Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 152
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dzięki. No to mamy u siebie wzajemność, Erudyto. Buziaczki.

Uchuchuchu! Ja tam lubię takie poetyckie.org-ie ;D
No proszę, do czego nie jest zdolny wiersz Bukowskiego...
Nigdy bym się nie spodziewał, że drzemie w nim taki potencjał...
I jeszcze raz się sprawdziło, że kto się czubi...
Zdrówka xD
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ato znasz??? to o moim imarzu!!!

wyzwanie dla ciemności (a challenge to the dark)

strzał w oko
strzał w mózg
strzał w dupę
strzał jak kwiat podczas tańca

to niesamowite w jaki sposób śmierć ogłasza swój werdykt
to niesamowite jak wiele wiary dano tym durnym formom życia

to niesamowite jak śmiech został zatopiony
to niesamowite że nienawiść jest taka stała

będę musiał wkrótce wypowiedzieć własną wojnę przeciwko ich wojnie
będę musiał obronić mój ostatni kawałek ziemi
będę musiał ochronić ten malutki kawałek przestrzeni który pozwolił mi żyć

moje życie nie ich śmierć
moja śmierć nie ich śmierć...


(tłómacz niefiadomy)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ato znasz??? to o moim imarzu!!!

wyzwanie dla ciemności (a challenge to the dark)

strzał w oko strzał w mózg strzał w dupę strzał jak kwiat podczas tańca
to niesamowite w jaki sposób śmierć ogłasza swój werdykt to niesamowite jak wiele wiary dano tym durnym formom życia
to niesamowite jak śmiech został zatopiony to niesamowite że nienawiść jest taka stała
będę musiał wkrótce wypowiedzieć własną wojnę przeciwko ich wojnie będę musiał obronić mój ostatni kawałek ziemi będę musiał ochronić ten malutki kawałek przestrzeni który pozwolił mi żyć
moje życie nie ich śmierć moja śmierć nie ich śmierć...

(tłómacz niefiadomy)

aleś byków narobił! zupełnie jak nie Ty
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przepraszam, ale łatwo coś popsuć a ciężko potem naprawić.
Panu należy się szacunek za trud przetłumaczenia Bukowskiego i chęć podzielenia się innym spojrzeniem na wydawałoby się, zwykłe relacje męsko-damskie.
Dobrze by było, gdyby ktoś tak raz na tydzień, rezygnując z własnego wiersza - wstawił tu coś, co jego zdaniem warte jest uwagi.
Opublikowano
W podcieniu upał
pomimo cienia


Jaro przłożył kieliszek do lewej ręki

a prawą napisał na klawiaturze podręcznego laptopa:

Nawet gdybym żartem rozmawiał tak z moją kobietą
nie napisałbym tego w formie wiersza,
Nie powiedziałbym tego nikomu
I nie wciskałbym tego w fatałaszki
Opowieści o klasie robotniczej

Zbyt szanuję tych moich kolegów
Których nazywają pracownikami fizycznymi
których mentalność tak bardzo odbiega od mojej
a który tak bardzo zaskakują
mnie swoją szczerością
...

To jest wiersz (czy antywiersz), bo jest literacko opracowaną emanacją silnego egocentryzmu, pewnego spojrzenia na życie, wyrażającego się w twórczej ekspresji....

Bo każdy rodzaj kultury, czy bezkultury (lub antykultury) ma te same formalne środki wyrazu.

Ale to co nas pociąga w takim tekście to swobodne operowanie materią słowa, nie konkretna treść, ta lepiej, aby nie została napisana.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Podręczny laptop :D To musi być wyjątkowe urządzenie.

Odnośnie tekstu: czy naprawdę uważasz, że autor tak rozmawiał ze swoją kobietą? Ja nie sądzę, aby kobieta Bukowskiego tak zareagowała. On miał żonę! Na pewno jego wybranka nie odmawiała mu takich przyjemności:D Wreszcie: niektórzy tak mówią nie mówiąc na żarty:)

A! I To już nie do Ciebie, tylko raczej do Oxyvii. Rozmawiałem ze znajomym seksuologiem: taki zachowanie nie jest ani objawem zboczenia, ani żadnej choroby. Z tego co on mówił, to jest to bardzo zdrowe zachowanie dyktowane ciekawością najczęściej i fascynacją. Muszę go zapytać jeszcze jak to jest z defekowaniem na siebie.
Opublikowano

Nie trzeba uciekać się do seksuologa.... pytanie na ile sytuacją intymną dzielimy się z innymi....
Nie ma tu nienormalności, najwyżej pewna obsceniczność, właściwa facetom których bynajmniej nie cenię, ot ta wolę robić niż o tym gadać, ale nie o to chodzi.

Ale ad rem: to coś ze smakiem, fakt udowodnił, że z takiego materiału zrobił dobrą formę literacką, ale będę utrzymywał, ze jest to "forma" bez większego znaczenia.

najzabawniejsze, że taka stylistyka bardzo odpowiada ludziom, którzy z środowiskiem, które ona opisuje, nie mają większego kontaktu. Taki zachwyt "elit" nad "nizinami" i "prostotą" wyrazu. Oczywiście nie piszę tu o Bukowskim, tylko o zachwycających się takimi tekstami krytykach i odbiorcach.

Opublikowano

To logika nie jest ważna?

Taka dzisiaj moda, ulegać popędom, a może przywilej młodości.
Dla mnie wszystko jest logiczne lub nie, to tylko kwestia znajomości pewnych możliwości logiki, ale to nieważne.

Z mojej perspektywy śmieszne jest co innego.....

A najśmieszniejsza jest ta degrengolada poetów, i tyle, o ile tematyka owego wiersza nie jest mi obca, doświadczenie egzystencjalne też, to pomimo umiejętności odbioru i interpretacji (tu właśnie logika pozwala mi wyjść poza samo intuicyjne poznanie pewnych treści, które inaczej nie byłyby mi dostępne), taka poetyka i stylistyka jest mi po prostu obca.

I to pomimo środowiska w jakim się obracam, właśnie owych "prostych ludzi", którymi elity i artyści tak się zachwycają, nie docierając do rzeczywistych treści. Pewnie dlatego lokuję się "w podcieniu" w otoczeniu starej architektury i różnorodnych przejawów kultury jednak wyrafinowanej.

Gdybym próbował czego innego, byłoby to sztuczne. Gdybym się zachwycił owym wierszem - byłoby to jeszcze bardziej nienaturalne i naprawdę śmieszne.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Eeee... ale nie odnosi Pan wrażenia, że takie pamiętnikowe wynurzenie o tym, o czym Pan nie ma pojęcia, bo jak sam mówi jest Panu obce, są tutaj zupełnie niepotrzebne i troche naiwne?

Co mnie interesuje środowisko, w jakim Pan się obraca? W ogóle zastanawiał się Pan jaką wartość informacyjną ma Pańska wypowiedź?

Nie wspomnę już, że opowiada Pan jakieś bujdy o ogóle doznań intymnych różnych ludzi na podstawie tego, czy są one logiczne. Otóż do Pańskiej wiadomości: ludzie w życiu intymnym generalnie nie postępują logicznie. Ja również nad tym ubolewam. A może nie?
Opublikowano

Ha ha ha ha.....

czy ty w ogóle czytasz co piszę? Pogubiłeś się w tym co mi obce a co nie.....

No i właśnie czy nie lepiej trzymać się jakiś zasad logiki?

1. Kochanka nie obca, gadka (taka jak w wierszu) nie obca, akceptacja całości ciała i kochanki i żony nie obca, przechwałki różnych "macho" nieobce, picie wódki w podłym towarzystwie i w przyjemniejszym nie obce, przyjemności cielesne nie obce. Nie obce środowisko ludzi bez tytułów i wykształcenia (może tobie to nic ale inni czytają), bijatyka nie obca itd.

2.Obce: stylistyka (owego wiersza) banalność i płytkość intelektualna, prostackie wyrażanie emocji.

Może tyle wystarczy, bo się znowu pogubisz....

:o)

A życie bez intelektualnego oglądu spraw - nudne, choć temu, komu to nie jest dostępne (zapewne nie z jego winy) pewnie jest to obojętne, bo niedostępne...

Seks jest w swej podstawie fizjologią, treść nadaje mu instynkt i umysł... poza tym umysł jest sam w sobie wartością...

To nic osobistego oczywiście, taka egzystencjalna rzeczywistość...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ale tak na serio. Dziwi mnie, że ktoś powołujący się na logikę formułuje zdania tak nieostre, jak:

"Dla mnie wszystko jest logiczne lub nie, to tylko kwestia znajomości pewnych możliwości logiki, ale to nieważne."

Wybacz, ale czytam sobie takie zdanie i robi mi się słabo. Piszesz, że wszystko jest poddane prawom logiki. Otóż wcale nie wszystko. Skoro już kwantyfikujesz, to ja z chęcią w to zagram:)

Czemu nie wszystko? Bo abstrakcyjne byty niemożliwe na ten przykład nie. Czerwonawoszklistozielone olbrzymie karły nie poddają się prawom ligiki. Basta. :P

No ale może rzeczywiście to nieważne. Dla mnie to jakiś bełkot w pozie tautologicznej. I tutaj nie chodzi o sympatię czy jej brak. Kiedy się powołujesz na logikę, to wyrażaj się logicznie.
Opublikowano

No tak ale są jeszcze: logiki wielowartościowe, właśnie logiki rozmyte, można sie doszukiwać i logik metaforycznych....

nie wszystko trzeba opisywać w kategorii logiki dwuwartościowej (prawda fałsz.)

"Czerwonawoszklistozielone olbrzymie karły", to właśnie logika metaforyczna, która wyjaśnia jak takie pozornie sprzeczne zestawienie może mieć treść.

I w jaki sposób ta treść powstaje.....

Opublikowano

No tak ale są jeszcze: logiki wielowartościowe, właśnie logiki rozmyte, można sie doszukiwać i logik metaforycznych....

No ja to myslałem w ramach logiki euklidesowej, arytstolesowej, logiki zdań wymiernych etc., a Pan to chyba coś tworzy i każe mi się teraz domyślać co dokładnie.

Opublikowano

ale na tym polega istota komunikacji, i trochę masz rację, ze jest to tautologiczne bajanie, tyko,że akurat lubię taką gadkę (czyli ten rodzaj dyskursu).

;o)

Może właśnie dlatego piszę wiersze..... bo zwykły wymiar komunikacji mi nie wystarcza, dlatego też i czytam wiersze, ale takie "kategorialne", czyli dość blisko "rzeczywistości" uogólnienie jak w omawianym wierszu, stoi w pewnej opozycji do poetyki, w której dobrze się czuję.

Jakoś takie przekonanie, że w ciele partnera nie ma miejsc "lepszych" i "gorszych" wydaje mi się dość oczywiste i naturalne, te passusy o gównach - kojarzą mi się z pielęgnacją chorych, ale i to można opisać normalnie, jakoś nie widzę uzasadnienia takiej poetyki.

I tu się różnimy, bo ty, jak to odczytuję, wcale takiego uzasadnienia nie oczekujesz.

Jedyne co tu widzę to właśnie ta konstrukcja i ten popisowy nieco zabieg, że tą sytuację, rzeczywiście (choć by w sensie literackim) zaistniałą poeta zwraca "współpodmiotowi" w formie wiersza.

może to rzeczywiście analiza dla analizy, ale ja tak widocznie mam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie tautologiczne, a pseudotautologiczne.

Wiesz, ja dziś mam koszmarny dzień, a od 20 min gorzej niż koszmarny. Jak będziemy to ciągnąć to się pogniewamy.

I przepraszam za takie osobiste wtręty:)

pozdrawiam:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Rafael Marius z pięknej toalety:) jutro mam ślub z stylu włoskim w plenerze w ciągu dnia do wieczora:) inaczej, bo w zieleni na zielonej łące pośród kwiatów i w koronkach drzew:) w nocy nie ma takiego efektu obcowania z naturą jak w dzień:) będzie to śliczny ślub:)

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • w gwieździstym niebie nie było Ciebie  w toni oceanu pustka bez Ciebie  w wietrze gorącym i porywistym nie ma Ciebie  w ogniu ogniska i dymie brak Ciebie    na ulicy paryskiej, na prawym brzegu Wisły  na Kazimierzu w Krakowie lśniącym historia  na rogatkach miast na szczytach gór  był tylko upiór mój miłości romantyczna    w setkach spojrzeń w barze i metrze  w ulicach gwarnych zaułkach niewiernych na nocnych traktach  blichtru i sławy  nie było Ciebie i nie ma sprawy    W oczu błękicie burzy blond włosów nie ma Ciebie  w biodrach tańczących   piersiach gorących  brak Ciebie  w upojnej nocy i doświadczeniu Déjà vu nie ma Cie  po co to życie tak atrakcyjne gdy Tej Jednej nie było nigdzie    
    • Przedświt pachniał dziś wonnym dymem, kadzidłem miłosnych uniesień i słodką nutą wróżb. Sobótka dobiegała końca. Zawezwane dusze czmychały  przed pierwszym brzaskiem. Ich nogi bezszelestnie muskały młode paprocie. Ich głowy nikły z wątłym pluskiem  w toni rzeki. Niektóre bierzyły po śladach północnic, hen w najdalsze połacie  wyrwanych borom pól. Były i takie psotne zjawy  co schować chciały się  w ludzkich obejściach i chatach. W progach zatrzymywały je  amulety i kręgi solne a także strażniczy wrzask  deptanego Domowika. Wołał on na pomoc imię Łady i Dziewanny  rozganiając zjawy na cztery wiatry. Byle dalej od wsi.     Ogniska rozsiane gęsto przy brzegu, gasły z wolna. Drwa oddały już całe swe ciepło. Rozżażone bierwiona  trzaskały jeszcze z cicha zapadając się coraz głębiej w popiół. Wianki te nie porwane z nurtem, były porozrzucane wszędzie wokół. Częściej zagubione w ekstazie tańca  niż zerwane  zwierzęcym pragnieniem  kobiecych krągłości. Ludzie posnęli w kręgach. Upojeni miodem. Zdjęci czarem. Zmęczeni całonocnym świętem  ku czci Kupały. Tylko żercy nadal medytowali  w samotnym azylu leśnych uroczysk. Rozmawiali z drzewami i wodnymi pannami. Błagali duchy przodków  o wstawiennictwo u Welesa. Tam plusnęła ogonem ryba. W gęstwi leśnej zaskrzeczał lis. Ostatni pochuk wydała płomykówka. Tarcza Swaroga wyjrzała zza horyzontu. Najkrótsza noc odeszła w pokoju.     W tej samej chwili  stojący przed swą chatą wojownik  ujął w silne dłonie łuk. Zabrał ze sobą  kilka solidnie wystruganych strzał  o barwnych, sztywnych lotkach. Poprawił u pasa  zakrzywiony nóż myśliwski. I z imieniem Roda na ustach  wszedł pewnie w ciemny jeszcze bór. Nikt nie może naruszać świętości lasu  w kupalne święto. Kto by tego nie uszanował  i wstąpił z bronią do kniei  tego zamęczyłyby wilki Leszego. A kto niewinne zwierzę by poranił  lub zabić raczył. Tego cały ród wygasłby w męczarniach  moru lub głodu. A Bieda klepałaby go po plecach do ostatka. Zresztą lepiej było zaczekać  na pierwszy blask słońca  który zamykał przejścia do Nawii. Świat umarłych nikł  by żywi nie mogli do niego przystąpić. Dopiero wtedy las stawał się  znów zielonym dobrodziejem. A wstępujący do niego myśliwi czuli, że wracają na domowe ścieżki losu.   Bór, im dalej prowadziła  wydeptana stopami myśliwych i szeptuch ścieżka, rozpoznawał znajome rysy człowieka.  Drzewa witały go ukłonem gałęzi. Szelestem drobnych liści. Runo szemrzało niespokojnym echem, budząc z lękliwego, płytkiego snu  płochliwe zające i wiewiórki. Dzięcioły już zaczęły swą pracę. Rytmiczny stukot przypominał swym tembrem  odgłosy obijania mieczy o owalne tarcze. Myśliwy przeżył kilka potyczek  i tysiące polowań. Polowania były trudniejsze. Wymagające cierpliwości i sprytu, w przeciwieństwie do chaosu bitew. Zwierzęta wyczuwały zazwyczaj, zbliżającą się śmierć  i nigdy nie oddawały życia bez walki. Dlatego oddychał płytko, stąpał bezszelestnie. Oczy wbijał to w szarzejący dukt  to w wielokolorowe runo. Szukał śladów.  I po chwili znalazł je.     Trop jelenia odbity był wyraźnie na piaszczystym wzniesieniu. Zwierzę zakopało się widać lekko  w sypkiej przeszkodzie bo piasek był roztrącony na boki dość mocno. Jeleń skręcił w stronę  rosnących tu gęściej dębów. Szukał strawy w postaci młodych pędów   w trzewiach powalonych pni  i przy połaci jagód, rozplenionych tu niczym fioletowe kwiatuszki.     Myśliwy mocniej ścisnął łuk, bo usłyszał lekkie poruszenie  w gęstwinie przed sobą. Upłynęła ledwie chwila  gdy ujrzał także łeb z porożem  wyłaniający się zza potężnego, pooranego zmarszczkami czasu pnia dębu. Jeleń cicho zaryczał i strząchnął się mocno. Nie wyczuł jeszcze woni ludzkiej. Myśliwy ukląkł za strzelistymi paprociami. Wziął strzałę.  Nałożył ją i wygiął cięciwę  gotów w każdej chwili ją zwolnić. Zwierzę  dopiero teraz wyczuło niebezpieczeństwo. Jeleń rzucił się wstecz  i skręcił tułów gotów do rychłej ucieczki. Będąc w połowie zwrotu, został trafiony w brzuch  pierzastym pociskiem. Zaryczał przeciągle, smutno. I rzucił się w agonii przez las, tratując wszystko na swej drodze. Myśliwy powoli się wyprostował  i spokojnie w pełnym skupieniu  ruszył szlakiem świeżej krwi. Teraz wystarczyło czekać  a gdy będzie trzeba, powtórzyć śmiertelny cios.   Krwawy trop  to znaczył teren nieprzerwaną strugą posoki to urywał się na kilka kroków by znów błysnąć szkarłatem na korze drzew  czy liściach narecznic. Kluczył jak samo zranione zwierzę ale nie na tyle by zgubić pościg doświadczonego łowcy. Trafił idealnie i wiedział o tym  że śmierć zwierzęcia  jest kwestią bardziej minut niż godzin. Jeleń upuścił już wiele krwi  i słabł sądząc po coraz mocniej i wąsko stawianych kopytach. Na jednym z buków  pozostawił cały odbity w krwi bok. Ale jeszcze tym razem  miał siłę by ruszyć dalej. Lecz nie na długo. Gęstwina rzedła.  Nie dalej jak sto kroków, przejdzie zapewne w naturalną polanę lub porębę. Tam z pewnością odnajdzie martwe zwierzę. Myśliwy zarzucił łuk na mocarne plecy i pewniejszym chwytem objął rękojeść noża. Krwi było coraz więcej  i prowadziła wprost w rozwidlenie.     Gdy wyszedł na skraj poręby,  pierwsze co uczuł to  nagły, lodowaty powiew wiatru. Był jak boski szept. Zmroził mu kark  a pot od razu wystąpił na jego skroniach. Źrenice stężały w skupieniu. Gdzieś z bardzo daleka  dało się słyszeć jakby śpiew. To głosy dziewek. Akompaniował im głos fletni. Melodia była mu znana dobrze  i bardzo wesoła a wręcz frywolna  jak sama treść pieśni, której nie przystało śpiewać  pannom na wydaniu. Wreszcie spóźniony korowód kupalny  oddalił się na zachód.  Zostawiając go na pastwę puszczy i ciszy. Dopiero teraz mógł skupić się znów na tropie. Prowadził do centrum poręby, gdzie zamiast  spodziewanego, martwego byka, leżał w kałuży krwi człowiek. Spał lub był martwy. Leżał na wznak z lekko podkuloną nogą. Dopiero po chwili dało się stwierdzić,  że nie była to jego krew a tropionego jelenia. Jej ślad się urywał a człowiek ów leżał dokładnie w miejscu w którym powinien spoczywać trup zwierzęcia. Zwierzę nie mogło dalej uciec  a człowiek przywędrował widać z nieba  bo brak było wokół  jakichkolwiek śladów ludzkich stóp.     Był młody jeszcze acz już silny jak tur. Długie jasne włosy  spływały mu falą na muskuły. Delikatny zarost dodawał mu mężności. Ubiór jego był jednak przedziwny. Charakteryzował niewolników  lub najbiedniejszych kmieci. Wszystko było okropnie brudne, podarte  i znoszone do cna. Nie miał przy sobie pasa ani broni. Jedynie bukłak na wodę lub wino i co jeszcze bardziej przedziwne  obok niego na trawie spoczywały też niespotykane  bo kremowe skrzypce  wykonane jednak jak najstaranniej  i widać było,  że są mu rzeczą w życiu najbliższą.  Bard widać miejscowy lub wędrowny. Może przyłączył się nocą  do jednej z grup biesiadników. Upił się a teraz  pokutował kamiennym snem na odludziu. A może czar to jeszcze i widmowy zwid, co został tu z ludźmi  bo Weles zatrzasnął przed nim wrota Nawii. Zwierzę było przy nim  jeszcze przed kilkoma minutami, dlatego myśliwy i tak by go obudził i żądał wyjaśnień.   Zanim jednak wykonał ku niemu  choć nieśmiały krok. Chłopak otworzył oczy,  przewrócił się niezdarnie na bok i jego wzrok spotkał się ze wzrokiem myśliwego. Patrzyli na siebie podejrzliwie długo, wreszcie chłopak zamierzał wstać  ale jego dłoń spoczęła w kałuży krwi. Obejrzał najpierw ją   a potem odskoczył jak oparzony,  macając się po torsie w poszukiwaniu rany. Rozmazał po sobie całą krew. Zbladł i wyglądał teraz  jak najprawdziwszy upiór. Spoglądał na łuk i nóż. Był przerażony i nie zamierzał tego ukrywać. Zerwał się jeszcze raz,  porwał z ziemi skrzypce i przytulił je niczym dziecię do piersi. Postrzeliłeś mnie!? Bezbronnego!? Nie mam przy sobie nic, ani monet ani żadnych kosztowności.     Myśliwy wystąpił przed niego  i opuścił dłonie na znak dobrych zamiarów. Postrzeliłem jelenia, tropię go. A ślad jego krwi urywał się na Tobie. Skąd tu przybyłeś i jak? Nie dojrzałem wokół Twoich śladów. Czy widziałeś rannego śmiertelnie byka? Był tu na kilka minut przede mną. Szalał w agonii. Obudziłby Cię z pewnością.  Wiem, że tu był spójrz ile upuścił krwi. Chłopak nie podszedł nawet o krok. Ale obejrzał krew wokoło  i zaczął wierzyć w to  że nie pochodzi ona z jego żył.     Byłem tu przez całą noc. Grałem w samotności. Dla lasu. Aż sen mnie zmógł Dziś była noc kupalna. Nieroztropnie wchodzić z bronią w święty bór. Myśliwy podszedł jeszcze bliżej. Wszedłem do kniei wraz z tarczą Swaroga. Nie grozi mi nic od strony bogów. Nie tylko bogowie podążają ścieżką zemsty. A Ty nie rzekłeś, jaką z nich przybyłeś. Młodzieniec zawahał się chwilę. Przybyłem z odległej krainy. Bardzo odległej. Skąd wychodzi niewielu takich jak ja. Myśliwy skupił wzrok na instrumencie. A te skrzypce?  Piękne i misternie wykonane. Nie drewno służyło do ich budowy. Grasz na nich dla duchów?     Młodzieniec po raz pierwszy stanął w pełnym świetle i uniósł delikatnie twarz. Przypominał mu dawne czasy. Wojnę na południu, gród w ogniu i tożsamego młodzieńca, którego zabił celną strzałą w samo serce. To było dawno,  lecz chłopak wydawał się zjawą tamtych dni. Ujął skrzypce niczym amulet i przemówił głosem  głębszym, starszym, magicznym. To skrzypce umarłych. Wykonałem je sam  z moich własnych kości. Twoja strzała strzaskała mi serce  a kości były całe. Piękne i kremowe. Jak te skrzypce. Grając na nich  otwieram bramę welesowych krain. Między nimi wędruję. W Nawii mój dom. A tu na ziemi, już tylko mój cel. Moja zemsta. Krwawa i sprawiedliwa. Twoja śmierć przyjacielu.     Znów posłyszałem korowód. Wracał z pieśnią. Inną. Żałobną. Tragiczną i smutną. Jak ta godzina. Fletom i piszczałkom odpowiedziały skrzypce. Młodzieniec grał. A im dłużej grał  tym szerzej otwierały się  wrota zaświatów na skraju poręby. Wreszcie stanęły otworem. W ogniu i sadzy. Potępione dusze. Ich twarze ryczały w agonii. Ich ciała płonęły, zwęglone do cna. Korowód panien wyszedł zza drzew. Wszystkie były ubrane w białe, żałobne szaty. Ich paprociowe wianki nosiły ślady krwi. Bardowie byli okaleczeni. Bez rąk, nóg, oczu,  trędowaci lub chorzy na dżumę. Ich szaty przeszły zgnilizną. Korowód prowadziły dwa ogary. Były upiorami Welesa. Wściekłe, pełne żądzy mordu. Ich pyski wypełnione ogniem. Skóra spalona i pokryta liszajem. Ogony ścięte u nasady. A oczy jak śmierć puste. Pewne swego szaleństwa. Doskoczyły do mnie. Nie imał się ich nóż ani strzała.   Wieczór zapadł nad wioską. Jedynie w jednej chacie nie płonął ogień. Jej opiekun wyszedł spod progu, zapalił niewielki ogarek. Rozpalił ogień Oporządził izbę. Zgotował strawę. Posprzątał obejście. Jego pana nie było. Nie martwił się. Mogło go nie być i kilka dni. Łowy bywały długie i męczące. Domowik złożył dzięki do Roda  o szczęśliwy powrót swego pana. Wtedy to ktoś załomotał w drzwi. Domowik ruszył ku progowi  i otworzył. Na progu stała leśna panna. Naga. Jedynie w wianku. Bez słowa wręczyła mu zawiniątko  w postaci dziwnych, kremowych skrzypiec i wianka z paproci. Wianek był cały zakrwawiony. Krew pachniała jeszcze świeżością. A skrzypce. Wyglądały jak wykonane z kości. A grały tak pięknie  jak te które można usłyszeć  czasem nocą w kniei. Mówi się, że  korowody umarłych  przygrywają sobie na takich. A wytwarza się je z kości tych, których dotknęła zemsta,  zbłąkanych, nieszczęśliwych dusz.                
    • @Waldemar_Talar_Talar

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Bardzo mi się podoba, wiersz o fundamentach, potrzebie i sensie pisania i nie tylko, bo też życia, przemijania. Wiersz ma swój rytm i się dobrze czyta, a wątpliwości przeplatają się z tezami, co zatrzymuje i skłania zastanowienia. Pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...