Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Poezja destrukcji, poezja gwałtu, nadekspresjonizm, po-turpizm


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Manifest(część 1)

Istota tej poetyki polega na nadmiernym jak sama nazwa mówi nagromadzeniu środków ekspresji, ich jakość nie odgrywa tu roli. Ważne by czytelnik został porażony, tym co czyta. Poezja ma sprawiać ból i być tego bólu pełna. Wulgaryzmy, brutalność i prostota oraz filozoficzna prawda ukryta w trafnym przekazie.
Następuje deformacja przekazu poetyckiego, czerwone wyrazy sprawiają że wiersz staje się mutantem. Staje się radioaktywny. Jest to odpowiedzią na obraz świata jaki kreują sobie w głowach ówcześnie ludzie. Boją się ze zostać zgwałceni, czują się bezpieczni w swoich hermetycznych światach. Taka spojrzenie na poezję otwiera oczy, każe odkopać ze swojego umysłu większe pokłady myśli. To poezja, która ma skupiać wokół ludzkiego cierpienia, oczywiście nie mówię tu o jakimś nadmiernym wartościowaniu. My uciekamy paradoksalnie tak daleko od czegoś, by się zbliżyć. Stawiamy czoła armii naszych własnych upiorów, tworząc przeciw upiory.

Nie zrozumieli państwo mojego pierwszego wiersza „Przeszczep” więc chciałem zaprezentować drugi.


„Gabinet dusz”

dusze nie mają ciał
dusze są nagie
próbują zakryć swe picki i kutasy
ale nie mogą
nie rąk ani nóg
są przeźroczyste

alfy wchodzą do ginekologa
rozchylając czarne tunele z jasnym światłem
tam gdzie płyną zmarli

omegi będą stać w szeregu
i zdzierać światło z poświaty

aż zgasną.

Opublikowano

Nic z tego.
Wulgaryzm to najniższa broń poezji, zaprzeczenire tego, że się potrafi coś stworzyć własnego a silnie działającego. Pan zresztą ma bardzo złe te swoje wiersze, to się nie przyłączam do tego wszytskiego.
Ale takie przeklństwa nie są dobre, pomijając fakt, że czyta to młodzież, to jeszcze fakt, że ktoś twierdzi, że to "poezja".
Niestey nie.

Hania.

Opublikowano

Istota " tej poetyki " jest łatwa i tania :
- jakość środków ekspresji nie odgrywa roli - zgadza się, jest beznadziejna
- czytelnik ma zostać porażony - zostałem
- poezja ma sprawiać ból - odczuwałem przy czytaniu
- wiersz staje się mutantem - zgadza się
- strach przed gwałtem - jest
Cała reszta (odpowiedź na obraz świata, otwarcie oczu, odkopanie pokładów myśli, skupienie wokół cierpienia ) to pobożne życzenia i cynizm. Filozoficzna prawda i turpizmy/ kurwizmy - to " nowe szaty króla ". Kasia14, do recenzowania w zupełności wystarczy...

Opublikowano

Tak.
Oczywiście.

Każdy cal świata jest skażony złem, nienawiścią, patologią. Wszyscy ludzie mają traumatyczne doświadczenia. Łażą po ulicach jak widma, a uśmiech to jest coś naprawdę dziwnego.

W dodatku każdy poeta pije duże ilości wódki tudzież innego alkoholu, bo tak trzeba. I najlepiej pisać po tej wódce o piciu wódki.

No cóż. Chyba wychowałem się w specyficznych warunkach ;D

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To poważny zarzut i chyba muszę uchylić czoła
bo ja "wódki nie piję" więc czy moja poezja jako "poety abstynenta"
może być całkiem szczera ?

Nie, ona jest pewnym obrazem słowa
pokazuje pewną płaszczyznę języka
uwydatnia określone formy, środki perswazji
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przepraszam, nie jestem głosem narodu. A co pani powie o wierszach Wojaczka czy innych współczesnych wierszach są trudne i wulgarne. Zgadzam się z panią wulgaryzmy to bardzo silny środek ekspresji, że poezja demoralizuje młodzież jest absurdem. Wiem moje wiersze mogą być średnie, eksperymentuje. Gdy to robię zawsze wychodzą mi dziwne rzeczy. Nigdy nie powiedziałem że jestem Miłoszem. Nie podoba mi się tylko podejście niektórych. Po co tworzysz jakieś pierdoły, lepiej pisz jak wszyscy. Potrafię, ale przechodzę etap przewartościowania sztuki i poezji. Tak to wyrażam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przepraszam, nie jestem głosem narodu. A co pani powie o wierszach Wojaczka czy innych współczesnych wierszach są trudne i wulgarne. Zgadzam się z panią wulgaryzmy to bardzo silny środek ekspresji, że poezja demoralizuje młodzież jest absurdem. Wiem moje wiersze mogą być średnie, eksperymentuje. Gdy to robię zawsze wychodzą mi dziwne rzeczy. Nigdy nie powiedziałem że jestem Miłoszem. Nie podoba mi się tylko podejście niektórych. Po co tworzysz jakieś pierdoły, lepiej pisz jak wszyscy. Potrafię, ale przechodzę etap przewartościowania sztuki i poezji. Tak to wyrażam.


Ale pan pisze gorzej niż wszyscy i ma o to do wszystkich pretensje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To poważny zarzut i chyba muszę uchylić czoła
bo ja "wódki nie piję" więc czy moja poezja jako "poety abstynenta"
może być całkiem szczera ?

Nie, ona jest pewnym obrazem słowa
pokazuje pewną płaszczyznę języka
uwydatnia określone formy, środki perswazji

Ta wypowiedź nie była tylko w Pana stronę skierowana. Ogólnie nudzi mnie poezja, w której prym wiedzie wódka, sprzedajne dziołchy, hipermarkety, jakieś tam "zło", "zepsucie" itepe. Czyli ta mała degeneracja [histeria?], która we współczesnej twórczości często się pojawia.

Już wolę Miłoszów ;p

A co do pytania o szczerość poezji abstynenta - tak, jest szczera. W ogóle to chyba Pan źle zinterpretował to, co napisałem. Ja ogólnie cieszę się, jak poeta nie jest alkoholikiem. Tzn. utwory takich cwaniaczków-outsiderów uprawiających życiopisanie totalnie zlewam (przykład: Jacek Podsiadło). Bo mnie nudzą. A ja, jako konsument poezji [nie koneser] mam prawo zlewać to, co chcę.

A tak ogólnie co do Pana twórczości - ja wiem, czy to coś nowego? W dzisiejszych czasach pełno takiej perwersji w sztuce. I niestety - zaczęło się to nudzić i być uznawane za pretensjonalne. Różewicz ogłosił śmierć poezji i jej oblicze "oszpecił", Wojaczek szokował gównami, pornografią itp. BruLion buntował się jak tylko mógł i drukował swoje młodzieńcze, butne wiersze nawalające na rzeczywistość.

Teraz już naprawdę można mieć dość tych "gwałtów" ;p



Nie sądzę, aby "wypluwanie" z siebie tego, co złe, miało cokolwiek dobrego przynieść. Przeciw upiory? Nad słowem "przeciw" się Pan choć zastanowił?

W ogóle zadam Panu pytanie:

Pana wiersze mają być trucizną czy lekiem?

Pozdro.
Opublikowano

wiesz, nawet u Wojaczka zdarzają się wiersze bez kurw i wódki. poza tym, przekleństwa tylko doprawiają wiersz, a nie są jego istotą. i to jest najważniejsze. uwierzyć stuprocentowo w mit poety przeklętego jest niebezpiecznie. Poza tym, prawdziwa sztuka często boli. ale to taka różnica jak między dostaniem w ryj od dresa a raną w pojedynku.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. Próbujmy bracia nieustająco, Pięknego dnia!
    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...