Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

z jednej strony zmęczone wódką twarze
zroszone bruzdami niemożności wybicia się
sterane nadzieją wysokiej wygranej i tramwajem
zniszczone pensją i obietnicą wszystkiego

z drugiej strony gdzieś stąd tka się wersy
wyciąga skądś myśl i ubiera w formę
w domyśle sztuka nie żywi nas zbędnymi
w rzeczywistości z szarości tworzy tęczę

ci ludzie w kolejkach szarpiący ludzi o olej
dziś promocyjnie tańszy niż zawsze
jest to okazja by zdobyć szczyt
wspiąć się na wyższy poziom jestestwa

może gdzieś u was ogrody wspaniałe
mienią się barwą boskiego tchnienia
rącze sarny biegną przez las
lecz tutaj tną je – kawał za kawałem

i po trzy złote za odpadki z taśmy
zawija sobie w papier bo kocha koty

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zabijanie kotów jest tak głupie, a tych, co je gonią i zamęczają powinno się wsadzać na jakieś roboty od godz 5 do 22 z jedną przerwą na kromkę chlebka. Po miesiącu taki idiota zmądrzeje, a my będziemy mieć może stadion na euro.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


bezsensowne rozmnażania kotów jeszcze bardziej idiotyczne
zapraszam w swoje okolice gdzie leśnicy są bezradni
giną jeże jaszczurki żółwie itd zagryzane są nawet młode sarny
ginie wszystko co się rusza - zostaje zagryzione
Opublikowano

Jacku- jeżeli głupotę ludzką przekładać na zabijanie, to już mamy wiele analogii w historii, gdzie usuwano "szkodniki". Co ciekawsze, jak zapewne wiemy, każda skrajna ideologia uczy obojętności dla tego gatunku, który się usuwa. dlatego nikt mi nie wmówi, że zabijanie kogo lub czegokolwiek jest dobre. Z drugiej jednak strony pewne plagi stają się rzeczywiście niebezpieczne i wtedy jest problem - co robić w danej sytuacji. Wtedy najlepiej wezwać wojsko, które jest najbardziej humanitarną organizacją na świecie, bo zabija od razu. Z trzeciej strony - to cywilizacja tworzy najbardziej niebezpieczne organizmy, które są dla niej samej zagrożeniem. Usuwanie ich tworzy następne, a te kolejne idt. Dlatego tutaj nasze dyskusje są jałowe o tyle, że i tak nic z nich konkretnego nie wyniknie. Chociaż ja mam konkretny przykład, jak głupie babiszcza-kociary truły psy, bo im goniły koty spod bloku (pech chciał, że padł i mój wtedy). Dlatego zawsze stanę na stanowisku, że to człowiek jest problemem, a nie przyroda.

Adamie - niech zeżreją satanistów.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zgadza się gdyż bezrozumnie preferuje rozwój jednych gatunków niszcząc inne

jak masz kociaka w domu to o niego dbaj a sam wiesz ile radości potrafi przynieść
co innego watach bezpańskich psów lub bezpańskie koty w lesie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zgadza się gdyż bezrozumnie preferuje rozwój jednych gatunków niszcząc inne

jak masz kociaka w domu to o niego dbaj a sam wiesz ile radości potrafi przynieść
co innego watach bezpańskich psów lub bezpańskie koty w lesie

A skąd te watahy? Wyrzucają je durnowaci durnie, którym się stworzenie znudziło, to biorą do wora i hajda do lasu. Żona znalazła takiego jednego, skatowanego i przywiązanego do drzewa i zabrała do domu (jeszcze żyje, mam go nawet :), ale na dobrą sprawę jeden pies na xx lat to maks.
Z drugiej strony ci "dobrzy" mają psy po blokach, tłoczy się to, sra gdzie popadnie, gówno na gównie, wśród tych gówien dzieci i to jest nasza Polska właśnie.
Widzisz Jacku - wyjścia nie ma, a rozsądku i wyobraźni brakuje.
Opublikowano

niestety nie do trwałem do końca
męczy mnie taka gadanina
bez końca

kłaniam się

p.s. i niewybaczalne słowo: "jestestwa"
wyblakłe i sprane jak... no właśnie
- jak bycie (przymusowe zresztą)

Opublikowano

z jednej strony twarze
zroszone wódką i bruzdami
niemożności wysokiej wygranej
sterane nadzieją
obietnicą wszystkiego

z drugiej strony wersy
myśl przybiera formę
w domyśle
sztuka nie żywi zbędnymi
z szarości tworzy tęczę

pozwoliłem sobie na remix, kilka scieżek przyciąlem.
dlatego:
z drugiej strony gdzieś stąd tka się wersy
wyciąga skądś myśl i ubiera w formę

gdzieś, skądś - dla mnie okropnie to brzmi. i ta forma: robi się, wyciąga się... wicie rozumicie.

z drugiej strony
stąd wyciągam wersy
i myśl ubieram w formę

przypuszczam że odbiegłem od zamiarów autora, ale dla mnie róznica jest spora.


ci ludzie w kolejkach szarpiący ludzi o olej
dziś promocyjnie tańszy niż zawsze
jest to okazja by zdobyć szczyt
wspiąć się na wyższy poziom jestestwa

może gdzieś u was ogrody wspaniałe
mienią się barwą boskiego tchnienia
rącze sarny biegną przez las
lecz tutaj tną je – kawał za kawałem

i po trzy złote za odpadki z taśmy
zawija sobie w papier bo kocha koty

tą wegetariańsko hipermarketową część zostawiam, mi to nie klei się z częścią wiersza powyżej
dla mnie obniżył pan loty Panie Michale tym wierszem. gorzej, jeżeli wcześniejszymi wzbił się pan powyżej swoich realnych możliwości;)

pozdrawiam

Opublikowano

nie znoszę ludzi jest ich za dużo i powinno się ich zabijać:
ludzie czynią niepowetowane straty nie tylko w lasach mordując drobną leśną zwierzynę,
mordują się nawzajem, niszczą powłokę ozonową, zatruwają środowisko, podobno
niszczą żywność, gdy inni umierają z głodu. Udomawiają zwierzęta, jeśli im się znudzą - wyrzucają je z domu gdziekolwiek. Bywa, że przywiązują je do drzew w lasach, skazując je tym samym na powolną śmierć. To tylko kika przykładów, dokładny raport prześlę oddzielnie.
Podpisano: Ufolud
Przepraszam Autora.
* * *
Wiersz -odpowiada mi i widzę sens poruszenia tego tematu. Moim zdaniem dobrze by było go jeszcze dopracować, może nieco skrócić, prosi się o dopieszczenie (wiersz).
Z pozdrowieniami
- baba

Opublikowano
Wiersz w promocji, po 3 zł za wejście -> tytuł odnosić się może do konsumpcyjnego podejścia sporej części społeczeństwa polskiego wobec spraw bynajmniej materialnych, ale także postmaterialistycznych.

z jednej strony zmęczone wódką twarze
zroszone bruzdami niemożności wybicia się
sterane nadzieją wysokiej wygranej i tramwajem
zniszczone pensją i obietnicą wszystkiego


strofy nr 1 i 2 zostały zbudowane na zasadzie kontrastu. w pierwszej podmiot liryczny /który jest obserwatorem otaczającej go rzeczywistości/ mówi ludziach poddających się pracy fizycznej za marne wynagrodzenie; o ludziach, którzy z rozpaczy czy strachu /przed chociażby jutrem/ szukają ukojenia w alkoholu, czyli rzeczy która chociaż na moment pozwala zapomnieć.

z drugiej strony gdzieś stąd tka się wersy
wyciąga skądś myśl i ubiera w formę
w domyśle sztuka nie żywi nas zbędnymi
w rzeczywistości z szarości tworzy tęczę


w zwrotce drugiej natomiast przedstawiona zostaje druga strona społeczeństwa, której udało się osiągnąć pewien standard życia, dorobić szczęścia bijącego między innymi od rodziny, ukochanej osoby, etc; ale także mowa jest o sztuce, która tak naprawdę jest substratem ubarwiającym egzystencjalne realia.

ci ludzie w kolejkach szarpiący ludzi o olej
dziś promocyjnie tańszy niż zawsze
jest to okazja by zdobyć szczyt
wspiąć się na wyższy poziom jestestwa


w strofie 3 z kolei słychać zdecydowany głos ironii w wypowiedzi podmiotu lirycznego, który zwraca uwagę na usilne dążenia do osiągnięcia czegokolwiek, wybicia się choćby ponad najbliższych sąsiadów

może gdzieś u was ogrody wspaniałe
mienią się barwą boskiego tchnienia
rącze sarny biegną przez las
lecz tutaj tną je – kawał za kawałem


w zwrotce czwartej również zaobserwować można pewien kontrast, otóż podmiot liryczny w bezpośrednim zwrocie do odbiorcy tekstu mówi, że: 'może gdzieś u was ogrody wspaniałe...' mając zarazem nadzieję, że gdzieś może być skrawek lepszości i inności. podkreśla jednak, że w jego świecie nie ma na to miejsca. prawdziwe, naturalne piękno zostaje wyparte przez brutalność życia prowokowana często bzdurnymi powodami.

i po trzy złote za odpadki z taśmy
zawija sobie w papier bo kocha koty


pointa hmmm troszeczkę frapująca, aczkolwiek jest ona zarazem podkreśleniem, podsumowaniem wcześniej sformułowanych przez podmiot liryczny myśli dotyczących najbliższej mu rzeczywistości, która go w zasadzie przytłacza.

tekst z pewnością jest ciekawy, jednakże nieco inny od Twoich poprzednich, które mogłem czytać. przede wszystkim ze względu na fakt zdecydowanie mniejszej ilości ironii. lecz wiersz jest zabarwiony filozofią, ale i autentycznością realiów /szczególnie polskich/. przekonuje mnie zarówno forma, jak i tematyka, która w mniejszym, bądź większym stopniu ociera się o nas wszystkich. plus.

pozdrawiam.
Opublikowano

Podoba mi się w Twoich wierszach to, że piszesz o realiach, nie stroniąc od brutalności w opisach. Jednakże jest tu również miejsce na lirykę, mistykę i ogólnie coś bardziej "wzniosłego". Ja nie lubię jak ktoś mówi, że świat jest tylko zły. Ja lubię, jak ktoś dostrzega całą jego gamę barwną.

+

P.S. Gdzie te 3zł mam niby dać? ;0

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ostatnio mam dużo czasu się zastanawiać, mniej pisać - nie mam kompa w pracy, a na laptopa mnie na razie nie stać, może stąd to zmęczenie materiału i takie barwy.

PS - każde kliknięcie, tj 178 razy 3 :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ale mi się to podoba. Nie mam zamiaru lukrować nie wiadomo jaką ilością plusów, bo to nieładnie. A barwy są zarąbiste.

No, chyba, że to ja lubuję się w kiczu i mam zły gust ;


Nowobogacki. Fiu fiu :F
Opublikowano

Zarówno w odniesieniu do wiersza, jak i do dyskusji trzymam tym razem stronę Michała. Co do dzikich i zdziczałych drapieżników, to odnoszę wrażenie, że są one przede wszystkim konkurencją dla myśliwych, stąd ich niechęć do nich.
Michałe, dla mnie, prostaka, zmiana Twojego stylu, to plus... ale ja się nie znam, pisz jak chcesz ;).
Pozdrawiam.

Opublikowano

"sterane nadzieją wysokiej wygranej i tramwajem" :)? kali być głodny. chyba to nie jest po polsku?
co do saren, jestem za.
z drugiej strony może lepiej jeśli np. mój kocisław pozjada wszystkie jelenie. no, przynajmniej te z osiedla.

serdecznie pozdrawiam

Opublikowano

Nie podoba mi się. Ale to wina klimatu. Jest straszliwie... [brak mi właściwego słowa] przygnębiający i taki napełniający rezygnacją (to nie do końca to, o co mi chodzi, ale lepiej się wysłowić w danym momencie nie potrafię). Takie teksty mnie przygnębiają, a tego bardzo nie lubię. Ale spróbujmy to odrzucić i spojrzeć obiektywnie:

Jak słusznie zauważył Pan Suicide, dwie pierwsze strofy oparte są na kontraście. Chociaż może akurat "kontrast" to znów nie najlepsze słowo. Te dwie strofy pokazują dwie strony tego samego medalu - życia. Pierwsza mówi o negatywach, o ludziach wykolejonych i tych, którym wydaje się, że jeszcze się wykoleić nie dali. (Ale to już moja osobista opinia, to nie wynika z wiersza ;))

Druga uświadamia nam, że to jednak właśnie w takim świecie powstaje sztuka. Jest niejako produktem ubocznym tej codziennej harówki przemieszanej z piciem wódki. Produktem ubocznym, ale jednocześnie czymś, co ją ubarwia, uprzyjemnia i wzbogaca. Czyni ją znośną.

Już pierwsza strofa wspomina o "zniszczeniu obietnicą wszystkiego". W trzeciej podmiot lir. rozwija ten wątek, nie zostawiając suchej nitki na tych, którzy w tym biorą udział.

Cały wiersz jest dla mnie jednym wielkim narzekaniem, ale w czwartej zwrotce słychać to szczególnie dobitnie. Podmiot mówiący wylewa swoje żale na to, że jego świat nie jest taki kolorowy, jak niektórzy twierdzą. On swój świat widzi szarym i przygnębiającym (nie znoszę u ludzi takiego podejścia i dlatego również tak mnie razi klimat tego wiersza).

Zakończenie jest dziwne. Nie rozumiem go, przyznam szczerze, więc i pozostawiam bez komentarza.

Ale cała reszta jest całkiem dobrze wykonana. Chociaż, jak wspomniałem na wstępie, nie lbię takich wierszy, to jednak trzeba Autorowi przyznać, że umiejętnie zbudował ten nastrój. To plus. Wiersz jest czytelny, ale mało dosłowny. Nie jestem specjalistą - nie pokuszę się o wskazywanie i nazywanie środków literackich, ale w moim odczuciu jest całkiem dobrze artystycznie zrobiony. I byłbym się może nawet nim zachwycił, gdyby nie ten kilmat.

A więc, reasumując, wiersz bardzo dobrze zrobiony, ale mnie się zupełnie nie podoba ;)

Pozdrawiam,
Drax

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Radosław Jest myśl !!
    • @Migrena

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @andrew   jest poetycko zmysłowo   pachnie poezją:)   to bardzo miły zapach:)    
    • Listy.       25-letni hydraulik, Roman C., ma żonę. I w tym fakcie nie ma nic nadzwyczajnego, bo przecież wielu mężczyzn w tym wieku posiada żonę lub męża, ale sytuacja Romana C. jest o tyle nietypowa, że posiada on żonę tylko w stosownych dokumentach, bo w rzeczywistości ta uciekła do 50-letniego architekta, Vincenta Z., a konkretnie odjechała jego Mercedesem klasy S. Było tak późnym wieczorem, kiedy zwykli ludzie chodzący rano do pracy już dawno śpią. Vincent Z. jechał samochodem głównymi ulicami stolicy. Wracał do domu z małego przyjęcia po wernisażu malarskim swojego przyjaciela, kiedy nagle w świetle ulicznych lamp zobaczył smukłą dziewczynę ubraną jedynie w majtki. Jedną ręką zasłaniała sobie piersi, a dłoń drugiej trzymała na łonie, chociaż miała przecież już ochronę w postaci majtek. Takie podwójne zabezpieczenie wrażliwych miejsc może świadczyć o szczególnej cnocie kobiety, ale kiedy będący po dwóch kieliszkach szampana i w doskonałym humorze architekt zatrzymał wóz i wysiadł, pytając cnotliwą dziewczynę, czy może jej jakoś pomóc, ta bez chwili zwłoki wskoczyła na przednie siedzenie jego samochodu. Noc była dla lekko starzejącego się Vincenta Z. jak bajkowy sen, ale były też następne noce i dni. Z okazji otrzymanego od losu takiego szczęścia architekt wziął sobie urlop w swojej własnej pracowni. Wiedział już, że jego nowa miłość ma na imię Ania i że kiedy była na basenie, jakiś bezwzględny złodziej ukradł jej wszystko, łącznie z ubraniem. Po zamknięciu basenu przesiedziała godzinę w krzakach i kiedy architekt ją zobaczył, przemykała ulicami do domu. Powiedziała też swojemu wybawcy, że ma męża. On spytał, kim jest. Odpowiedziała, że hydraulikiem pracującym w wodociągach miejskich. „Ach tak” – powiedział architekt, a w duchu pomyślał, że oto trafiła mu się świetna dziewczyna, której mąż jest jakimś tam zwykłym hydraulikiem. „Cóż za przeciwnik może być dla mnie, hydraulik? Zjadłem takich frajerów na śniadanie”. Ale to był błąd. Nie minęły nawet dwa tygodnie, a już w odwiedziny do Vincenta Z. przyszedł hydraulik, który nieznanymi sposobami, jako szarpany zazdrością mąż, zdobył adres domowy architekta. Bez zapowiedzi więc nie został wpuszczony, tym bardziej że nikogo nie było w domu, bo zakochani jedli akurat kolację w luksusowym lokalu. Ale hydraulicy mają złe nawyki, szczególnie gdy są po pracy, i nie odchodzą od drzwi, kiedy zadzwonią i nikt im nie otworzy. Ten akurat monter instalacji wodno-kanalizacyjnej był po robocie i nie dał się łatwo spławić banalną nieobecnością gospodarza. Zakochani wrócili wczesną nocą. Hydraulik nie został jednak wpuszczony pod okna, pod którymi mógłby wykrzykiwać swoje lamenty, stał bowiem przy furtce, a uruchamiana pilotem brama była kilkadziesiąt metrów dalej, bo przecież posiadłość była nadzwyczaj okazała. Gdy dobiegł, brama była już zamknięta. Przez płot bał się wejść, bo gospodarz wypuścił z kojca dwa wielkie psy. Tak więc tego wieczoru nie spojrzał nawet w oczy swojej niewiernej żonie, na co, jak się wydaje, miał wielką ochotę. Stojąc przy ogrodzeniu, ale na ulicy, miotał wyzwiskami pod adresem nie tylko architekta, lecz również własnej żony. Był bardzo głośny i jego lamenty najwyraźniej przeszkadzały wysublimowanym lokatorom stojących wokół willi, bo ktoś wezwał straż miejską, a ta zabrała rozhisteryzowanego Romana C. Następnego dnia, zaraz po pracy, przybiegł pod dom złodzieja swojej własnej żony, racząc się wcześniej alkoholem pitym wprost z butelki, widocznie dla podniesienia sobie otuchy. Ale architekt ze swoją kochanką, a żoną hydraulika, pływał cały dzień żaglówką. Wrócili późnym wieczorem i już Vincent Z. miał naciskać pilota uruchamiającego bramę, kiedy pod jedną z choinek zobaczył zaczajonego pod nią mężczyznę. Z samochodu zadzwonił po policję i już po niedługim czasie napompowany alkoholem hydraulik pojechał do izby wytrzeźwień, a zakochani do rana baraszkowali na puszystym dywanie. 50-letni Vincent, architekt, nie był przecież już młodzieniaszkiem i pewnie seksowna kobieta chcąca akurat przewietrzyć pościel, a niemająca pod ręką trzepaka, nie miałaby z niego pociechy przy wieszaniu prześcieradła czy innej kołdry, na przykład. Ale Ani C. architekt imponował spokojem cechującym ludzi zamożnych, bukietami kwiatów, podarunkami, miłymi słówkami, urokiem życia i stylem bycia, bardzo różnym od nudnego i nerwowego, bo konwulsyjnie poskręcanego zazdrością życia z własnym mężem. Praca hydraulika nie wymaga intelektualnej wprawy i nie jest twórcza, żeby taki intelekt pobudzać. A więc drogi myślowe montera instalacji wodno-kanalizacyjnych nie dają się łatwo ogarnąć normalnym ludziom. Roman C. doszedł do wniosku, że musi zaalarmować cały świat, aby tylko ta skończona łachudra, jego żona, wróciła do domu. Sięgnął więc po pióro i zaczął pisać listy do Sejmu i Senatu, policji, związku architektów, różnych rzeczników, gazet i tygodników, tych kolorowych również. Prosił w nich o pomoc, bo ten Vincent Z., zamieszkały tu i tu, ukradł mu żonę, którą niewoli, i czy złodziej żon może w ogóle być architektem – dopytywał adresatów retorycznie. Napisał list do prezydenta Stanów Zjednoczonych. Pisał do różnych agentów Unii Europejskiej. W liście do królowej brytyjskiej Elżbiety II żalił się, że nikt nie chce mu pomóc, a przecież ten łobuz, który uwiódł mu żonę, jest pedofilem, bo uwięziona ma dopiero 23 lata. Biuro prasowe królowej przysłało na papierze Pałacu Królewskiego słowa pociechy. Ponadto królowa kazała mu być dobrej myśli. List był po angielsku, więc go nie przeczytał, bo akurat tak się przypadkiem zdarzyło, że w tym języku nie był biegły. Nie chciało się jednak odpisać cierpiącemu hydraulikowi ani papieżowi, ani prezydentom kilku państw z różnych kontynentów, ani nawet pani Merkel, która przecież jest tak egzotycznie i nienaturalnie wyczulona na losy polskich obywateli. Jeden list zrobił jednak na kimś wrażenie, i to na kimś w siedzibie Narodów Zjednoczonych. Trafił do Nowego Jorku do tłumaczki. Zanim to się jednak stało, bardzo zniesmaczony dotychczasowymi rezultatami swoich działań hydraulik napisał kolejny list do ministra spraw wewnętrznych. Pisał w nim, że widział, jak ktoś zakopuje w lesie niedaleko drogi tej a tej, przy dużym ciemnym kamieniu, zwłoki zamordowanej kobiety. Do listu dołączył szkic sytuacyjny. Listu tego nie podpisał, wszystko natomiast starannie wytarł, łącznie z kopertą. Na taką informację policja zareagowała natychmiast. Miejsce było tak dokładnie opisane, że grupa dochodzeniowa dotarła tam bez zwłoki. Na miejscu, w płytkim grobie, niezbyt starannie zamaskowanym, leżały zwłoki kobiety z ranami po nożu w okolicach serca. Niemłoda już kobieta ubrana była wyjątkowo odświętnie, jakby wprost odeszła od świątecznego obiadu. Zwłoki przewieziono natychmiast do zakładu medycyny sądowej zajmującego się szukaniem przyczyn śmierci, rozbierając badane osoby niemal na czynniki pierwsze. W kieszeniach garsonki znaleziono dwa listy. Jeden ze stacji serwisowej Mercedesa, w którym serwisant udzielał rabatu na swoje usługi panu Vincentowi Z., zamieszkałemu tu i tu. Drugi zaś był rachunkiem za usługi telekomunikacyjne na kwotę 376 zł i 35 gr i był wystawiony na pracownię architektoniczną z siedzibą w centrum miasta, a przesłany na domowy adres Vincenta Z. właśnie. Porywacz żony hydraulika został zatrzymany i po przeprowadzonej w willi rewizji przewieziony do aresztu. Podczas przeszukania willi do domu weszła elegancka i pachnąca kobieta. Policjantom przedstawiła się jako Teresa Z., żona właściciela pracowni architektonicznej o uwodzicielskiej i zwodniczej nazwie „PHANTOM”. Vincent Z. został tymczasowo aresztowany. Nie można było ustalić, kim jest odkopana w lesie kobieta. Na przesłuchaniach Vincent Z. kierował uwagę policjantów w stronę męża swojej kochanki, bo przecież jaki mógłby mieć cel architekt jego klasy, aby mordować starsze niewiasty? Policjanci podążyli tropem wskazanym przez siedzącego w więzieniu architekta. Podczas wielogodzinnego przesłuchania hydraulik zeznał, że sam zbrodnię zaplanował, kierując poszlaki na architekta, aby tylko wyrwać ukochaną i niewinną żonę z rąk tego starego zboczeńca. Poszedł mianowicie na cmentarz, znalazł świeży grób, wykopał ciało i zawiózł je swoim Fiatem 126p do lasu i wrzucił je we wcześniej wykopany dół. Zanim to zrobił, kilkakrotnie dźgnął kobietę w okolice serca nożem monterskim, jaki w jego przedsiębiorstwie pracodawca rozdaje hydraulikom. W kieszeń garsonki wsadził ukradzione ze skrzynki pocztowej architekta listy. Vincenta Z. natychmiast zwolniono z aresztu, a hydraulika oskarżono o zbezczeszczenie zwłok, wprowadzenie policji w błąd, kradzież korespondencji i z kilku jeszcze artykułów kodeksu karnego. W konsekwencji tej sprawy niewierna żona wróciła do hydraulika wykonującego instalacje wodno-kanalizacyjne, a on sam został skazany na więzienie w zawieszeniu i grzywnę, bo sąd pod wpływem biegłego psychologa dopatrzył się okoliczności łagodzących wynikających z jego głębokiej desperacji. Niestety, ten brak altruistycznych pobudek w dzieleniu się żoną z innymi mężczyznami sprawi mu, biorąc pod uwagę temperament, jeszcze kłopot, ale to jest jego własna melodia przyszłości. Najgorzej na używaniu cudzej żony wyszedł architekt Vincent Z. Jego własna żona bez zbędnych ceregieli wywaliła go z domu, który stanowił jej własność i tak było zapisane w przedmałżeńskiej intercyzie. Odjechał więc swoim wyładowanym rzeczami osobistymi Mercedesem klasy S, bogatszy o wrażenia, które przecież dla każdego człowieka są najbardziej wartościową kolekcją życia.      
    • @karenka @Grahamoza @Leszek Piotr Laskowski dzięki Wam serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...