Studium dywanu
-
Ostatnio w Warsztacie
-
Simon Tracy 1 448
Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.
Pomysły uporządkowane.
Myśli w jeden kurs zebrane.
Schowane na później
do skarbonki umysłu.
Jak drobne gesty i zdania,
nie mające właściciela i adresata.
Jak wspomnienia zatarte wyparciem.
Przeinaczone tak by były do przyjęcia.
Nie piję i nie jem.
Zamiast drzemki wybrałem
nerwowe skrobanie stalówki
o nierówną skórę
wyjątkowo twardego papieru.
Obiecałem, że z tym skończę.
A może z sobą?
Sam nie wiem. Nie pamiętam.
Wiem, że wyszłaś bez słowa.
Wyjechałaś w rodzinne strony.
By odpocząć ode mnie
i mojego pisarskiego przekleństwa.
Leżę pośrodku pokoju.
Mogę wstać, lecz po co?
W ciemności kątów.
Kurz tańczy z zagrzybiałą pleśnią.
Pająki wiją się w górę i w dół
na zwiewnych niciach pajęczyn.
Okno przepuszcza światło słońca.
A może to niebo otworzyło swe bramy.
Klucze, schody, drabiny.
Do nieba prowadzi mnie tym razem
kolejny łyk wódki.
Kto normalny dziś tworzy poezję.
A kiedyś? Jednak wszyscy byli chorzy.
Książki patrzą na mnie ukradkiem.
Wstydzą się.
Choć rozumieją.
To same horrory, groza
i ludzkie tragedie.
Ja jestem chodzącą tragedią.
Leżącą i pijaną w sztok.
Napisałbym do Ciebie wiadomość
o treści kocham.
Napisałbym dla Ciebie wiersz
o treści
miłuję Cię
niewysłowioną gorączką serca.
A dalej byłabyś tylko Ty.
Naga, z serdecznym
lekko zarumienionym uśmiechem.
Pieściłbym Cię romantycznym słowem,
erotyczną grą rymowanych wersów.
Z lubością zanurzyłbym język
w zakamarkach liter dużych i małych.
W prostocie i krągłości głosek i sylab.
Gładziłbym kulistymi ruchami
czułe wzgórza wznośnych epitetów,
delikatne i przyjemnie wilgotne
ścianki porównań.
Stałabyś się moją poezją.
Zapisałbym każdy milimetr Twego ciała.
Utrwaliłbym anioła na cokole spiżowym,
który prześcignął by
wszystkie cuda tego świata.
Ale najpierw muszę wstać.
Ruszyć na podbój świata dla Ciebie.
Stanąłem z trudem na nogach.
Przeciąg otworzył okno
a po chwili tylne drzwi do ogrodu.
Letni pachnący kwieciem
i owocem ogród,
nie da mi weny.
Wszedłem do niego jednak
wabiony obrazem raju.
Uroniłem z krzaka.
Jedną malutką malinę.
Nie smakowała mi.
Nie dlatego, że była zepsuta
lub zbyt mało słodka.
Po prostu nie były to Twoje usta.
Zawsze pełne
posmaku szminki, tytoniu
i cynamonowej nuty perfum.
Nie piję i nie jem.
Nic co nie jest nektarem z Twych ust.
Widać umrę tu z wycieńczenia.
Czas więc wracać i siadać do biurka,
by napisać ostatni miłosny wiersz.
Dla A.S.
0
-
-
Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach
-
- 45 odpowiedzi
- 881 wyświetleń
-
- 42 odpowiedzi
- 1 245 wyświetleń
-
- 34 odpowiedzi
- 699 wyświetleń
-
- 33 odpowiedzi
- 586 wyświetleń
-
- 31 odpowiedzi
- 1 128 wyświetleń
-
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się