Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Walentynkowe konsekwencje


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przyszło do Wali uczucie mięty
w dniu w którym rządził Święty Walenty.
Spóźnione żale, zbędne wykręty,
czas zbierać kasę na alimenty.

Na wspólną przyszłość próżna namowa
gdy walentynką jest Tiereszkowa.



15.02.2006

Opublikowano

Chociaż walentynki
są już po za nami
lecz nadal się można
bawić zagadkami.


ZAGADKA WALENTYNKOWA

W ten napój (wspakowo) przecięty pół
dorzućmy źdźbła trawy co nie żuł ich wół,
nie ja i nie on niech wpisze skrót nano
i to już jest finisz, już wszystko podano.

Dla mniej cierpliwych lub mających kłopot z rozszyfrowaniem
mojej zawiłej zagadki podaję poniżej rozwiązanie.

W ten napój (wspakowy) przecięty na pół …KAWA, w zapisie WA-KA
Dorzućmy źdźbła trawy co nie żuł ich wół … LEN , w zapisie WA–LEN–KA
Nie ja i nie on niech wpisze skrót nano … TY – N, w zapisie WA–LEN–TY–N-KA
I to już jest finisz, już wszystko podano … WALENTYNKA

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...