrus był niegdyś biały. Jeszcze w czasach gdy ściany miały ciepły kolor gdy zasłony porozsuwane wpuszczały światło dnia do mieszkania i pozwalały by podziwiać czy choćby dostrzegać świat na zewnątrz.  Przypomniał sobie jak ten obrus pierwszy raz zasilił ten stół. Wtedy, z nią razem rozciągnęli go by spożyć wspólnie posiłek.  Z nią. Wtedy. Ona. Kim była i dlaczego tak się zmieniło jego życie jak ten obrus. Z bieli do kawałka zabrudzonej szmaty, pełnej dziur.  Nie ma nadziei są papierosy, alkohol i wstręt do siebie. Za to jak potraktował obrus.  Wściekł się i szybkim ruchem zrywa go ze stołu ciskając za siebie w miejsce gdzie nie będzie mu przypominał swoim widokiem do czego doprowadził swoje życie.  Wypalił papierosa i schylił się po zrzuconą w napadzie furii wraz z obrusem popielniczce by ugasić kiepa. Nie przejął się rozsypanymi niedopałkami i popiołem na ziemi. Postawił na nagim stole szklane naczynie i wcisnął w nie zgniatając filtr. Papieros zgasł i przyszła refleksja. Znów musiał wstać i znów ociężałe wstał, chwiejnie ale ustał i podniósł obrus.  Niech leży,  niech mu przypomina jaki jest wstrętny.  Po chwili wyrwał kartkę z zeszytu i ołówkiem skreślił na niej pare słów niechlujnym pismem.  Wszystko chuj pomyślał i zgniata zapisany kawałek papieru by rzucić nim w stronę kosza oczywiście nie trafia ale ta kolejna kartka nie zmienia wnętrza zabrudzonego, pełnego śmieci.  Trzeba będzie iść po papierosy, trzeba będzie kupić butelkę wódki lub whiskey z najniższej półki albo na promocji.  Wyjść i przejść to wyprawa wśród ludzi. Ludzi, którzy go mijają bez wiedzy o pogardzie jaka mu się należy. Sprzedawca w sklepie pozdrawia go słowem jak dobry wieczór co go mierzi. Bo to nie dobry wieczór gdy jest się nim.  ‘Co za mruk' - myśli sprzedawca za ladą gdy jego pozdrowienie pozostaje bez odpowiedzi.  Tą litrową pokazuje palcem na butelkę wódki i wymienia nazwę swoich tanich mocnych papierosów bez słowa proszę prosi o dwie paczki.  Okno nieotwarte nie wpuszcza świeżości powietrza co sprawia że w pomieszczeniu panuje bezruch z dymem zawieszonym niczym gęsta deszczowa szara chmura pod sufitem. Kieliszek nie pamięta by był myty od niepamiętnych czasów ale nie przeszkadza to by wlać w niego trunek, szybko łyknąć bez grymasu i uzupełnić po raz drugi by jak.najszybciej i jak najmocniej uderzył w myśli.  Bierze zeszyt i wyrywa z niego kartkę.  Zakładając mu przez ramię można przeczytać co pisze  Myśli nieczyste Brudny kieliszek Dym z papierosów wypełnia ciszę  Macha głową i zgniata zapisany papier by cisnąć nim za siebie.  Dwa kolejne kieliszki i papieros.  Wyrwana kartka i ołówek zapisuje: Pod kolorami skrywa się szarość  Stworzona z czerni i bieli  Wypływa na powierzchnię Kartka ląduje zgnieciona na podłodze  Dni mijają ale on nie mija gdy już sam się pominął. 
    • Zapraszam do posłuchania piosenki:   Melodia jesieni cicha, spokojna W powietrzu ostatnie lata podrygi Zakochani i ich miłość dostojna Ze światem rozmawia na migi   Uśmiech - błyszczą korale białe Lśnią oczy – wesołe, figlarne Jej dłonie delikatne i małe Jego włosy krótkie i czarne   Szemrzą liście, wiatr strąca niektóre Spadają świdrem, jak myśli kołują Do ziemi lgną żółte i bure Zakochanym do ciszy wtórują   Opadają lekkie, beztrosko wesołe Głowę pogłaszczą, przytulą do skóry Policzki, aż po uszy czerwone Niebem płyną dwie białe chmury   Dziecko rączkę wyciąga z orzechem Kitka wiewiórki jak wąż się wije Stuk dzięcioła rozbija się echem Jesień dojrzewa, lato wciąż żyje
    • (polecam przeczytać słuchając "House featuring John Cale"- Charli XCX)   Przez metalowe kraty w oknie nie przenika światło. Na wpół wypalone świece stanowią jego jedyne źródło. Siedząc na zimnych kamiennych płytach, Podtrzymuję głowę dłonią a serce drugą.   Łzy osuszyły się na mojej skórze. Pozostały z nich jedynie brudne ślady. Nawet płacz, mój jedyny przyjaciel, Odwrócił się ode mnie.   Co jakiś czas wraca do mnie fala nadziei. Wstaję, nie czuję ran od rozbitego szkła na stopach I próbuję zniszczyć pręty własnymi rękoma. Rzucam się z pięściami i rozbijam kości.   Wtedy pojawiają się oni. Czarne postacie bez twarzy, obwódka w ciemności. Ciągną mnie za barki, ręce, nogi, włosy, Próbuję im uciec, ale są silniejsi ode mnie.   Śmieję się histerycznie, słychać tylko ból. Gdy wychodzą, krzyczę z całej siły, Aż braknie mi tchu w piersi, Aż uciszą mnie ponownie.   Nawet Bóg mnie opuścił. Zostawił mnie samą, W walce z demonami mojej głowy I z tymi, znajdującymi są wokół mnie.   Jak mogę myśleć o Bogu, Jeżeli moje myśli są poplątanymi nićmi, I zajmują ostatnie wolne miejsca w mej pamięci? Ich już nie da się rozplątać.   Tak mijają dni, tygodnie, miesiące, Miesiące przechodzą w lata. Jak wygląda tamten świat, który znałam? Nie pamiętam... nawet już za nim nie tęsknię.   Zapomniano o mnie.  Ja również zapomniałam o tym, Kim byłam wcześniej. Mój mózg wypływa mi z uszu.   Postawiłam mur wokół siebie, Żeby przetrwać i nie umrzeć za życia. Ale on cofa się i przygniata mnie Coraz bardziej, żeby mnie zabić.   Wszystko już dawno straciło swoją wartość. I wolność, I miłość, I szacunek.   @nieznajoma1907 Ten wiersz opowiada o Joannie Szalonej, królowej Hiszpanii, która żyła kilkadziesiąt lat w zamknięciu ze względu na swój stan psychiczny i domniemaną niezdolność do spełniania obowiązków królewskich. Zamknięto biedną dziewczynę w zamku Tordesillas, gdzie jej stan mógł tylko się pogorszyć. Do dziś nie wiadomo czy faktycznie Joannę aż tak nękały problemy natury psychicznej, czy czasami nie była to wymówka, żeby odebrać jej koronę. Jest postacią tragiczną, o której nie mówi się wystarczająco. Jako osoba, która zmagała się z chorobą psychiczną, jej historia wyjątkowo mnie poruszyła. Jedno jest pewne- w tej historii była ofiarą. 
    • @Waldemar_Talar_Talar Bardzo ładnie napisane:-) Pozdrawiam cieplutko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Alicja_Wysocka Ja tam im zazdroszczę. Dobrze być gawronem, lepiej, niż człowiekiem.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...