Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przenikają mnie błyski barw
W przerywanym rytmie uderzonych słupów

Pędzi ziemia nasiąknięta żółtą mieszaniną brązów zieleni
Z akcentem zaczernionych słońcem drzew
By zalać chłodną masą mgieł
Coraz wolniejszą przestrzeń horyzontu

Oświetlony delikatnie powidokiem słońca
Czuję rytmiczne uderzenia serca o szyny
Gdy widzę dwoje dzieci wśród traw
Bukietem barwnych uczuć ukwieconych

Kierując swój wzrok ku błękitom nieba
Zadaję pytanie:
Z jakich kolorów składa się raj?

Opublikowano

i sorry ale ukomentarzuję jeszcze mój tekst:


chciałem przedstawić obraz widziany z punktu widzenia podmiotu lirycznego.
opisy dotyczą tego co widać, tak jak to widać, zgodnie z zasadami postrzegania świata.
dodatkowo trzeba by zauważyć, że jest to postrzeganie niezgodne z kopernikanizmem>>(relacje: ziemia krąży wokół słońca)
to raczej podmiot liryczny jest w centrum, przemieszcza się wszystko co jest naokoło niego...

Opublikowano
Przenikają mnie błyski barw
W przerywanym rytmie uderzonych słupów

*
tak właśnie jest przy mijaniu gdy obserwuje sie świat z pędzącego pociagu...
Oświetlony delikatnie powidokiem słońca
Czuję rytmiczne uderzenia serca o szyny
Gdy widzę dwoje dzieci wśród traw
Bukietem barwnych uczuć ukwieconych
---myslę że inwersja jest tu nie potrzebna

pozdrawiam ES
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



powidok słońca?
shit... nie zauważyłem że słońce występuje 2 razy...
czyli słońcę zmażę... ale powidok wolał bym zachować...
Przyboś zainspirowany był Strzemińskim, który namalował serię obrazów które nazwał powidok słońca...
malował je tak:
patrzył długo w słońce, potem podchodził do sztalugi i malował to co widział... swoją drogą warto zobaczyć. w internecie znaleźć ciężko, ale jeden jego obraz z tej właśnie serii jest wywieszony teraz na wystawie w Browarze Poznańskim... zachcam do obejżenia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Hmmmmmm, no dobrze, ale gdzie tu akcja? pistolety? roznegliżowane kobiety...
ja jestem na nie bo to tekst zbyt rutynowy, też mi dylemat, przecież to jasne że powinieneś to dociągnąć do końca, a wtedy puenta wyszłaby ci na zasadzie "może nie ma żadnych kolorów w niebie...." itp a tak zastanawiać się możesz i co z tego, poezji w tym nie ma- potrzeba konkretnych przemyśleń i wrażeń.
pozdrawiam Jimmy :)
Opublikowano

to pytanie w zamyśle miało być pytaniem retorycznym...
a nie chodzi mi o brak kolorów na niebie

świat, w którym są różne kolory, niewątpliwie opisujące nasz świat rzeczywisty, a do tego ten bukiet uczuć
hmm... jak by to powiedzieć:
w jaki inny sposób miał by wyglądać raj jeżeli nie tak?

Opublikowano

Podobno Strzemiński próbował malować wnętrze oka patrzącego ku słońcu.
Jeżeli każdy z nas ma swój własny, unikalny powidok, w dodatku ewoluujący wraz z naszym rozwojem - trudno liczyć na pełnię porozumienia.

Oświetlony delikatnie powidokiem słońca - rozumiem, że chodzi tu o rozświetlenie wnętrza - to my sami nadajemy znaczenie naszym powidokom.

Natknęłam się na 2 reprodukcje:
http://www.muzeumsztuki.lodz.pl/images/wladyslaw_strzeminski22.htm
http://artyzm.com/obraz.php?id=1990

Wiersz mnie nie zachwycił, ale chwalę pomysł :-)

Opublikowano

to moze zupełna zmiana koncepcji:

Barwy pociągu

Przenikają mnie błyski barw
W przerywanym rytmie uderzanych słupów

Pędzi ziemia nasiąknięta żółtą mieszaniną brązów zieleni
Z akcentem zaczernionych słońcem drzew
By zalać chłodną masą mgieł
Coraz wolniejszą przestrzeń horyzontu

Prześwietlony delikatnie powidokiem słońca
Czuję walenie serca o szyny
Gdy się wdziera w mój świat twój różowy

I zamykam oczy
By namalować obraz od nowa

Opublikowano

A mi się podoba.
Zadziwiające, ale pierwszy Twój wiersz (ten na górze, co to my go mają oceniać) widziałam w bielach i ostrym świetle. Niewiele widziałam wokół pociągu, jeno zarysy błękitnoturkusowych traw, bladoróżowe kwiatki i śnieżnobiałe pyłki, szybujące leniwie w gęstym, gorącym powietrzu. Wszystko spokojne i słodkie. Ciepły, czerwcowy dzień. A ten drugi (w komencie niedaleko nade mną) był w cieniu, czernie, czerwienie, brązy, na szynach ostry, złoty błysk zachodzącego słońca, czarne cienie, wszystko się ocina od otoczenia. Gorący zachód w sierpniu.
A przecież tak niewiele się te wiersze różnią... :/

Pozdrawiam, R.

Opublikowano

Kwestia gustu, ale dla mnie ten utwór jest mdły i przekombinowany. Cenię za chęci, bo każdemu się może przecież nie udać, jeżeli się siłuje z warsztatem, jak kowal tłukący młotem w żelazo. Więcej luzu, mniej doradców. Ja przyjmuję ten wiersz w takiej postaci w jakiej został zamieszczony, a nie jako pracę zbiorową. Nie trzeba się starać na siłę, bo z tego z reguły nic nie wyjdzie, albo wyjdzie takie coś. Zajrzyj głębiej niż do środków, konwncji etc... Posłuchaj tego wewnętrznego głosu, a nie niekompetentnych krzykaczy. Widzisz? Może nie przypaść do gustu, a komentarz nie musi się składać z jednego zdania "Jestem na nie, płytki, bla bla bla, i koniec".

Opublikowano

Może się nie składać z tego jednego zdania, a może się składać, jeśli komentujący nie ma nic więcej do powiedzenia. Ja zazwyczaj staram się poprzeć moją opinię jakimiś argumentami. Nikomu nie narzucam swojego zdania - jeśli chce, niech zostawi ten wiersz tak, jak jest, a zastosuje się do moich rad później, w czasie tworzenia następnych utworów. Albo - jeśli zechce - niech się nie stosuje w ogóle. Jego sprawa.
Niemniej - warsztat (jakkolwiek nazywany, bo można go i kuźnią nazwać, też będzie dobrze. Zresztą - kuźnia fajna jest, zdarzyło mi sę tam pracować przez chwilę. Tam też mogą powstawać dzieła sztuki) i jego doskonalenie jest niezbędne. W każdej bez wyjątku dziedzinie życia. I już tylko od człowieka zależy, jak dużo czasu i energii poświęci na doskonalenie go w danej dziedzinie. Przeciez Ty też chcesz pisać jak najlepiej, prawda? Chcesz, żeby wszyscy Cię zrozumieli. A jeśli nawet nie wszscy, to przynajmniej jak najwięcej ludzi. I w tym celu zastanawiasz się, jak to napisać tak, żeby do "tych matołów" - czy jakkolwiek tam sobie o nas myślisz - coś dotarło. I to jest właśnie doskonalenie warsztatu, choć przyznaję, że po najmniejszej linii oporu.

Czy nie jest tak...?

Pozdrawiam, R.

Opublikowano

Wiersz opiera się na pradawnej, niemal archetypicznej metaforze życia jako pociągu/drogi ku śmierci/Rajowi. Ale nie jest banalny. Podoba mi się. Jest w nim coś Twojego, coś oryinalnego. Te barwy pociągu/życia... To przemijanie Ziemi, świata. Przecież to prawda obiektywna, że nie tylko my przemijamy, ale i świat wokół nas, każda jego chwila, każda momentalna postać, każda barwa... Nikt już nigdy nie zobaczy tego samego, co my.
Dobry wiersz, podoba mi się. I lubię poezję opartą na archetypicznych (więc naturalnych)skojarzeniach, które są wyrażone w indywidualny, nowy sposób. To naprawdę sztuka.

Opublikowano

dziękuję za tak obszerne oceny... miło poczytać...
I aż się chce dalej wiersze pisać...

z szacunkiem:
R.H.

ps. >> jeszcze zmieniłem tytuł na ten wcześniejszy, bo nie pasował i jeden wyraz (oświetlony>> prześwietlony)

ps2. >> często czytam, że odbiorcy widzą kolor czerwony, a to jest jeden z niewielu kolorów którego w moim wierszu nie ma (jest różowy)
te drzewa są zaczernione, nie zaczerwienione

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wiem. Mówiłam głównie o czerniach, mniej o czerwieniach. Jednak, żeby istniała czerń, czyli cień - musi też być jakies światło. Inaczej cień stałby się jedynie ciemnością, w której nic nie widać.
Stąd czerwień i złoto - kolory zachodzącego słońca. W drugim przypadku. Bo w pierwszym nie ma ani czerni, ani czerwieni. W moich wizjach. :) Ale jest róż i błękit. :D

Pozdrawiam, R.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @aniat.Dla mnie to bardzo trudny wiersz o bardzo trudnej relacji. Ta więź jest pełna zranień. Intruz - to ktoś, kto wchodzi w bliskość, ale nie potrafi jej przeżyć w zdrowy sposób. Bardzo możliwe, że wskutek trudnej przeszłości - nie umie budować, a jedynie dążyć do samozagłady, bo jedynie wtedy czuje się widzialny. W tym przerażeniu przed zniknięciem, nie potrafi znaleźć równowagi, ale desperacko przystępuje do działań destrukcyjnych, niszczycielskich. Więc kontroluje, odbiera, zamyka, zniewala, bo inaczej by nie istniał, jest pusty w środku, a peelka jest jedynie dostarczycielką energii. Przychodzi mi na myśl narcyz - dlatego, że oni właśnie "zabierają obrazy i układają je we wnętrzu", bo sami nie mają duchowego potencjału, nie umieją tego wnętrza niczym wypełnić. Dobrze to również oddaje metafora rozpychającego się słońca - peelka gaśnie, intruz kwitnie.   Końcówka jest powalająca. To jest ostatni etap zawłaszczenia, gdy ofiara całkowicie traci kontakt ze sobą i nie jest w stanie autonomicznie funkcjonować. Znika jej samoświadomość, poczucie wartości, wyrwano jej z rąk wszystkie życiowe stery. Tej kobiety już nie ma, jest tylko przedmiot zaprojektowany do uległości i strachu, aby narcystyczne ego nie rozsypało się w konfrontacji z prawdą.
    • @Jacek_Suchowicz  
    • Były to trzy koty Babuni. – Ach któż jak one robił unik? Z pazurami skakał na łeb? – Pamiętasz?                   – Nie mój czas, więc ja nie, Ale opowieścią mej Mamy, Ciut Babci…, wchodzę fantazjami, By zobaczyć dom kocim okiem, Herbaty, sufity wysokie, Młynek do kawy, filiżanek Bateria, dla chorych rumianek… I „Cerber” dawniej nad tym czuwał Łby do się najczulej przysuwał, Także zdawał się… – stąd dlań imię, Czasem smakołyk łapą wyjmie, Intruza stanowczo oprycha W nagrodę po trzykroć micha, Zwłaszcza gdy która na łeb spadnie Orząc pazurami nieładnie, = Brzydko, lecz nie niesprawiedliwie Bo tylko tym co „w duszy żywie Zamiar wrogi temu domowi, że skrycie człek myślą nie złowi…” Człek nie, lecz złapie instyktem kot I hop na głowę w ramach psot. By na ciepły piec jako leżę Wracać. – Okiem kocim stąd mierzę, To znaczy sobie wyobrażam, Czym usypiając się rozmarzam…   Zaczęte w Dzień Babci, 21 stycznia 2026, więc to nie do końca o kotach, ale o części „magii” babcinego domostwa. Grafiką „Koci Cerber” ilustrował „Perchance”, pod dyktando Marcina Tarnowskiego.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • mimo że inspirowany książką nie wydaje się eklektyczny   bywa że słowa do kogoś marzną ostrą krawędzią ranią jak lód z czasem topnieją a nawet słabną gdy żałujemy za późno już   Pozdrawiam
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @vioara stelelor miłość często jest... umieraniem :) @FaLcorN wypłynięcie takie bardziej naturalne... niż wyplucie, czy też..., ładnie to ujmując - zwrócenie... 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...