Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

/rzecz o Adamie Chmielowskim/


- dokąd idziesz -
co to za miasto
jaki człowiek dźwiga nazwisko
imię moje z takim trudem
dzwoniąc o bruk drewniną nogą
noga moja - gdzieś
powędrowała widać sobie
ach - tak - do
Ojczyzny bez cara
- czy tam gdzie nie ma go
jest Wolność --
ta wolność bez imienia
dla której - Naród znaczy wszystko
człowiek - tyle co bohaterski trup
żołnierza
heroiczna polska nicość
człowiek - Historia i Idea
a nigdy
nigdy człowiek - życie

o - pod murem
człowiek-łachman dłoń wyciąga
palce czarne - jakby ręką
cmentarz Historii całej przesiał
za plasterkiem choćby rzepy
- masz
na gorący kęs kartofla
więcej nie mam

oto człowiek
mocz i wódka
w takiej dłoni niechby tylko fruwał
sztandar
niżej rękaw mundurowy
zupę przyniosłaby ci tu hrabina
osobiście
zupę suto omaszczoną
jadłbyś do syta dzień po dniu
na własnym grobie
lecz kiedy zejdziesz już
z cokołu
zmieszany w tłum cierpiących istot
bez łóżka domu i talerza
niechybnie
pójdziesz pod ten mur
upodobnisz się do cienia
boś nie człowiek
bez butów matki i nazwiska
nie - nie
nie na sztalugi to jest nędza

jej blady obraz
powieszą sobie gdzieś w salonie
zacni ludzie
smakosze barwy znawcy linii
kompozycji perspektywy
moja
w ulicy ginie mroku -

to są chyba już przedmieścia
śmierdzące budy i śmietniki
co to za miasto mi nieznane
a przecież tyle tyle lat
mógłbym przysiąc
że nigdy w mieście tym nie byłem
wszystko co znane - niepoznane

modne zjawy modny mnie smutek
ścigał dotąd
kiepskie obrazy wyobraźni
zgubiłem coś
straciłem z oczu Rzeczywistość
piec lustro łyżka człowiek nad igłą
nauczyło wielkich Holendrów dużo więcej
niż historia
malarstwo przecież to jest konkret
ciało
ożywione dogłębną znajomością Życia
tego na co dzień
/wieś bielona wśród ogrodów
pracuje w ciszy -
to tylko miły widok z okna
w mieście nie widać ciężkich kropli potu
na chłopskich twarzach
u własnych schodów
nie widać dłoni dorożkarza
sinych od mrozu/

chłodno - noc jak kościół
wysoka
jasna

- dokąd idziesz - dokąd idziesz
panie w cylindrze
panie we fraku - ech artysto
panie w szubie
na jedną nogę utykając
dokąd
-

laska - pies
ze śmietnika pies
i szarpie - Boże zmiłuj się
to dziecko - Ktoś - człowieczek
Człowiek
czy to jest miejsce dzieci Twoich
Ojcze
gdzie dom nasz
gdzie ojczyzna
i Ty - gdzieżeś
- -

- dokąd idziesz - dokąd idziesz
na jedną nogę utykając
ulicą ciemną
- - -

w tę noc
poszedł
jak idzie ktoś kto wie gdzie iść
żebrak pod murem słyszał stukot
szept ulatywał
i doszło doń jedno słowo
- c a r i t a s

Opublikowano

Siostry albertynki napewno by przyklasnęły, ja też znalazłem tu kilka przepysznych rzeczy:
"heroiczna polska nicość
człowiek - Historia i Idea
a nigdy
nigdy człowiek - życie"
nawet malarstwo jegomościa poruszyłeś, myślałem, że ono takie zapomniane już do końca...
ale ten caritas na końcu to mam nadzieje nie ta organizacja, tylko coś jakby braterstwo czy jakoś tak..?
pozdrawiam Jimmy

Opublikowano

Wiersz jest zrozumiały, napisany naturalnym polskim językiem, choć przy tym poetycko i poruszająco - wszystko to jest dla mnie ogromną zaletą. Przy tym jest bardzo szczery, jak to u Ciebie - taki prosto z serca. Wytknąłeś kilka wad polskich, o których się trochę mówi, ale chyba za mało, a w każdym razie na tyle mało, że one wciąż pokutują w narodzie.
PS. Nadałeś wierszowi tytuł "Adam". No bo peel tak ma na imię i jest postacią historyczną. Jednak nie zatytułowałeś wiersza "Adam Chmielowski", tylko właśnie - "Adam". To znamienne. Adam to pierwszy biblijny człowiek. Adam to w staym hebrajskim języku po prostu człowiek, mężczyzna. Myślę, że tym tytułem chciałeś podkreślić, że Chmielowski był w stu procentach człowiekiem (co - jak wiadomo - rzadko się zdarza).

Opublikowano

Podstawowe pytanie - kim był Adam Chmielowski? (ja wiem :)
Wiersz sprawia, że mam pewne pytania, zamierzające w jakiś sposób pomóc dojść do sedna. Np.:
"Naród znaczy wszystko
człowiek - tyle co bohaterski trup
żołnierza
heroiczna polska nicość
człowiek - Historia i Idea
a nigdy
nigdy człowiek - życie"
Jest to odczytanie przeszłości przez Poetę współczesnego, szczególnie, że wielu naszych poetów romantycznych biegło w wir walki - czy tylko w imię mody? (literackiej?).
Co dalej, wyrzeczenie się swego talentu jest ofiarą, rzeczywiście cudowną i potrzebną, jednak czy musi ona dotyczyć wszystkich? Każda ofiara na rzecz innych staje się symboliczna (przez rzadkość występowanie), a i przypadek Adama jest/był specyficzny. Przecież w imię świętości nie wejdziemy wszyscy na słupy.
A poza tym - wiersz jest świetny.
Pozdrawiam.

PS - i proszę mnie od Panów Janów nie wyzywać, bo się obrazę i będę żądał przeprosin :))))))))))))

Opublikowano

Jimmy Jordan.;
"caritas" po łacinie oznacza czynną miłość bliźniego połączoną z miłością Boga (to jedna z trzech cnót teologicznych); z tego wzięto nazwę dla organizacji kościelnej zajmującej się działalnością dobroczynną (prawie w każdym większym mieście w Polsce i Europie są albertyńskie jadalnie dla ubogich i noclegownie dla bezdomnych); 1% swojego podatku przeznaczyłem właśnie dla Zgromadzenia Albertynów i Albertynek ( od brata Alberta - Adama Chmielowskiego, założyciela Zakonu Albertynów); J.S

Stefan Rewiński.; raczej dociekliwy - i dobrze! :) J.S

Oxyvia J..;
mogę tylko podziękować - zwłaszcza za niezwykle trafną interpetację tytułu...bo to jest oś wiersza: człowiek w kontekście biblijnym i człowiek w historii; nie mam słów... :))) J.S

M.Krzywak.;
wiesz dobrze, że na takie pytania każdy, kto czuje się wolny i rozumie to pojęcie - odpowiada sobie we własnym sumieniu; nie ma jednoznacznej odpowiedzi i jednakiej dla każdego...i całe szczęście! J.S

Rafał_Leniar.;
nie wiem, jak można się popisywać ignorancją; widać wielu jeszcze rzeczy nie wiem...ale jedno na pewno: trzeba być konsekwentnym, zwłaszcza gdy rozumie się swoją płeć - czyli odpowiedzialność; J.S

Messo.;
dobrze kojarzysz...ten kościółek w Zakopanem ongiś (lata 80-te!) się całkowicie spalił - ocalał tylko piękny drewniany krzyż...Albertynówka stoi ponownie, odbudowana!

Opublikowano

zdawkowy koment - typu podoba/niepodoba nie jest możliwy dla kogoś kto nie potrafi oddzielić podmiotu lirycznego od siebie
wydaje mu się, że inni też tak mają

pisanie powinno coś wnieść w człowieka
ten wiersz przypomniał czas gdy pod i w Krakowie mieszkałem
wniósł!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



łojezusicku! a cóż to - mam iść do szpitala czy od razu sporządzać testament?! póki co - nigdy lepiej się nie czułem...dziękuję za troskę, za to tak lubię kobiety... :) J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



łojezusicku! a cóż to - mam iść do szpitala czy od razu sporządzać testament?! póki co - nigdy lepiej się nie czułem...dziękuję za troskę, za to tak lubię kobiety... :) J.S

Nie chciałam byc niegrzeczna, ale zaskoczył mnie Pan tym wierszem :)
Opublikowano

Nie chciałam byc niegrzeczna, ale zaskoczył mnie Pan tym wierszem :)

Dorma

wydawało mi się, że jesteśmy na Ty, jak to w rodzinie na "orgu"...ale może mi się tylko...?!
hmmm.; "zaskoczyłem"...wolałbym wiedzieć, dlaczego? i czy pozytywnie, czy negatywnie...
ja sam się zaskakuję...a na "orgu" tylko Bogdan Zdanowicz przestał się dziwić...:) J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Niestety negatywnie.

a na "TY" możemy być, może nawet byliśmy, ale czasem mi się myli, więc wolę "Panować" do każdego :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • spotkali się nie w miejscu, lecz w szczelinie pomiędzy myślami, gdzie cisza jeszcze pamięta imiona, a sens nie zdążył przybrać formy. ona była praświatłem, które więzi własny blask, luminacją tak gęstą, że aż czarną, istniejącą w samym rdzeniu nicości, zanim czas ośmielił się wybić pierwszą sekundę, nie świeciła - raczej wiedziała, że jest jasna, jak gwiazda istniejąca jeszcze zanim powstało niebo. on był antymaterią spojrzenia, cieniem, który nie zasłania, lecz jest otchłanią zaproszoną do środka tą która pozwala widzieć głębiej. niż wzrok, niż pamięć, niż strach. nie mieli rąk, więc dotyk wydarzał się między słowami, które urywały się zostawiając znaczenie po drugiej stronie. nie mieli ust, więc cisza mówiła za nich, oddychając pytaniem, które znało oba  imiona i nie potrzebowało odpowiedzi. ich istnienie było skandalem dla materii tak eteryczni, że grawitacja wyła z bezsilności, krusząc martwe przedmioty, i puste gesty, które w swej ordynarnej ciężkości mogły im tylko zazdrościć niebytu, w których świat zawsze coś obiecuje, a nigdy nie dotrzymuje. byli miejscem, w którym wszechświat na chwilę zapomniał własnych praw i musiał je wymyślić od nowa, w którym rzeczywistość zacięła się na chwilę, i nagle zrozumiała, że nie wszystko da się wydarzyć bez konsekwencji. gdy byli blisko, świat tracił ostrość, a rzeczy wstydziły się, że są tylko rzeczami, że mają ciężar, funkcję i koniec. ona widziała w nim przyszłość, która nie chce się wydarzyć, bo zna cenę. on widział w niej przeszłość, która wciąż jest prawdziwa i dlatego niebezpieczna. nie pragnęli siebie. pragnienie byłoby zbyt głośne, byłoby aktem przemocy w tej katedrze milczenia, którą budowali z powstrzymania, z odwagi niewzięcia. rozpoznawali się raczej jak dwa ciała niebieskie, które nigdy nie wejdą na tę samą orbitę, a jednak wiedzą, że ich istnienie zakrzywia tę samą przestrzeń. byli jak dwa zakazy fizyki skierowane naprzeciw siebie - tak blisko, że rzeczywistość zaczynała się jąkać, a powietrze między nimi świeciło jak martwa gwiazda: energii było dość, ciała - nigdy. ich bliskość była architektoniczną herezją, sklepieniem przerzuconym nad otchłanią, wykutym z hartowanego milczenia i lodu,  po którym nawet bóg nie odważyłby się  postawić stopy w obawie przed upadkiem w prawdę byli jak dwie planety, które zrozumiały, że ocalą siebie tylko wtedy, gdy pozostaną w idealnej odległości - dość blisko, by się przyciągać, i dość daleko, by nie zamienić się w popiół. gdy odchodzili, nic nie zostało. i właśnie to było dowodem. bo ta miłość nie zostawia śladów, ciepła ani popiołu - zostawia Możliwość - monstrum o tysiącu twarzy, masę krytyczną, która nigdy nie eksploduje, lecz pożera od środka każdą nową miłość, więżąc ją w horyzoncie zdarzeń, z którego nie ma powrotu do światła. a możliwość jest najbardziej okrutną formą istnienia: masywną jak gwiazda, która nigdy nie zapłonie, i wystarczająco ciężką, by do końca zakrzywiać każdą kolejną miłość.              
    • @Jacek_Suchowicz Jacku, coś mi się jeszcze przypomniało. Na wakacjach czy urlopie, bywałam też na wsi. I było jak w piosence "A tymczasem leżę pod gruszą, na dowolnie wybranym boku i mam to, co w życiu najświętsze - święty spokój"   A kogut szukał dla kurek dla różnych dobrych rzeczy i jak znalazł, wołał: - Co to, to, to, to ,to... - a one leciały jedna za drugą. Sam nie jadł, zostawiał dla nich.  A w kurniku, jak kura miała znieść jako, jakby mówiła tak: - NIeee pójdę do koguta, nieee pójdę, nieee pójdę...  - a jak zniosła jako, wołała; - Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz! Tych odgłosów nie da się zapisać, ale kto widział to towarzystwo, wie o czym piszę,  a opowiedziała mi o tym babcia, naśladując odgłosy .  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dobrej nocy :)
    • @Wiechu J. K. Dziękuję.
    • @Mitylene dziękuję 
    • @Charismafilos ja też bardzo
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...