Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Co nieszczelnie jest szczerzone,
ale szczerze się zaradnie
prawdę wszczeli w dobrą stronę
- to przeszczegać cza dokładnie.

Poszczególne szczeble władzy
szczegą, by (Bóg broń) nie wydać
tego, co (my - w prawdę nadzy)
rozprzeszczenim, a co przydać
pod pozorem tych przecieków,
może się w następnej turze
i by w porę móc doszczegać,
kiedy cegła szczeli w murze.

Co nieszczelnie jest szczerzone,
ale szczerze się dokładnie,
prawdę wszczeli w dobrą stronę
- grunt, to myśleć jest zaradnie.

By roszczygać na swą korzyść,
czasem czeba czymać sztamę,
(a, że wyższa to poczeba)
raz z warchołem cza, raz z chamem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


po przeczytaniu powyższego zawsze robię sobie przerwę
....na rozmasowanie szczęki ;)
+++
hej!
ja kiedyś napisałem (tu, na org-u) że mi wypada z zawiasów,
jak czytam Jakowca... ale to nieprawda
- wypada mi dysk ;)))))
Dzięki IN - pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dzięki za miły komentarz Magnetowit R - Pozdrawiam

czy oczekiwać od-wagi
od propagandy i siły,
gdy zasad i zobowiązań
w 2/3 nie spełniły?

dzięki - pozdwrawiam ;)

Nawet nie chcę myśleć, bo w końcu praw autorskich na te słowa nie mam, a nie zaznaczyłem, że to cytat ;( Dzięki za odwiedziny, pozdrawiam ;)

Dziękuję Beenie... jak maść borna? ;)
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Z tym poziomem, to lekka przesada ;)) ale dziękuję. A jeśli chodzi o wybory... no cóż, jakby co, to
oszczegałem. ;))
Pozdrawiam.
Opublikowano
Bartosz Wojciechowski - wiosło odkurzone i rzeźbię powoli... tylko phhhh... siakoś na jazzowo mi schodzi, a tu bardziej na ludowo by się zdało - parapecik, te sprawy ;))
Ale ... nie ustaję w próbach.
Dzięki za wizytę i komentarz - też Serdecznie :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • „Niechaj serca mojego ustanie kołatanie,

      Bym w wiecznej ciszy znalazł swe schronienie.

      Drabiny do niebios nie szukam po omacku,

      Pragnąc jedynie, by godzina ta była ostatnią.

      W mgnieniu oka stracę pod nogami oparcie,

      Skazany na szafot za każde wyrzeczone słowo,

      W uścisku zimnej stali, skuty łańcuchami.”

      Domniemany heretyk już więcej nie przeszkodzi,

      Bo powiedział za dużo, a nic mu już nie szkodzi.

      Głowa na ramieniu blednie schludnie,

      W skąpanym słońca promieniu,

      Z cieniem obok siebie odchodzi wraz z nim człowiek,

      Który za buntownika uchodził.

      A przychodzi wtem sługa, który denata wywozi.

      — Cóż za strata! — woła zgoła z tłumu dziewoja.

      Za nią motłoch społeczeństwa podżega:

      — Jak to słusznie przypadło temu sprawcy, ino takiego czynu się dopuścił!

      — Nikczemnik!

      — Kanalia!

      Tłum, skończywszy wiwatowanie, usłyszał głos następnej kobiety:

      — Toż ten człowiek nie zawinił ani słowem, ani czynem! To wasz wyrok go zgubił! Niegodziwością jest dopuszczać do podobnego samosądu!

      — A Ty? Cóżeś ty za jedna? Jaką rolę tu pełnisz, kobieto? — wyrwał się głos z gęstwiny ludzkiej.

      — Przed wami stoi ta, co go ukochała – jedyny świadek jego niewinności w tym morzu kłamstwa. Jakież to dowody wyłuszczacie? Oznajmicie mi zatem!

      Gromada zastygła w bezruchu, gdy tymczasem wśród głów poczęły krążyć lękliwe, niedosłyszane szeptania. Wtem niebo, dotąd jasne, chmurą krwawą zaszło, jakby i słońce patrzeć na tę zbrodnię nie chciało. Woźnica, co milczał dotąd, batem o wóz trzasnął, a echo po placu jak skarga zatwardziała łkało.

      — Cóż po waszej prawdzie! — wychrypiał pachołek — Gdy on już nie słyszy, a łańcuch go dławi. Śmierć nie zna heretyka, zna tylko popiołek, co wiatr go po drogach jak liście rozbawi!

      Dziewoja padła na kolana, w pył czołem bijąc, jak Antygona przed królem, co serca nie posiada. A tłum począł rzednąć, w cieniu bram się kryjąc, gdyż strach to jest jedyna, co po kłamstwie rada.

      — Przeklęte niech będzie to słowo, co zabiło! — jęknęła ku niebu, skąd grom uderzył głuchy. — Bo krew niewinnego wsiąkła w tę ziemię z siłą, co zerwie raz jeszcze wasze kłamne łańcuchy!

      I odjechał wóz ciężki, trzeszcząc w głuchej toni, z ciałem, co kołysząc się, rytm wieczności biło. Została tylko cisza, co od prawdy broni, i strach, by się jutro to samo nie śniło.


      Autor: Versus Dramatis

      Edytowane przez Versus Dramatis (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...