Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ty, który się wznosisz wysoko ponad ziemią
I który w obłokach szybujesz ku przestrzeniom
Dalekim, którego skroń laurem uwieńczona,
Z którego mądrości oto księga stworzona,
Który wiesz, że jesteś dzisiaj niepokonany,
Który gromem porazisz tego, co zamiary
Wrogie miałby wobec ciebie –
Ty wciąż przed siebie
Ku świetlistym lecisz celom,
Wzwyż, ponad ziemią.

Lecz w swoim w chmurne horyzonty zapatrzeniu
Racz spojrzeć ku dołowi, ku niskościom ziemi.
Tam dostrzeżesz inne ptaki w twą zapatrzone
Sylwetkę na niebie. Wiedz o tym, że one,
One chwalebnym porwane przykładem, wznieść się
Chcą wzwyż ku tobie, gdzie dobry je wiatr poniesie.
Może pośród nich niejeden
Sam jeszcze nie wie,
Że z tobą chciałby wzlatywać
I wzwyż się wzbijać.

Z wysokości tym ptakom dobrze przyjrzeć się jest.
Choć niewiele tak orłów stać na ludzki ten gest,
Wiedzieć musisz, że jedna twoja myśl życzliwa
Niejednego do wzlotu może wzwyż porywać.
Chciej, mój orli przyjacielu, do nich zbliżyć lot,
By dobyły z siebie w blasku twoim siódmy pot.
I ty spocząć zechcesz potem,
Utrudzony lotem –
Lecz jeden z nich porwie ciebie
Znów ponad ziemię.

Opublikowano

przedmiotem wypowiedzi podmiotu lirycznego niewątpliwie jest orzeł. niestety w wierszu nie ma, o ile się orientuję, żadnej wzmianki o odmianie tegoż ptasiego przedstawiciela, a szkoda. tekst zdecydowanie o charakterze pochwalnym. mnie niestety nie udało się znaleźć tu nic dla siebie.

chyba spodziewałem się czegoś innego; być może zbyt wiele. w każdym razie myślałem, że skoro tekst został zatytułowany 'orzeł', czyli ptak bez wątpienia będący symbolem Polski /wszak jest w herbie/, to podmiot liryczny będzie starał się ukazać aktualny obraz naszej rzeczywistości.

wizerunek tego drapieżnika wydaje się momentami nawet plastyczny, ale chyba zbyt często gubisz rytm, nie władasz tempem utworu, jego melodią. poza tym rymy częstochowskie zazwyczaj mnie śmieszą, a nie wydaje mi się, aby taki był zamiar Autora.

generalizując: tekst mógłby uchodzić za przyzwoity mniej więcej dwieście lat temu, teraz jak najbardziej nie można tego powiedzieć. razi dosłowność i patos. tematyka także nie przekonuje. rozczarowałem się.

pozdrawiam.

Opublikowano

Dziękuję wszystkim za komentarze. Szkoda, że nie utrafiłem w gusta, ale tak to bywa. Co do długości, to być może macie rację, że należałoby go skrócić.

Co do pozostałych uwag, też wezmę je sobie do serca i postaram się jeszcze nad wierszem popracować. Dzięki jeszcze raz.

Pozdrawiam,
Drax

Opublikowano

A mnie się wydaje,że tytułowy orzeł to człowiek.
Wyjątkowy człowiek,człowiek będący"na fali",pewny siebie,od którego wiele zależy,być może mający władzę,być może fantastyczny sportowiec,być może genialny uczony,odkrywca,wizjoner.
Człowiek,który w danej chwili jest autorytetem dla wielu innych - to wszystko zawiera wg mnie pierwsza strofa.
A później - przestroga,by nie zapatrzył się w "chmurne horyzonty",żeby nie stał się zbyt pyszny,bo poniżej jest wielu mniejszych naśladowców,zapatrzonych w jego sylwetkę,dlatego tak ważne są jego "ludzkie gesty".
Wiemy dobrze jak mało autorytetów i to w jakiejkolwiek dziedzinie potrafi być wielkimi mężami stanu,traktować z szacunkiem swoich przeciwników,przyznać się do błędów,czy w końcu,uznać własną porażkę.Taki "Orzeł" też nie może wiecznie być niepokonany,"utrudzony lotem" zechce,czy wręcz będzie musiał spocząć.a wówczas ważne żeby wszystkie pozytywne wartości,których był przedstawicielem żyły nadal,rozwijały się w następnym pokoleniu nowych młodych "Orłów"
Może gdyby miało chodzić o godło,tytuł brzmiałby - "Biały Orzeł"
Nie przeszkadza mi też brak "odmiany",czy raczej gatunku.
I zgadzam się,że wiersz mógłby powstać równie dobrze jakieś 200 lat temu,ale ponieważ poezję epoki romantyzmu umieszczam na najwyższej półce,to również mi nie przeszkadza,a wręcz przeciwnie - podoba się.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Być orłem. wzlatać ponad przeciętność,
piąć się w górę ku niebu, ale przy tym baczyć,
by lekkości nie stracić, by wzniosłym lotem
porwać tych niżej, zauroczyć i poprowadzić
ku wyżynom. Wzbijać się w górę
nie tracąc z oczu ziemi.

To tak mi jakoś przyszło na myśl.
Poza tym zgadzam się z przedmówcami,
że można by trochę zmiksować...

Serdecznie pozdrawiam
-teresa

Opublikowano

Ponieważ obiecałem, wracam :).

Pierwsza rzecz, która rzuca się w wierszu, to ciekawy, moim zdaniem, układ. Strofy składają się z sześciu wersów trzynastozgłoskowych i czterech o zmiennej ilości głosek, ale parami dających również trzynaście sylab. Za wybór tak ambitnej formy ode mnie plus, choć szkoda, że zdarzają się niekonsekwencje i że w niektórych wersach treść jest tak naciągnięta do formy, że aż razi.
Jeśli chodzi o pomysł, to, w sumie, przekaz jaki niesie w sobie utwór popieram, jednak niepokojące wydaje mi się zestawienie drapieżnika z wpatrzonym w niego drobiem. Zastanawiam się czy aby słusznie Autor przypisuje podziw temu drugiemu dla tego pierwszego. Moim zdaniem mógłby to być przede wszystkim paniczny lęk. Choć z treści można domyśleć się intencji Autora, to jednak, w każdym razie tak przypuszczam, w świadomości większości ludzi relacja orzeł - drobniejsza zwierzyna zawiera się gdzieś na płaszczyźnie kat - ofiara. To powoduje przekreślenie zamierzonego celu, bo choć z ludzkiego punktu widzenia orzeł może budzić podziw, to w takim zestawieniu za bardzo kojarzy się z prześladowcą, oprawcą, mordercą.

A teraz, to co napisałem na materiale źródłowym.

Ty, który się wznosisz wysoko ponad ziemią => już tutaj "ponad" czuć naciągnięciem "nad"
I który w obłokach szybujesz ku przestrzeniom
Dalekim, którego skroń laurem uwieńczona, => od tego miejsca fragment bardzo "nie orli"
Z którego mądrości oto księga stworzona, => "oto" naciągnięcie OGROMNE
Który wiesz, że jesteś dzisiaj niepokonany, => koniec "nieorlego"
Który gromem porazisz tego, co zamiary => bo grom można przyjąć jako orli, wszak orzeł spada jak grom na ofiary.
Wrogie miałby wobec ciebie –
Ty wciąż przed siebie
Ku świetlistym lecisz celom,
Wzwyż, ponad ziemią.

Lecz w swoim w chmurne horyzonty zapatrzeniu
Racz spojrzeć ku dołowi, ku niskościom ziemi. => ten rym mi się podoba. jest niedokładny i nienarzucający się. poszukuj takich. tak większość tutaj radzi, chociaż ja często stosuję dokładne i gramatyczne. mają swój urok ;), ale to też zależy o czym się pisze, tutaj akurat zbyt dokładne przeszkadzają.
Tam dostrzeżesz inne ptaki w twą zapatrzone => tutaj zaczyna się to, o czym napisałem odnośnie treści. jakoś nie mogę się z tym pogodzić.
Sylwetkę na niebie. Wiedz o tym, że one, => tutaj jest 12 :)
One chwalebnym porwane przykładem, wznieść się => razi powtórzone "one"
Chcą wzwyż ku tobie, gdzie dobry je wiatr poniesie.
Może pośród nich niejeden
Sam jeszcze nie wie,
Że z tobą chciałby wzlatywać => to jest...
I wzwyż się wzbijać.=> ...rym gramatyczny, choć... nie całkiem dokładny ;)

Z wysokości tym ptakom dobrze przyjrzeć się jest. => cały czas mamy opis zewnętrznego obserwatora, a w tym miejscu odnoszę wrażenie jakbym czytał wypowiedź orła
Choć niewiele tak orłów stać na ludzki ten gest, => naciągające "tak", a i tak wyszło 12, poza tym jest-gest, baaaardzo dokładny rym, ale jak już pisałem, mi to akurat nie przeszkadza ;).
Wiedzieć musisz, że jedna twoja myśl życzliwa
Niejednego do wzlotu może wzwyż porywać. => "wzlot wzwyż" jest jak cofanie do tyłu.
Chciej, mój orli przyjacielu, do nich zbliżyć lot, => fragment poniżej, niestety, dla mnie nie do przyjęcia, zarówno co do treści jak i użytych środków.
By dobyły z siebie w blasku twoim siódmy pot.
I ty spocząć zechcesz potem,
Utrudzony lotem –
Lecz jeden z nich porwie ciebie
Znów ponad ziemię.


Na koniec chciałbym przeprosić, że tak Ci objechałem wiersz, bo to zawsze jest nieprzyjemne, ale gdybym tego nie zrobił musiałbym być nieszczery, a uważam, że chwalenie wszystkiego, jak leci, przynosi więcej szkody niż pożytku autorowi.
Pomimo tych wszystkich uwag uważam, że masz spory potencjał, bo jak na debiut, to wcale nie jest najgorszy wiersz. Jeśli już o wierszu mowa, to, jeśli mogę, radziłbym Ci odłożyć go na jakiś czas na bok i popracować nad czymś innym. Jeśli kiedyś uznasz, że temat Cię nadal pociąga, to do niego na pewno wrócisz, ale... bogatszy o kilka wierszy :).

Kłaniam się nisko i serdeczne pozdrawiam.

Opublikowano

Mości Lasota - kłaniam się w pas, dziękując za komentarz tyleż długi, co treściwy. Nie przepraszaj, żeś wiersz "objechał" - słuszna krytyka pomoże mi uczynić lepszym i ten utwór (bo mam zamiar kiedyś napisać go jeszcze raz) i następne. W kilku punktach jednak będę się bronić ;)

Zacznę od sylabizacji. W pierwszym z dwóch miejsc, gdzie wytknąłeś wersy dwunastozgłoskowe: pierwszy to - przyznaję - moje niedopatrzenie, ale w drugim chyba niedokładnie policzyłeś ;p

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
Choć-nie-wie-le-tak-or-łów-stać-na-ludz-ki-ten-gest

Co do naciągnięć formy - masz rację, niestety nie zawsze jak widać potrafię się wpasować w raz obraną, ale jeśli w pewnym momencie okazuje się, że mam problem, to żal mi przerabiać wszystko, co juz mam. Może to błędne podejście. Mam nadzieję, że wprawa przyjdzie z czasem.

Orła wybrałem ze względu na symbolikę. Kojarzy się z siłą, ale jest też symbolem zwycięstwa. W mitologii greckiej był ptakiem Zeusa (stąd grom ;)) - wszystko to doskonale pasuje do postaci, jaką chciałem opisać. Prawdę mówiąc nie przysło mi nawet do głowy, że może przywoływać takie skojarzenia. Dziękuję za cenną uwagę - spróbuję coś z tym zrobić.

Nie jestem pewien, dlaczego końcówka jest według Ciebie nie do przyjęcia. Podejrzewam, że chodzi ci o zgrzyt z tym, co dla Ciebie oznacza orzeł. Tak, jak napisałem wyżej, nie przyszło mi nawet do głowy, że może budzić takie skojarzenia. Jeśli jest w niej coś jeszcze niedobrego, to bądź łaskaw sprecyzować...

Jeśli zaś idzie o Twoją radę - radzić - zawsze można ;) Do tej akurat chyba się zastosuję, aczkolwiek, jak się rzekło, jestem pewien, że powrócę do tej tematyki i to prędzej niż później. Mimo wszystko uważam ten wiersz za jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy), jakie napisałem i żal byłoby mi go tak zostawić. ;)

Jeszcze raz dziękuję za wyczerpujący komentarz. Kłaniam się nisko, a pozdrawiam serdecznie,
Drax

Opublikowano

Zgadza się, teraz liczę i jest 13 :).
Co do końcówki, to z tych względów co napisałeś, no i rym się trochę narzuca.
A jeśli chciałbyś ten temat podjąć od nowa, to przemyśl może, czy w takim wierszu nie lepszy byłby układ rymów a,b,a,b, zamiast a,a,b,b?
Wiem, że dobre rady łatwo dawać ;).

Powodzenia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Listy.       25-letni hydraulik, Roman C., ma żonę. I w tym fakcie nie ma nic nadzwyczajnego, bo przecież wielu mężczyzn w tym wieku posiada żonę lub męża, ale sytuacja Romana C. jest o tyle nietypowa, że posiada on żonę tylko w stosownych dokumentach, bo w rzeczywistości ta uciekła do 50-letniego architekta, Vincenta Z., a konkretnie odjechała jego Mercedesem klasy S. Było tak późnym wieczorem, kiedy zwykli ludzie chodzący rano do pracy już dawno śpią. Vincent Z. jechał samochodem głównymi ulicami stolicy. Wracał do domu z małego przyjęcia po wernisażu malarskim swojego przyjaciela, kiedy nagle w świetle ulicznych lamp zobaczył smukłą dziewczynę ubraną jedynie w majtki. Jedną ręką zasłaniała sobie piersi, a dłoń drugiej trzymała na łonie, chociaż miała przecież już ochronę w postaci majtek. Takie podwójne zabezpieczenie wrażliwych miejsc może świadczyć o szczególnej cnocie kobiety, ale kiedy będący po dwóch kieliszkach szampana i w doskonałym humorze architekt zatrzymał wóz i wysiadł, pytając cnotliwą dziewczynę, czy może jej jakoś pomóc, ta bez chwili zwłoki wskoczyła na przednie siedzenie jego samochodu. Noc była dla lekko starzejącego się Vincenta Z. jak bajkowy sen, ale były też następne noce i dni. Z okazji otrzymanego od losu takiego szczęścia architekt wziął sobie urlop w swojej własnej pracowni. Wiedział już, że jego nowa miłość ma na imię Ania i że kiedy była na basenie, jakiś bezwzględny złodziej ukradł jej wszystko, łącznie z ubraniem. Po zamknięciu basenu przesiedziała godzinę w krzakach i kiedy architekt ją zobaczył, przemykała ulicami do domu. Powiedziała też swojemu wybawcy, że ma męża. On spytał, kim jest. Odpowiedziała, że hydraulikiem pracującym w wodociągach miejskich. „Ach tak” – powiedział architekt, a w duchu pomyślał, że oto trafiła mu się świetna dziewczyna, której mąż jest jakimś tam zwykłym hydraulikiem. „Cóż za przeciwnik może być dla mnie, hydraulik? Zjadłem takich frajerów na śniadanie”. Ale to był błąd. Nie minęły nawet dwa tygodnie, a już w odwiedziny do Vincenta Z. przyszedł hydraulik, który nieznanymi sposobami, jako szarpany zazdrością mąż, zdobył adres domowy architekta. Bez zapowiedzi więc nie został wpuszczony, tym bardziej że nikogo nie było w domu, bo zakochani jedli akurat kolację w luksusowym lokalu. Ale hydraulicy mają złe nawyki, szczególnie gdy są po pracy, i nie odchodzą od drzwi, kiedy zadzwonią i nikt im nie otworzy. Ten akurat monter instalacji wodno-kanalizacyjnej był po robocie i nie dał się łatwo spławić banalną nieobecnością gospodarza. Zakochani wrócili wczesną nocą. Hydraulik nie został jednak wpuszczony pod okna, pod którymi mógłby wykrzykiwać swoje lamenty, stał bowiem przy furtce, a uruchamiana pilotem brama była kilkadziesiąt metrów dalej, bo przecież posiadłość była nadzwyczaj okazała. Gdy dobiegł, brama była już zamknięta. Przez płot bał się wejść, bo gospodarz wypuścił z kojca dwa wielkie psy. Tak więc tego wieczoru nie spojrzał nawet w oczy swojej niewiernej żonie, na co, jak się wydaje, miał wielką ochotę. Stojąc przy ogrodzeniu, ale na ulicy, miotał wyzwiskami pod adresem nie tylko architekta, lecz również własnej żony. Był bardzo głośny i jego lamenty najwyraźniej przeszkadzały wysublimowanym lokatorom stojących wokół willi, bo ktoś wezwał straż miejską, a ta zabrała rozhisteryzowanego Romana C. Następnego dnia, zaraz po pracy, przybiegł pod dom złodzieja swojej własnej żony, racząc się wcześniej alkoholem pitym wprost z butelki, widocznie dla podniesienia sobie otuchy. Ale architekt ze swoją kochanką, a żoną hydraulika, pływał cały dzień żaglówką. Wrócili późnym wieczorem i już Vincent Z. miał naciskać pilota uruchamiającego bramę, kiedy pod jedną z choinek zobaczył zaczajonego pod nią mężczyznę. Z samochodu zadzwonił po policję i już po niedługim czasie napompowany alkoholem hydraulik pojechał do izby wytrzeźwień, a zakochani do rana baraszkowali na puszystym dywanie. 50-letni Vincent, architekt, nie był przecież już młodzieniaszkiem i pewnie seksowna kobieta chcąca akurat przewietrzyć pościel, a niemająca pod ręką trzepaka, nie miałaby z niego pociechy przy wieszaniu prześcieradła czy innej kołdry, na przykład. Ale Ani C. architekt imponował spokojem cechującym ludzi zamożnych, bukietami kwiatów, podarunkami, miłymi słówkami, urokiem życia i stylem bycia, bardzo różnym od nudnego i nerwowego, bo konwulsyjnie poskręcanego zazdrością życia z własnym mężem. Praca hydraulika nie wymaga intelektualnej wprawy i nie jest twórcza, żeby taki intelekt pobudzać. A więc drogi myślowe montera instalacji wodno-kanalizacyjnych nie dają się łatwo ogarnąć normalnym ludziom. Roman C. doszedł do wniosku, że musi zaalarmować cały świat, aby tylko ta skończona łachudra, jego żona, wróciła do domu. Sięgnął więc po pióro i zaczął pisać listy do Sejmu i Senatu, policji, związku architektów, różnych rzeczników, gazet i tygodników, tych kolorowych również. Prosił w nich o pomoc, bo ten Vincent Z., zamieszkały tu i tu, ukradł mu żonę, którą niewoli, i czy złodziej żon może w ogóle być architektem – dopytywał adresatów retorycznie. Napisał list do prezydenta Stanów Zjednoczonych. Pisał do różnych agentów Unii Europejskiej. W liście do królowej brytyjskiej Elżbiety II żalił się, że nikt nie chce mu pomóc, a przecież ten łobuz, który uwiódł mu żonę, jest pedofilem, bo uwięziona ma dopiero 23 lata. Biuro prasowe królowej przysłało na papierze Pałacu Królewskiego słowa pociechy. Ponadto królowa kazała mu być dobrej myśli. List był po angielsku, więc go nie przeczytał, bo akurat tak się przypadkiem zdarzyło, że w tym języku nie był biegły. Nie chciało się jednak odpisać cierpiącemu hydraulikowi ani papieżowi, ani prezydentom kilku państw z różnych kontynentów, ani nawet pani Merkel, która przecież jest tak egzotycznie i nienaturalnie wyczulona na losy polskich obywateli. Jeden list zrobił jednak na kimś wrażenie, i to na kimś w siedzibie Narodów Zjednoczonych. Trafił do Nowego Jorku do tłumaczki. Zanim to się jednak stało, bardzo zniesmaczony dotychczasowymi rezultatami swoich działań hydraulik napisał kolejny list do ministra spraw wewnętrznych. Pisał w nim, że widział, jak ktoś zakopuje w lesie niedaleko drogi tej a tej, przy dużym ciemnym kamieniu, zwłoki zamordowanej kobiety. Do listu dołączył szkic sytuacyjny. Listu tego nie podpisał, wszystko natomiast starannie wytarł, łącznie z kopertą. Na taką informację policja zareagowała natychmiast. Miejsce było tak dokładnie opisane, że grupa dochodzeniowa dotarła tam bez zwłoki. Na miejscu, w płytkim grobie, niezbyt starannie zamaskowanym, leżały zwłoki kobiety z ranami po nożu w okolicach serca. Niemłoda już kobieta ubrana była wyjątkowo odświętnie, jakby wprost odeszła od świątecznego obiadu. Zwłoki przewieziono natychmiast do zakładu medycyny sądowej zajmującego się szukaniem przyczyn śmierci, rozbierając badane osoby niemal na czynniki pierwsze. W kieszeniach garsonki znaleziono dwa listy. Jeden ze stacji serwisowej Mercedesa, w którym serwisant udzielał rabatu na swoje usługi panu Vincentowi Z., zamieszkałemu tu i tu. Drugi zaś był rachunkiem za usługi telekomunikacyjne na kwotę 376 zł i 35 gr i był wystawiony na pracownię architektoniczną z siedzibą w centrum miasta, a przesłany na domowy adres Vincenta Z. właśnie. Porywacz żony hydraulika został zatrzymany i po przeprowadzonej w willi rewizji przewieziony do aresztu. Podczas przeszukania willi do domu weszła elegancka i pachnąca kobieta. Policjantom przedstawiła się jako Teresa Z., żona właściciela pracowni architektonicznej o uwodzicielskiej i zwodniczej nazwie „PHANTOM”. Vincent Z. został tymczasowo aresztowany. Nie można było ustalić, kim jest odkopana w lesie kobieta. Na przesłuchaniach Vincent Z. kierował uwagę policjantów w stronę męża swojej kochanki, bo przecież jaki mógłby mieć cel architekt jego klasy, aby mordować starsze niewiasty? Policjanci podążyli tropem wskazanym przez siedzącego w więzieniu architekta. Podczas wielogodzinnego przesłuchania hydraulik zeznał, że sam zbrodnię zaplanował, kierując poszlaki na architekta, aby tylko wyrwać ukochaną i niewinną żonę z rąk tego starego zboczeńca. Poszedł mianowicie na cmentarz, znalazł świeży grób, wykopał ciało i zawiózł je swoim Fiatem 126p do lasu i wrzucił je we wcześniej wykopany dół. Zanim to zrobił, kilkakrotnie dźgnął kobietę w okolice serca nożem monterskim, jaki w jego przedsiębiorstwie pracodawca rozdaje hydraulikom. W kieszeń garsonki wsadził ukradzione ze skrzynki pocztowej architekta listy. Vincenta Z. natychmiast zwolniono z aresztu, a hydraulika oskarżono o zbezczeszczenie zwłok, wprowadzenie policji w błąd, kradzież korespondencji i z kilku jeszcze artykułów kodeksu karnego. W konsekwencji tej sprawy niewierna żona wróciła do hydraulika wykonującego instalacje wodno-kanalizacyjne, a on sam został skazany na więzienie w zawieszeniu i grzywnę, bo sąd pod wpływem biegłego psychologa dopatrzył się okoliczności łagodzących wynikających z jego głębokiej desperacji. Niestety, ten brak altruistycznych pobudek w dzieleniu się żoną z innymi mężczyznami sprawi mu, biorąc pod uwagę temperament, jeszcze kłopot, ale to jest jego własna melodia przyszłości. Najgorzej na używaniu cudzej żony wyszedł architekt Vincent Z. Jego własna żona bez zbędnych ceregieli wywaliła go z domu, który stanowił jej własność i tak było zapisane w przedmałżeńskiej intercyzie. Odjechał więc swoim wyładowanym rzeczami osobistymi Mercedesem klasy S, bogatszy o wrażenia, które przecież dla każdego człowieka są najbardziej wartościową kolekcją życia.      
    • @karenka @Grahamoza @Leszek Piotr Laskowski dzięki Wam serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Berenika97 Powoli zaczęli się poznawać. Pierwsze chwile najbardziej tkwią w pamięci. 
    • @Migrena dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Poet Ka   pisałaś wcześniej że nigdy nie pisałaś:)   a piszesz fantastycznie   a opowiadanie?   czas być może nigdy nie płynie prosto tylko my tak o nim myślimy   bardzo mi się podobało lekkosć   spotkała tu wyobraźnię i zostawiła po sobie dobry ślad   a tylko tak nie a'propos   podobno masywne czarne dziury swą przepotężną grawitacją zakrzywiają światło i wtedy ciś dziwnego dzieje się z czasem   ale ja tam nie byłem:)   pozdrawiam:)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...