Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
dedykowany


tak, wiem, to trochę na przekór.
dokładniej był to epilog, czytam
tysięczny raz migawka
obezwładniona przez fakty. to takie
proste. dotknąłeś mnie konfesyjnie. przecież
mogę zrezygnować z nadkładu
chodzi o to żeby nie krzywdzić,
żeby tylko nie skrzywdzić

kochanie, nic mnie to nie obchodzi, to mogły być setki
wierszy, a teraz to nie tylko rejs, to dryf
po dryfie. jedyne ciało podzielne w każdym miejscu

*że żółte to bez znaczenia
te cholerne wizje zostawmy partaczom
o wiele prostsze niż myślałam jest kruszenie
fal. nie zawrę cię w żadnej z wymyślonych metafor.
tylko powiedz, że wejdziesz w to
jak w szkwał
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



no wiem, wiem, wiem...ale nie wiem jeszcze co z tym zrobić...
[quote]zakończenie w stylu Cohena ;)


to komplement czy potwarz?:D

dzięki za vizytę i uwagi, pozdrawiam
ad 1. To może być dodatkowy atut, jeśli "podpowie się" czytelnikowi, że To jest celowe/świadome
ad 2. eetam, Cohena lubię, chciałam Ci jedynie uświadomić jaki klimat wprowadzasz 'wchodzeniem w szkwał' - tzn jak może być odbierane, Twoja decyzja jak to wykorzystasz ;)
jeszcze zajrzę, bo ciekawa jestem finału,
powodzenia :)
Opublikowano

hej :)
Martynko, jak zwykle u Ciebie, dużo ciekawych
momentów. dla mnie pierwsza zwrotka najsŁabsza,
przerzutnie niczego nie wprowadzają. pokazaŁam
poniżej jak to widzę, im dalej, tym lepiej :P.

pozdrawiam plusowo Karolcia :)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

Próbujesz "zrezygnować z nadkładu ",odcinasz się od " żółtego " a żółte i tak w tobie jest.Nic sobie nie robi z "konfesyjnego dotknięcia ".Na razie to ani szkwał,ani żonkile.Gdzieś pomiędzy.Chyba cię czeka jakiś wybór.Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Karolciu, tym razem nie mogę wziąć tego pod uwagę, chociaż jest bardzo wdzięczna za uwagi. Przykładam się do wierszy;) do tego zwłaszcza i zapewniam, że pierwsza ma taki układ nie bez znaczenia, a wyrzucone przez Ciebie "czytam" także łączy się z obezwładniona... itd

nad dalszymi zmianami mogę pomyśleć, "przecież" nie jest konieczne, muszę sie mocno skupic na tym fragmencie, jeszcze raz dzięki za sugestie,
pozdrawiam
Opublikowano
lubię latawce
dzięki za ślad i podobanie, pozdrawiam ciepło

H.Lecter
doktorze, ja nie owca, jam lew i jakem lew będę ryczeć głośno, bo to i szkwał i żonkile, ale wiersz jest dedykowany przypominam,
więc jeśli zechcesz tu wrócić to uwagi techniczne pliz:)
tak czy owak dziękuję za chwilę pod wierszem i pozdrawiam również

/m.
Opublikowano

czytam i czytam... i gdzieś tam w środku chce by mi się podobało, ale jakoś nie może to do końca wypłynąć i sama już nie wim dlaczego... punkt wyjścia mi tu umyka...może poczytam jeszcze bo wiersz ciekawy i zrozumiem, dlaczego taki "nierówny" w moim odbiorze,
pozdrawaiam zaintrygowana
;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


podpowiem tylko by dać temu płynąć:) wczuć się w wiersze dedykowane to wyzwanie, nie trzeba wcale tego robić:) ale cieszę się że mimo wszystko próbujesz, nieważne w którą stronę przechyli się Twój odbiór, i tak dziękuję za komentarz
Opublikowano

jakby się kto pytał, to ja bym jednak to "to" gdzieniegdzie wyrzuciła; niekoniecznie, ale mnie osobiście odrobinkę, odrobineczkę gryzie...
wiersz jest trudny. czytam go, zatrzymując się na prawie każdym zdaniu. są pełne znaczeń, niebanalne. widać, że temat jak i jego podjęcie przemyslane i przepracowane. po pierwszych przeczytaniach zastanawiałam się czy nie jest zbyt "cięzkostrawny", ale ostatecznie mnie takie pasują, bo jak się już człowiek przez nie przebije, to długo się nie nudzą.
końcówka jest świetna - uderzająca, bardzo pasująca do reszty, ktora też niczego sobie. na poziomie. jestem jak najbardziej za:D
pozdrawiam ciepło:)
aga

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
    • Jem sód od ósmej   Ech, cmokam! Sód ósmakom chce   I namakam. Sód od ósmaka Mani   Sód ułud. Ós!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...