Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Latem dorabiała sprzedając pieczywo na Kleparzu.
Tostowy, razowy, kołodziej, grahamki
- sam stałem się niemal specjalistą.

Nie pamiętam już co było słodsze:
Jej skóra czy lukier z pączków,
Który zjadałem w ilościach hurtowych.

Obok pracowała Renata
w brudnym, tłustym Fast Foodzie
Zaś z tyłu starsza Pani
Sprzedawała najlepsze truskawki w Krakowie.

*

Chodzę po Kleparzu.
W ręce trzymam nadgryziony pączek,
Siatkę stłoczonych truskawek.

Czuję tylko smród
Pieczonych kurczaków gorycz
Pączków niesmak
W czerwonej jednorazówce.

Chodzę po Kleparzu.
Karmię się czasem przeszłym,
Kroję na kromki, smaruję tęsknotą,
Przepijam obficie piwem.

*

Panie dziękujemy Ci za ten chleb...

Opublikowano

Uważam, że bardzo cenne są wiersze utrwalające chwile i miejsca.
Tak jest i w tym przypadku.
Po przeczytaniu nasuwają mi się nast. uwagi:
"Jej skóra czy polewa z pączków,
Które zjadałem w ilościach hurtowych" - odbieram, jak by "jej skóra"
i "polewa z pączków" były zjadane przez peela.
Proponuję:
"Jej skóra czy lukier z pączków,
Który zjadałem "itd.
W końcówce literówki (brak "ogonków"?)
Całość bardzo interesująca.
Z pozdrowieniami
- baba

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję za podpowiedzi i że odwiedziłaś Babo, Babusiu ;)
co do skóry i lukru to taką właśnie paralele chciałem zastosować,
tym bardziej cieszę się że przypadło, gdyż nie ukrywam że jestem mocno związany z tekstem, PL-em.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



W pierwszej części zrezygnowałbym z "były pyszne" (niepysznych byś nie jadł),drugą zdecydowanie odchudził - może tak :

Chodzę po Kleparzu
karmię się czasem przeszłym
kroję na kromki smaruję tęsknotą
przepijam piwem i
dziękuję za ten chleb

Wiersz przyzwoicie poskładany.Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Tadeo Na sen najlepsza melatonina Ale wyłączenie z dodatkiem wina  Więc po zażyciu mikstury  Mogą w pamięci być dziury  Już nie wiadomo czy MelatoNina?  
    • For my fellow Poets — Guardians of the word, carrying kindness and the light of learning across every friendly poetic front. ------- ///___\\\ ------- “Poetry in Arms”   I hear the calling voices “Let's use our pens like guns!” and so I stand among them in Poetry in Arms.   I was young scribe in silence, and felt what wounds remain, from those who write in verses and others write in plain.   In pages like in trenches, sharp words in fierce desire, ink loaded like gunpowder, “Survive the evil fire!”   Our legendary Poets, Cover us with your care, and offer honest counsel, from any face hater.   If you walking this way, Don’t lose your heart and mind, evil will pass away from poetry unkind.   Hey, evil owful hater! Carefully listen us: We’ll prove you — words are matter! — in Poetry in Arms.   We don't it for a glory, Nor any applause goal, But tell you all the story What still lives in our soul.   And when depression hits you, Can't hold your pen like sword, Let all your thinks will go to: Weapon is hide in word.   Despite life meet last hour — Our poems never burns And we will live in our — Poetry in Arms. ------- ///___\\\ -------  
    • @LessLove Jaka ładna piosenka:-) Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Leszczym Wciąż się zastanawiam, ale chyba jednak wstawię ;) - najwyżej mnie zjadą...  Dziękuję za komentarz i informację. :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @piąteprzezdziesiąte Wszystko gra ;) :)  Dziękuję za polubienie i komentarz :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński
    • Jesienne poranki pośród srebrzystej mgły Mroczne i kontrastowe umierają w bieli Na pradawnym drzewie liście w pomarańczy Opadają niczym my aż topią się w ziemi A deszcz jak łzy trawi oraz wyniszcza je Po obtoczeniu przez wiatr w brudzie I tak trwają aż po dzień zaduszny Nagle stają się ważne gdy on wypada Jak słońce dla ziemi czy dla niej kochany Na ich miejsce świeczka się ustawia I niczym latarnia na morzu Dla dusz kieruje w mroku Aż w końcu wita nas Marzanna Pokrywając wszystko chłodną bielą Nic już nie ma od rana Nie ma koloru tylko dusze wieją
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...