Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przyznaję, jestem w szoku.
W rogu-m ślepej uliczki.
Gdzie się nie spojrzę, wokół
są białe rękawiczki.
Gdzie się nie spojrzę, wokół
stroboskop, prochy, gwizdek.
Hedonizm wlazł na cokół,
świat poszedł na łatwiznę.

A miało być tak pięknie:
mieliśmy świat naprawiać,
sobą zapełniać święte
imiona w kalendarzach.
Miała być rewolucja,
paść miał mentalny marazm.
Zniknąć miała korupcja,
teatr miał być w koszarach.

Dziś sygnet jest w kanonie,
brak welwetowych swetrów.
Raper grywa w zielone,
nie pisze heksametru.
"Rewolucja? Dlaczego?"
Nikt nic dziś nie chce zmieniać.
Po co? Diler dał w credo,
towaru w bród w kieszeniach.

Odeszły precz marzenia,
szlag trafił twórcze chęci.
Ambicją Robospierre'a
rozkoszy się poświęcić.
Brak mu zapału, celu.
Stracona generacja.
Na głowie tubka żelu,
a środku gniew, frustracja.

Gałczyński szepcze w grobie
skumbrie, skumbrie w tomacie!
Chcieliście złotą młodzież,
to ją, cholera, macie!
Bez szacunku dla prawa
i bez ambicji cienia...

Dobranoc, mówił dla Was,
syn swego pokolenia.

* * *

Dobranoc? Nie, za wcześnie.
Nie będzie białej flagi.
Ja mam w rękach czereśnie
i nie brak mi odwagi.

Wszak trzeba małej iskry,
by świat mógł spłonąć cały.
Wystarczy potok bystry,
by twardą drążyć skałę.

Wystarczy dać im wzorzec
i karta się odwróci.
Wystarczy jeden bodziec,
by hedonizm ukrócić.

Odnajdzie swą tożsamość
stracone pokolenie.
Wierzę w to, wciąż tak samo...
Czereśnie, śpiew, kieszenie.

[XI 2003]

Opublikowano

To j e s t wiersz! Nie tylko ma rytm i rymy, ale jeszcze przekazuje konkretne treści- szczególnie pierwsza część wiersza.

Po gwiazdkach następuje naciąganie rymów...co chcę przez to powiedzieć?

"wcześnie-czereśnie"-- tu te czereśnie mi nie pasują treściowo.....i dalej
"pokolenie-kieszenie"

Może żeby rym wpasować zamień "kieszenie" na "marzenie"?

A czereśnie...czereśnie są wspaniałe!!!!

Dzięki,
I.

Opublikowano

Barszo, bardzo mi sie podoba - poezja piekielnie trudna do napisania bo społecznie zaangażowana. Lekkość i styl Mistrza Gałczyńskiego. Rymy bez zarzutu. W jednym miejscu tyciutki zgrzycik w rytmie: 1 zwrotka 2 części: napisałabym "ja w rękach mam czereśnie", ale to naprawdę drobiazg i tylko moje subiektywne odczucie. W każdymbądź razie widać maestrię, następco Ildefonsa :)
Pozdrawiam, j.

Opublikowano

Dziękuję za wszystkie komentarze. Najbardziej cieszy mnie to, że fragment czereśniowo-welwetowy jest zrozumiały - bałem się trochę, że ta minisymbolika będzie niezrozumiała - a tymczasem dla większości jest, jak się okazuje, oczywista. Grabaż by się ucieszył :)

Nie każdy jednak słucha Pidżamy Porno - więc pokrótce wyjaśnię skąd czereśnie się wzięły. Otóż się wzięły właśnie z tekstów Krzysztofa "Grabaża" Grabowskiego: z "Welwetowych swetrów" i "Twojej generacji". By nie trzeba było szukać, fragmenty tekstów przytoczę:

"Lecz my nie będziemy pokorni
Nie będziemy bezsilni i bierni
Weźmiemy co będzie pod ręką
I staniemy po stronie rebelii
I staniemy po stronie rebelii

Gdzie wtedy schowacie swe twarze?

My nosimy welwetowe swetry
Nasz kolor czarno-czerwony"

- - -

"Rock'n'Roll umarł
Rock jest martwy stary
Po co kończysz to piwo
Masz karabin zamiast gitary
A ja kieszenie pełne czereśni

Hej hej jak nazywa się Twój Bóg
Na imię ma zgiełk
Przypadek czy przepaść
Hej Twój Bóg
Dziwny twór o twarzach
Stwór monstrum
Z cybernetycznego nieba"


To tak, by nie trzeba było skakać po internecie w poszukiwaniu kontekstów. Pod ręką jest więc i niech dobrze służy :)

Jeżeli chodzi o rytm, to jego łamanie się gdzieniegdzie jest prawdopodobne. Do mistrza Konstantego wszak mi równie daleko, co do emerytury - a jeśli ja mam lekkie pióro, to Gałczyński miał pióro nieważkie. Tym niemniej dziękuję za, szczyptę nieuzasadnione, porównanie :)

Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję za komentarze :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...