Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pod sercem

Matczynej miłosci
Rozwija się

W zyciodajnych wodach

Daje oznaki życia

Kopniakiem

Pełnym wewnętrznego spokoju

Licząc tygodnie

Do urodzin

W tym wierszu nie ma ani grama poezji. Naprawdę. To jakiś mało odkrywczy, suchy opis. Bardzo, bardzo słabo.

Opublikowano

drogi książkowy molu (molko?) chyba nie masz własnych dzieci, bo piszesz o tym pięknym czasie jakim jest ciąża (zwłaszcza, kiedy na prawdę zaczyna się czuć dzieciątko i z nim rozmawiać) tak, jakbyś znał(a) to tylko z książek.
jeżeli już tak chcesz, to zaznacz to w jakiś sposób.
taki nijaki Twój tekst jest.przykro mi.
pozdrawiam

  • 2 tygodnie później...
  • 5 miesięcy temu...
Opublikowano

za krótkie i nie wiem ale jak dla mnie to te duże litery zaczynajace każdy wers tu nie pasują.. i wszystko psują. no razi wręcz oczy i odstrasza. ułożyć to nic trudnego. uwierzyć proszę

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Witaj -  z drobnych rzeczy gestu o poranku uśmiechu mimo łez czyjejś obecności przy której cisza już nie boli - to jest fajny budulec szczęścia - wiersz mi się podoba -                                                                                                                   Pzdr.
    • @DuillaCzy to ta sama białogłowa, którą po Głogowie lunatyk nosił w łóżku na głowie?
    • Witaj - do ciemności albo nadziei - ciekawy wiersz -                                                                                               Pzdr.
    • Wieczorem mieszkanie zawsze kurczyło się od chłodu. Najpierw znikał przedpokój, potem ciemniała kuchnia, aż zostawał tylko pokój z lampą stojącą krzywo jak zmęczony człowiek. Matka zasypiała w fotelu z rękami opuszczonymi bezradnie ku podłodze, a ojciec siedział przy stole i obierał jabłko tak długo, jakby od długości tej spirali zależało przetrwanie zimy. Za oknem gołębie chodziły po dachu ciężko i uroczyście. Były podobne do starych kobiet wracających z targu — pełne jakiejś niepotrzebnej godności. Czasem któryś zatrzymywał się przy rynnie i patrzył w ciemność z taką uwagą, jakby spodziewał się, że noc odpowie. Pamiętam krzesło stojące pod ścianą. Nikt na nim nie siadał. Ojciec mówił, że jest chwiejne, ale mnie wydawało się raczej obrażone. Miało jedną krótszą nogę i przy każdym dotknięciu wydawało cichy stuk — nie protest, raczej przypomnienie, że rzeczy także mają swoje zmęczenie. W tamtym domu nic nie znikało naprawdę. Kurz zbierał oddechy. Filiżanki przechowywały kształt ust. Nawet cisza była wielokrotnego użytku — przechodziła z pokoju do pokoju jak stara krewna, której nikt już nie pyta o imię. Najdłużej pamięta się jednak chwile najmniejsze. Nie śmierci, nie odejścia, nie wielkie słowa. Tylko to, że pewnego listopadowego wieczoru ojciec odsunął talerz, spojrzał na swoje dłonie i powiedział cicho: — Z człowieka zostają głównie drobiazgi. A potem zgasił światło, jakby chciał oszczędzić ciemności dalszego czekania.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dzięki     
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...