Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wymknąć się niepostrzeżenie, uciec i nie myśleć choć przez chwilę. Godzina tępej bezmyślności dobrze by mi zrobila. Rady, sugestie, naciski - wszystko dlatego, że ktoś zawsze uważa za stosowne wtrącić swoje trzy grosze. Czy na tym świecie nie ma ludzi umiejących milczeć? Gdybym był sam... Czarny i Michał zawsze są ze mną. Czarny kusi, mami, obiecuje, judzi i jątrzy. Michał jest zupełnie inny, kto wie czy nie gorszy od Czarnego? Spokojny, rozsądny i oszczędny w słowach ale jego skąpe wypowiedzi mają siłę o wiele większą niż paplanina Czarnego.
Delikatnie nacisnąłem klamkę i lekko uchylilem drzwi. Miałem nadzieje, że moi nieodłączni przyjaciele gdzieś się wybrali i dadzą mi spokój. Myliłem się. Byli na trawniku i toczyli swoje nieustanne spory. Cofnąć sie czy wyjść na zewnątrz? W tej chwili Czarny mnie dostrzegł. Jego spostrzegawczość zawsze mnie przerażala.
- Kogo to moje oczy widzą? Jerzy we własnej osobie. Witaj panie nasz i władco. A dokąd bogowie prowadzą? - zapytał z właściwą sobie przewrotną ciekawością.
- Tam, gdzie tobie nie wolno - odparłem wściekły.
Wiedziałem już, że moje plany szlag trafił. Ci dwaj nie odpuszczą, nie pozwolą mi bezmyślnie włoczyć się po lesie. Nie dadzą mi chwili spokoju. Pół biedy, jeśli obaj naskoczą na mnie. Najgorsze są ich wzajemne kłótnie, bijatyki i wieczne antagonizmy. Zwierają szyki tylko wtedy, gdy nie chcę ich ze sobą zabrać lub usiłuję coś przed nimi ukryć. Michał milczał ale bacznie śledził rozwój sytuacji. Czarny znów atakował.
- A cóż to? Prezes wybiera się na grzybki? W listopadzie?
- Tak, na listopadowe grzybki.
- No, no. Trochę zamarznięte te grzybki. Nosorożca chcesz nimi zastrzelić?
Teraz Michał przystąpił do akcji.
- Zamiast włóczyć się po lesie zrobiłbyś porządny płot. Wszystkie okoliczne psy robią kupę na nasz trawnik. W jakich warunkach my pracujemy?
- Brud nie proch, tyłka ci nie rozerwie - pyskował Czarny.
- Jeśli wam nie podoba się trawnik to zagrajcie w szachy - burknąłem
- Szachy? Jeśli upadłe królowe, to żywe i gorące a nie drewniane. "Podlasianka jedna miała chłopca z drewna, jak się z nim kochała, drzazgi wyciągała..." - Czarny z lubością przedrzeźniał ludową piosenke.
- Ty Czarny nie świruj, tylko patrz. Nasz chlebodawca zbliża się do samochodu. Stój! Jedziemy z tobą! Chyba nie zostawisz swoich wiernych druhów, człowieku?
- Oczywiście, że zostawię. Nie jesteście moimi druhami, lecz przekleństwem. Nienawidzę was. Precz!
Nie pozwolili mi uciec. Wcisnęli się w jakąś szczelinę i wpełzli do środka. Czarny używał sobie do woli.
- Nasz prezes bawi się w Eskimosa schowanego w swoim lodowym domku. Ach, jak my to uwielbiamy! Z wierzchu takie chrupiące a w środku ciepłe i soczyste. Michał, a czemu on taki nerwowy?
- Nie wiesz, głupku? Szefostwo go przycisnęło. Koniec posadki w cichej mieścinie. Przenoszą go do wielkiego miasta a jeśli mu nie pasuje to może złożyć dymisję.
- Wielkie miasto? Pięknie. Kariera, pieniądze, dobre gorzałki, przychylne kobiety... Dolce vita!
- Co ty pleciesz, Czarny? Jeśli się zgodzi, to zamkną go w metrowym boksie, przywalą papierami i będą dokuczać aż sam odejdzie. To korporacja. Nieograniczone możliwości zniszczenia człowieka. Chcą go odstrzelić, dlatego to przeniesienie.
- Jak pracował w małej firmie, to zrzędził, że stracił pracę przez lokalne porachunki.
- Bo tak było.
- Było czy nie było, mniejsza o to. Użala się nad sobą jak stara baba i tyle.
- Nie użala się. Przemęczony jest. Pamiętasz jak zasnął za kółkiem.
- Nie zasnął, tylko się głupio zamyślił. Pieprzony lunatyk. Chodzi z głową w chmurach to i auto mu uciekło.
- Na jego i nasze szczęście uciekło na wyboje, to się ocknął. A co by było, gdyby uciekło pod ciężarówkę?
- Wtedy musielibyśmy szukać nowego żywiciela.
- Nowy żywiciel na pewno nie byłby tak życzliwy dla naszych poczynań.
- Ty, Michał to zawsze szukasz dziury w całym. Nasz szef ma się dobrze, to i nam coś skapnie. Wszyscy troje róbmy swoje. Ale rym mi się wyrwał.
- A gdyby nas zamknęli w kryminale, to też byś tak rymował? Pamiętasz tego dzieciaka w wielkim mieście? Tego na rowerze, co wyskoczył przed wszystkich na przejściu dla pieszych?
- Pamiętam gówniarza. Mógł nam zepsuć życiorys, gdyby szef go przejechał.
- Gówniarz miał zielone światło a my czerwone, pamiętaj o tym.
- Pamiętam. Wtedy szef stracił jaja (ambicję lub wolę walki w wersji dla poprawnych) i żegnaj wielki świecie... Swoją drogą, gdyby szef przejechał szczeniaka to pokazaliby nas w telewizji.
- Oj, Czarny. Tobie się strony Atlantyku popieprzyły. Tu nie Ameryka. O tam, za tą górką jest wielki głaz z napisem "środek Europy".
- Środek Europy? Chyba środek zadupia. I na tym zadupiu będziemy wegetować. A może szef się ocknie i da nam szansę na weselsze życie? Szefie, chcemy wielkiego świata!
- Nie my, tylko ty. Ja chcę zadupia, wielkiego lasu, skowronków i bocianów. A propos bocianów. Wiesz, że żyją w symbiozie z kosiarką? Gdy kosiliśmy trawę, to przyleciało chyba z sześćdziesiąt.
- Wiem bardzo dobrze. Oddajmy kosiarkę Murzynom, wtedy Murzyni będą mieli bociany na rosół a my święty spokój.
Nie miałem już siły, żeby w spokoju słuchać bredni moich kumpli. Skąd w nich tyle energii? Oczywiście ze mnie. Te dranie wysysają ze mnie życie.
- Zamknijcie jadaczki. Nie mam ochoty wysłuchiwać tych bzdur. Zróbcie coś pożytecznego. Jesteście moimi doradcami, więc doradzajcie, do cholery i nie żryjcie się między sobą!
Zafrasowali się na chwilę. Kochali mnie ale była to taka miłość, jaką matka żywi dla swego głupawego dziecka. Kochali ale nie szanowali. Jak zwykle Czarny odezwał się pierwszy.
- No tak, masz rację, szefie. My o bocianach, Murzynach a główny wątek gdzieś umknął. Praca, kariera, wielki świat... Miło tak żyć - garniturek, komputerek, kołnierzyk sztywny, spodnie na kant, kawka na dobry początek... Francja elegancja!
- Jak zwykle po łebkach lecisz, Czarny. Wiesz przecież, ze nasz szef zazdrościł każdemu, kto mógł chodzić w wytartych dżinsach i starym podkoszulku. A komputerek to takie samo ustrojstwo jak młotek czy kowadło.
Czarny zamilkł ale za chwilę w jego oczach pojawił się zły błysk.
- A Katarzyna? - wyszeptał jadowicie.
Zapadło pełne napięcia milczenie. Czarny dotknął tabu. To była tylko moja sprawa ale ten łajdak nie potrafił uszanować żadnej świętości.
- Co, Katarzyna? - Michał nieśmiało podjął temat.
- Gdyby szef nie pracował w firmie, to nie poznałby Katarzyny.
- Poznał? Dobre sobie. Nie poznał, tylko wytrzeszczał gały i nie mógł wyksztusić z siebie słowa.
W tym momencie moi towarzysze przekroczyli dopuszczalne granice. Nie chcialem juz słuchać ich dyskusji i nie mogłem pozwolić, aby odarli mnie z resztek godności.
- Dość już, panowie! Wynocha, wracacie na piechotę. Won z samochodu!
Wysiedli mocno obrażeni, któryś kopnął w zderzak. Pewnie Czarny. Wrócili pół godziny później. O dziwo, szli szybko i zgodnie. Byli wściekli ale zżerała ich ciekawość.
- I co postanowiłeś? - zapytali chórem.
- Teraz będe miał dla was dużo czasu. Zbuduję płot, już tylko nasza Kropka będzie robiła na trawnik. Odchodzę z firmy.
Na twarzy Czarnego pojawił sie grymas wściekłości. Już nabierał powietrza, aby wyrzucić z siebie wszystkie wulgaryzmy świata. Powstrzymałem go nerwowym ruchem ręki.
- Milczeć, bo pozabijam! Zabiję i zakopię w ogródku.
- To ja poproszę pod białą lilią.
- A ja pod wilczą jagodą.
Parsknęli śmiechem i z dziką zajadłością chwycili się za włosy.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wiosną, kiedy przyroda na nowo budzi się do życia, wszystko wydaje się piękniejsze i łatwiejsze. Bywają jednak sytuacje, w których nawet ona, nie potrafi pomóc zranionemu sercu. Tino znieruchomiał. Na świeżym liściu jesionu, oddalony od swojej rodziny, nagle znalazł się sam. Prawie sam… Nad jego małą postacią rozciągał się cień wróbla. – Zamierzasz mnie w końcu zjeść czy porwać? – Zapytała przekornie mrówka. Wróbel zamrugał oczami. Dopiero teraz zauważył przed sobą tę małą istotkę. – Nie lubię mrówek… – odpowiedział smutnym, zgaszonym głosem. Tino odetchnął z ulgą, lecz zaciekawiony, nie uciekał. – Czemu jesteś taki smutny? – zapytał, wpatrując się w piękne, brązowe oczy ptaka. – Moje gniazdo spadło na ziemię. – Dlaczego? – Zbudowałem je na suchej gałązce. Złamała się i wszystko spadło razem z nią. Mrówka spojrzała na porozrzucane wokół wróbelka gałązki. – Jak masz na imię? – Michu. A ty? – Michu? Hihi, pierwszy raz słyszę takie imię… Ja jestem Tino – zachichotała mrówka. – Ja również nie spotkałem jeszcze żadnego Tina – uśmiechnął się lekko ptaszek. – Złamałeś skrzydła, Michu? – Nie, dlaczego pytasz? – Skoro skrzydła są całe, dlaczego stoisz pod tym drzewem? Możesz pozbierać gałązki i odbudować gniazdo… Michu rozłożył skrzydełka, jakby chciał się upewnić, że są sprawne. – Masz rację… tylko że inni tak się ze mnie śmiali...kiedy spadłem z gniazdem. Nie miałem ochoty pokazywać się im na nowo. Wyznał przed Tino i przed samym sobą, lekko skrępowany ptaszek. – Wiesz, czasami nie wszyscy nas rozumieją. Może nie śmiali się złośliwie i nie wszyscy się śmiali. Nie trzeba się tak przejmować, przecież nadal potrafisz latać. Teraz nikogo na tym jesionie nie słychać. Zbieraj gałązki i buduj gniazdo. Jest też dużo innych drzew. Nie trać czasu, praca czeka – czule, lecz stanowczo, wyjaśniła mała mrówka. Wróbelek popatrzył w górę na drzewa. Zdał sobie sprawę, ile czasu stracił, płacząc nad rozbitym gniazdem. A tam na górze, już od dawna, nikogo nie było słychać. Urażona duma i strach, w końcu opuściły jego serce. – Masz rację! – zawołał, trzepocząc radośnie skrzydłami. Energicznie pozbierał gałązki i z pełnym dziobem wzbił się w górę. Tino patrzył za nim rozmarzonym wzrokiem.   cdn..
    • @Mitylene @MityleneDziękuję. Wszystko racja.. @hollow man Dziękuję pięknie.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Nooo....     I nic się bardziej nie liczy. 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ale latem - mrożona latte, z bitą śmietaną, lodami, dobrym syropem smakowym, np. różanym, truskawkowym - też świetnie smakuje.
    • @andrew  Bardzo dziękuję! Pięknie to ująłeś. Chrzest rzeczywiście jest takim punktem odniesienia - obietnicą, która trwa.  Pozdrawiam. :)  @Marek.zak1   Bardzo mi się podoba ta myśl - że wiersz zaczyna żyć swoim życiem w wyobraźni czytelnika. Twój obraz Jana ze światłem i cieniem jest piękny.  I właśnie to jest fascynujące. Dziękuję za podzielenie się swoją interpretacją. Pozdrawiam serdecznie!  @Charismafilos  Bardzo dziękuję!  Umowa leży - ja czekam na ..wenę! :)  Pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...