Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zawładnąć Parysem tym czy tamtym
nie jest trudno by zrobić krok nieuważny
wystarczy wskazać odpowiedni cel na dziś
gdy chętnych jest w bród nie liczy się
potępionych a jutro wzgardzonego zastąpi
nowy Parys gotów zastawić mury i stanąć
naprzeciw za czas spędzony tylko po to by
stawić czoło bynajmniej nie Menelaosowi
Każdy ma Troję na jaką zasłużył

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bo to takie niewiadomoco i nic na to nie poradzisz.
A jeśli chodzi o wiersz,to ja podobnie jak Marlett.Ciekawe przesłanie,zamysł.
Pozdrawiam.

Cieszy mnie że utwór znalazł u Ciebie aprobatę, choć zdaję sobię sprawę
że daleko mu do czegoś w miarę przyzwoitego. Ale ponoć człowiek uczy się całe życie,
więc troszkę mi jeszcze chyba zostało. ;)
A co do twojego przedmówcy to myślę, że nie ma o czym rozmawiać.
Pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

za gęsto Panie Jasiński, za gęsto :)
zapewne taka konstrukcja była celowa i jest ona bardzo ciekawa, ale ja bym jednak pomyślała nad rozbiciem i zmianą wersyfikacji - jakoś ten wiersz jako całość nie dociera. puenta niezła.


serdeczności

Opublikowano

witaj Piotrze,
pomysł może ciekawy, ale wiersz chyba za szybko wypuszczony na świat. puenta: nie wystarczy 'każdy ma Troję na jaką zasłużył'? jakoś gęsto od słów i nie wiem dlaczego je poprzestawiałeś

pozdrawiam

Opublikowano

Po pierwsze warto uporządkować słowa w ostatnich dwóch wersach, np. tak jakoś:
Ja wiem każdy na taką Troję
na jaką sobie zasłużył

po drugie chyba lepiej byłoby dla wiersza, gdyby ten blok myśli zamienił się w jakieś kształtne klocki - lepiej by się czytało.
Zamysł wiersza zrozumiały.
pozdrawiam serdecznie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...