Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

* * * *
* * * * * *
* * * * *
* * * *


Tu, gdzie się miasto wydaje tak małe
że lepiej było z niego nie wychodzić,
na zawsze zostać po stronie paranoi -
kończy się niebo, a szczyt pnie się dalej.

Czasem wieczorem góra z górą gada,
o czym? Żebym tak kiedyś się dowiedział!
Kto wie, może coś szepczą na mój temat,
lecz umrę nim skończą - bez sprostowania.

Tu, w takim miejscu, nie żyje się mocniej.
Raczej, jakby nie dano mi wyboru:
gdy wszystko wokół jest tak przeogromne

i wieczne, jak wierzyć boskiemu słowu?
- To góry mają czas, dojdą do nieba
nie wierząc w Boga. Nawet... gdy go nie ma.

Opublikowano

' i wieczne, jak wierzyć boskiemu słowu?
- To góry mają czas, dojdą do nieba
nie wierząc w Boga. Nawet... gdy go nie ma."

bardzo przekorne stwierdzenie- i mądre powiedzenie
góry mają czas, dojdą do nieba---(zabieram)
tak dojdą, ino nam tego czasu braknie, nawet dobrych uczynków mało..
pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dziękuję i cieszę się, że zwróciłaś uwagę właśnie na ten fragment, w którym góry dojdą do nieba,
pomijając nawet istnienie Boga bo mają na to czas.
kiedyś poświęciłem temu osobny wiersz, który z kolei pokazuje naszą przewagę nad górami.
dlaczego? bo mamy... mało czasu:


Góra nie przyszła do Mahometa,
bo już szła do nieba. A, że jeszcze idzie -
Mahomet poszedł tam pierwszy i czeka,
aż góra do niego przyjdzie.

Tak oto śmiertelność staje się przewagą
i szybciej zmierzamy, gdzie jest kres wszystkiego.
Gdzie czas nie gra roli, a jeżeli nawet
- podrzędną dla śmiertelnego.

Opublikowano
Góra nie przyszła do Mahometa,
bo już szła do nieba. A, że jeszcze idzie -
Mahomet poszedł tam pierwszy i czeka,
aż góra do niego przyjdzie.

Tak oto śmiertelność staje się przewagą
i szybciej zmierzamy, gdzie jest kres wszystkiego.
Gdzie czas nie gra roli, a jeżeli nawet
- podrzędną dla śmiertelnego.
_____________pięknie

ot, filozof, w dobrym tego słowa znaczeniu
:):)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



cudo po prostu, metafory, plastyczne opisy, genialne, naprawde mi się podoba, nawet nie moge napisac ktory wers mi sie najbardziej podba bo mi sie wszystkie podobaja ;-)
ekspresywnosc az bije z tego wiersza i bardzo pobudza zarowno wyobraznie jak i myslenie.

Powiem szczerze, że peel w twoim wierszu przypadł mi do gustu, a jego rozważania są naprawde ciekawe.

kończy się niebo, a szczyt pnie się dalej.
Czasem wieczorem góra z górą gada,
o czym? Żebym tak kiedyś się dowiedział!

a co mi się podba to także to, że udało ci się zachować odpowiedni nastrój bez ładownia górnlolotnych określeń i archaizmów, ten wiersz mówi sam sobą i nie stara się być sztucznie nadętym...

pozdr.
Opublikowano

Nikt nie próbuje polemizować z autorem, hmm...nawet dla czystej przyjemności ;) Wiersz jest do zaakceptowania, ale nie do końca. Pamiętamy Wieżę Babel, ludzie ją budowali by dostać się z ziemi do nieba, ujrzeć Boga za życia, dowieść jego istnienia. Jednak twórca jak mówi pismo pomieszał im języki nie mogli się dogadać, i w istocie tak się stało. Budowy nie skończono. Ale autor nie mówi o wieży Babel autor mówi o górach które "idą"; wypełniają czas, zawsze nie wzruszone:

To góry mają czas, dojdą do nieba
nie wierząc w Boga. Nawet... gdy go nie ma.

tylko po co to nie ? skoro to Bóg jest najwyższym absolutem ?
to góry są bogami ?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


naprawdę? :) trochę to ateistycznie będzie wyglądać. sąsiadka wpadnie pożyczyć szklankę cukru
a tu zamiast świętego obrazka nad łóżkiem "jakiś ci cytat z szatańskiej biblii sobie powiesiła,
pani Wiesiu!". i zadzwonią do Radia Maryja i szumu narobią, że koniec świata się zaczął :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no, proszę, czy ja oczymś nie wiem?????
:)))
kiedy byłem małym chłopcem, kochałem się w Marusi i w każdej dziewczynce szukałem
choćby cienia podobieństwa do niej. teraz już wiesz wszystko :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


o, bardzo się cieszę! :) w końcu te słowa pisze mistrz przytłaczających czytelnika opisów
mocarnych Bogów, siłujących się ze sobą galaktyk i zasypanych popiołem wulkanicznym
po wsze czasy szczątków marnych (4 kostki żużlu i szczypta popiołu na szkielet, tuż przed
przeczytaniem posolić łzą
)
cieszę się, że odczytujesz tak jak o tym samym myślałem. "kończy się niebo a szczyt pnie się dalej" - prawdziwy, absolutny lęk wysokości! bo co powinno być według ludzkiej wiary? niebo.
ale nie ma nieba, a tego co może być dalej lepiej nie wiedzieć.
dlatego czasem góra z górą gada, tak jak ludzie gadają ze sobą łaciną, greką i tyloma
innymi językami, tylko nie czasem, którego od ni w ząb.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dlaczego polemizować z autorem? przecież to nie jakaś doktryna tylko punkt widzenia,
pokazanie czegoś z innej, nieoczekiwanej strony. tymczasem próbujesz sprowadzić
temat do zwykłego poziomu: jest Bóg albo go nie ma.
zwróć uwagę na zapis, który przytoczyłeś: "Nawet... gdy go nie ma" - może
dotyczyć Boga, ale też nieba (z małej litery!) w poprzednim wersie.
tak rozumiane niebo oznaczałoby coś takiego: skoro tu (na Ziemi) szczyt
przekroczył granicę nieba i "idzie" dalej, to kiedyś dojdzie do "innego" nieba
bo ma na to nieskończoną ilość czasu. kto wie, może meteoryty, czy olbrzymie
asteroidy to zapowiedź podobnych gór, które gdzies tam przekroczyły swoje niebo
i teraz przez miliony lat świetlnych "idą" do naszego? (albo jakiegokolwiek innego -
wszystko im jedno, skoro nie wierzą w Boga)

poza takim odczytem, warto zwrócić uwagę na tytuł: lęk wysokości.
coś się powinno skończyć, ale nie, jest tak ogromne, że nawet niebo
tego nie zatrzymuje i pnie się dalej tam gdzie powinien być koniec, Dno.
można się przestraszyć i tak jak człowiek ogarnięty lekiem wyskości
trzyma się wtedy kurczowo wszystkiego za co może złapać, tak człowiek
wierzący trzyma się twardo ... Ziemi. w takiej chwili można stracić wiarę
że cokolwiek się znaczy, stać się przez chwilę ateistą wątpiąc w to,
w co się wierzyło bo było to...takie zwykłe, ludzkie. mierzone czasem.

co do gór - Bogów, czy nigdy nie spotkałeś się z takim określeniem?
Afryka i święta góra Kilimandżaro, której zbocza zamieszkują dusze zmarłych.
najwyższa góra świata Czomolungma i:

Nepalski Szerpa, chcąc znaleźć się w Księdze Rekordów Guinnessa, wspiął się na Mount Everest, tam rozebrał się i przez trzy minuty stał nagi na wysokości 8850 metrów n.p.m.

25-letni Lakpa Tharke wszedł na najwyższy szczyt na Ziemi jako pomocnik jednej z wypraw.

Jego wyczyn nie spodobał się jednak szefowi Nepalskiego Stowarzyszenia Górskiego.

- Czomolungma jest dla nas świętą górą. To, co zrobił, jest skrajną hańbą dla całego kraju - powiedział Przewodniczący Ang Tshering, cytowany przez piątkowy dziennik "Himalayan Times".

www.turnia.pl/aktualnosci/1304.php_striptiz_na_mount_everest

góry wszędzie przerastały wyobraźnię człowiek i dlatego były albo święte,
albo na odwrót, jak choćby nasza Łysa Góra.

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


naprawdę? :) trochę to ateistycznie będzie wyglądać. sąsiadka wpadnie pożyczyć szklankę cukru
a tu zamiast świętego obrazka nad łóżkiem "jakiś ci cytat z szatańskiej biblii sobie powiesiła,
pani Wiesiu!". i zadzwonią do Radia Maryja i szumu narobią, że koniec świata się zaczął :)
Radio Maryja się boi takich jak ja - wiadomo mam czołg i inn. Wiersz przypadł do gustu
i niech się Wstrentny nie boi - już wisi i już, a sąsiadka niedowidzi, więc nie ma sprawy:)))
Jeszcze raz bardzo dziękuję, a tak poza, to uwielbiam góry i dla mnie są wszystkim!!!!!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dlaczego polemizować z autorem? przecież to nie jakaś doktryna tylko punkt widzenia,
pokazanie czegoś z innej, nieoczekiwanej strony. tymczasem próbujesz sprowadzić
temat do zwykłego poziomu: jest Bóg albo go nie ma.
zwróć uwagę na zapis, który przytoczyłeś: "Nawet... gdy go nie ma" - może
dotyczyć Boga, ale też nieba (z małej litery!) w poprzednim wersie.
tak rozumiane niebo oznaczałoby coś takiego: skoro tu (na Ziemi) szczyt
przekroczył granicę nieba i "idzie" dalej, to kiedyś dojdzie do "innego" nieba
bo ma na to nieskończoną ilość czasu. kto wie, może meteoryty, czy olbrzymie
asteroidy to zapowiedź podobnych gór, które gdzies tam przekroczyły swoje niebo
i teraz przez miliony lat świetlnych "idą" do naszego? (albo jakiegokolwiek innego -
wszystko im jedno, skoro nie wierzą w Boga)

poza takim odczytem, warto zwrócić uwagę na tytuł: lęk wysokości.
coś się powinno skończyć, ale nie, jest tak ogromne, że nawet niebo
tego nie zatrzymuje i pnie się dalej tam gdzie powinien być koniec, Dno.
można się przestraszyć i tak jak człowiek ogarnięty lekiem wyskości
trzyma się wtedy kurczowo wszystkiego za co może złapać, tak człowiek
wierzący trzyma się twardo ... Ziemi. w takiej chwili można stracić wiarę
że cokolwiek się znaczy, stać się przez chwilę ateistą wątpiąc w to,
w co się wierzyło bo było to...takie zwykłe, ludzkie. mierzone czasem.

co do gór - Bogów, czy nigdy nie spotkałeś się z takim określeniem?
Afryka i święta góra Kilimandżaro, której zbocza zamieszkują dusze zmarłych.
najwyższa góra świata Czomolungma i:

Nepalski Szerpa, chcąc znaleźć się w Księdze Rekordów Guinnessa, wspiął się na Mount Everest, tam rozebrał się i przez trzy minuty stał nagi na wysokości 8850 metrów n.p.m.

25-letni Lakpa Tharke wszedł na najwyższy szczyt na Ziemi jako pomocnik jednej z wypraw.

Jego wyczyn nie spodobał się jednak szefowi Nepalskiego Stowarzyszenia Górskiego.

- Czomolungma jest dla nas świętą górą. To, co zrobił, jest skrajną hańbą dla całego kraju - powiedział Przewodniczący Ang Tshering, cytowany przez piątkowy dziennik "Himalayan Times".

www.turnia.pl/aktualnosci/1304.php_striptiz_na_mount_everest

góry wszędzie przerastały wyobraźnię człowiek i dlatego były albo święte,
albo na odwrót, jak choćby nasza Łysa Góra.

pozdrawiam

sam siebie próbowałem przekonać. sztuka interpretacji nie jest taka łatwa. wiersz pojemny. myślę że bardzo dobry. pozdrawiam.
Opublikowano

a ja sobie od czasu do czasu na Łysą lecę,
ale wracam poczytać te wiersze.
"- To góry mają czas, dojdą do nieba
nie wierząc w Boga. Nawet... gdy go nie ma."

tak przy okazji czytania, nasunęła mi się inna myśl;
tymi górami - mogą być i ludzie ( niekoniecznie wysocy),
dobrzy, kochający, dobro czyniący, uczciwi, itd. itp., których
"Tu, gdzie się miasto wydaje tak małe
że lepiej było z niego nie wychodzić,"

chętnie by ukamienowano, za to, że ośmielili się
przyznać, że nie wierzą w Boga.
Tak, jak by to, czy się wierzy, lub nie - czyniło ludzi dobrymi, bądź złymi.
Chyba wiesz, o co mi leci?
Lecę na moją - Łysą,
- pozdrawiam - baba

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



inne mają warkocze lub na czole lok
wiosną tylko śmieją się zalotnie
Marusia Aganiok ma... czołg
i śmiechem strzela cały rok
a jak cię trafi... chowa się w oknie

dziękuję i pozdrawiam moją Bohaterkę i Bożyszcze lat młodzieńczych :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ładnie odczytałaś. tu po stronie paranoi pokolenie za pokoleniem coraz
bardziej zapomina, jak mało znaczy wobec sił przyrody. łudzi się
atrapami, którymi odgrodziło się od świata. ale wystarczy "wyjść"
choć na chwilę z miasta i może nieźle zakręcić się w głowie.
doznać takiego lęku wysokości, że nawet wiara, przynajmniej w pierwszej chwili,
nie pomoże. dziękuję i pozdrawiam


nie pomoże.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...