Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jakoś nie mam wyrzutów sumienia. a kto wie, może mi jeszcze kiedyś podziękujesz.
tak, zacznij od krótkich form, naucz się wyrażać trafnie myśli a potem przeczytaj
co wypisywałeś.
  • Odpowiedzi 101
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


w takim razie kim sama jesteś? naprawdę nie widzisz niedociągnięć w tych pseudosonetach Lilianny? zasługują na Zetkę w obecnej formie? niby co za mądrości trzeba na to, żeby obruszyć się na kaleczenie języka, formy, wtórność myśli. legitymacją związku literackiego machać?
Twoja wypowiedź jest arogancka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a jak Twoje poczucie sprawiedliwości ma się do tego,że ktoś najpierw
umieszcza jak swoje własne (a może tak uważasz, kto wie?) słowa:
"Nie bądź echem cudzych przekonań co do sposobu mówienia"
a za chwilę pisze bezczelnie o ich Autorze:
"Słuch po Tobie z wiatrem cóż zaginie, gdzieś echem, od ucha do ucha przeleci w locie, na wrotkach."

to jak to? okradł kogoś z myśli, przywłaszczył słowa a teraz sio, niech wszyscy o nim zapomną?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


kto ci powiedział, że Szekspir pisał kicze? głupoty chrzanisz, poza tym co tu porównywać wiersze przemyślane do bzdetów, gdzie można dowolnie przestawić wersy bez szkody dla treści Lilianny?
może na gg wyznajecie sobie miłość, nie wiem, ale nie piszesz tego wszystkiego szczerze
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


głąbie jeden zaparty, sam już nie wiesz kogo cytujesz. proszę bardzo:


1. Poezja nie jest religią; nie twórz dogmatów ani na temat rzeczywistości ani na temat poetyki.
2. Poezja może być środkiem do porządkowania myśli - zatem chaos może być twórczy; brak logiki nie oznacza braku poezji.
3. Poezja może być ćwiczeniem i sprawdzianem własnej wyobraźni - zarówno w pisaniu jak i w czytaniu; ale nie przekraczaj granic zdrowego rozsądku, bo zaprowadzisz innych i siebie w krainę utopii, skąd nie ma powrotu do świata żywych.
4. Nie pisz intencjami - wiersze pisz słowami; ale znaczy to również, by nie tworzyć pustych form - te wypełniaj sobą i swoim życiem.
5. Nie cierp tak donośnie bo to żenujące; nie zapominaj o zabawie; gry i zabawy słowem uczą dystansu do siebie i świata.
6. Wolno ci się jąkać, bylebyś mówił własnymi słowami.
7. Nie przemawiaj wierszem - rozmawiaj; dyskutuj wierszem - nie pouczaj; ci co twierdzą że wiedzą - dawno przestali myśleć.
8. Nie ufaj własnym uczuciom - koń który ponosi potrzebuje cugli; tym jest w wierszu kompozycja, świadomość celu.
9. Nie bądź echem cudzych przekonań co do sposobu mówienia, zaskakuj sam siebie, nie przyzwyczajaj się do sposobu patrzenia na świat, nie powtarzaj się.
10. Traktuj pisanie wiersza jako pracę z własnego wyboru - czerp z tej pracy radość i dziel się nią z innymi, a czytanie tego co napisałeś będzie czystą rozkoszą.

Jacek Sojan dnia 26.07.2007 08:51:01


by za chwilę, zamiast podziękować Autorowi za to, że skorzystałeś z jego myśli
pisać na niego chamski paszkwil:


==Zoned Żałobny - Epitafium ku pamięci Jacka Sojana==


Wszyscy go znali, a jakże zaspali, a teraz myją oczęta przy źródle w ten ustęp dookoła.
Idą Panowie Panie w smutnej karawanie z podniesioną głową w śmigło wiatraka w obłokach.
W złym uśmiechu, na twarzach z marsem błyskawic szepcąc z języka z pod wąsa po kątach.
Burza uczuć spadła, na nich nagle! Wyrwała z domów w spodniach po kalesony w skarpetkach.

Porwała z wiatrem z całym dobytkiem jedna ruina, tylko jedną plamą została raną szła w szwach.
A teraz nikt nie wie? Jak i na czym się to życie ułoży, czym zmyje? Z krwi w nurcie płynie rzeka.
Taki człowiek światowy żołnierz, który z karabinem jeden stawał na przeciw to Narcyza z lustra.
Zawisza Czarny, co z kopi uderzał, nie było mocnych, na tego zwierza w tańcu w turniejach.

Dziś wspomnieć wypada, na okoliczność, jak mówił za Buga ów Pawlak przy wszystkich Kargulach.
Choć by mi mucha, na języku usiadła, to jeszcze się, nie poddam jak trzystu walecznych to Spartan.
Dostajesz Jacku dzisiaj pośmiertnie, ten oto medal z orderem za"chęć do życia i walkę z tą cnotą"

Długo jeszcze pozostaniesz w naszej pamięci w tym karnawale, na ślubnym kobiercu w dywanach.
Słuch po Tobie z wiatrem cóż zaginie, gdzieś echem, od ucha do ucha przeleci w locie, na wrotkach.
Na Twoim grobie, na hulajnodze dzieci w ten krzyż zabawy będą sobie urządzać jedynie po feriach.

Ostatnio edytowany przez Lilianna Szymochnik (Dzisiaj 11:35:23)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



proszę cię Wstrentny!

nie bierz tego co piszę dosłownie - po prostu chodzi o realia - ty patrzysz na szekspira z punktu widzenia dzisiejszych czasów - a jak patrzyli na niego współcześni odbiorcy?
tak jak my - jak na geniusza. co do dzisiejszych czasów to jego sonety postarzały się.
ale i tak są nowocześniejsze i o wiele misterniejsze od Liianny.
śmiesz porównywac?!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


pewnie, że powinny. jako dowód, że powinien nas po latach - o ile w ogóle przejrzy kiedyś na oczy - przeprosić nas za swoje chamskie ataki.


Mijała go dziewczyna, a on, nie wiedząc tego,
w jej sercu pozostawił na półce swoje zdjęcie.
Szukała odtąd w życiu - najbardziej podobnego
i dobrze! - miało dziewczę przez cały czas zajęcie.

Tymczasem on, nieświadom, wciąż włóczył się gdzieś z bliska,
czyli akurat tam, gdzie nigdy by nie spojrzała:
zaglądał załamany często na dno kieliszka,
lecz i na to nie wpadła ta przeminięta mała!

Teraz, aby był sonet - tu zaczną się tercyny,
wrócimy po nich grzecznie do smutnej życia treści:
szwendało się tych dwoje na pozór bez przyczyny.

Lecz my - my, którzy znamy meritum ich boleści,
na koniec ją i jego na łące położymy:
bo tylko kicz nas łączy i wszystko w sobie zmieści.


i moje również odkrywcze w treści i jakże nowatorskie wierszyki zaliczył pan do kiczu?
łzy połykam, wie pan jak mnie łatwo zranić.. przecież to cudeńka!
;)
proszę uważnie przeczytać sonet. gdzie tu jest o czyichś wierszach?
kicz jest tu raczej idealizowaniem uczuć, więc chętnie widzielibyśmy Romę i Julię
biegających za rączkę po łączce, wśród kwiatów. tymczasem jest to tak naprawdę
kicz bo życie wygląda inaczej. nawet Szekspir nie poszedł na tandetę
i nie zakończył swojego dramatu ślubem.
"kicz nas łączy i wszystko w sobie zmieści" ale nie życie.
czy teraz to jest jasne?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ocho widzę że zaczyna się hard core i wkładanie rąk do cudzego życia - tego nie lubię
jak powiedziałam - jestem za wolnością

ślub to wolność, nie ślub też wolność, jak powiedziała ostatnio pewna prezenterka którą lubię i szanuję - "jestem za życiem"

z tym że gdyby pisać na ten temat książkę byłabym oczywiście za tragedią, lub jeszcze lepiej zakończeniem niejednoznacznym

myślę że już dość jasne, chociaż gdyby romeo i julia mieli wybór.. żartuję ;)
ale napisałem to jak napisałem: "tylko kicz nas łączy i wszystko w sobie zmieści"
a co, może nie odkrywczo? życie nie jest takie kiczowate i ona z sonetu
nigdy nie spotkała jego z sonetu, o którym marzyła całe życie.
dopiero my - bierni obserwatorzy i czytając o nich, chcemy ich losy podświadomie idealizować. to nie jest Zoned i troszkę zostaje dla Czytelnika do pomyślenia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


to proszę sobie takie pierdoły wysyłać na priva. albo poprawić warsztat

skoro jest możliwość publikowania - należy publikować
papier toaletowy wisi dziś w każdej toalecie, np. w Supermarketach. ale nie trzeba go zaraz
brać całymi rolkami do domu tylko zakupić sobie takie same rolki na odpowiednim Dziale.
dlaczego tu ma być inaczej, i to na portalu poświęconym kulturze (polskiego języka)?
przecież jest warsztat, odpowiednie miejsce dla tak mizernych warsztatowo wierszy -
tymczasem zadufany w sobie typ umieszcza je raz za razem w Zetce. to właśnie jest
arogancja
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


piszemy o moim sonecie, przecież podałem cytat: "tylko kicz nas łączy".
"Romeo i Julia" Szekspira posłużyli za przykład, że i u niego dramat nie kończy się
sielanką i ślubem kochanków. dlatego między innymi był geniuszem - widział życie i miłość
takim jakimi są naprawdę, a nie jakim chcemy, żeby były
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


piszesz o sonetach Szekspira a nie jesteś władna odróżnić od nich grafomanii Liliany.
jakie zmienne wrażenia? kicz jest kiczem, proszę poczytać dziś choćby trochę Słowackiego,
spojrzeć na dyscyplinę słowa, albo Norwida i trafność jego myśli. i nie wmawiać mi,
że barachło zależy od punktu widzenia!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a Liliana pisze od nich o siódme niebo Gałczyńskiego gorzej, na dodatek jakby mało po polsku
i jakoś to nie przeszkadza? zaczynam się zastanawiać, czy Adelka to nie jakiś klon Liliany?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a Liliana pisze od nich o siódme niebo Gałczyńskiego gorzej, na dodatek jakby mało po polsku
i jakoś to nie przeszkadza? zaczynam się zastanawiać, czy Adelka to nie jakiś klon Liliany?

zabawne - to samo myślałam przed chwilą o tobie ;))

ale Liliana nie napisał jeszcze sonetu, jak choćby ten o kiczu. albo villanelli, sestyny,
limeryku, dobrego haiku. w ogóle mało jeszcze potrafi a jeśli juz coś
to mądrzyć się i obrażać

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Magdalena Właśnie, dokładnie, w pewien sposób jest. 
    • @Berenika97 To  dobry wiersz — mroczny, gęsty i konsekwentny od początku do końca. Podoba mi się, że tutaj wszystko powoli gaśnie, osuwa się, rdzewieje i znika, ale dzieje się to bez histerii, tylko z jakąś chłodną godnością. Najmocniej zostają mi w głowie: ślepe okno, okuty kufer i klucz połknięty przez rdzę — świetne obrazy. Wiersz ma klimat i ciężar. Ja tak nie potrafię.  U mnie chaos -  usprawiedliwia mnie tylko  to, że jestem mężczyzną - archaicznym. 
    • Zobaczyłem dzisiaj kota W towarzystwie z kociętami Leżącego na środku drogi   Ich wnętrzności były czarne Padły na piekący asfalt A ich koniec był ubogi   Przy zapachu jajecznicy Odór smażonego truchła Przywołuje czarną dziurę   Postać jej zagina światło Jakby czernią emanuje Kiedy wzrokiem ją świdruję   Białe oczy niewzruszone Dwa to punkty w jej sylwetce Pusto patrzą na kocięta   Kiedy dusze ich wysysa Ścierwo gnije i rozkłada Lecz czerń nie jest tym przejęta   I po chwili gdy już skończy Każdy chce by sobie poszła By zniknęła każdy prosi   Lecz ta ciemność nie zanika Tylko wciąż dalej żeruje I na innych się przenosi   A ja stałem tak ciągle otępiony Gdy widziałem kolejne to demony Przyczepione do każdej tak istoty Miały ludzi, rośliny, nawet koty   Te od spodu kwiaty już wąchały Czarne byty wszystko rozkładały Gdy na głowie poczułem to ciążenie Zrozumiałem że wszystkim jest cierpienie   Śmierć - panowie rozkładu To oni nas hodują Mija krótki żywot Oni wciąż żerują   Mam nadzieję, że umrę Choć nie jestem gotowy Ot małe marzenie  Dawno ściętej głowy Nabitej na kark.
    • w mieszkaniu pachnącym rosołem i lekko przypalonym snem który ktoś próbował uratować dolewką wody stoi ona królowa klamek które same się naciskają  i drzwi które przestają należeć do was Pelagia wchodzi jak rachunek za cudze życie z odsetkami liczonymi od waszego pierwszego oddechu wchodzi z reklamówką która szeleści jak wyrok w zawieszeniu niosąc w środku mrożonki które nigdy nie zaznały wybaczenia jej włosy to tłuste kable pod napięciem gdyby je dotknąć można by zasilić pół osiedla w poczuciu winy i jeszcze zostałoby na oświetlenie waszych błędów twarz ma jak garnek po bigosie niby umyty ale zapach zostaje na zawsze wygląda jak protokół powypadkowy  każda zmarszczka to paragraf na waszą radość a usta zaciśnięte tak mocno że mogłyby prostować gwoździe. Pelagia arcykapłanka domowego porządku odprawia nabożeństwa nad waszym zlewem jakby tłuszcz był grzechem pierworodnym głosi że zbawienie przychodzi w płynie do naczyń a grzech najlepiej zeskrobać druciakiem i polać Domestosem aż zacznie skrzypieć z czystości jej głos to łyżka stukająca o zęby to odgłos żwiru sypanego do trumny waszego wolnego popołudnia suchy rytmiczny i ostateczny mówi długo jak czajnik który nie wie kiedy przestać gwizdać bo nikt go nigdy nie zdjął z ognia po trzech zdaniach nie oddychasz po pięciu przepraszasz za rzeczy których jeszcze nie zrobiłeś po siedmiu zaczynasz planować winy na przyszłość Pelagia nie pyta o zdrowie ona jest patomorfologiem waszej niedzieli w różowym fartuchu w bratki przeprowadza sekcję zwłok waszego entuzjazmu wsadza wam palec w przełyk żeby sprawdzić czy wasze sumienia mają odpowiedni odczyn ph i czy nie strawiliście przypadkiem resztek własnej godności którą podała wam w sosie na kolację w zeszły wtorek w jej obecności zegary zaczynają chodzić wstecz aż lądujecie w kącie z rękami za głową przepraszając za to że wasz ślub nie był mszą żałobną za jej młodość wypluwa waszą radość na spodeczek bo twierdzi że jest niedopieczona i ma w środku jeszcze krew waszych marzeń o ucieczce które według niej powinny być już dawno ścięte fileciarka relacji bierze wasz dzień kładzie go na desce i tnie w poprzek sensu aż zostaje tylko to co jej pasuje do obiadu i co da się łatwo przełknąć bez myślenia wasze plany lądują w misce jak odpadki a ona robi z nich "na szybko coś dobrego” co smakuje jak dożywotni obowiązek i zostaje w żołądku na zawsze wchodzi do waszej  sypialni z licznikem Geigera na grzechy; sprawdza czy wasze kołdry nie promieniują zbytnią swobodą i posypuje prześcieradła solą egzorcyzmowaną żeby namiętność nie wykiełkowała ponad normę unijną wasze łóżko traktuje jak stół do ping-ponga na którym rozgrywa mecz o waszą uległość  dezynfekuje was z intymności i przycina wasze sny sekatorem żeby nie wystawały poza krawędź jej przyzwolenia wasze "kocham” pakuje próżniowo w folię bąbelkową wyciska z niego powietrze i sens i opisuje flamastrem: do użytku po śmierci -  w razie braku innych atrakcji potem posypuje wasze ciała talkiem dla niemowląt żebyście nie mogli się do siebie przytulić bez poślizgu winy i lekkiego wstydu klienci czyli wy kiwacie głowami jak ziemniaki w gotującej się wodzie pękacie powoli od środka bo już nie macie siły się nie ugotować a ona bierze to za wdzięczność i dokłada soli aż zaczynacie smakować jak jej racja jej spojrzenie jak ręka wkładana do szuflady z nożami niby nic się nie stało a jednak krwawisz i nie wiesz skąd i zaczynasz podejrzewać siebie przesuwa talerze żeby głód miał odpowiednią hierarchię i wiedział gdzie jest jego miejsce a kiedy siada na kanapie meble jęczą w dialekcie staropolskiej męki i proszą o skrócenie wyroku jej śmiech to dźwięk widelca szorującego po dnie pustego garnka sygnał że właśnie zjadła wasze wolne popołudnie kiedy mówi "synku” powietrze gęstnieje jak sos zbyt długo gotowany robi się ciężkie tłuste i nie do odrzucenia oddychasz tym i zaczynasz smakować jak ktoś inny kto już dawno przestał mieć wybór otwiera okno i wpuszcza do środka zaduch z klatek schodowych roku osiemdziesiątego drugiego w którym każde wasze " chcę" brzmi jak zdrada stanu i powód do donosu Pelagia magazyn przeterminowanych prawd ma w torebce zamrażarkę turystyczną która buczy cicho jak wyrzut sumienia    trzyma tam wasze odcięte pępowiny z datą ważności: nigdy! żeby w każdej chwili móc was nimi poddusić gdybyście zachcieli odetchnąć bez jej zgody jej uśmiech to ekspozycja w muzeum patologii rodzinnej zwiedzanie obowiązkowe rzędy zębów jak nagrobki waszych wspólnych weekendów które osobiście zabiła ścierką do naczyń i kazaniem o wyższości firanek nad wolnością kiedy w końcu wychodzi nie zostawia pustki zostawia po sobie galaretę która tężeje na waszych twarzach to nie jest już dom to inkubator jej racji gdzie wasze kręgosłupy służą jej za szczebelki do drabiny po której wspina się by napluć Bogu w okno za zbyt małą ilość octu w waszej krwi zostajecie w tym rosole po kostki pływacie jak oka tłuszczu które nie mogą się połączyć bo ona już dawno was przesiała przez sito swoich oczekiwań wieczorami gdy próbujecie się dotknąć skóra schodzi wam płatami odsłaniając jej inicjały wypalone na waszych mięśniach jak znak jakości na mięsie armatnim Pelagia nie wraca do siebie Pelagia po prostu zmienia formę skupienia teraz jest waszą zgagą waszym bezdechem jest tym szarym nalotem na waszych językach który sprawia że każde wasze "kocham” smakuje jak stara ścierka do podłogi siedzicie cicho żeby nie zbudzić jej echa w rurach patrzycie w talerze gdzie wasze marzenia dogorywają w gęstym sosie a ona ta wielka pajęczyca w fartuchu w bratki już dawno was wypatroszyła wypchała trocinami waszych kompleksów i postawiła na meblościance swojego życia jesteście martwą naturą jej najsmaczniejszą bo podaną na żywca niedzielną ofiarą całopalną            
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...