Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

"zbrodnia i kara" to genialna książka! to tak na marginesie. powiem szczerze że kiedy chodziłam do liceum też nie lubiłam lektur, a najbardziej właśnie Krzyżaków czy Pana Tadeusza. Uważam że połowa osób (jeśli nie więcej) i tak tego nie czyta, lektury powinny być takie, żeby młodego czlowieka zachęcić do czytania a nie odwrotnie, a kiedy ludzie maja po 15 -16 lat woleli by czytać książki z którymi mogą się utożsamić, jak chhociażby "mały książę" który na szczęście jest lekturą. ja nie przeczytałam ani "potopu" ani "krzyżaków" to była jakaś męka. za to w tym czasie czytałam "rok 1984" i "nowy wspaniały świat" huxley`a (które były na liście lektur nieobowiązkowych -tylko niestety nikt ich nie przerabiał:/) Wiem, że powinniśmy znać Polską literaturę, ale szkolne lektury zniechęcają niestety.Może to kwestia tego, że młodzi ludzie nie chcą nigdy robić tego co sie im każe:)

Opublikowano

A najgorsza i tak jest ignorancja. Nie rzecz w tym, czy czegoś lubię, czy nie ale czy znam. Jak można mieć własne zdanie na jakiś temat jeśli się tego nie pozna? Pomysł z czytaniem fragmentów jest nieporozumieniem totalnym. Moim zdaniem.

Ps. Natomiast "Pana Tadeusza "przeczytałem z pięć razy i za każdym razem inaczej odczytując tę lekturę. Oczywiście można powiedzieć, że „Pan Tadeusz” jest nudny albo, że zawiera w sobie wiele elementów komizmu, karykatur postaci i dla kogoś z żywą wyobraźnią czytanie tej epopei może być po prostu rozrywką a nie rozczulaniem się patriotycznym. Tylko trzeba przeczytać, żeby cokolwiek powiedzieć.
Może nie należy rugować literatury, a jednak zastanowić sie nad sposobem nauczania, a może jednak nad pozycją nauczyciela (płace, wykształcenie etc).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a od 50 lat walczymy z romntyzmem i patosem chwaląc się gownem i szarą rzeczywistością. Ludzie zamiast patrzeć w chmury i snuć wizje, sny marzenia o niebiosach i imepriach myślą o egzystencji. I jeszcze to zchamczenie któte przyszło z Ameryki. Ale nie to mnie drażni: to że masy to gówno potrzebne do wyhborow i trzeba je wykształtowac ideą to wiedzialem, ale czemu xchloniemy ta ich kretysnka sztuke. Masy to dno,dopiero wielka sztuka wielkichl duzi musi pokazac masa co wlasciew. Nie na odwrot. To warunek pieknego imperium a nie gowna.

pozdr.

No dobra, ale wielka sztuka nie musi być romantyczna.

ok. ale nie może dotyczyć mas ;p bo wtedy się zmasuje ;p
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no i sam sobie odpowiadasz na pytanie z tematu:
co z tego że Cie w taki czy inny sposob nakłonili do lektury skoro uważasz że to szmira - znaczy, nie zrozumiałeś...
to nie lista lektur decyduje a cały sytem w którym młodzież dorasta - a ten jest nastawiano na ogłupianie - ambitna lista lektur to co najwyzej załosna dymna i wymówka... to ja już bym wolał bez tej hipokryzji - niech dzadzą lekturę "archwalne numery brawo girl" ale niech ją przynajmniej omówią jak należy... to nie konkretne przykłady się liczą... jeśli nauczą dzieciaki czytać i myśleć nawet używając do tego fotostory z bravo to potem poradzi sobie tez z innym ksiażkami
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no i sam sobie odpowiadasz na pytanie z tematu:
co z tego że Cie w taki czy inny sposob nakłonili do lektury skoro uważasz że to szmira - znaczy, nie zrozumiałeś...
to nie lista lektur decyduje a cały sytem w którym młodzież dorasta - a ten jest nastawiano na ogłupianie - ambitna lista lektur to co najwyzej załosna dymna i wymówka... to ja już bym wolał bez tej hipokryzji - niech dzadzą lekturę "archwalne numery brawo girl" ale niech ją przynajmniej omówią jak należy... to nie konkretne przykłady się liczą... jeśli nauczą dzieciaki czytać i myśleć nawet używając do tego fotostory z bravo to potem poradzi sobie tez z innym ksiażkami

nie. To pan sobie uzurpuje prawo do oceny i to niesłusznej. Całkowicie nie zgadzasm się ze sposobem w jaki Dostojewski porzedstawił problem w swojej książce. Pan myśli według obecnego schematu krytykas literackiego i pan bedzie uparcie bronił chocby tej książki - bo ma sens? Bo tak pan twierdzi. Dla nie ma - nie zgadzam się całkowicie z potępiabiem teori specjalnych jednostek i uważam że przedstawił problem tylko z jednej strony stosując do tego takie chwyty byle ją pokaząc w jak najgorszym świetle. tyle

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Po pierwsze, prawem niezbywalnym autora jest potraktować temat z takiej a nie innej strony i nie ma on obowiązku być obiektywny.
Po drugie, niezgoda z przekazem książki, czy też z wybranym jego elementem, i w związku z tym nazywanie jej szmirą, to jest pomyłka.
Po trzecie, jeżeli Pan w ogóle czytał tę książkę, to powinien Pan wyłuskać ten drobny niuans, że bohater ewidentnie usprawiedliwiał sam siebie wieloma rzeczami, między innymi tezą, że pewnym ludziom wolno więcej niż innym. Upraszczając sprawę, ta książka w większości swojej objętości opisuje problemy moralne i człowieka wobec nich.
Tu nie chodziło o potępienie jednostek wybitnych jako takich, a raczej tezy, że wolno im więcej niż innym. Z tym się Pan nie zgadza? Czyli pewne osoby, w bliżej nieokreślony sposób "specjalne" mają prawo moralne kogoś zabić? O tym prawie decydują okoliczności, nie jednostka. Człowiek ma prawo zabić w obronie życia swojego bądź cudzego, gdy jest ono bezpośrednio zagrożone.
I nie ma tu nad czym dyskutować.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ale o jakie życie chodzi? biologiczne? bo zawsze mi sie wydawało że ludzkie zycie to coś wiecej niż fizjologia, a jeśli tak, to do jakiego punktu możemy dojść broniąc to bardziej "ludzkie" zycie?
bo np. istnieje koncepcja życia jako wolności - a więc możanby uznać że jednostka ma prawo zabić gdy ktoś zagrazą jej wolności.. a co z koncepcją życia jako nieustannego rozwoju?
w końcu co z radiomarjanami i kwestią aborcji? przecież oni gotowi skazać kobiete na smierć byleby płodu nie zabiła...

ps. dwa - jeśli nie podoba mi się przesłanie ksiązki to mam prawo uznać ją za szmirę - kwestią raczej byłoby czy mam prawo usuwać ją z listy lektur - dopóki nie uzyskam pewności że to "niepodobanie" było winą ksiązki a nie moją..
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Biologiczne, proszę Pana, bo wszelkie inne aspekty życia wynikają z biologii. Jeżeli zakończy się czyjeś życie biologiczne, to nie ma co gadać o innych przejawach życia, chyba że wejdziemy na wątpliwy grunt metafizyki.

To bardzo ciekawe, co Pan pisze o tych koncepcjach. Bez względu na koncepcje, zagrożenie wolności (chociaż zależy w jakim znaczeniu), czy rozwoju nie stanowi bezpośredniego zagrożenia życia.
Z aborcją to jest większy kłopot niż się Panu wydaje. Bo jeżeli przyjąć, że przeciwdziałanie aborcji to ochrona życia, to trudno tutaj w ogóle zakładać możliwość odebrania życia w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, bo głównym zagrożeniem jest matka, a zabicie matki doprowadzi do śmierci płodu.
To nie pierwszy raz, kiedy Pan takie kompletnie nielogiczne przykłady podaje. Tak to jest, jak się nie pomyśli tylko wypisuje, co ślina na język przyniesie.

Jeżeli Pan nazywa książkę szmirą z powodu przesłania, jakie niesie, to znaczy, że Pan jest ideolog i niewiele się różni od twórców indeksu ksiąg zakazanych. Podam przykład, mniemam, że logiczny. Nie czytałem "Mein Kampf", ale wiem, jakie zawiera tezy. Nie zgadzam się z nimi. Czy to jest warunek wystarczający, by nazwać tę publikację szmirą?
A jeśli chodzi o listy lektur to uważam, że to debilizm, a zatem ani wpisywanie ani usuwanie z niej elementów mnie nie ekscytuje.
Opublikowano

ad.1 - ale jeśli pozbawić człowieka jego "innych przejawów życia" to biologiczne trwanie też raczej sobie można w d.. wsadzić... to tak jak z komputerem - wyciągniej sobie z niego twarde dyski - i co ci zostanie:z technicznego punktu widzenia komputer będzie działał (żył) ale na poziomie wręcz zupełnie innym niż kiedy ma zainstalowanego windowsa :)
oczywiście że człowiek nie ma boskiego pochodzenia duszy ani innych tego rodzaju bzdur, ale jednak człowiek jest czymś więcej niż tylko maszyną - co łatwo stwoerdzić patrzac na ludzi wśpiączce albo z uszkodzonymi mózgami: to zupełnie inny rodzaj "życia" - i jeżeli powiedziałbyś mi, że mam prawo zabić gdyby ktoś chciał odłączyć rośline od respiratora a nie mam prawa zabić kiedy ktoś ze zdrowego człowieka chce zrobić rośline, to bym Cię po prostu wyśmiał...

ad.2 - co Ty w ogóle piszesz? to matka nie może odebrać rzekomego życia płodowi bo się kościół czepia, więc nie może bronić własnego życia - co tu dla ciebie jest niejasne?

ad3. otóż to - typowy polski inteligent: "nie czytałem, ale WIEM co tam jest, co więcej WIEM że jest złe i godne potępienie" - i jak tu z panem rozmawiać, skoro moich wypowiedzi do pana też pan nie czyta, i tak WIE jakie zawierają tezy...

a ja np. Mein kampf odszukałem na necie... tylko teraz uwaga, wklejam fragment ze wstępu - kolejny piękny dowód na manipulacje jakiej dopuszczają się media:

"Wybór, który otrzymuje czytelnik, ma przede wszystkim na względzie ułatwienie mu lektury. W wyborze zostały pominięte fragmenty powtarzające się i najbardziej zagmatwane. Nie została również zachowana wierność wobec stylu, tak jak czyni się to w przypadku dzieła o wartości literackiej. W tym wypadku mogłoby jedynie chodzić o wykazanie nieporadności pisarskiej Hitlera. Tymczasem zasadniczym celem tego, było nie było, pierwszego tłumaczenia, jest oddanie poglądów autora, w sposób możliwie przystępny. Iluż bowiem miałoby ochotę przedzierać się przez gąszcz wymyślnej stylistyki i wybujałej składni, aby „zgłębić” w pełni książkę Hitlera?
Niniejsza książka jest tłumaczeniem angielskiej edycji Mein Kampf (w wyd. ang. My Struggle). Wydawca dokonał nieznacznych uzupełnień z wydania niemieckiego o te fragmenty, które uznał za interesujące dla czytelnika polskiego, a których zabrakło w edycji angielskiej (np. dotyczące okresu dzieciństwa i młodości Hitlera). Pominął natomiast te fragmenty, które nic nowego nie wnosiły do tekstu – niepotrzebne powtórzenia, często stosowane przez autora."

to po co tłumaczyć książke, skoro tłumacz sobie ją przeredagowuje? wycinając co bardziej "zagmatwane" fragmenty (czyli pewnie te któe decydowały o sile oddziaływania hitlera na Masy - a następnie próbuje przekonać czytelnika żeby na podstawie tej okrojonej zubożałej wersji wyrobił sobie zdanie o autorze - w doatku twierdzi się że autor to prostak - bo wszystkie jego myśli są płytkie - zupełnie ignorując fakt, ze samemu się wycięło te co bardziej głębokie...

a sama ksiązka - rzeczywiście nudy - ale gdybym to ja np. biblie tłumaczył, też by się okazało że pisał ją jakiś prostak :)

Opublikowano

Panie kazelot, jak zwykle wszystko Pan gmatwa.

1) Najpierw Pan pisał o koncepcjach życia a potem o "innych przejawach życia". To niech się Pan zdecyduje.
I nie wiem, z czym tu Pan polemizuje (chyba że tylko stara się Pan tworzyć takie wrażenie). W obydwu przykładach nie można mówić o bezpośrednim zagrożeniu życia, ponieważ brak okoliczności podlegających ocenie bezpośredniości. Nie wystarczy taka ogólność, jaką Pan zaprezentował.
2) Ja tego nie piszę, co Pan napisał. Nie widzę też żadnej niejasności tylko analogie bez sensu. Jeżeli wg Pana ciąża jest bezpośrednim zagrożeniem życia kobiety, to podejrzewam, że myli Pan pojęcia.
Ale nawet gdyby była, to Pana argument o radiomaryjanach, którzy by zabijali "w obronie życia poczętego", również nie pasuje, bo zabijając kobietę w ciąży, która stanowiłaby zagrożenie dla noszonego przez siebie płodu, zabiliby również ten płód. Rozumie Pan paradoks, który Pan stworzył?
3) Ja nie jestem inteligentem, proszę Pana. W każdym razie sam do takich się nie zaliczam.
Nie muszę czytać, żeby wiedzieć, jakie tam się znajdują tezy. Niemniej przykład nie dotyczył istoty poglądów, które Pan teraz, nie wiedzieć po co, wywleka, tylko wartościowania całego dzieła tylko i wyłącznie ze względów ideologicznych. Chodziło mi właśnie o to, że nie wypowiadam się na temat wartości "Mein Kampf", bo moje preferencje ideologiczne nie wystarczą do oceny publikacji.

A te manipulacje mediów to Pan wszędzie widzi. Niech Pan uważa, bo to niedaleko do paranoi.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie przypominaj mi pan Mein Kampf - największe rozczarowanie po obaleniu wiary w Mikołaja ;p ;p

pozdr.
no to przecież wkleiłem Ci przyczynę:
są dwie opcje, albo hitler rzeczywiscie był marionetką w rękach "możnych tego świata" (patrz: dżordż busz)
albo był takim geniuszem, że nawet po 50 latach musieli mu "przeredagować" jego pisma, żeby wyszedł na idiotę...
fakt faktem, że jeżeli to rzeczywiście on napisał to jest to niemalże niepodważalny dowód, że za tym człowiekiem musiał ktoś stać, pod czyje dyktando on tańczył... a więc mamy tu dowcip, bo wychodziłoby na to że z tych wszystkich nazistów to adolf był najmniej temu wszystiemu winien :D
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie przypominaj mi pan Mein Kampf - największe rozczarowanie po obaleniu wiary w Mikołaja ;p ;p

pozdr.
no to przecież wkleiłem Ci przyczynę:
są dwie opcje, albo hitler rzeczywiscie był marionetką w rękach "możnych tego świata" (patrz: dżordż busz)
albo był takim geniuszem, że nawet po 50 latach musieli mu "przeredagować" jego pisma, żeby wyszedł na idiotę...
fakt faktem, że jeżeli to rzeczywiście on napisał to jest to niemalże niepodważalny dowód, że za tym człowiekiem musiał ktoś stać, pod czyje dyktando on tańczył... a więc mamy tu dowcip, bo wychodziłoby na to że z tych wszystkich nazistów to adolf był najmniej temu wszystiemu winien :D

w początkowej dfazie na pewno były silne wpływy.
Co do okresu 35-45 nie jestem pewien - chociaż czasemnawet samodzielna marionetka jest lepszaod niesamodzielnej.

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Dobro

       

      Pół żartem, a pół serio można powiedzieć, że prawdziwe Dobro to tylko Bóg i nikt poza Nim. Gdyby wgłębić się w to proste zdanie, to widać, że żartu w nim niewiele. Jeśli Miłość, Prawda i Piękno są dobrem, to dobro stanowi atrybut Boga, znany nam z Objawienia. Jeśli życie jest dobrem to stanowi ono atrybut Absolutu. Dobro jest przedmiotem nienawiści na tym świecie, a zarazem stanowi przedmiot pożądania. Ponieważ tego dobra jest na ziemi niewiele nieustannie toczą się o nie spory, kłótnie, walki i wojny. Doskonałość jest dobrem ale stanowi atrybut Absolutu. Doskonałe zło nie istnieje, podobnie jak doskonałe cokolwiek na tym świecie. Doskonałość rozumiana jako ideał. Dobrem jest harmonia różnych działań i funkcji wynikających z imperatywu formy człowieczej egzystencji. Wszelkie dysfunkcje, zakłócenia stanowią asumpt, bodziec do kaskady zła. Dobrem jest harmonia Łaski Bożej, zdrowego rozsądku, inteligencji, serca i duszy. Dobro tak rozumiane pomnaża dobro, sprawia, że na tym świecie i w tej cywilizacji zwiększa się rachunek dobra. Człowiek stresu, złej woli, człowiek chory sprawia, że pożądane dobro traci swoje atuty i zostaje zredukowane, zubożone. Staje się atrapą dobra, która nie przynosi prawdziwej radości, tylko nowe pożądania. W dzisiejszym świecie harmonia tak rozumiana jest dostępna tylko niewielu ludziom. Silne bodźce przymusu ekonomicznego czy fizycznego zmuszają wielu ludzi z pauperyzujących się, pauperyzowanych i spauperyzowanych grup społecznych do nieustannej pogoni za jakimkolwiek zyskiem. Niczym starożytni niewolnicy mogą powiedzieć, że dobro to brak jakichkolwiek uczuć i odczuć. Ich zamęczenie harówką nie ma nic wspólnego ze zdrowym zmęczeniem po całodziennym wysiłku, uczciwej pracy. Jak każdy ideał, ideał harmonii jest dobrem równie nieosiągalnym, jak inne na tym świecie. Niektórzy ludzie mówią, że Boga nie ma. Że ludzie modlą się do powietrza całymi godzinami… . A przecież i samo powietrze jest dobrem. Być dobrym dla wszystkich jak powietrze…? Każdy nim oddycha, wchłania chciwie niczym jakiś skarb. Gdy go gdzieś brakuje, opuszcza to miejsce i chciwie, łapczywie wtłacza w płuca tam gdzie ono jest, czując jak wraca mu życie, jasność umysłu. Gdy go zupełnie braknie człowiek umiera. Może modlitwa do tegoż powietrza to nie takie niemądre postępowanie, może wtedy zachodzi fluidyczny związek człowieka z odnowieniem, odświeżeniem się cząstek materii powietrza. Może powietrzu aby się odnowiło potrzeba tej minimalnej dawki bioprądów i fluidów, wydzielanych przez organizm ludzki…? Dobrze jest, kiedy ludzie nawzajem wybaczają sobie to, co uważają za złe, kiedy podają sobie ciepłe, serdeczne uściski dłoni. W naszych sercach budzi się jakaś radość z poczucia wspólnego dążenia ku jakiemuś Dobru, chociaż nie wypowiadamy jej głośno. Jest jakimś dobrem wspólne pomaganie sobie w kłopotach, w pokonywaniu jakiś przeszkód, w wypełnianiu obowiązków. Człowiek zatraca poczucie osamotnienia, wyobcowania we wrogim świecie, ma wrażenie, że ciało nie stanowi granicy jego jaźni i że żyje pomiędzy ciałami innych ludzi, że wypełnia się przestrzeń pomiędzy ludźmi jakąś energią… . Ma poczucie wspólnego losu w czasie i przestrzeni w jakich przyszło mu egzystować. Dobrem jest poszukiwanie swego indywidualnego głosu, głosu często zatracanego w społeczności wielkich molochów miejskich, swego odczucia świata, swego spojrzenia na siebie i innych ludzi. Społeczność w swej masie zniewala każdego człowieka, przymusza do porzucenia indywidualnej percepcji, rozumienia rzeczy, narzuca to co się samo narzuca lub co niesie „bagno behawioralne”. Dobrze jest, kiedy ktoś kocha zwierzęta, we właściwy sposób, sposób który podpowiada sama natura i potrzeba. Zwierzęta ze swej natury nieufne i płochliwe, właściwie traktowane, oswajają się i tracą lęk, nawiązują więź z człowiekiem. Często dokonują przy człowieku rzeczy, których w naturze nigdy by nie uczyniły: łaszą się, skaczą z radości, beczą, szczekają, kiwają łbami i są posłuszne dźwiękom ludzkiego głosu, którego artykulacji nie rozumieją. Jest dobrem zwrócenie uwagi komuś, że źle czyni, wyjaśniając dlaczego uważa się, że to coś jest złe, a to co się proponuje jest dobre. Człowiek osamotniony może właściwie nie pojmować i łatwiej zarazić się dobrem, niż złem, może zatracić siebie w walce o przetrwanie. Można powiedzieć, że dobrem jest kolekcja dzieł sztuki, która swym oddziaływaniem przenika ludzki umysł, ubogaca jego wyobraźnię, wzrusza, bawi, uczy. Dzieło sztuki jest dobrem związanym z sensem doczesnej egzystencji, z poczuciem piękna. Piękna muzyka potrafi przenieść człowieka w pozór jakiegoś innego świata, potrafi wrócić mu siły, ukoić bolesne rany, rozładować zły nastrój, a nawet uratować od zbrodni. Mówią o tym niektóre filmy fabularne, oparte o autentyczne wydarzenia (np. „Fitzcarraldo” W. Herzoga, „Misja” R. Joffe), publikacje książkowe, etc. Kunsztownie wykonaną kolię czy naszyjnik z pereł lub diamentów można uznać za jakieś dobro, ale… czy przynosi to więcej dobra czy zła? Jak dobry jest wynalazek penicyliny, ilu ludziom uratował życie doczesne? Ilu ludzi leżało w gorączce bez żadnej nadziei na wyzdrowienie i umierało? A jak spowszedniał ten wynalazek, to dobro, że każdy traktuje je niczym gruszki na drzewie, które można zerwać i zjeść w razie potrzeby? Któż pamięta dziś nazwisko tego dobroczyńcy, który wynalazł penicylinę? Można powiedzieć, że dobrem powszechnym stają się wynalazki współczesnej mikroelektroniki, wykorzystywane do rozmaitych urządzeń, mających za zadanie ułatwienia w egzystencji każdego człowieka, takie aby maszyny mogły zastąpić wysiłek ludzki i dać więcej wolności od wysiłku, od pracy. Dobrem są z pewnością radioodbiorniki, odtwarzacze laserowe, komputery osobiste, internet, telewizja. Dobre wynalazki to takie jak wynalazek żarówki T. Edisona, mogą służyć ludziom, ubogacać ich, wzmacniać, pomagać zapełnić nadmiar wolnego czasu. Ale powszechnie wiadomo, że dobre wynalazki mogą być wykorzystywane w złym celu przez ludzi o złej woli, mogą służyć złu. Dobrze jest, można powiedzieć, kiedy ludzie nie wynoszą się ponad siebie, kiedy są skromni, znają swoje możliwości, otrzymane dary, talenty i nie udają słońca, że są tak dobrzy, jak słońce i świecą na firmamencie dla wszystkich. 

      Dobrze jest żyć w kraju skromnych ludzi, pełnych rozsądnej pokory, szacunku dla dóbr rzeczywistych, dla wartościowych rzeczy, dla rzeczywistych dokonań, a nie iluzorycznych bufonad i fantastycznych wizji powszechnego dobrobytu. Można powiedzieć, że dobrze jest, gdy człowiek czuwa nad dobrem, nad tym aby posiadanego dobra nie utracić, a powiększyć jego zasoby. Można powiedzieć, że czuwanie nad dobrem jest podobne do czuwania nad własnym ogrodem. Dobrze jest pielęgnować roślinkę dobra, gdy nadciąga wicher podeprzeć listwą, usztywnić, gdy zbliża się powódź stosownie przekopać… . Dobrze byłoby pokusić się o dokonanie rozrachunku z samym sobą. Na czym to mogłoby polegać? Wystarczy obrać sobie z otoczenia dowolną rzecz, dowolny przedmiot i wyszukać w nim tylko i wyłącznie dobro, to co dobrego w nim widzę, a następnie wyszukać negatywy danej rzeczy. Później policzyć ile widziało się dobra, a ile zła… . Uczciwy rozrachunek może wiele powiedzieć o rachmistrzu. Ktoś wtedy powie: „widzę więcej zła w tym przedmiocie, niż dobra”. Czy to dobrze, czy źle?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...