Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

It is year 2666 – beginning of another change and „change” is the only „still”

 

The story begins in year 2100. The year, when the Earth got overpopulated. It’s obvious – every shortsight has it’s consequences – the mistake people made in 21 century was the lack of knowledge of the surrounding world and the limits that their environment can be pushed to. The governments didn’t foreseen the warming of planet, climate changes and human migration as a result. Our earthly habitat has shrinked into few living areas, where famines occured.

 

 

In year 2100 – as a response of an apogee of mankind miserable condition in an act of a final desperation, the best of worlds scientists gathered in Geneva to solve the most important question of the time – how to restore the earth climate. The process of collecting the knowledge and forces for that task took few years of intense, tireless work. In year 2120 – the answers were there, and the real work begun. Few decades later, in year 2177, happily the climate was at it’s initial state. People were happy and the growth of mankind carried on.

 

Beware of a silent dog and still water.

 

Prosperity was good and time flied. Not for long. In year 2250 the earths potential to sustain mankind was exhausted. The problem was simple, yet unbearable - no more space to live.

The space travel technology and the knowledge of solar system were not sufficent to allow people to populate other planets of Solar System - an obvious solution for the problem.

Again Geneva became the worlds center and the pinnacle of human intelligence.

But this time it all failed. The knowledge people could attain during their lifetimes were not enough for such a mundane task of solving such a complicated, puzzling matter – how to travel space efficiently and adapt other planets for living.

 

There has to be another way.

 

A little more than a half century of miserable efforts an idea shone in people minds – we need to live longer. The solution had to have lied within the discipline called nanotechnology. Now they gathered in Jerusalem, and they wondered, for a long time.

The breakthrough came in year 2333. The answers were there, the technology was there and most importantly, the unity and stubborness was there too. This year became the year all the practical achievements of traditional medicine became obsolete.

The way the matter was transformed was through discrete magnetic fields manipulation at a very high momentary voltages. This allowed for a single atom manipulation at a tremendous scale.

This technology changed human lives. This technology made human lives last… forever.

The aging process was reversed – the decay of human life, simply halted. Not speaking of other appliances of such technology.

 

Time flied.

 

In year 2500 people finally solved the matter of Space colonization, at least they thought so. Still - Newtonian laws of physics in macro scale were the limit of human thought .

Simply it became possible to polarize magnetic fields and make space ships accelerate in almost any degree with a minimal energy consumption.

Space travel renaissance it was. People colonized Mercury, Mars, Venus and Jupiter. Trade routes between planets had spread and the prosperity raised into the sky – no pun intended. Humanity sure and proud of its only existence in the universe jauntily carried on with it’s life.

 

Never judge a book by its cover.

 

The knowledge of the universe was, in people minds – complete and done. The speed of light was, in people minds – unreachable. Now, taught by the past – they were affraid of one thing – the overpopulation of Solar System and the practical unreachability of other stars.

 

Two to make it true.

 

Such fears, though, were not enough for simple human mind, because only when we reach the depth of misery, the bottom of a desperation we start to think and act.

 

And came the year 2666 like devils breath lusting on a virgin's neck..

 

That year, on one sunny Earth’s day – June 5 on 15:00 UST (Universal Solar Time) a weird spot appeared in the SSSF (Solar System Scanning Facility). Firstly something like a blazzingly fast moving shadow displayed, stopped and turned into a solid object. Systems showed a large object few kilometers in size that didn’t matched anything known to human mind.

 

It was them. With unknown intentions.

 

No laws beside Newtonian’s?

Nobody else in the universe?

 

You take the questions.

 

You.

 

You are a young Solar Trading Company (STC) pilot. You received the message about coming of an alien spaceship because it was broadcasted by SpaceWide and you are carrying on with your work – fly between planets – buy goods, sell goods. Just an everyday routine. You have no military training behind you; no one has. In case of conflict – your ship is equipped with asteroid disintegration gun used for destroying space obstacles.

 

What happens next? Time will show, as always. A time that might finally halt an everlasting life.. if you can't make it through.

 

Good luck!

 

Soldier?

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Przysiadł raz pan Trzmiel wesoło na hyzopie Pyta się go mucha: Co tu robisz chłopie? Taka jest już moja rola, Że zapytam zioła, pola A ty nadal siedzisz w klopie?   *zdjęcie własne, hyzop też, trzmiel przygodny ;)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • „Propagandą do płoci”   Konspiracją słów płotkami są znów, więc im mów i mów to, co słyszeć chcą.   Czaruj jego i ją, wyborów amoki. Co chcesz, to ci damy — płyną słów potoki.   Wszystko posiadamy! Potok frazesów nęci, przyciąga i chęci, podpływają ich setki.   Płot z boku potoku, skaczą w etykietki, w afiszy natłoku i już tkwią w błocie.   Płocie przy płocie, odbija płot płocie, wpadają do błota — płaci płoci głupota.   — Oto i ciemnota! Potoki nie dla płoci, nurt bystry ochoci — lecz on nie dla płoci!   Płot przy płocie stoi, w bilbordach błądzi. Potok płynie dalej, prawdy nie osądzi.   Mąci woda przy brzegu, płocie tłoczą się w błocie. Nurt omija płycizny, nie płynie przy płocie.   Pomrze płoci krocie w partyjniackim błocie. Polityka nie dla płoci, ale mocno je ochoci.   Kto odważy się zrozumieć, ten wypłynie ponad płoty. Kto za frazes tylko chwyta, wpada w błota kłopoty.   Leszek Piotr Laskowski
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - miło że z nutką tajemnicy  - dzięki za czytanie -                                                                                               Pzdr. Witaj - oczywiście poprawiłem - dziękuje za to że ładny i ciepły -                                                                                                                 Pzdr.słonecznym rankiem. Witam - dziękuję serdecznie za to że owe podglądanie to lekcja doceniania  chwil -                                                                                                                                                   Pzdr.uśmiechem. @Sylwester_Lasota - @Poet Ka - dziękuję serdecznie - 
    • Takie tam podsumowanie moich życiowych poszukiwań:)   "Prawda".   Prawda nie ma jednej twarzy, prawda Ci się nie przydarzy, bo nie możesz jej pominąć i w niepamięć swą odpłynąć.   Prawda nie ma sztywnej formy, nie dąży do żadnej normy, jest trwaniem po wieki wieków, na nią nie ma dobrych leków.   Bo cóż by ją zwalczyć mogło, na równowagę pomogło... Nie ma mnie bez otoczenia i wzajemnie – akt scalenia...   Jesteśmy sobie pisani, jednym pędzlem malowani na świadomości ekranie... Świat ma me wieczne oddanie,   wdzięczność za to, że być mogę, choćby wbijany w podłogę, wirem nicości wkręcany w niepewności mroczne stany.   Nic nie zburzy mej miłości do tej świętej zależności, jesteśmy tu zawsze razem, jesteś moich snów wyrazem.   Mym warunkiem, przeznaczeniem, towarzyszem, moim cieniem, kolorem tęczy na niebie, jesteś w radości i w gniewie.   Wszechświat kocha różnorodność, w nią obraca swoją płodność. Prawda to ja, Prawda to Ty, Prawda to My – nic poza tym. :)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Głośne, metaliczne odgłosy dobiegają z różnych metalowych części zgromadzonych żałobników. Stoją przygnębieni pod ciemnymi chmurami, a z metalowych dupereli wypływa smutny smar. Niektórzy rdzewieją już nieco w strugach deszczu, ale z uwagi na szacunek dla bohatera imprezy Don Śrubem zwanym, nie odchodzą lub odjeżdżają.      Płoszą jednocześnie wygłodniałe kruki. Przyleciały biedne z nadzieją w czarnych skrzydłach, że jednak nie schowają, zostawią delikwenta na wierzchu i będą mieć wydziobożerkę. Po chwili jednak, mając zdeformowane dzioby o twarde niby ciała, odlatują zdegustowane i zawiedzione, zostawiając tylko echa krakania, które po chwili umiera.     Natomiast główny sprawca zamieszania, umarł podobno już kilka dni temu, a właściwie został zmiażdżony z namiętnym łoskotem przez zazdrosną lokomotywę starego typu, buchającą zakochaną parą. To jednak wersja oficjalna tudzież romantyczna, dla ciekawskich dziennikarzy. Teraz omawiany czeka spokojnie pośród zgromadzonych, na włożenie do zardzewiałej ziemi rdzą znamienitych przodków.      Niestety. Nic nie zostało z jego wspaniałego, proporcjonalnego wyglądu o przystojnych, gładkich trybikach, kółkach wszelakiej maści, migających światełkach i pewnym podłużnym szczególe do wycieku smaru. A tak się nim szczycił i przyciągał różne zauroczone metalowice z powabną żelazną szczeciną. Zebrani mogli tylko ze smutkiem we wizjerach, oglądać ten cały bajzel, niepodobny już tak bardzo do nich.      Tylko najbliższa rodzina znała od uczynnych sygnalistów, prawdziwą przyczynę tego całego galimatiasu, w który ich najbliższy trybom został zmieniony. A przyczyna była banalna. Chciał ich po prostu odwiedzić z daleka, a że teleportacja jeszcze była w drucianych powijakach, to jak łatwo można było przewidzieć, nastąpiła awaria teleportera i na stacji docelowej został ponownie złożony nie tak jak trzeba. I to bardzo nie tak.     Jeszcze bardziej wtajemniczeni metalicznie zgrzytali rodzinie w aluminiowe ślimaki i bębenki, że ktoś tak dla wesołości, czyli dla ołowianych jaj, przed teleportacją włączył opcje→AI, czyli Alternatywną Instrukcję – ponownego złożenia. I wyszło jak wyszło.    * – Babciu. Przestań zgrzytać i sikać po dziadku smarem, tylko mnie posłuchaj – rzekł blaszany wnuczek w smutnej ciszy, że aż zgromadzeni, błysnęli złowrogo poświatą wizjerów. – Możemy oddać dziadka na złom. Po co zakopywać. Za uzyskane przychody, skonstruujesz sobie nowego. Nawet z lepszym prętem. Co ty na to, babciu?     – Nie wódź mnie na pokuszenie blaszany łobuzie – tym razem zazgrzytała babcia, zakochanym trybikiem. – Jam już w węglarce zakochana. Poza tym wnuczku, trza myśleć racjonalnie. Ma pełno opału na ślicznych, wklęsłych wdziękach.      – Ależ babciu. Skoro tak rozumujesz to wiedz, że tej zimy, nie ma być zimy. Możesz być śmiało dziadkowi wierna. Nawet po śmierci.      Nagle wszyscy usłyszeli złowieszczy, acz oczekiwany, chociaż nie przez wszystkich, zgrzyt słowny:    – Do zardzewiałej śrubki. Bierzcie się do roboty, pieprzone roboty. Z miłości do was to mówię. Tak mnie poskładajcie, bym wyglądał, jak za życia.     – Drogi mężu – zazgrzytała babcia. – Ty się wreszcie zdecyduj. Czyś żyw, czy nie. Węglarka czeka. Muszę wiedzieć, jak sobie życie wytrybować.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...