Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I


Czas grzybni nadchodzi w nocy, kiedy wszystko zastyga w bezruchu. Dookoła słychać tylko miarowe tętnienie serca lasu, a w falującym, ciężkim powietrzu unosi się intensywny zapach mchu. Wilgotna kora i ogromne połacie zielonych kobierców są ciepłe i pełne jakiegoś mdłego uczucia. Ale one nie bronią się przed nim, chłoną go całą powierzchnią. Potem w ich drobnych, zielonych ciałkach zachodzą skomplikowane reakcje, by jeszcze tej samej nocy wydać na świat setki małych Leśnych Zwierząt. Mchy nienawidzą swoich potomków, prężą się ze wszystkich sił, aby wyrzucić te demoniczne siły z wymęczonych ciał.
Stoję niedaleko, schowana za drzewem, niewidoczna dla samej siebie. Obserwuję ten cud narodzin jako świadek przypadkowy. Widzę, jak mchy wiją się z bólu, połykając setki gorzkich łez bezsilności, słucham bezgłośnego ich krzyku, który jest tak prawdziwy, że mógłby być muzyką, ale staje się katuszą. Dźwięki te obdzierają z drastyczną dokładnością każdy element wnętrza mojego ucha. Tak mnie boli życie w tej chwili. Jednak niespodziewanie krzyk ustaje. Z przerażeniem stwierdzam, że nie ma rzeczy nie do zniesienia.
Nagle z tysięcy parujących łon pramatek wychodzą dziwne, zgarbione twory. Każdy z nich zasłania dłońmi blade twarze i w obłąkańczym biegu zatapia się w ciemność lasu. Zamieram z przerażenia, obserwując te nagie prototypy człowieka, które instynktownie pędzą w stronę nieznanych im ziem.


Wszystko w lesie się zmienia, a jedynie mech zawsze jest ten sam. Jego zielone oczy opowiadają historie życia, a myśli są skarbnicą snów olch i klonów, marzących nad nim każdej nocy. A drzewa śnią przeróżnie, jednak najczęściej o Leśnych Zwierzętach. Już dawno ich tu nie widziałam. Mech delikatnie się uśmiecha, tak jakby o czymś wiedział. Klony i olchy napełniają złowieszczymi szeptami cały las.
Aż wreszcie zobaczyłam na niebie znak powrotu Leśnych Zwierząt. Drzewa szeptały: „To nie tylko dla ciebie zostawił ten znak”, a ja leżałam wtulona w zwilgotniałe cisze i czekałam na spełnienie. Nadeszli w nocy. Ubrani, rozprawiający o zwierzynie łownej, pachnący prochem i suszoną kiełbasą. Ich twarze ospowate i poorane bliznami były tak ludzkie.
Leśne Zwierzęta ruszyły w świat, zdobyły kulturę człowieka i stały się nim. Za parę dni zapewne wyjdą z lasu i osiedlą się w pobliskiej wsi. Spłodzą dzieci, które wymyślą najstraszliwszy wynalazek ludzkości. Olchy i klony osiwieją wówczas z rozpaczy, a w ich miejsce ludzkość wystawi sobie tysiące olbrzymich pieców. Mech dostosuje się do środowiska, łapczywie chłonąc dymy z potwornych kominów, aż pewnego dnia z jego łona wyjdą potomkowie tych, których wywiał komin.
Dziś obserwuję ze zgrozą obłąkańczy uśmiech mchu i jego oczy krzyczące- dosyć. I tylko klony szeptają złowieszczo, że koniec nie nadejdzie.

Opublikowano

Koniec nadejdzie , nie z wrzaskiem ale z jękiem.(Eliot;)
Odrazu przypomina mi się "Elch konig." Goethego czyli "Król olszyn".Dziękuje serdecznie za wprowadzenie tej ballady w w XXI wiek.
Ładny wdzięczny,poetycki język.Dla mnie bomba.Pozdrawiam

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...