Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wiele lat powstawały ziarenka piasku
pustynnego to spotkanie naszych marzeń
po drodze znalezionych na naszej kuli
mówić coraz ciszej nie milknąć już nigdy

kamień trze o kamień nie czekając na wiatr
trzęsienie lub wielką wodę tworzą miejsce
uśmiechu skupione na cudach codzienności
nie wiedząc czego los figlarny zażąda

nie trzeba poznawać wszystkich granic
jest czym dzielić się z całym światem
wystarczy iść do tonących piramid
pamiętając o kłanianiu się wielbłądom

Marlett i Sosna

Opublikowano
nie trzeba poznawać wszystkich granic
jest czym dzielić się z całym światem
wystarczy iść w stronę dawnych piramid
pamiętając o kłanianiu się wielbłądom


wystarczy iść...tyle mądrości życia i wskazówka jak być szczęśliwym
jak uczyć się od przyrody robienia tego, co należy, niezaleznie od warunków
bardzo mi się podoba

serdecznie pozdrawiam
-teresa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




ciepło i milo sie zrobiło po przeczytaniu
tal lekkiego a zarazem wzniosłego tekstu.
ładny i zgrabny w każdym calu -


ja już bym nic już więcej nie majstrował
tylko na górna półkę wkleił
miłego dnia życzę wam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




ciepło i milo sie zrobiło po przeczytaniu
tal lekkiego a zarazem wzniosłego tekstu.
ładny i zgrabny w każdym calu -


ja już bym nic już więcej nie majstrował
tylko na górna półkę wkleił
miłego dnia życzę wam
Waldku!
Mamy nadzieję nie majstrować;))
Dziękujemy za dobre słowa.
Miłego wieczoru. PozdrawiaMy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



cóż - stoicyzm jest nam bliski
jeśli szepty i krzyki można uznać
za potrzebne sobie wzajem

zasypiaMy z nadzieją
przyjmujeMy dzień z radością
to dla nas ważne
:)
filozofia zycia, ładny wiersz, ciekawe porównania, szczególnie mi bliskie, bo właśnie syn się dziś kłania na pustyni wielbłądom;))
scmok

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...