Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

dla ciebie jestem tylko epizodem
nawet nie burzą czy deszczem rzęsistym
gradem lub manną na środku pustyni
rzekomo kiedyś widzianą

dla ciebie jestem mniej niż końcem lata
mniej niż jaskółką tnącą krajobrazy
na pół lub bardzo znikome fragmenty
niewiele znaczące bez reszty

dla ciebie jestem liściem zasuszonym
oddechem urwanym, zatartym obrazem
pauzą w niepamięci, płytą zrysowaną
łzawieniem źrenicy w noc ciemną

kim jestem dla ciebie
kim ty jesteś dla mnie
jak echo pytanie powraca
bo ściana pusta, telefon milczy

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



powtórzenia mają ściśle określone znaczenie, w tym słowotoku tylko przeszkadzają, uciąć w wersach to odniesienie do niej,
i gdyby tak dać na początku odnośnik, a za nim 'dla ciebie', będzie nawiązanie do całości,
w ostatniej przemeblowałam;
kim jestem
kim ty jesteś
echem pytanie powraca
pusta ściana,telefon milczy

przepraszam, wiem, że nie jesteśmy na w - cie, ale nie mogłam się powstrzymać,
tak sobie czytam i jest lżej, czytelniej, tekst mi się podoba, więc tak tu nieco dłużej...
pozdrawiam :)
Opublikowano

a mnie się nie podoba. zupełnie nie moja bajka takie pisanie.

dla ciebie - powtórzenie na poczatku powoduje ze wiersz widziałabym we wpisie do pamiętnika albo na kartce walentynkowej, a nie w wierszu

pauzą w niepamięci - wg mnie dziwne, zamotane stwierdzenie; poetycznie rzecz ujmując, niby co? cała przeszłość to czarna dziura a ten 'epizod' to kawałek, który się pamięta? przebłysk w niepamięci? moim zdaniem, wszystko co przezyliśmy gdzieś, mniej lub bardziej świadomie w nas zostaje. Jeśli pamiętamy tylko te pauzy w niepamięci, to mnie jest smutno. Chyba że się peel powaznie uderzył w głowę, żeby tak nic a nic nie pamiętać, albo Alzheimera ma biedaczek:(

i w poincie znowu dla ciebie, potem echem pytanie powraca - wiadomo że jak echem to powraca, a że miałeś wcześniej dwa pytania ( kim jestem, kim ty jesteś ) to powtarzanie tego słowem 'pytanie' to troche przegadanie, wiec ja nie kupuję

bardzo znikome - coś znikomego to juz dla mnie jest bardzo, a bardzo-znikomość mnie przeraża;p

ok, starczy, umotywowałam pogląd.
pzdr serdecznie:)
agusik

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...