Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 46
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

No tak, bo dziwnie mi Pana słowa zabrzmiały...
A tak poważniej to źle, bardzo źle wygląda dyskusja
na oczach wszystkich o próbie zawłaszczenia
tej strony tylko przez jedną niewielką grupę.
I tak naprawdę to tylko to mi się w tych postach z Pana tematu nie podoba, bardzo.
Wulgaryzmów jakby mniej, więc z tym nie ma kłopotu.
Hej !

Opublikowano

Panie Zbyszku.

Z tego, co Pan napisał (przyklejając tutaj ten wątek) wynika, że uważa się Pan za oazę spokoju i zadowolenia. Ale w komentarzach pod spodem to już wychodzi, że i Pan daje się nakręcić w maszynkę.

Nie zauważa Pan przy okazji małego absurdu? Krytykuje Pan ludzi, którym nie odpowiada grafomania w Zetce. Czyli Panu też coś się jednak nie podoba i robi Pan coś, by to zmienić.

Wg mnie kłótnia między mariannami i Krzywakami będzie się ciągnąć i ciągnąć, jeśli niczego się w tym kierunku nie zrobi.

No cóż, trafił charakterek na charakterek i rady innej nie ma. Żywioł nie do powstrzymania spotkał się z przedmiotem nie do poruszenia. Że tak to troszku poetycko ujmę ;0

I ja mam zamiar pomóc to rozwiązać. A wybierając między marianną ja a Krzywakiem to wolę już Krzywaka. Komentarze marianny mało co wnoszą, są o wiele mniej konstruktywne. O lichej wartości jej tekstów nie trzeba wspominać.

Ja nawet próbowałem nieco inaczej - mariannie udało się napisać kilka przyzwoitych haiku. A i z prozą pewnie nie jest u niej tak źle. Ale ona nie chce się rozwijać i przyznać racji osobom, które krytykują jej poezję.

Pisze Pan:

"Jest tu młodość, świeżość spojrzenia,
nowa świeża krew, jest doświadczenie życiowe i literackie, obycie, kultura osobista i niefrasobliwość słowna, czyli komplet. Właśnie tak ma być!"

No tak, pewnie i jest. Ale jest tu również grafomania, niechęć do współpracy (to można podciągnąć nawet pod niewdzięczność - inni dobrze radzą, a marianna i tak swoje).

Dlatego prosiłbym Pana uprzejmie (na serio uprzejmie), aby zajął się Pan komentowaniem wierszy, pisaniem ich, albo opowiedzeniem się w sprawie Zetki. Bo powyższy wątek naprawdę mało wnosi. Robi tylko jeszcze większe zamieszanie.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Bo rozwiać wszelkie złudzenia, poziom tej dyskusji nie odbiega moim skromnym zdaniem od poziomu tych, które są tu krytykowane. I to tak po stronie jegomości Zbyszka, jak i jego adwersarzy (z paroma zresztą wyjątkami). Zaczął on (imć Zbyszek) od uderzenia w wysoki ton, pisania o idałach i takich sprawach. A skończył na samym dnie dyskusyjnego rynsztoka, wraz z innymi, których tak krytykował. Nie będę cytował konkretnych postów, myślę, że i bez tego jest to gołym okiem widoczne. Sądzę, mości Zbyszku, że aby zachować jakąkolwiek wiarygodnoś co do Twoich intencji, powinieneś jednak staranniej unikać tego, co sam tak piętnujesz. Bo inaczej faktycznie wychodzi na to, że robisz jeszcze więcej zamieszania.

A korzystając z tego, że już zdecydowałem się zabrać tu głos, napiszę o tym, co mnie najbardziej nie podoba się na tym forum. Bo choć jestem tu od niedawna, to jednak sprawa ta razi i niestety bardzo zmniejsza perspektywy literackiego rozwoju (wymienianego nota bene pośród ideałów mości Zbyszka), na który liczyłem rejestrując sie tu kilka tygodni temu.

Otóż sprawą, która denerwuje mnie najbardziej nie jest ani grafomania (jak się nie da delikwentowi wytłumaczyć, że się nie rozwija, to trzeba go po prostu olać i nie czytać), ani cięte komentarze (bo rozumiem, że wszyscy jesteśmy ludźmi i można czasem starcić cierpliwość). Tym, co mnie tu drażni najbardziej jest ubóstwo rzeczowych komentarzy. Daleki jestem (i pewnie długo jeszcze będę) od znania tutaj wszystkich. Ale już w tym krótkim czasie, jaki tu spędziłem, zdążyłem zwrócić uwagę na kilka osób, które faktycznie rozumieją, po co tu są i starają się komentować konstruktywnie. Niestety pozostają one w mniejszości. Dominują niestety komentarze z cyklu "bo tak":
[quote](Nie) podoba mi się.


[quote]Do kosza.
[quote]Cóż za totalna grafomania! Zgiń! Przepadnij!
(A niektórzy to w ogóle logują się tu chyba, żeby pogadać o wszystkim i o niczym :/)

Moi drodzy, proszę Was usilnie (a jak zajdzie potrzeba, będę nalegać), piszcie rzeczowo i - co najważniejsze - z UZASADNIENIEM swojej opinii. Bo jeśli widzę pod swoim wierszem jeden z powyższych komentarzy, to co mam zrobić? Wyrzucić kiepskie dzieło i pisać dalej jeszcze gorsze gnioty? Jak mam coś poprawić, gdy nie wiem, do ciężkiej cholery, co nie gra?

Rozumiem, jeśli ktoś ma już wyrobioną reputację osobnika ignorującego takie uwagi - takim faktycznie nie ma co tłumaczyć. Ale powiedzmy sobie to szczerze, a prosto w oczy - najlepiej w ogóle ich nie komentować. Wkrótce - zapewniam Was - przestaną tu publikować i będziecie mieć ich z głowy. Tym natomiast, co do których nie wiecie jeszcze, jacy są, bądźcie łaskawi jednak wyjaśnić, dlaczego Wam się (nie) podoba ich dzieło.

Dobrze, dobrze, przyznam. Też nie jestem idealny. Mnie też zdarza się pisać komentarze "bo tak". Ale tylko wtedy, gdy naprawdę nie wiem, co napisać, a czuję przemożną potrzebę wyrażenia się na temat danego utworu. Jednak nawet wtedy staram się wnieść cokolwiek do dyskusji nad (a raczej pod ;)) dziełem. A jak nie jestem w stanie nic sensownego napisać, to po porstu nie komentuję. I rad byłbym niezmiernie,gdyby i inni postepowali podobnie.

Ktoś mógłby może odnieść wrażenie, iż staram się zniechęcić go do komentowania. Nic bardziej błędnego! Komentujcie jak najwięcej. Tylko proszę rzeczowo i konstruktywnie.

Ufff... rozpisałem się. Mam nadzieję, że weźmiecie sobie Państwo do serca moją prośbę. A jeśli chociaż kilka osób się do niej zastosuje, to już będę szczęśliwy.

Pozdrawiam,
Drax

P.S. Aha, a już w ogóle szytem moich marzeń byłoby widzieć częściej pod wierszami interpretacje. Nie mówię, że trzeba, jak ja to czasem robię, pisać (pseudo)uczone elaboraty na 5000 słów. Ale starajmy się w miare mozlwości postawić jakąś tezę: o czym jest dany utwór? co przekazuje? Bo jeśli nikt tego nie robi, to skąd mam wiedzieć (nawet jeśli napisałem niezły wiersz), czy da się z niego odczytać to, co chciałem w nim zawrzeć? Bo nie wiem, jak Wy, ale ja pisuję po to, by coś jednak przekazać czytelnikowi...

Kłaniam się nisko, raz jeszcze pozdrawiając.
(Już się podpisałem, nie będę sie powtarzać ;))
Opublikowano

zasadniczo masz słuszność (poza tymi interpretacjami, tutaj trochę przegiąłeś)

mam jednak uwagę: jeżeli ktoś w dziale P pisze ci takie komenty, to napisz wprost, kto i kieruj do niego pretensje; poza tym czy chcesz powiedzieć, że to jest jakiś dominujący nurt w komentarzach? bo mnie się wydaje, że zawsze dominujący w P był nurt "podoba się/plusuję" itd do takich użytkowników zazwyczaj się nie ma pretensji;)

Opublikowano

ej, no właśnie (?)...ja też własnie to zauważyłam. Pod moimi wierszami jest zdecydowanie mniej komentarzy i chętnie zobaczyłabym nawet jakiekolwiek 'podoba się/ nie podoba się'... bo póki co to trudno mi jest sie połapać, co z nimi jest nie tak:/ nie mam czasu bywać częściej na forum, komentuję ile mogę, ale jesli mój wiersz dostaje 2-3 komenty, to szczerze mówiąc nawet mi się nie chce, nie mówiąc o tym czy konstruktywnie czy nie...
więc może komentujmy po prostu zamiast narzekać, a kto chce się bić o dział Z, niech się bije...
pzdr aga

Opublikowano

Mości Flickan, nie mówię tu tylko o swoich wierszach (których nota bene jest tu 4, a nie 2 - zakładka z wierszami nie wyświetla bowiem Warsztatu ;)), ale i o innych, które zdarzyło mi się czytać. Można zatem rzec, że jestem rzecznikiem ogółu (choć brzmi to szumnie i jakoś tak... propagandowo :D)

Twierdzisz, że przesadzam, pisząc o interpretacjach? Podkreślam raz jeszcze: [u]nie chodzi mi o elaboraty na 3 strony i 5000 słów[/u]. Chciałbym tylko pod swoim (i nie tylko swoim) wierszem zobaczyć przenajmniej 1-2 komentarze traktujące choć w jednym zdaniu o tym, jak ich autorzy rozumieją to, co napisałem (o ile w ogóle rozumieją). Nie wiem, jak dla innych, dla mnie to jest sprawa istotna, bo chciałbym sie nauczyć pisać nie tylko ładnie, ale przede wszystkim zrozumiale.

Ma to i ten plus, że sam nie zawsze rozumiem wszystko, co tu znajdę. Czytając dobrze skomentowane wiersze innych mógłbym więc także lepiej nauczyć się czytać i co za tym idzie samemu potem skuteczniej stosować poznane środki wyrazu we własnych wierszach. Stąd mój apel o "interpretacje".

Poza tym, może źle się wysłowiłem. Nie twierdzę, że dominują tu komentarze typu, który zacytowałem wyżej. Ale trzeba sobie szczerze powiedzieć, że równie wiele jest komentarzy typu "podoba mi się, bo tak". Są one równie jałowe, chociaż miłe dla oka. Taki komentarz (podkreślam ponownie, by nie zostać znów źle zrozumianym i uznanym za niewdzięcznika ;)) [u]miło jest otrzymać[/u], ale niestety nie wnosi on zbyt wiele. Chyba warto byłoby zaznaczyć, co konkretnie jest dobre i fajne, żeby autor wiedział, na co zwrócić uwagę, jakie zabiegi dobrze mu wychodzą i jakie warto stosować w kolejnych dziełach...

To chyba tyle tytułem wyjaśnienia. Mam nadzieję, że tym razem wysłowiłem sie zupełnie jasno ;)

Pozdrawiam,
Drax

P.S. A, zapomniałbym. Bardzo miło, że pozwoliłeś sobie zajrzeć do moich utworów. Jeszcze milej byłoby zobaczyć jakis ślad Twojej tam bytności ;)

Opublikowano

Drax, ty sam skomentuj coś najpierw, albo sam napisz interpretację... ;) ja na pewno się odwdzięczę;)
p.s. dobry myk z tym lansem;p gdyby nie sesja tez bym moze takie elaboraty tu skrobała;p
pzdr:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...