Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Oglądałem ostatnio program na kanale Discovery, w którym naukowcy wypowiadali się o negatywnym wpływie sieci komórkowych na środowisko naturalne.

Podobno w USA mają wielki problem, gdyż sygnały wysyłane przez tzw. 'komórki' dezorientują pszczoły, które nie mogą wrócić do uli i masowo giną.

Albert Einstein oszacował, że gdyby pszczoły zniknęły z powierzchni Ziemi, gatunkowi ludzkiemu zostałoby do 5 lat życia - gdyż właśnie te owady są głównymi zapylaczami największej grupy roślin na naszej planecie. Bez nich szybko upadłby cały ekosystem.

Jak ta cywilizacja niszczy...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie no, żartowałem z tym obciachem - po to ta buźka była, a że nie mam, to już fakt. Ale nie o to chodzi tutaj teraz. Takie gadżety doskonale wpisują sie w modę/trendy i są doskonałe do wyciągania pieniędzy z kieszeni (najlepszy przykład to telewizja "For fan tv" - czy jak to się tam piszę - a warto czasem zobaczyć na co te zetki dzieciaków idą). Dlatego wątpię, by jakakolwiek wizja zagłady jakiegokolwiek istnienia była tutaj brana pod uwagę.
Zresztą mieliśmy ostatnio przykład pewnej doliny - kij tam z żabami i robakami, niech to zdycha...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie no, żartowałem z tym obciachem - po to ta buźka była, a że nie mam, to już fakt. Ale nie o to chodzi tutaj teraz. Takie gadżety doskonale wpisują sie w modę/trendy i są doskonałe do wyciągania pieniędzy z kieszeni (najlepszy przykład to telewizja "For fan tv" - czy jak to się tam piszę - a warto czasem zobaczyć na co te zetki dzieciaków idą). Dlatego wątpię, by jakakolwiek wizja zagłady jakiegokolwiek istnienia była tutaj brana pod uwagę.
Zresztą mieliśmy ostatnio przykład pewnej doliny - kij tam z żabami i robakami, niech to zdycha...

Nie zgodzę się!

Człowiek nie może przesadzać w niszczeniu natury, bo wtedy sam zginie. Z tymi pszczołami to fakt - bez nich gatunek ludzki wyginąłby po kilku latach. Jeżeli pan Michał jest wierzący to niech poczyta apokalipsę.

I rozpatrzy wielce intrygujące zdanie: "i przyjdzie czas na tych, którzy niszczą ziemię".

Dla mnie nasza planeta to dzieło sztuki.

A wszystkich, którzy nie dostrzegają jej piękna zawsze będę nazywał ślepymi laikami.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie no, żartowałem z tym obciachem - po to ta buźka była, a że nie mam, to już fakt. Ale nie o to chodzi tutaj teraz. Takie gadżety doskonale wpisują sie w modę/trendy i są doskonałe do wyciągania pieniędzy z kieszeni (najlepszy przykład to telewizja "For fan tv" - czy jak to się tam piszę - a warto czasem zobaczyć na co te zetki dzieciaków idą). Dlatego wątpię, by jakakolwiek wizja zagłady jakiegokolwiek istnienia była tutaj brana pod uwagę.
Zresztą mieliśmy ostatnio przykład pewnej doliny - kij tam z żabami i robakami, niech to zdycha...

Nie zgodzę się!

Człowiek nie może przesadzać w niszczeniu natury, bo wtedy sam zginie. Z tymi pszczołami to fakt - bez nich gatunek ludzki wyginąłby po kilku latach. Jeżeli pan Michał jest wierzący to niech poczyta apokalipsę.

I rozpatrzy wielce intrygujące zdanie: "i przyjdzie czas na tych, którzy niszczą ziemię".

Dla mnie nasza planeta to dzieło sztuki.

A wszystkich, którzy nie dostrzegają jej piękna zawsze będę nazywał ślepymi laikami.

No przecież dokładnie to samo napisałem, tylko nie w tak bezpośredniej formie, bo się obrońcy ministrów jeszcze nazlatują.
A jeszcze, nie daj losie, zlustrują :(
Opublikowano

Szanowny Panie Rafale, proszę schować swoje zacietrzewienie, bo Pan M. Krzywak nigdzie nie napisał, że dobrze, że się dzieje, to, co się dzieje. Wręcz przeciwnie. Ja dodam tylko od siebie, że zgadzam się z przedmówcami co do joty. Ciekawy program nadało Discovery, a jeszcze ciekawsze jest to, że podobny mały artykulik ukazał się gdzieś przed dwoma tygodniami w najpopularniejszym polskim dzienniku (który zarazem jest dziennikiem mającym nawięcej przeciwników). Każdy zapewne wie, o jaki dziennik chodzi, nie chcę tu robić kryptoreklamy.
Co do posiadania telefonu komórkowego - mam dopiero od września ubiegłego roku, zatem zaledwie parę miesięcy. Zawsze uważałem to za kiepską zabawkę. Wciąż tak sądzę. W zasadzie to najczęściej ten telefon doładowuję, bo co jakiś czas bateria pada, a tak to chodzi ze mną w kieszeni od spodni albo kurzy się na biurku. Zastępuje mi zegarek.
Ale czasem tak obserwuję tych wszystkich ludzi, jak pomykają po ulicach, przechodząc przez nie, nie zwracając na auta, ciągle zapatrzeni w ten swój gadżet. Sam nie wiem, co ludzie w tym widzą.
Jest też oczywiście druga strona medalu, że taka zabawka może być pomocna, a nawet uratować życie w jakiejś dramatycznej sytuacji (chyba że jesteś umierający i Ci auto wysiądzie na środku pola, gdzie zazwyczaj nie ma pola).
A z tymi pszczołami to nieciekawa wizja. Ech.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Ale pomijając już pewne niezrozumienie moich intencji przez p. Rafała - temat jest jak najbardziej ciekawy i pomimo masowej propagandy, że dobrze się dzieje i jest dobrobyt - źle się dzieje. Jeżeli ktoś kiedyś miał okazje działać np. u ekologów, ot, choćby w jakiś sposób ingerować w związki człowieka-zwierzęcia, ten wie, że niektóre przykłady takiej przywiązania byłyby zbyt drastyczne na takie forum (pomijając fakt, że najczęściej nudzą się nastolatki). Przekładając to na obraz szerszy - oprócz nielicznych zaangażowanych w takie rzeczy ludzi jest to raczej niewygodny temat, który w niezbyt korzystnym świetle przedstawia nasz gatunek, będący niby uduchowionym i dobrym (wystarczy nawet pooglądać filmiki na "youtube", jak to człowiek w delikatny sposób obchodzi się z naturą. Tylko przestrzegam - to jest coś naprawdę okropnego).
Co dalej - francuscy ekolodzy nagrywając gehennę pozostawionych na weekend owiec w ciężarówce w samym środku lata doprowadzili do zmiany tamtejszego prawa przewozowego. U nas jakoś tak cicho (fakt, że jednak mentalność Polaka jest bardziej łagodna niż np. w krajach takich jak Chiny), co nie znaczy, że problemu nie ma. Bo co dostrzegłem przy okazji właśnie doliny Rospudy - nagle, po (chyba) 15 latach okazało się, że giną ludzie, że tam jest źle itp. I oczywiście logika jak najbardziej wskazuje że należy daną sytuacje zmienić - jednak nagle okazało się, że ekolodzy to ci, którzy nie szanują życia ludzkiego, są za ich śmiercią itp. argumenty padały odnośnie całego zamieszania. I taka refleksja - zgoda, poburzmy wszystko, co zielone, tylko że za 30 lat zostanie nam scenariusz jak w filmach sf - pustynia, słońce i mutanty. I wtedy zatęskni się do żab i robaków, za to będzie obwodnica i trup na trupie.
A jeszcze jedno spostrzeżenie (tak z teraz, więc proszę się nie oburzać) - stać nas na Euro 2012 i to z miejsca, nie stać nas na ochronę przyrody.
No dlatego napisałem - takie czasy...

Opublikowano

Słyszałem o tym, ale co z tego? Czy to znaczy, że nie mam używać telefonu komórkowego (bo komórek to ja mam miliardy)? Daleki jestem od stwierdzenia, że to szatan, bo po to tworzymy cywilizację żeby ułatwiać sobie życie. Nawet jeśli rzeczywiście istniałoby jakieś poważne zagrożenie z powodu fal, które owe telefony generują to jestem pewien, że w dość krótkim czasie poradzono by sobie z tym problemem.

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przepraszam za moje zacietrzewienie.

Nie uważam telefonów komórkowych za 'dzieło szatana'... :-/

Po prostu ludzkość nie zna umiaru. Tak jest zawsze - człowiek musi się sparzyć, wtedy dopiero przemyśli pewne rzeczy. Przed wymyśleniem jakiegokolwiek wynalazku naukowcy powinni porządnie się zastanowić nad konsekwencjami używania go przez masę.

A nie dopiero po fakcie naprawiać błędy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


O problemie już trąbią, wprawdzie nie zawsze należy ufać mass mediom, jednakże to nie jest problem z cyklu "co ma na siebie włożyć nastolatka, żeby wyglądać zarazem seksownie i szykownie, i mimo to nie kusić przestawicieli płci męskiej (zbyt bardzo)?". Dlatego kiedy widzę taki temat wolę dmuchać na zimne. Mówi Pan, że w krótkim czasie poradzą sobie z tym problemem. Oby był Pan dobrym prorokiem. Nie znam się na tych dzisiejszych technologiach, świat galopuje. Przypominają mi się słowa Morfeusza z 2. albo z 3. części "Matrixa" (możecie szydzić, że daję przykład z takiego filmu, ale mimo wszystko jest to film nakręcony z dużą pasją i ma głębię): [cytat z pamięci] "Widzisz te wszystkie maszyny? Nie rozumiem, jak one działają. Ale wiem, że dzięki nim żyjemy." Ta scena to była niemała ironia, zważywszy na to, że w tym obrazie, ludzie właśnie z maszynami toczyli wojnę. I nasz świat też powoli zmierza do tego. Uzależnamy się od rzeczy, których nie rozumiemy (ja np. w ogóle nie rozumiem, jak działa telewizor, choć znam zjawisko fi). Ja zdaję sobie sprawę z tego, że sam jestem uzależniony od maszyny zwanej pecetem. A dodam tylko, że ludzi uzależnionych łatwo jest kontrolować (też nie lubię teorii spiskowych, szczególnie tych na wielką skalę, ale powoli, powoli wiele rzeczy, z których niektórzy wciąż kpią, urzeczywistnia się).


Czy aby na pewno? bo historia mówi coś zgoła odmiennego. Na pewno takie jest zamierzenie (komunizm też miał/ma szlachetne cele, ale wprowadzony w życie nie wszystkim przyniósł dobrobyt). Dam przykład: początek ery komputerów zwiastował to, że ludzie będą mieli więcej czasu dla siebie, a praca i tak będzie wydajniejsza. Ostatecznie skończyło się tak, że skoro dzięki komputerom można pracować tak wydajnie, to czemu tej wydajności jeszcze nie zwiększyć? I zwiększyły się godziny pracy. I tak "luksus" obrócił się przeciwko ludziom. Można tu oczywiście posłuzyć się kontrargumentem, że są taśmy produkcyjne etc., ale faktów i tak się nie zmieni.


I to jest pytanie ;)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Ten cytat (btw. sama idea filmu, pomijając zdanie innych, iście genialna), to czysta prawda. Oczywistym jest, że człowiek tworząc cywilizację coraz bardziej się od niej uzależnia. To jest naturalna kolej rzeczy. Taka jest cena wygodniejszego i bezpieczniejszczego życia, bo wszystko do czego jako gatunek dążymy sprowadza się właśnie do zaspokojenia naszych potrzeb, zwiększenia bezpieczeństwa itp. I nie dzieje się tak dlatego, że ktoś nam to narzuca, tylko dlatego że taka jest nasza natura. Co z tego, że człowiek był bardziej wolny w epoce kamienia łupanego niż teraz - w epoce internetu, gps i telefonii komórkowej, skoro pożerały go dzikie zwierzęta i umierał z powodu byle choroby.
Nie jesteśmy społeczeństwem konstruktorów (tak jak to miało miejsce kilka tysięcy lat temu), a społeczeństwem użytkowników i konsumentów. Mnie osobiście nie interesuje w jaki sposób działa telewizor, a jedynie to co mogę w nim zobaczyć. Kwestia uzależnienia też mnie nie przekonuje - człowiek od zawsze poddawany był różnorakim technikom prania mózgu, czy to za pomocą religii czy, jak teraz, z pomocą systemu informacyjnego. Taka jego natura i paradoksalnie oczekiwanie, bo łatwiej, wygodniej i bezpieczniej jest być niewolnikiem.

Według mnie komunizm nawet z samego założenia jest systemem niedobrym. Bo co szlachetnego jest np. w tym, że każdy, obojętnie ile i w jaki sposób pracuje, dostaje tyle samo? Ja szczerze mówiąc nic wzniosłego, a tym bardziej sprawiedliwego w tym nie widzę. Równość to niesprawiedliwość, ponieważ ludzie nie są równi, nie byli i nigdy nie będą równi (tacy sami).
Początek ery komputerów zwiastował to, że ludzie będą mieli więcej czasu dla siebie? Mnie się wydaje, że jedynie to, że praca stanie się wydajniejsza i ławiejsza (przynajmniej jakaś część), a tym samym pozwoli wytwarzać więcej towarów (usług) w określonym czasie. Nie wiem czy teraz ludzie pracują średnio więcej godzin tygodniowo niż, dajmy na to dwadzieścia lat temu, ale jeśli tak jest to chyba nie dlatego, że doszło do powszechnej komputeryzacji.

Co do mojego "pytania". Ja już znam odpowiedź :)

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przed wymyśleniem jakiegokolwiek wynalazku naukowcy powinni porządnie się zastanowić nad konsekwencjami używania go przez masę..

Myślę, że gdyby tak było mielibyśmy jeszcze co najmniej średniowiecze :)

pzdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przed wymyśleniem jakiegokolwiek wynalazku naukowcy powinni porządnie się zastanowić nad konsekwencjami używania go przez masę..

Myślę, że gdyby tak było mielibyśmy jeszcze co najmniej średniowiecze :)

pzdr

Zboczyliśmy trochę z tematu.

Dalszy rozwój cywilizacji dążącej do 'ułatwienia życia' ludziom kończy się na wyprodukowaniu świata nastawionego tylko i wyłącznie na konsumpcję. A konsumpcja mas niszczy środowisko naturalne, bez którego nie jesteśmy zdolni przetrwać.

Prędzej czy później - sami wykopiemy pod sobą grób.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Myślę, że gdyby tak było mielibyśmy jeszcze co najmniej średniowiecze :)

pzdr

Zboczyliśmy trochę z tematu.

Dalszy rozwój cywilizacji dążącej do 'ułatwienia życia' ludziom kończy się na wyprodukowaniu świata nastawionego tylko i wyłącznie na konsumpcję. A konsumpcja mas niszczy środowisko naturalne, bez którego nie jesteśmy zdolni przetrwać.

Prędzej czy później - sami wykopiemy pod sobą grób.

No co Pan? Przecież w 2012 odrzucamy powłoki cielesne i przechodzimy w wyższą gęstość ;)

a tak na serio - zgadzam się, jeśli człowiek nie zmieni swojego nastawienia i postrzegania świata, czeka nas jeszcze góra kilka, kilkanaście tysięcy lat cywilizacji i przysłowiowa "kaplica"

pozdrawiam wcale nie zmartwiony tą apokaliptyczną wizją
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Niektórzy używają też telefonu do pracy. Nie wiem, dlaczego nazywacie go "gadżetem", może jest nim dla nastolatków, taką zabawką co to musisz ją mieć, bo inaczej patrzą na ciebie jak na debila.
Co do zasady działania, to pole to pole elektromagnetyczne, a telefony współpracują z nadajnikami na częstotliwości ok.1800MHz - czyli mikrofalowej za pośrednictwem fal elektromagnetycznych.
Szkodzą, czy nie szkodzą - nie wiem, podobno szkodzą, ale - światło też jest falą elektromagnetyczną i chyba pszczół nie dezorientuje, istnieje zatem prawdopodobieństwo, że pszczoły nauczą się ignorować wpływ pola komórkowego i będą mogły wracać do domu:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie wiem, co jest nieszczęśliwego w tym podparciu, tym bardziej, że nie porównywałem wpływu fal, jedynie zaznaczyłem, że pochodzą od tego samego mechanizmu, czyli wzajemnego wpływu pól elektrycznych i magnetycznych
własności promieniowania świetlnego i mikrofalowego są inne, to jasne, dowodem na to jest choćby to, że promieniowanie świetlne jest dla człowieka widzialne:) jak wiadomo również własności promieniowania zależą wybitnie od długości fal, a te w tym przypadku są dalece różne;) w moim wywodzie chodziło o to, że jeśli mikrofale przeszkadzają pszczółkom, a ich nie zabijają bezpośrednio, to mogą się nauczyć ignorować wpływ mikrofal na pole magnetyczne Ziemi - powiedzmy, że na zasadzie mechanizmu ewolucji
co do przykładu USA dodam, że ciekaw jestem, o którą sieć komórkową chodzi, bo wydaje mi się, że nie pokryli całego kraju zasięgiem GSM1800 (musieliby postawić straszliwe ilości nadajników, wydać na to gigantyczne kwoty), gdyż jak wiadomo, im wyższa częstotliwość fali, tym mniej jest ona w stanie się ugiąć, i co za tym idzie mniejszy ma zasięg, zatem cały kraj mają pokryty nadajnikami GSM900; chodzi mi o to, że jeżeli pszczołom przeszkadzają sygnały komórkowe o niższych częstotliwościach, to jest nadzieja, bo u nas całkiem niedługo tę sieć zdemontują całkowicie;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ach ten Albert jest wszędzie..:)

Jeżeli to prawda to myślę, że już dawno nakręciliby o tym film sensacyjny i byśmy wiedzieli co i jak...:P

A dopóki w kinie nie leci "Armagedon odcinek 2345 - Wymarcie pszczół" to będę spała spokojnie...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ja wiem dlaczego ;P bo dzidziuś raz zadzwonił sobie ;P

Nieważne są koszty, ważna jest idea. A zresztą w teczce są niepełne informacje - bo kto mnie wręcz siłą namówił do kupna takowej, hę (to proszę potraktować jako jawną zaczepkę)?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...