Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

ustawiłam wszystkie zegary
według pasma z poprzedniego roku
czekając na zastygłe dni pomiędzy
półzmierzchami przyspiesza słońce

zdarzy się rdza zniszczy migot
nigdy nie dotykając lustra wody
i kamieni wystarczy liczyć ziarnka
piasku na pustyni mozolna odyseja

w szarości trwają koncerty cykad

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Salwador Dali :)

przeszykowałabym mu nieco zdania. nie lubię skłonności inwersyjnej w nadmiarach
Nie lubisz Salwadora?
...taaa, tylko poprawność jest normalna.
Na szczęście nie wszyscy piszemy jednakowo.
PozdrawiaM.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Judyt!
Mój wiesz nie ma nic wspólnego z obrazem S.Dali,
Czytelnik może interpretować jak się podoba:))

Sereczności.

tak, dobrze zauważyli poprzednicy
że nawet się wpasował albo obraz w
(w każdym razie nie wiem jak było)
ale tematy się połączyły (widać)
Wzajemności(:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Judyt!
Mój wiesz nie ma nic wspólnego z obrazem S.Dali,
Czytelnik może interpretować jak się podoba:))

Sereczności.

tak, dobrze zauważyli poprzednicy
że nawet się wpasował albo obraz w
(w każdym razie nie wiem jak było)
ale tematy się połączyły (widać)
Wzajemności(:)
Judyt!
Zegar jest tu jedynie elementem
jest jeszcze druga strofa i pointa
Dziękuję Ci Judyto:))
Opublikowano

dzie

abo i więcej
to nie reguła tylko uczucie - więc warsztatowo nie nadaje się do użytku
pisałem skąd mi to się wzięło dlaczego dla mnie nie jest tak oczywiste jak dla Ciebie
i nie tylko dla mnie
bardzo dużo ludzi na Śląsku nie wie o co biega
a i nie na Śląsku też
pozdrowienia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...