Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dobra, to zadam Ci pytanie ktore zadawałem sobie jako 10-latek:
to w takim razie jak dolecę do krańca wszechświata - do tej granicy którą rzekomo posiada, to co się stanie? co będzie ZA nią? co tam zobacze? :>
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dobra, to zadam Ci pytanie ktore zadawałem sobie jako 10-latek:
to w takim razie jak dolecę do krańca wszechświata - do tej granicy którą rzekomo posiada, to co się stanie? co będzie ZA nią? co tam zobacze? :>

Chodzi Ci o to, że 'zobaczysz' pustkę? :) To przecież pojęcie abstrakcyjne :)
Opublikowano

odniosę się do wiersza, nie do komentarzy. podmiot liryczny zbyt wyraźnie zaznaczony, uwypuklony już w pierwszym wersie. jego przemyślenia nie zostawiają dużej swobody. koncept byłby w porządku, a nawet jest w porządku, ale wykonanie nie przekonuje. może i interesujące są rozważania peela, niestety podane w złej potrawce.
pozdrawiam.

Opublikowano

Jedna z teorii zakłada, że wszechświat rozchodzi sie z prędkościa światła we wszystkie strony - zatem nie moża znaleźć się poza granicami wszechświata, gdyż nie pozwala na to stożek świetlny z teorii względności. Wszystko co jest poza stożkiem świetlnym jest co najwyżej przyszłym zdarzeniem. Nie ma prędkości wiekszej od świetlnej. Za granicami wszechświata, wszechświat będzie za chwile, gdy tam dotrze. Ot co. Poza tym, nie da się dogonić granic wszechświata, które baaaardzo długo poruszają się z prędkościa światła, bo niby jak? Skoki czasoprzestrzenne? Póki co mrzonka.

Inna teoria zakłada, że wszechświat rozchodzi się we wszystkich kierunkach ale po sferze...i kiedyś te oddalające się fale spotkają sie ponownie i będzie boom! koniec i początek, nowa fala zacznie rozchodzić się z miejsca gdzie był boom! i tak w nieskończoność...ciągła przemiana enegii.

Kiedyś mnie zastanowiło, skoro wszystko opiera się na przemianach energii...co dzieje się z energią człowieka po jego śmierci? Przemienia się w inną? Reinkarnacja? :d

Fizyka jest głeboka.
pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dobra, to zadam Ci pytanie ktore zadawałem sobie jako 10-latek:
to w takim razie jak dolecę do krańca wszechświata - do tej granicy którą rzekomo posiada, to co się stanie? co będzie ZA nią? co tam zobacze? :>

Chodzi Ci o to, że 'zobaczysz' pustkę? :) To przecież pojęcie abstrakcyjne :)

a czy abstrakcja ma sens? sens jaki metafizyczny tak, ale czysto fizynczyZ? chyba nie.

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dobra, to zadam Ci pytanie ktore zadawałem sobie jako 10-latek:
to w takim razie jak dolecę do krańca wszechświata - do tej granicy którą rzekomo posiada, to co się stanie? co będzie ZA nią? co tam zobacze? :>

Chodzi Ci o to, że 'zobaczysz' pustkę? :) To przecież pojęcie abstrakcyjne :)
to to chyba serio granice umysłowe :) chodzi mi o to że "pustką" jest już sam wszechświat - i raczej nie może się "skończyć" na jakiejś granicy za którą - o dziwo - znowu byłaby PUSTKA...
"pustka" to zaledwie nazwa - w języku łatwo rozgraniczyć "coś" od "niczego", ale jak to przenieść na rzeczywistość?
nie da się - w naszym świecie (praw które uznajemy za nami rządzace) nie może istnieć granica fizycznego swiata - bo poza nią też przecież "coś" być musi (chodzi o to że granica obowiązywania praw fizyki jest sprzeczna z prawami fizyki :) ) - a jeśli tak, to znaczy że świat który znamy - rzeczywiście jest tylko wytworem naszych zmysłów/umysłów - a wtedy wniosek jest jeden: prawdziwy sens NIGDY nie będzie dla nas poznawalny, ponieważ nasze zmysły nie mają do niego dostępu
Moim skromnym to całkiem ciekawa alternatywa - że obiekty fizyczne (w tym my) są tylko etykietkami upraszczającymi prawdziwą rzeczywistość - tyle tylko że nasze myśli poza te etykietki nie są w stanie się wznieść, a więc perspektywy są raczej ponure :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



imho herezja, zaraz dojdziemy do wniosku, że wniosek nie jest wnioskiem :)
Wszechświat składa się z materii, tam gdzie nie ma materii nie ma wszechświata. Próżnia doskonała to pustka, totalnie nic. Brak obecności jakiegokolwiek atomu. Można to nazwać, ale to wszystko. Jeżeli uważasz, że przez samo nadanie nazwy coś zaczyna istnieć - to jesteś Bogiem.
pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a ja czytałam że nasz wszechświat się kurczy a jak już się skurczy do rozmiarów karła?
to będzie miał granice ;) z przekroczeniem bez paszportu.
Waldi, bardzo przekorny ten wiersz.
pozdrawiam ciepłoES



bardzo przekorny ten wiersz-jak cały wszechświat Stanislawo
słońca życzę Waldemar
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Chodzi Ci o to, że 'zobaczysz' pustkę? :) To przecież pojęcie abstrakcyjne :)
to to chyba serio granice umysłowe :) chodzi mi o to że "pustką" jest już sam wszechświat - i raczej nie może się "skończyć" na jakiejś granicy za którą - o dziwo - znowu byłaby PUSTKA...
"pustka" to zaledwie nazwa - w języku łatwo rozgraniczyć "coś" od "niczego", ale jak to przenieść na rzeczywistość?
nie da się - w naszym świecie (praw które uznajemy za nami rządzace) nie może istnieć granica fizycznego swiata - bo poza nią też przecież "coś" być musi (chodzi o to że granica obowiązywania praw fizyki jest sprzeczna z prawami fizyki :) ) - a jeśli tak, to znaczy że świat który znamy - rzeczywiście jest tylko wytworem naszych zmysłów/umysłów - a wtedy wniosek jest jeden: prawdziwy sens NIGDY nie będzie dla nas poznawalny, ponieważ nasze zmysły nie mają do niego dostępu
Moim skromnym to całkiem ciekawa alternatywa - że obiekty fizyczne (w tym my) są tylko etykietkami upraszczającymi prawdziwą rzeczywistość - tyle tylko że nasze myśli poza te etykietki nie są w stanie się wznieść, a więc perspektywy są raczej ponure :)

No teraz to pojechałeś z grubej rury :D :D
Nie będę powielał i napiszę tylko, że wyręczył(a) mnie Amanita...

pzdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



imho herezja, zaraz dojdziemy do wniosku, że wniosek nie jest wnioskiem :)
Wszechświat składa się z materii, tam gdzie nie ma materii nie ma wszechświata. Próżnia doskonała to pustka, totalnie nic. Brak obecności jakiegokolwiek atomu. Można to nazwać, ale to wszystko. Jeżeli uważasz, że przez samo nadanie nazwy coś zaczyna istnieć - to jesteś Bogiem.
pozdrawiam.
tyle tylko, że ja nie odpowiadam a jedynie pytam
fajnie jest powiedzieć: "tam jest koniec i tyle mnie obchodzi", ale co z tym końcem? co jest tam gdzie nie ma nic? :) co by się stało jakby pani wsiadła na pokład enterprise'a i doleciała do tego kónca i wleciała w tą pustkę? :)
wiem że to sci-fi w dodatku bardzo spekulatywne i infantylne, ale chodzi mi o to, że na dobrą sprawę taki świat jaki znamy nie ma prawa istnieć (właśnie przez problem granic - bo w naszym świecie wszystko musi mieć granice, tymczasem ta najważniejsza granica, jak się okazuje nie istnieje (bo odpowiedź "tam nic nie ma" jest conajmniej niezadawalająca - i przypomina raczej bełkot i dogmat - takie samouspakajanie się

inaczej: gdzie kończy się ta "pustka" która jest poza wczechświatem? :) bo jeśli nigdzie - to znaczy że istnieje jednak coś co nie ma granic - i teraz prosze pod to "coś" podstawić nazwe wszechświat i wrócić do poczatku dyskusji :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wg mnie, tam gdzie nie ma nic, nie ma żadnego atomu, ba nawet czas ciężko tam odmierzyć bo nie ma punktu odniesienia. Jak dla mnie nie ma potrzeby więcej rozwodzić się nad tą kwestią.
Jak już pisałem wcześniej, nie dogonisz granic wszechświata, gdyż one poruszają sie z predkością światła, a nie ma więszkej prędkości od światła.
Pustka kończy się tam, gdzie zaczyna pojawiać sie materia - to oczywiste. Wyobraź sobie sferę, w której materia biegnąc od jednego bieguna do drugiego (rozchodząc się we wszystkich kierunkach z prędkościa światła) w końcu zderza się ze sobą na drugim biegunie - nastepuje eksplozja (wg mnie ponowna kumulacja materii na jednym z biegunów, wytwarza tak silne pole grawitacyjne, że przyciąga cała materię która zostawała "w tyle", następuje seria eksplozji), fala zaczyna rozchodzić sie ponownie w drugim kierunku.
Wg mnie rozważanie wszechświata i tej 'niepojętej' pustki jako dysku który nie ma granic, bądź ma granice po przekroczeniu których wszystko spada, przywodzi na myśl świat dysku, gdzie jest on podtrzymywany przez cztery słonie sunące przez kosmos na grzbiecie gigantycznego żołwia. :) Polecam Terry'ego Pratchetta.

Jak widać wiersz poruszył bardzo ciekawy i kontrowersyjny temat, na który tak naprawdę praktyczna odpowiedź nigdy nie będzie znana. Dlatego tak intryguje. Osobiście nie zamierzam dłużej ciągnąc tej polemiki, która choć ciekawa, zdaje się nigdy nie doprowadzi Nas do konsensusu, gdyż zarówo ja, jak i Ty, jesteśmy mocno utwierdzeni w swoich przekonaniach. :)

Miło sie rozmawiało, pozdrawiam i życzę jak najwiecej tak intrygujących tematów poruszanych w wierszach. :)
Opublikowano

a jeśli wycelujesz w siebie dwie latarki to z jaką prędkością względem siebie będą poruczać się ich promienie? :) - o to właśnie chodzi: einstein twierdzi że szybciej się już nie da - czyli że zakrzywi się czas, moim skromnym to zwykła bzdura, ale jeśli jednak to on ma racje, to by znaczyło, że czas jednak nie jest bezwzględny - a jakoś trudno móić o sensie czegokolwiek jeśliby zrezygnować z realcji przyczynowo-skutkowych... wiem że to troche absurdalna dyskusja i może to ja jestem zjebem, że mnie to w ogóle interesuje, ale chyba to jednak dość istotna kwestia - koniec końców jak tu żyć skoro nie można nawet ustalić jaki jest sens tego naszego życia... niektórym do szczęścia wystarczy bzdurna książka (biblia sie to chyba nazywa) ja jakoś tak zawsze potrzebowałem czegoś prawdziwszego i strasznie mnie dołuje fakt, że być może racjonalność jest równie bzdurna co wiara w byty astralne

ps. wyobrazam sobie sfere - ale co jest obok tej sfery?
wyobrażam sobie koniec pustki jako pojawienie się materii - ale co w takim razie ogranicza tę pustkę z pozostałych stron? :)
to tak samo jak z nieskończonością czasu - zawsze można zapytać "no dobrze, a co potem?"
a odpowiedź "nic" nie jest odpowiedzią :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...