Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Może teraz temat nie-pierdółka?

Oóz zastanawia mnie czy odbieracie wiersz przez to, co jest tlyko na papierze: a więc sam wydźwięk dziełą czy mieszacie go z autroem?

Niejasno? To powiem obrazowo:

Kiedyś uwielbiałem Asnyka i jego "Do młodych". Wynikało to z tego - że ja - błędnie sądziłem (nie wiem skąd) że był on romantykiem zagubionym w pozytywiźmie, nie mogącym zbytnio zrozumieć nowej epoki, pragnący by epoka romantyzmu nie odchodziłą i by jak najbardziej obie połączyć. Ale się potemokaząło, że jest zupełnie nie tak: a Asnyk może i kiedys był romantykiem i pisał romantycznie, ale jest zatwardziałym pozytywisą (powiedzcie że nie :(( ) a swoje dzieło Do młodych nie pisał tak jak mi się zdawało kiedyś - poprzez swój tragizm, niezrozumienie ale chęc połączenia - apel jednostk istarszej epoki - taka próba pogodzenia nurtow, ale pisął jako dzieło pozytywistyczne w którym porusza.. i cóż magia się stłukła a ja Do Młodych nie widzę już jako wielkiego wiersza

Co sądzicie?

Opublikowano

Może to nie do końca ten temat, ale napiszę ;)

Otóż niegdyś bardzo interesowała mnie twórczość pewnego zespołu. Ciężko było zdobyć jego nagrania, ponieważ to już prawie "starocie". Podobały mi się teksty, które dostępne były na necie i w ogóle zapowiadał się niezły kąsek.

I przez to wytworzyłem sobie jakieś wyobrażenie co do tej muzyki. Potem, gdy przesłuchałem kawałków ogarnęło mnie rozczarowanie. Właśnie przez te dorabiane przez siebie teorie.

Mam tak bardzo często. Np. jeśli nie znam twórczości jakiegoś pisarza i przeczytam jego "sztandarowy" utwór, który bardzo mi się spodoba, to potem (gdybym na przykład kupił sobie jego tomik) wymagam tego, co zobaczyłem na początku. A często jest tak, że tam tego nie ma i jest okres rozczarowania.

Na szczęście okres ten mija i po pewnym czasie przekonuję się do tego, co jest ;) Nie wiem dlaczego w Twoim przypadku, adolfie, nie jest tak samo.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



można powiedzieć, że w poście dotknąłeś kwintesencji prolbemu ;) z Asnykiem zetknąłem się przez Do młodych i miże to rozczarowanie wynika z tego, że czytając ten wiersz sam sobie wymyśliłem jego genezę i cały obraz czemu to Asnyk stworzył i zetknięcie się z prawda spowodowało bolesne rozczarowanie: masz rację sam sięnastawiłem a potem się zawiodłem że tak nie ma (przy czym masz rację że więcej nei czytałem, a potem nawet jak czytąłem to otrzebaprzyznać że psiał on w stylu romantycznym więc miałem mylne wrażenie)

może przejdzie ;)

pozdr.
Opublikowano

Nie wiem, skąd w ludziach przekonanie, że wielki artysta musi być również wielkim człowiekiem. To, ze ktoś ma talent nie oznacza, że jest lepszym człowiekiem, jest tylko lepszym artystą w danej dziedzinie. Idealizowanie jednostek jest charakterystyczne dla nastolatek, myślałam, że z tego się wyrasta?..
Pzdr., j.
PS. Dość trudno znaleźć wspaniałych ludzi bez skazy wśród artystów. Zna ktoś kogoś takiego?...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




A prosze sobie nie idealizować: wizjonerem nikt pani nie karze być, a a skoro pani tak dobrze z tym swoim cynizmem,pragmatyzmem - to ok. Tyle że to nie jest oryginalne ;) Bo to urok naszysch czasów przepelcionych kiczem, materializmem, tadnetą i badziewiem..


ale cóż minie i to, jak wszystko mija, wszak dawno jakiś wielkich przewrotów nie bło,

i czekajmy jak rzekł BOSKI Słowacki:

Aż róża zrośnie się z kamieniem

pozdr.
Opublikowano

Żeby "mieszać" treść wiersza z życiorysem autora, trzeba najpierw ten ostatni znać. Ale to nie wszystko. Ja odwołuję się do życiorysu, kiedy autor jest dla mnie Autorem, kimś więcej niż twórcą kilku(dziesięciu) dzieł. Aby być "Autorem" wielką literą trzeba mnie poruszyć: albo geniuszem poezji - żebym zechciał w swym lenistwie z osobą Autora bliżej się zapoznać, albo jakimiś faktami z życiorysu które w ten lub inny sposób (nie wyłączając lekcji polskiego) zostały mi wbite do głowy.

A takie odwołanie potrafi radykalnie zmienić wydźwięk wiersza, albo ocenę poglądów w nim wyrażonych. Znam to najlepiej z Koncertu fortepianowego Kaczmarskiego ;)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A czasem potrafi być dokładnie odwrotnie. Wątpię, żeby sztandarow przykłady twórczości Kaczmarskiego mogły uczynić mnie takim jego fanem jakim jestem. W każdym razie słynne Mury nie zdołały tego dokonać. Potrzeba było czegoś lepszego...


Ja znam: siebie ;p Żartuję, rzecz jasna.


Nie przesadzasz, Waść, z tą boskością? ;p
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




A prosze sobie nie idealizować: wizjonerem nikt pani nie karze być, a a skoro pani tak dobrze z tym swoim cynizmem,pragmatyzmem - to ok. Tyle że to nie jest oryginalne ;) Bo to urok naszysch czasów przepelcionych kiczem, materializmem, tadnetą i badziewiem..


ale cóż minie i to, jak wszystko mija, wszak dawno jakiś wielkich przewrotów nie bło,

i czekajmy jak rzekł BOSKI Słowacki:

Aż róża zrośnie się z kamieniem

pozdr.
No tak, a potem zwykłego szaraczka wsadza się na długie lata do kicia za to samo, za co Wielkiego Artystę/Sportowca/Kaznodzieję karze się pełnym współczucia upomnieniem. Bo przecież Wielki Artysta/Sportowiec/Kaznodzieja nie może być zły.
I odwrotnie - świetne dzieła sztuki spuszcza się z wodą, bo ich twórca to zgniłek. Albo przestaje się podobać posąg Dawida, Pieta czy Kaplica Sykstyńska, bo się człowiek dowiaduje, że Michał Anioł był pedałem, furiatem i sadystą, a do tego się nie mył. A swoją drogą - jak to się ma do obiektywnej oceny dzieła?..
Pzdr. j.
PS. Coś takiego, podobno jestem idealistką?!...
Opublikowano

Nie oceniam i nie łączę życia autora z twórczością.
Aczkolwiek znając Autora, mogę domniemać nieco więcej o wierszu.

Nie ograniczam się do gatunków, mimo że mam ulubione, tak samo z muzyką. Słucham wybranych "dzieł" nie całości twórczości. Są tacy, których jedno dzieło do mnie przemawia, a pozostałych 100 nie.
Jeśli jest coś, co mi podoba się, to nie ma znaczenia, że ktoś tak czy siak się prowadził.
Zwłaszcza, że tak naprawdę nie znamy wszystkich okoliczności, a każdy kto przekazuje takie informacje zawsze fakty na swój sposób zniekształca.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Lo zes dowalil ;) argument chyba powstaly wraz z forum ;) ale jezeli juz chcesz wiedziec to bylem strasznym ignorantem w liceum i szmir pozytywistycznych przeczytalem kilka bo dla reszty rzygalem po 1 stronie ;/ taka zbrodnia i kara - kiepskie i tadetne jak nic.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Lo zes dowalil ;) argument chyba powstaly wraz z forum ;) ale jezeli juz chcesz wiedziec to bylem strasznym ignorantem w liceum i szmir pozytywistycznych przeczytalem kilka bo dla reszty rzygalem po 1 stronie ;/ taka zbrodnia i kara - kiepskie i tadetne jak nic.

Winny się tłumaczy ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Lo zes dowalil ;) argument chyba powstaly wraz z forum ;) ale jezeli juz chcesz wiedziec to bylem strasznym ignorantem w liceum i szmir pozytywistycznych przeczytalem kilka bo dla reszty rzygalem po 1 stronie ;/ taka zbrodnia i kara - kiepskie i tadetne jak nic.

Winny się tłumaczy ;)

;) ta a gdybym się nie tłumaczył to byłoby że nie mam nic na sowją obronę ;)) jawiem, że w ostartnich sondaża PiS idzie w górę, ale ;)) może sobie darujmy ;))
pozdr.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Lenore Grey Można powiedzieć, że czekałem cały dzień na kolejną doskonałą miniaturkę od Ciebie.
    • Bosy, zwinny — jak małpka zgoła — z odpływem się zabrał w którymś lecie. Przed Pompaurdé chylił czoła, gdzie ptaki pieśnią rozpinają siecie. — Już świeca dogasa! z podwórza kwik się niesie! Co mówisz, co mówisz, dziecię?               Jack Featherwick?... 
    • Cylinder zastygł w bezruchu  a tuba zamilkła. Tym razem nawet igła fonografu  zdawała się nie mieć ochoty  wracać na powierzchnię cylindra  po raz setny tej przeklętej nocy. Obiecałem, że pomogę w poszukiwaniach, lecz po tym czego się tu dowiedziałem  i po tym co usłyszałem i zobaczyłem, stwierdzam jasno,  choć z dozą  naprawdę przejmującej rozpaczy, że mój nieodżałowany ojciec, został pochłonięty w odmęty,  bezdennej paszczy szaleństwa. Po czym uleciał w kompletny niebyt, bagiennych wrzosowisk północnej Szkocji.   Przeszukano cały dom od piwnicy po strych. Wszystkie pozostałe obejścia i budynki. Studnie, staw a nawet rozkopano przydomowy ogródek ze wspaniałymi  krzewami piwonii o które tak dbał. Bardziej niż o jedyne dziecko. Wszystko zaczęło się  gdy byłem jeszcze dzieckiem.   Ojciec był  szanowanym profesorem archeologii  na uniwersytecie oksfordzkim. Był najlepszy w swoim fachu i dzięki temu pozostawał w kontakcie z najtęższymi umysłami z całego świata. Pamiętam doskonale zimowy poranek, jakieś piętnaście lat wstecz. Zakładałem szkolny mundurek  i z teczką w prawej dłoni  zmierzałem ku drzwiom domu. Ojciec szedł za mną. Trzymał mnie delikatnie za ramię, tłumaczył mi że jeśli  nie zakończy  zaplanowanego wykładu na czas  to odbierze mnie ze szkoły  nasza sąsiadka panna Stevenson. A jeśli wszystko zakończy się  zgodnie z planem  to obiecuję zabrać mnie potem na łyżwy.     Nic nie poszło zgodnie z planem. Otworzyłem drzwi i o mało co  nie zderzyłem się w nich  z ponurym, wysokim  i dość postawnym jegomościem  w szarym, długim, dwurzędowym płaszczu  o prostym kroju. Jego fason nie był typowym dla wyspiarza a raczej obywatela zbuntowanej kolonii. Dziwny gość otarł mnie ledwie wzrokiem  zza przyciemnianych, wąskich szkieł i zwrócił się do mojego ojca.   Bardzo przepraszam za tak nagłe najście  ale na uniwersytecie powiedziano mi, że jest Pan jeszcze w domu panie Fodden a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który z pewnością pana zainteresuję.   Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko i wręczył je ojcu. Nazywam się Peter Noyes  i jestem zastępcą profesora Clarka  na uniwersytecie Miscatonic w Arkham. Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia. Profesor liczy na Pana pomoc w tej sprawie. Jeśli tak w istocie będzie  czekam na Pana  w dniu jutrzejszym w południe  na nabrzeżu numer dwa, celem odbycia podróży najpierw do Bostonu  a potem do Arkham. Proszę pamiętać,  że nie ma czasu do stracenia. Gwiazda czy też planeta, powoli pojawia się  w naszych snach nieprawdaż?     Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się na pięcie i szybko znikł za zakrętem skrzyżowania. Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson i nakazał jej  by zajęła się mną przez jakiś czas  bo czeka go długi i pilny wyjazd do Bostonu.     Zostałem u niej długie lata. A ojciec wrócił podobno kilka lat temu. Nikt nie wiedział skąd ani po co. Uważano go za zmarłego. Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii  razem z tym całym Noyesem i Clarkiem. Nadal gdzieś w szufladzie biurka  mam jego nekrolog z jednej z gazet z Arkham. Żył ale przypłacił to szaleństwem. Nie widziałem go już nigdy później. A teraz zaginął po raz wtóry. Podobno planeta  znów nawiedzała go w snach.     Odebrałem telefon z policji  i obiecałem przybyć na miejsce  by jakkolwiek pomóc śledczym. Bo sami nie rozumieli  w środek jak wielkiego szaleństwa  przyszło im wpaść i brnąć dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom. Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne. Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth? To miasteczko, osada czy może  jakaś kodowa nazwa  jakiejś świątyni czy wykopalisk? Znaleźli pamiętnik ojca, gdzie ta nazwa pojawia się ciągle. Ten krótki wpis ołówkiem  sprzed wielu tygodni. Wreszcie odezwali się do mnie Ci z Yuggoth. Będą czekać w oktawę święta  ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach. Zabiorą mnie znowu… Brzmiało to jak żart. Lecz jedno było pewne. Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.   W gabinecie ojca panował półmrok. Oficer śledczy siedział  naprzeciw mnie w skórzanym fotelu. Widać było na jego twarzy mieszankę zmęczenia, rezygnacji i powątpiewania  ale oczy mówiły zupełnie coś innego. Rozedrgany głos również. To był czysty strach. Cały czas zerkał niespokojnie  na rączkę z igłą, jednak nie miał już ochoty a raczej śmiałości by ponownie odtworzyć nagranie. Wreszcie wstał. Zbyt gwałtownie i prędko  by móc ukryć nerwowe ruchy nie przystosowanego do tak  niecodziennej i tajemniczej wiedzy. Umysł policjanta opiera się na  racjonalnym poglądzie,  utrwaleniu w twardym dowodzie  i bezsprzecznie niepodważalnej tezie. A on miał jedynie dziwne,  nic nie wnoszące nagranie z wrzosowisk oraz na dokładkę masę chaotycznych, spisanych w stanie delirycznym dokumentów a także pamiętnik osoby  najpewniej zupełnie obłąkanej.     Musiał jednak udawać przed świadkiem, że nadal panuję tutaj nad wszystkim  a sytuacja jest owszem trudna  lecz jeszcze nie beznadziejna. Jedna poszlaka, trop, cokolwiek  i będzie można ruszyć dalej a potem czym prędzej wynieść się stąd  i zamknąć a najlepiej spalić tą przeklętą budę.     Ojciec tego chłopaka był szalony. Lecz również kiedyś  był szanowanym naukowcem. Wiedział, że facet żyję i wodzi ich za nos  w swoim wyimaginowanym świecie  istot z innego wymiaru. Spojrzał jeszcze raz na chłopaka. To nie było typowe przesłuchanie. Bo sprawa była nietypowa ale i chłopak zdawał się  nie wiedzieć zupełnie nic. On już dawno stracił ojca i nie zamierzał widać nawet udawać, że może być inaczej. Nie miał żadnego interesu  by im pomagać  a tym bardziej utrudniać śledztwo.   A więc jeszcze raz. Potwierdzasz, że głos  z nagrania to głos Twojego ojca? Chłopak patrzył przez  nieprzejrzysty mrok za oknem, był teraz gdzieś daleko, musiał cofać się w trudną przeszłość.   Tak. To głos mojego ojca a ten drugi głos  praktycznie na pewno należy do Noyesa.   To już sami ustaliliśmy.  Noyes zanim wyruszył z moimi ludźmi  na poszukiwanie Twojego ojca, przyznał prawie od razu, że chodzili na wrzosowiska razem.   A gdzie jest teraz?  On byłby lepszym świadkiem niż ja. Zna mojego ojca dłużej. Nawet zmartwychwstali  w tym samym czasie i miejscu. Nie wydaje się to Panu dziwne?   Policjant pokiwał głową. Noyes też zaginął, razem z całym moim patrolem.   Miał ich zaprowadzić  w jedno z miejsc na wrzosowiskach. Tam to wszystko nagrywali. Tam mieszkają oni.   Chłopak wybuchł krótkim, lękliwym śmiechem.   Ci z tego Yuggoth? Myśli Pan, że mój ojciec i Noyes  wpadli w Nowej Anglii przed laty  na trop jakiejś ludowej sekty. A potem przybyli tu i zaczęli robić to samo już jako jej członkowie? Może po to są te wszystkie modlitwy, obrzędy i bluźniercze rysunki w pamiętniku. To kult.  Mamy w pamiętnikach zapisy o dziewiątej planecie układu. Przecież obaj wiemy, że takowa nie istnieje. Wszystkie teleskopy jej szukają, lecz ona jest tylko marzeniem astronomów. Pojawia się w snach. Bo jest z krainy snu. Jest bajką i pożywką dla tych  co mają światłe umysły lecz słabe nerwy. Jak Noyes czy mój ojciec. Pan spojrzy na ten zapis o tutaj. Złapał za zakładkę w pamiętniku  i przewrócił strony. Wskazał palcem fragment i odczytał.     Zaprowadzili mnie przed oblicze Rady. Ich Starszy opowiedział mi o zagrożeniu tak samo olbrzymim dla nich jak i dla nas. Całej humanoidalnej rasie grozi zagłada. I to ich wina. Połączyłem się z jego myślami.   Ach! Co ujrzałem… dobry boże … skuty lodem kontynent a nad nim stróżujące aż do firmamentu czarne, błyszczące góry. Okryte mgłą szaleństwa. Za nimi płaskowyż żalu, na którym palą się wieczne ogniska  dzikich plemion wyznawców. Wznoszą do nieba imię najwyższego chaosu. A on słucha, zamknięty w dostojnej sali pałacu na szczycie samotnej, bazaltowej góry. Gdzie jeden człowiek jeno dotarł w wędrówce przez sen.   Góry strzegą też miasta. Jeśli można go tak określić, nie tracąc przy tym wiary  w postrzeganie wymiarów przestrzennych, matematycznych i fizycznych. Ci, którzy mnie wezwali. Określają je jako  Miasto Umarłych acz Śniących.   Boże jedyny jeśliś jest to ratuj nas… to miasto jest na Ziemi… to biegun. A pod nim grobowce Starszych. W grotach snują się strażnicy. On przekazał mi kolejną myśl. I zobaczyłem to miasto w pięknej krasie dawnych prekambryjskich dni. Sale, biblioteki, zamki i pałace. Nie zmieniła się jedynie zimna postać góry, leżącej za Leng. Lecz pałac na jej szczycie  tętnił życiem, śmiechem i zabawą. Tak hucznie ucztowali Ślepi Bezimienni. A kto im usługiwał. ONI! Byty z Yuggoth. Niewolnicy Cthulhu. Który śpi pod kontynentem…   Zamknął z trzaskiem  oprawiony w skórę pamiętnik. Jedno było pewne, żywy czy martwy. Jego ojciec jest stracony  dla racjonalnego świata ludzi. Dla jego umysłu i serca również.   Policjant skrzywił się jak gdyby kazano mu włożyć rękę w cuchnącą, galaretowatą maź, z jakiej składają się Ci z Yuggoth, przynajmniej wedle opisów z pamiętnika.   I Twoim zdaniem to mam wpisać do oficjalnego raportu? Twojego ojca,  tego dziwnego milczka Noyesa  i trzech moich ludzi  uprowadzili przedwieczni kosmici, wyglądający jak prehistoryczny budyń  z cuchnącej grzybni i trzęsącej się galaretki?   No pięknie. Obawiam się drogi chłopcze,  że bliżej mi do wersji z sektą lub  szalonymi mordercami. Na nagraniu słychać rozmowę  Twojego ojca i Noyesa  z kimś kto nie odpowiada na ich słowa  bo chyba dźwięku fletu i jakiś piszczałek.  O ile w ogóle są tam takowe instrumenty, nie można określić jako znany nam język. I jeszcze to metaliczne, głębokie buczenie. Jakby ktoś zamknął  wściekły rój szerszeni pod aluminiową misą. To mogą być zakłócenia na cylindrze ale zaiste dziwne jest to, że szczególnie Noyes odpowiada zawsze wtedy gdy buczenie ustaje. Jakby rozumiał przekaz. I jeszcze ten ołtarz na wzgórzach. Znam każde wzgórze w okolicy  i nie ma tu żadnych  starych kaplic ani kościołów. Żadnych celtyckich świątyń. W epoce polowań na czarownice, mieliśmy w okolicy jednej z wiosek rodzinę posądzoną o czary i konszachty z diabłem. Podobno składali dzieci w ofierze  na jednym ze wzgórz. Zanim jednak kapłani i gawiedź  rozprawili się z nimi, przyszła na ich dom zagłada. Groza z samej czeluści piekieł. Kobieta przemieniła się  w noc wiosennego przesilenia w potwora  o tysiącu oczu i odnóży. Pożarła własny dom i odeszła w leśny jar, który do dziś uważa się za przeklęty. Jej syn zginął po tym  jak jego ciało rozpadło się dosłownie na części. Podobno byli na to świadkowie bo stało się to  na schodach biblioteki miejskiej. Zdążył jeszcze wypożyczyć  jakieś czarnomagiczne dzieło  a potem wyszedł przed gmach. Złapały go straszne spazmy. Na kolanach wrzeszczał imię ojca, lecz podobno nie tego  który go spłodził tu na ziemi. A tego, którego przywołała niegdyś matka. Jego prawdziwy ojciec  oszalał po tym wszystkim. Zmarł w szpitalu dla obłąkanych. Do ostatniego wydechu powtarzał podobno  by zamknąć portal na wzgórzu  bo groza powtórnie przyjdzie z gwiazd.   Jak widzisz szaleńców  nigdy nam tu nie brakowało. Wiem, że Cię to nie pociesza  ale Twój ojciec nie jest wyjątkiem. Zostań tutaj chłopcze i poinformuj mnie niezwłocznie gdyby Twój ojciec,  Noyes lub moi ludzie wrócili. Naprawiliśmy linie telegraficzną i telefon. A teraz polecam gorąco przespać się z tym wszystkim czego jesteśmy świadkami. Dobrej nocy życzę.   Ukłonił się i wyszedł przez kuchenne drzwi. A ja nalałem sobie kolejną porcję whisky  i naprowadziłem igłę na cylinder.   Flety i piszczałki  były zagłuszająco hipnotyczne. Metaliczne buczenie było pełne wyczekiwania a nawet wściekłego wręcz podniecenia. Drgania wywoływały ciarki na całym ciele  a dusza karlała wręcz  z niewysłowionego przerażenia.   Nagle wszystko ustało a z bezdni ciszy  wychynęły słowa Noyesa. Najwyższego kapłana. Nie zapomnę tych inwokacji  do końca swych przeklętych dni.   IA! IA! IA! NNGI BANNA BARRA IA! IARRUGISHGARRAGNARAB!   Znów wściekłe buczenie  i głos drugiego kapłana. Mojego ojca.   Wzywam Cię Przodku Bogów! Wzywam Cię Stworze Ciemności,  Czynami Ciemności! Wzywam Cię Stworze Nienawiści, Czynami Nienawiści! Wzywam Cię Stworze Pustkowi, Rytuałem Pustkowi! Wzywam Cię Stworze Bólu, Słowami Bólu! Wzywam Cię z Twego Domu Ciemności! Wzywam Cię z Twego miejsca spoczynku  w trzewiach Ziemi!   Dało się po tym słyszeć jakby odgłos ogniska  i opętańczych skoków lub tańca.   FYAAH! FYAAH!  BOYYUK! URRAK!    I znów szaleńczy ryk Noyesa.   NIECH ZMARLI POWSTANĄ! NIECH ZMARLI POWSTANĄ  I POCZUJĄ KADZIDŁO!...   Nagranie kończyło się nagle  tak jak gdyby  fonograf został rozbity lub celowo wyłączony.   Powziąłem decyzję. Muszę wyjechać Uciec! Rano. Oni już wiedzą. Oni wiedzą. Oni pragną. Dla nich nawet niewinna myśl o tym jest szeptem w ciemności,  który ich zwoła. Nie chcę z nimi walczyć. Nie chcę im ulec. Ołtarz ukrył się przed światłem księżyca. Kiedy go zabraknie Oni tu wrócą. Ojciec też. I będzie błagał bym udał się na Yuggoth. Muszę zniszczyć wszystkie dowody. Spalić dom. Pozbyć się swojego  zajętego obłędem umysłu…              
    • dedykuję Berenice97   A może w ciszy wnętrze ostudzić, i wokół siebie mieć inny świat, bo już się nie da odmienić ludzi, więc promieniujmy nasz ciepły blask,   Zakopmy gniew głęboko w ziemi. Wyrozumienie przyjdzie nam siać. Zaś ludzie przy nas sami się zmienią: jedni odejdą, by w gniewie trwać.   Inni się zmienią, przybędą nowi niosąc odwagi niejeden gros. Zniknie nieśmiałość ujrzymy drogi na których dobroć ma swoją moc.   A referencji nie ma co szukać. Spoglądać w serce przynajmniej raz. Przy naszym życiu trzyma nas dusza. Coś z siebie innym możemy dać?      
    • posługa   dopiero co grzebał się w ziemi  wciąż miał ją pod paznokciami ale już  wstrzymano zegary zasłonięto lustra   przeżegnała się szepcząc słowa modlitwy rozwinęła pasmo bandaża i podwiązała mu szczękę pod brodą        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...