Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nad wierszami chcę władzy, z ich słów upleść wieniec
I w niego zakląć świata niewidoczne życie
Przebrnąć przez barykady z duchów, które zmienię
w pył straconych dziejów: w krzyk i krzyku ciszę.

Na ziemi tej rozpostarty, jak gwiazdy w gwiazd świecie,
Skruszony na miliony pyłów światło-stwórczych
Dzielę się aby w dziele, nim Błądzący przejdzie
Rozpalić ogień czarny słów niszczących mury!

Niech wiersz się zawsze wierszem w snach świata odciska!
W rzekach zmielonych planet niech pcha prąd w pra-czasy
By zgasła galaktyka nim zasną bożyszcza!

Gdy wichry zepchną gwiazdy z boskiej pięciolinii,
Już nie zagra nam światło, lecz spiętrzą się masy
wierszy pchanych w zagładę i ginących z nimi.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A ja uważam wręcz przeciwnie ;) Skojarzył mi się czterowers z Konfesjonału Kaczmarskiego:

Stworzyłem świat na podobieństwo świata,
Uznawszy, że na wszystko mam odpowiedź.
Lecz nie wyjąłem misy z rąki Piłata
I nie uniknął swojej męki człowiek


PL tego wiersza nieco przypomina tamtego, z tym że on ma swoje zadanie jeszcze przed sobą. Chce panować doskonale nad tym, co pisze; czynić swoje poetyckie wypowiedzi doskonale jasnymi i zwrzeć w nich sens istnienia świata ("zakląć świata niewidoczne życie"). Chciałby, aby jego władza działa równiez na odwrót: chce rozumieć idee tych, którzy tworzyli przed nim, by podjąć rozpoczęte przez nich wątki i myśli, i wykrzyczeć je raz jeszcze.

Wynika to dla mnie z enigmatycznej "barykady z duchów". Otóż duchy to właśnie ci, którzy tworzyli wcześniej, a barykady zbudowane są z ich dzieł: niejasnych, zawiłych. PL chce zmienić te "barykady" w pył - zrozumieć je i wyjaśnić.

Sam siebie widzi PL jako "roztartego na pył światło-twórczy". Jest więc taki, jakimi chciałby uczynić poprzedników: jasny i zrozumiały w swoim przesłaniu. Stara się tak tworzyć sztukę ("na miliony (...) pyłów światołostwórczych / dzielę się"), by wyjaśnić to co niezrozumiałe i trudne w dziełach już istniejących ("rozpalić ogień czarny niszczący słów mury!") Nie rozumiem tylko, dlaczego ogień ma być czarny... ;p

W ten sposób pragnie PL sprawić, że ci wszyscy wielcy twórcy pozostaną żywi i będą kierować życiem ludzi ("pchać prąd w pra-czasy"). Mają pełnić rolę opiekuńczych bożyszcz, które nie zasną do końca świata. Ale gdy wszystko przestanie być jasne ("spiętrzą się masy / wierszy pchanych w zagładę"), świat się skończy ("wichry zepchną gwiazdy z boskiej pięciolinii") i zginie.

Tak ja to widzę. Ale wiersz jest niezwykle ciężki (zupełnie w Twoim stylu, mości Adolfie ;)). Na szczęście jest dosyć krótki, więc mozna się przebić. Jednakże zagmatwana metaforyka (nie mam pojęcia, czy dobrze ją odczytałem; prawdę mówiąc wątpię w to ;)) sprawia, że utwór jakby przeciwstawia się przesłaniu, które z niego wydobyłem. Jest mało zrozumiały i sam wymagałby wyjaśnienia przez kogoś PLowi podobnego ;)

Tym niemniej bardzo mi się podoba. Podniosły ton, w którym jest utrzymany pasuje tu, a przy tym ma jeszcze ten specyficzny mroczny klimat. Jak najbardziej jestem za nim.

Z uwag praktycznych:
1. zmieniłbym jedno ze słów "rozpostarty" lub "roztarty" w drugiej strofie. Brzmią one niemal identycznie, przez co są jak niewłaściwe stylistycznie powtórzenie w moim odczuciu.
2. Czemu ogień ma byc czarny? Nie musisz odpowiadać, zastanów się tylko nad tym i ew. spróbuj dodać wskazówkę w treści wiersza.
3. "światło-stwórczych" napisłabym. Brzmi jeszcze wznioślej i jakoś tak lepiej ;)
4. Czy nie lepszy niż "krzyku cisza" byłby "krzyk ciszy"? Wiem, wiem, musiałbyś Waszmość zmienić rym, ale takie określenie wydaje mi się trafniejsze, o ile dobrze odczytałem Waści zamysł ;)

i chyba tyle. Za całość jeszcze raz +

Pozdrawiam,
Drax
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A ja uważam wręcz przeciwnie ;) Skojarzył mi się czterowers z Konfesjonału Kaczmarskiego:

Stworzyłem świat na podobieństwo świata,
Uznawszy, że na wszystko mam odpowiedź.
Lecz nie wyjąłem misy z rąki Piłata
I nie uniknął swojej męki człowiek


PL tego wiersza nieco przypomina tamtego, z tym że on ma swoje zadanie jeszcze przed sobą. Chce panować doskonale nad tym, co pisze; czynić swoje poetyckie wypowiedzi doskonale jasnymi i zwrzeć w nich sens istnienia świata ("zakląć świata niewidoczne życie"). Chciałby, aby jego władza działa równiez na odwrót: chce rozumieć idee tych, którzy tworzyli przed nim, by podjąć rozpoczęte przez nich wątki i myśli, i wykrzyczeć je raz jeszcze.

Wynika to dla mnie z enigmatycznej "barykady z duchów". Otóż duchy to właśnie ci, którzy tworzyli wcześniej, a barykady zbudowane są z ich dzieł: niejasnych, zawiłych. PL chce zmienić te "barykady" w pył - zrozumieć je i wyjaśnić.

Sam siebie widzi PL jako "roztartego na pył światło-twórczy". Jest więc taki, jakimi chciałby uczynić poprzedników: jasny i zrozumiały w swoim przesłaniu. Stara się tak tworzyć sztukę ("na miliony (...) pyłów światołostwórczych / dzielę się"), by wyjaśnić to co niezrozumiałe i trudne w dziełach już istniejących ("rozpalić ogień czarny niszczący słów mury!") Nie rozumiem tylko, dlaczego ogień ma być czarny... ;p

W ten sposób pragnie PL sprawić, że ci wszyscy wielcy twórcy pozostaną żywi i będą kierować życiem ludzi ("pchać prąd w pra-czasy"). Mają pełnić rolę opiekuńczych bożyszcz, które nie zasną do końca świata. Ale gdy wszystko przestanie być jasne ("spiętrzą się masy / wierszy pchanych w zagładę"), świat się skończy ("wichry zepchną gwiazdy z boskiej pięciolinii") i zginie.

Tak ja to widzę. Ale wiersz jest niezwykle ciężki (zupełnie w Twoim stylu, mości Adolfie ;)). Na szczęście jest dosyć krótki, więc mozna się przebić. Jednakże zagmatwana metaforyka (nie mam pojęcia, czy dobrze ją odczytałem; prawdę mówiąc wątpię w to ;)) sprawia, że utwór jakby przeciwstawia się przesłaniu, które z niego wydobyłem. Jest mało zrozumiały i sam wymagałby wyjaśnienia przez kogoś PLowi podobnego ;)

Tym niemniej bardzo mi się podoba. Podniosły ton, w którym jest utrzymany pasuje tu, a przy tym ma jeszcze ten specyficzny mroczny klimat. Jak najbardziej jestem za nim.

Z uwag praktycznych:
1. zmieniłbym jedno ze słów "rozpostarty" lub "roztarty" w drugiej strofie. Brzmią one niemal identycznie, przez co są jak niewłaściwe stylistycznie powtórzenie w moim odczuciu.
2. Czemu ogień ma byc czarny? Nie musisz odpowiadać, zastanów się tylko nad tym i ew. spróbuj dodać wskazówkę w treści wiersza.
3. "światło-stwórczych" napisłabym. Brzmi jeszcze wznioślej i jakoś tak lepiej ;)
4. Czy nie lepszy niż "krzyku cisza" byłby "krzyk ciszy"? Wiem, wiem, musiałbyś Waszmość zmienić rym, ale takie określenie wydaje mi się trafniejsze, o ile dobrze odczytałem Waści zamysł ;)

i chyba tyle. Za całość jeszcze raz +

Pozdrawiam,
Drax


Powiem Ci, że trafiłeś w 98% z interpretacją ;) a najbardzie się ucieszyłem z tego, że rozszyforwałeś enigmatyczne określenie: bożyszcza ;) i praktycnzie w 100% zinterpetowałeś 2 ostatnie (czyli nie jest źle bo o to o czym napisałeś dokładnie mi chdziło)


Co do ognia: jest niejasno, mogę zmienić, bo chodziło mi o psecyficzny ogień atramentowy: jakby namlowany atramentem ;) niestety ilosć sylab i zbytnia dosłowność tkaiego sformułowania nie pzowoliły mi tak napisać: ale może zmienię, żeby rozjaśnić :)
1) roztarty :a zmienie, może masz rację że lepiej zabrzmi :)
3) tu się ciebie posłucham: lubię tworzyć neologizmy, czy włściwie zlepki, ten lepszy będzie
4) zastanawiam się ;) tu akurat chodizło mi o odwrócenie, zagmatwania znanego oksymoronu i chyba albo w cąłści zmienię albo zostawię (bo jednak krzyk ciszy troche oklepany)

Właściwie, tożeby było 100% interpetacji to możnas byłoskojarzyć Król-Poeta z Kólem-Duchem i uznać dwoistość natury peela

z jednej strony taki jak piszesz ty
z drugiej swoisty naczelny poeta duch który pokolei wcielasię w poetów - wena (analogia do Króla Ducha ;) co jednak nie zakłóca twojej interpretacji

I gwiazdy to oprócz twojego pomyśłu możnateż uznać, za kawałki jakiejś całości - tak jak wszyscy poeci to części Króla - Poety.

A rreszta dokładnie tak jak mówisz ;))

Cieszę się, ze wpadłeś na to ;) i tak dokładnie (praktycnzie wszystko) co jednak musiało byc trudne przy mojej tendencji do komplikacji :)

pozdr. i dzięki za wgląd.
Opublikowano

Adolfie, kiedy wreszcie zaczniesz pisać coś z sensem? W dobrym sonecie wazne jest kazde słowo, tymczasem tu mamy... właściwie co?

Niech wiersz się zawsze wierszem w snach świata odciska!

Co to jest ten wiersz? Albo sen świata? Dyrdymały i tyle.
Albo dalej:

W rzekach zmielonych planet niech pcha prąd w pra-czasy

Jakie znowu rzeki! Skąd i po co nagle te planety i pra- czasy?

By zgasła galaktyka nim zasną bożyszcza!

Matko, ja się bojam że beznzyna drożeje a tu mnie jakimiś pierdołami straszą ;)

Gdy wichry zepchną gwiazdy z boskiej pięciolinii

Tu się poddaję, wybacz ale tak można pisać sobie bez końca i... nic nie napisać.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




;) dzięki za zimny prysznic :) mnie też się niezbyt (dobra: nie) podoba,

choć powiedziałeś to, co czuje przez skórę (i czułem) ale próbowałem to przemilczeć:

ehh napisałeś to... a ja o tym wiem i staram się z tym wlaczyć:

a mianowicie:

pisanie o niczym ;/ Masz rację popadam po prostu w słowotoki: ubieram w słowa zamyśł, a nie myśl, stąd wrażenie nieskończoności mojego sonetu ;)) ale cóż mogę tlyko pwoiedzieć:że z każdym wierszem staram isę by tego mniej było ;) bo choć to taki mój urok gadać/pisać to jednak się zgodzę, nawet powiem, że jest to jedna rzecz która mnie wkurza w moich wierszach ( a też jedn a rzecz którą u mnie zauważono: otóż nie umiem powiedzieć czegoś krotko i zwięźle, a zamiast tego rozpowiadamsię rpzezdobre kilka mimut)

:P

dzięki za rady, koment, i wgląd.

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Proszę nie utwierdzać Adolfa w tym, że dyrdymały są czymś do czego ma dążyć
bo powstanie z niego coś w rodzaju Lilianny.
A dąży już dość długo. Planety, Bogowie, wiersze... w kółko to samo, zupełnie
jak u innych anioły, krzyże, róże i co gorsza, niewiele z tego wynika.
Pokazał wielokrotnie, że potrafi obrazować i nie zawacha się użyć żadnego słowa :)
- czas teraz na jakieś ciekawsze tematy od tych dla graczy komputrerowych.

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Proszę nie utwierdzać Adolfa w tym, że dyrdymały są czymś do czego ma dążyć
bo powstanie z niego coś w rodzaju Lilianny.
A dąży już dość długo. Planety, Bogowie, wiersze... w kółko to samo, zupełnie
jak u innych anioły, krzyże, róże i co gorsza, niewiele z tego wynika.
Pokazał wielokrotnie, że potrafi obrazować i nie zawacha się użyć żadnego słowa :)
- czas teraz na jakieś ciekawsze tematy od tych dla graczy komputrerowych.

Pod jednym warunkiem - Adolf ma góra 12 lat i szlaban na gry komputerowe,
więc musi brak np. Heroesów odreagować tym co sam napisze? Jeśli powyzej 16...
to proszę zerknąć co (i jak!) pisał w tym wieku Kamil Baczyński.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



:) No toś dowalił z tym wiekiem: czyżbym był aż tak zdziecinniały, fakt młodo wyglądam, no ale żeby tak ;))) A z z tymi Herosami żeś się uczepił :) A oczwyiście grąłem w pierwsze 3 części, ale teraz są nowsze gry :))



ej no półroku to chyba nie aż tak długo :// są tacy co piszą 3 lata i jeszcze gorzej ;)) czyli nei jest aż tak tragicznie, choć dobrze nie jest.



może i racja?



wiem :( wiem, a Schiller?;/
tacy twórczy kompleksotwórczy :)

pozdr.
Opublikowano

Proponowałbym dla odpoczynku i szlifowania talentu jakiś erotyk, ale nie wiem czy już możesz je pisać? ;) Napisałeś niedawno taki piękny wiersz, o tym że może to wszystko
co piszemy i nasze życia są nic nie warte, a potem znów te bogi, planety, rzeki czasu.
Sam sobie postawiłeś wysoko poprzeczkę, więc teraz nie zwalaj na mnie, że chcę więcej takich wierszy od Ciebie.

Pozdrawiam

Opublikowano

Adolfie...:) mam przed oczami pewien Twoj wiersz, który mnie bardzo ujął::)..przede wszystkim swoja prostotą..odszedłes w nim od swojej formy , ktora teraz prezentujesz....brak było patosu..spokojna metaforyka trafiała do czytelnika:)...trzymaj sie tego stylu...bo ten wierszyk zbyt dobry nie jest....ale wierze ze potrafisz...czytałam wszak;)
pozdr. ciepło.....

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Sam niekiedy grywałem, zwłaszcza w trójkę plus nowe mody :) Najlepiej wtedy, przy
wyciszonym dźwięku z gry, posłuchać czegoś dobrego.
Chodziło mi o fabularne opisy do niektórych gier - tak mniej więcej wyglądają.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Przeczytałam wiersz i komentarze:
jedno wiem; ludzie są życzliwi, chcą pomóc, widzą błędy i pokazują je,
a to już bardzo dobrze.
Ja bardziej wiersze "czuję" niż znam się na pisaniu,
ale to moja wada - za mało wiem, choć cały czas się doszkalam.
Sonet, to bardzo trudna forma wiersza. Może i ja kiedyś spróbuję
(będzie to chyba coś o przyrodzie), ale wtedy nie wiem, czy odważę sie wkleić?
Ja tylko zachęcę Cię do dalszego pisania, widać chcesz i masz talent,
i umiesz słuchać.
Takie są moje odczucia - pozdrawiam
- baba

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Bije pięściami    A metaliczny posmak krwi Mówi o mnie wiele    Gdy kolejna rana  Pojawia się na moim ciele    To rozpływam się  W czasie i przestrzeni    I nic się już więcej nie zmieni    W niebie które gdzieś tam istnieje  I w piekle które wita    A kto pyta? 
    • @Berenika97 Mój jeden zniknął. No nie był jakiś znaczący muszę powiedzieć. Nie wiem zgłasza się chyba niewłaściwość tekstu do administratora forum. Ale to wiesz kompy są. 
    • Gratuluję pomysłu na ten wiersz i sposobu w jaki prowadzisz czytelnika przez poszczególne wersy.    pozdrawiam   
    • to opowieść o świecie dwuwymiarowym gdzie wszystko jest płaszczyzną ? 
    • Trochę inna wersja  dawnego tekstu     Nie widzą siebie nawzajem. Nie wiedzą gdzie mieszkają. Inne zmysły napędzają życie. Pojęcie pionu jest dla nich pustym frazesem. Jak powstał ów świat i jak wygląda? Kim są i dlaczego? Też tego nie wiedzą. Poruszają się przylgnięci do podłoża. Wszystko takie jest. Doskonale płaskie. Nie wystaje poza świat. Ma jedynie grubość nałożonej farby. Kiedyś owa kraina, była Wielkim Białym Płótnem.      Nad nimi pusta przestrzeń, którą trudno sobie wyobrazić. Główne zmysły ułatwiające życie, to: dotyk, zapach, coś w rodzaju wzroku oraz inne umiejętności, trudne do racjonalnego wytłumaczenia. Na dodatek ciała nie mogą się na siebie nakładać. Tak samo jak cała reszta. Jedynie stykać bokami, niewyobrażalnie płaskimi. Do swoich domów, mogą wchodzić jedynie ustalonymi ścieżkami. Przesuwanie po ścianie, jest oczywiście niemożliwe. Wyobraźnia nie wystarcza, żeby wyrobić pojęcie o wyglądzie i otoczeniu świata, którego zamieszkują.       Są jednak krótkie chwile, kiedy widzą przebłyski otoczenia. Aczkolwiek nie wyraźnie i jakby za mgłą. Tak jest wtedy, kiedy jedno z nich wykrusza się z podłoża lub jest bardzo wytarte, prawie niewidoczne. Wtedy przeżywają Święto Namalowanego. Wielkie Coś, włochate na końcu, zbliża się do ich świata i maluje nowego osobnika, na miejsce tego którego już nie ma. Część malująca jest w przekroju spłaszczanym kołem. Jakby ogromny, nieforemny walec, składający się z tysięcy cienkich nitek. Są mokre, a zatem błyszczące.      I właśnie w nich, ludność zamieszkująca może widzieć jak za mgłą, zarysy samych siebie i otoczenia, spoglądając z ukosa na odbity obraz. Nie daje to jednak pełnej możliwości, wyobrażenia sobie, co tak naprawdę widać. Nawet wtedy, gdy malowany jest większy obiekt i przestrzeń odbijająca jest także większa. Tym bardziej, że tego typu czynność przebiega bardzo szybko. Kiedy postać już istnieje i zaczyna się ruszać, Wielkie Coś szybko znika, zostawiając jej, ograniczone możliwości wyboru. Zostaje znowu nad nimi niezrozumiana pustka. Nastaje kolejna tak zwana: widoczna noc.    *** Po przebudzeniu, nie wiedzą w pierwszej chwili, na co patrzą. Zdają sobie jedynie sprawę, że wszystko jest nie takie jak zazwyczaj. Szczególnie gdy spoglądają przed siebie. Widzą wielkie ilości kolorowych ruszających się kształtów. Jakby ktoś nad nimi rozwiesił ogromny obraz z ruchomymi postaciami. Dopiero po bardzo długim czasie, gdy ich mózgi dostosowują się do nowej sytuacji, zdają sobie sprawę, że patrzą na samych siebie. Widzą świat w którym żyją. Muszą tylko spoglądać w górę. Nie wiedzą skąd, ale przychodzi im na myśl, że jakaś ogromna siła o wielkich możliwościach, rozwiesiła nad nimi ogromne lustro, z dziwnego materiału, równoległe do ich świata.     Wreszcie wiedzą, gdzie żyją, w jakim otoczeniu, jak wyglądają, jakich mają sąsiadów. Cieszą się i wiwatują. Na dodatek zwierciadło posiada przydatną właściwość. Dostrzegają siebie jakby patrzyli z góry, oglądając film, w którym występują. Gdyby cokolwiek pisali, napisy można by normalnie odczytać. To bardzo ułatwia postrzeganie tego co czynią. Radości i zachwytów nie ma końca. Lecz po jakimś czasie, kiedy pierwsza euforia mija, zaczynają dostrzegać różnice…     A im więcej różnic, tym więcej zawiści do użycia. A ten ma ładniejszy domek, lepszą farbką wybudowany, a sąsiad solidniejsze ciało, takie z utwardzaczem. W tym sadzie drzewa się nie łuszczą, a w innym liście odpadają. Jeszcze inny drugiemu terpentyną zalatuje. To dziecko z farbek wodnych, a inne z plakatowych. W jednym miejscu ślad po pędzlu widoczny, a obok sąsiada wszystko ładnie wygładzone.    Nerwowość i poczucie niesprawiedliwości, narasta z każdą chwilą. Im więcej obrazów dociera, do ich świadomości, tym więcej mają pretensji. Ktoś zechciał pomóc temu światu. Dał możliwość, której nigdy nie doświadczyli. A może rzeczywiście owa Siła była przekonana, że lustrem polepszy egzystencje. Że będą wiedzieć więcej, zrozumieją to i owo. Zobaczą wreszcie swój świat w którym żyją. Będą wiedzieli jak się poruszać i co jest ważne, co mniej, a co wcale. Zrozumieją prawdziwą istotę Farby.     Niestety. Coś nie idzie zgodnie z oczekiwaniami. Tylko nieliczni, po prostu nie patrzą w górę. Żyją tak jak kiedyś. Jakby lustro nie istniało. Nie jest im łatwo.     Zaczynają walczyć między sobą. Tym bardziej, że w lustrze widzą kogo tłuc. Oczywiście słowo: tłuc jest trochę nie na miejscu. Okazuję się, że odwieczna tradycja zabraniająca nakładania się na siebie, przestała obowiązywać. Osobniki z grubszej warstwy farby, włażą na te z bardziej cienkiej. Wydrapują te pod spodem, z podłoża. Inni znowu nasuwają się na ściany domów, by sąsiadowi życie uprzykrzyć. Niektórzy z nerwów, dostają łuszczycy. Mieszają się z innymi obrazkami. To całe zamieszanie rodzi wiele pustych wydrapanych miejsc.     Wielki Pędzel nie nadąża malować nowych osobników. A jeżeli nawet, to wychodzi mu koślawo. Jest bardzo nerwowy. Koślawe nie chcą być… koślawe. Mają pretensje do wszystkich wokoół. Zawiść zaczyna w nich wrzeć. Psują swoim ciałem okoliczne obrazki, żeby były tak samo brzydkie jak one. Nie ważne, czy żywe, czy nieożywione. Wielki Pędzel jest tak roztrzęsiony, że uderza w lustro. Powstaje ogromne pęknięcie.     Część świata wraca do punktu wyjścia. Nie widzi samych siebie, ale inni widzą ich i to niezwłocznie wykorzystują. Narasta wielki chaos. Już nie jest tak pięknie jak kiedyś. Niestety, pęknięcie się niebezpiecznie powiększa. Znowu następni nie wiedzą jak żyją. A ci co jeszcze mają kawałki lustra nad głową, coś jednak widzą. Także to wykorzystują. Wreszcie dostrzegają swoich wrogów. Wiedzą jak się do nich dorwać. Zdrapać do gołego płótna. Do ostatniej nitki. Same pozostając warstwą farby.     *** Pęknięć w zwierciadle jest tak wiele, że wszyscy zdrapują wszystkich, nie wiedząc, czy to przyjaciel czy wróg. Słychać nieliczne głosy nawołujące o spokojne przyleganie do podłoża, ale na nic to się zdaje. Walka jest tak zacięta, że lustrzana powierzchnia, zaczyna niebezpiecznie drgać, wpadając w coś, w rodzaju rezonansu. Na dole odbywa się prawdziwa wojna. Jest taka zajadła, że w płótnie powstają dziury. Wiele istot jest przedartych na pół lub dosłownie na strzępy. Niektóre części wojujących farb, wylatują przez rozdarcia w płótnie, w nicość. A że wojuje większość, to i niewinne lecą poza granice postrzegania.     Rezonans doprowadza do tego, że ogromne lustro rozpada się na kawałki. Zlatują na obraz. A właściwie na resztki, co z niego pozostały. Mieszają się z lepkimi cząstkami farbek, które jeszcze tak niedawno, były żyjącymi istotami tego świata. Ostre odłamki tną płótno na strzępy. Wszystko spada, w trudną do określenia rzeczywistą nicość. Nie ma już ani świata ani lustra.   Zapach świeżej farby, gdzieniegdzie pozostał.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...