Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I weź mi mój wzrok
Bo gardzi mną w lustrze ma twarz
W ciemności ukryję swój cień
Co pod ciężarem bólu garbi się

I weź mi mój słuch
Serca mego grzmot obrzydł mi już
Tam w ciszy samotności szum
Najsłodszą mi pieśnią bez słów

I weź mi mój dech
Bo w gardle mym popiołów smak
W agonii dostrzegam swój cel
Gdy życia wykrwawię się sens

I weź mi mą jaźń
Niezgoda rozdwaja jej wrak
W niebycie obcy mi płacz
W bezkształcie rozpływa się żal

Oddechu wyrzeknę się sam
I tak udławi mnie szloch
Jak długo mam łykać ten szlam
Żółć obelg i ocet kłamstw

Weź wszystko zostaw mi tylko głos
Bym prawił jak wielki mój ból
Bym do kresu swych dni pytać mógł
... czemuś mnie opuścił

Opublikowano

Trudno jest oceniać modlitwę do Boga, bo jeśli płynie ona z głębi ducha, to nie powinna
podlegać żadnej ocenie ludzkiej. To jest sprawa tylko między Tobą a Nim. Tym bardziej
gratuluję odwagi, która skłoniła Cię do umieszczenia tego wiersza na forum. Jeśli szukasz Boga, czytaj Biblię. Jeśli chcesz pisać, pisz. Podoba mi się Twój wiersz.

"Pan podtrzymuje wszystkich upadających
I podnosi wszystkich zgnębionych"
Psalm 145,14
Głowa do góry!

Opublikowano

Tak modlitwa skierowana jest do Boga ale wbrew pozorom nie do niego kierowany jest ostatni wers wiersza, jest to tylko wykorzystanie , zacytowanie jednych z ostatnich słów Jego syna, które tez były swego rodzaju modlitwą, znaczenie tych słów jest ponadczasowe i ma niezwykłą wymowę zważywszy na to kto, do kogo to mówi, nie czuję sie odwżnym publikując ten utwór bo nie widze tam ani słowa skierowanego przeciwko Bogu
Serdwcznie dziękuję za ten komentarz bo po raz pierwszy zdecydowałem sie na puiblikację sojego utworu i jest to bardzo miłe przeczytać taki komentarz

Opublikowano

Wyluzuj się. Wcale nie twierdzę, że w Twoim wierszu zawarte są słowa przeciwko Bogu.
A nawet gdyby były, to każdy ma prawo do wyrażania własnych uczuć i poglądów i nic
mi do tego. Jesteś odważny,bo temat Boga nie jest popularny na tej stronie, ale nie
jest też zabroniony. A o ostatnich słowach Jezusa możemy czytać na kartach czterech
ewangelii ( i na początku Dziejów Apostolskich). Wypowiedział je do swoich uczniów po zmartwychwstaniu. W każdej ewangelii
wygląda to nieco inaczej, ale do mnie przemawiają słowa z Ew.Jana 21,19, gdzie Jezus wypowiada znamienne słowa: Pójdź za mną. Z pewnością rownież są one ponadczasowe
i mają niezwykłą wymowę dla każdego, kto je czyta.

Opublikowano

wybacz, że nie będę tak kurtuazyjny jak Pani Anna, ale chciałbym być szczery. zgadzam się, że modlić się każdy może tak jak potrafi i jest to wyłącznie sprawa pomiędzy nim a Panem Bogiem. Ty jednak opublikowałęs wiersz, a ja mam prawo się do niego odnieść. po pierwsze, moim zdaniem, niepotrzebnie zaczynasz strofy od I. bez tego byłoby lepiej. po drugie, stosujesz bardzo nieudolne rymy, które mogą zrazić czytelnika. rymowanie to duża sztuka, jeśli jednak nie wychodzi, to czasem może lepiej z niego zrezygować. po trzecie, ta Modlitwa momentami graniczy z prymitywną naiwnością. jednak, żeby być całkiem szczerym, muszę dodać, że: po czwarte, jest w tym wierszu kilka naprawdę bardzo dobrych wersow. i w końcu,po piąte, z mojego punktu widzenia, godny pochwały wybór tematu. mam nadzieję, że nie zniechęciłem Cię, bo chciałbym jeszcze coś Twojego przeczytać. pozdrawiam serdecznie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...