Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

- Zachowywałeś się fatalnie - oświadczył gość, który nagle zmaterializował się przed Bogdanem. - Absolutnie karygodnie.
Kiedy mówił, kolczyki z czaszkami podzwaniały irytująco, obijając się o srebrne serduszka, dyndające na agrafkach wbitych w uszy. Wszystko to wyglądało dość groteskowo w połączeniu ze skórzanym ubraniem, pieszczochami, ćwiekami i... twarzą mocno brodatego, siwiuteńkiego sześćdziesięciolatka. W dodatku zza jego pleców unosiły się kłęby siwego dymu i pary.
- Siedzisz mi na masce. - zauważył Bogdan, oderwawszy zęby od kierownicy.
- Nie zmieniaj tematu! - zbeształ go staruszek, grożąc palcem. Zsunął się zgrabnie na ziemię i nachylił nad Bogdanem, opierając ręce o dach. Czy raczej to, co z dachu zostało po uderzeniu w drzewo z prędkością siedemdziesięciu kilometrów na godzinę.
- Piłeś - staruszek niemal wypluł to słowo, krzywiąc nos i odsuwajac się od wyziewów z pełnego procentów żołądka rozmówcy. - paliłeś, kradłeś, malwersancie jeden...
- Wyglądasz jak harleyowiec. - przerwał kierowca, wodząc dookoła nieprzytomnym wzrokiem.
- No i...?
- Tacy się tu nie zdarzają.
- Nie?
- Nie. Tacy jeżdżą po amerykańskich pustyniach.
- O. Wybacz. Nigdy jakoś nie mogłem się połapać w tych waszych modach i stylach.
Na oczach Bogdana staruszek z harleyowca przepoczwarzył się w nobliwego biznesmena. Z kolczykiem w nosie.
- Wracając do tematu naszej rozmowy... - podjął znowu biznesmen, drapiąc się po czole ćwiekami pieszczochy. - Byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem. Bardzo, bardzo...
- A skąd ty to możesz wiedzieć?! - zdenerwował się wreszcie Bogdan. Ubódł go ten "chłopiec".
- No, cóż... Wiem wszystko. Jestem Bogiem.
- A ja Napoleonem...
- Pójdziesz do piekła za to, jak sie zachowywałeś.
- A nie powinienem najpierw dostać jakiejś szansy? Pójść do czyśćca? Aż tak zawiniłem? - wypytywał sarkastycznie Napoleon, wciąż nie wierząc w ani jedno słowo staruszka. Ten jednak postanowił go zignorować i mówił dalej.
- Pozwól, że pokażę ci, co cię ominęło. - jakimś cudem otworzył zgniecione w harmonijkę drzwi samochodu, chwycił Bogdana za kołnierz i szarpnął. Napoleon przez chwilę miał uczucie, jakby się rozdwajał - wydało mu się, że opuścił swoje ciało. Bał się jednak spojrzeć za siebie i sprawdzić, czy faktycznie został w samochodzie, równocześnie stojąc obok niego.
Staruszek objął go ramieniem i uchylił niedużą, dębową klapę, która nagle, nie wiadomo skąd, pojawiła się w jednej z chmur.
- Zobacz.- rozkazał.
Bogdan zajrzał do środka i zobaczył spełnienie wszystkich swoich marzeń. Był bogaty i sławny. Mieszkał w luksusowym mieszkaniu ze szklanymi ścianami, gdzieś na trzydziestym piętrze wieżowca. Z okien roztaczał się widok na tysiące migających światełek i pas purpury na horyzoncie - był późny wieczór. W telewizji piękne kobiety mówiły o nim z zachwytem. Po pokoju przechadzała się długonoga, naga piękność, co jakiś czas głaszcząc ślizgającego się po posadzce doga.
- Złaź. - warknął znowu Bóg. - Wystarczy.
- Ale... - zaczął niepewnie Bogdan. - Chyba naprwdę mam jakieś szanse poprawy, prawda? Czyściec...? Prawda...?
- Teraz byłeś w czyśćcu. W czyśćcu rozbiłeś samochód o drzewo, jadąc po pijaku. Zawaliłeś sprawę.
- Jak to? Teraz przecież byłem na ziemi...
- Czyli pomiędzy niebem, a piekłem, prawda? A gdzie jest czyściec?
- No... To jak w takim razie wygląda piekło?
Bóg pstryknął palcami.
- Od dziś będziesz bał się słońca i krzyży. Będziesz łaknął krwi... i żył tu wiecznie.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Hehe. Dobra, to tak. Cal czas piszesz o schodzeniu ze swiata. Tutaj tak za szybko zakonczylas. Wiesz, tak jakbys zaklaskala i zakonczyla nagle. Co to wnosi do jego zycia, ze stal sie wampirem. Dlaczego tak bardzo sie nimi interesujesz? Obiecalas cos wiekszego no i co?;)

Opublikowano

Większego tak. Ale nie powieść od razu. ;) Nikt nie chciałby tego czytać.

To może od początku:
Nie cały czas piszę o schodzeniu ze świata. Wiem, że dużo tego u mnie jest, ale nie wszystko. :)
To, że stał się wampirem, mogło bardzo dużo wnieść do jego życia. Tu zostawiłam już pole Czytelnikowi do myślenia. I zastanawiania się, dlaczego bycie wampirem ma niby być piekłem? Przecież to życie wieczne. W dodatku nie trzeba się martwić o pieniądze na jedzenie. :)

Może kiedyś dopiszę następną część, ale nie jestem pewna. Bo moim zamiarem było zakończyć właśnie w tym konkretnym momencie.

Interesuję się nimi (wampirami), bo... są ciekawe. ;D Budzą we mnie fascynację. W dodatku każdy może je widzieć zupełnie inaczej. Wzięły się z legend. Są praktycznie w każdej kulturze, w każdej mitologii... (no, może w prawie każdej. Nie wiem, jak jest z Grecją i Egiptem). Fascynujące! :)

Pozdrawiam, R.

Opublikowano

Glownie w Grecji i Egipcie. Sluchaj, jesli chodzi o tekst, to moim skromnym zdaniem czytelnik nie tyle dopowiedzialby sobie zakonczenie, co calkoowicie opowiedziec ta historie. Jesli interesujesz sie wampirami, to zapraszam na prv:D

Opublikowano

Ale żadnej historii dalej tam nie ma. Jeśli Czytelnik chce - bardzo proszę, niech dorabia dalszy ciąg: co się dalej z nieszczęsnym delikwentem dzieje. Ale moim zamiarem było skończyć w tym właśnie momencie. Bez "...i żył, a raczej egzystował, dłuuuuuuuugo i nieszczęśliwie..." ;D

Powtarzam - kiedyś być może dopiszę tak zwany dalszy ciąg. Ale - jak by na to nie patrzeć - to i tak będzie już zupełnie inna historia. Inne życie. Jeśli będzie się wiązało z tym tutaj powyższym tworem, to właściwie tylko imieniem bohatera. I ewentualnie tytułem.

'zdrawiam, R. :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Uznajemy w naszej wspaniałomyślności. Znaj naszą łaskę, którą z chęcią obdarzamy. ;D

Dzięki za "nice". :) Bardzo mnie cieszy ta opinia. :)
Kiedy następne opowiadanie - nie wiem. Póki co - zapraszam do moich poprzednich. I o komenty też poproszę, jeśli zdarzy Ci się przeczytać inne moje kawałki. :)

Pozdrawiam, R.
Opublikowano

Czytałam to już jakis czas temu, teraz sobie "odświezyłam". Temat oklepany, ale to już wiesz. Zakończenie ciekawe, ale to też już wiesz. Ogólnie, poza wampirami, mało tu jest odkrywczości, ale - cytując siebie - nie każdy musi być od razu piszącym Einsteinem.

Mnie się podobało, nie miałam trudności z dotarciem do końca ani nie zacięłam się w środku. To już dużo, bo naprawdę szybko się nudzę ; ))

Pozdrawiam,
Gwyn

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Każdy się stara ; ) W literaturze zostało już tak wiele powiedziane (to zdanie chyba również ; )), że naprawdę trzeba się napocić, by spłodzić coś wyjątkowego. To tak, jak w nauce. Jaki procent naukowców to genialni wynalazcy?

Do tego - jakże banalnego - motywu zdołałaś wrzucić swoje trzy grosze. I chwała ci za to.

G.
Opublikowano

Z tym, ze nie chodzi o oryginalnosc sytuacji, czy historii, ale oryginalnosc w opowiadaniu tego i wyciagniecia przez pisarza wnioskow, ktore przekazuje innym.
Ja sie nie chce czepiac, no ale mozna powiedziec w skrocie: koles mial wypadek, umarl i zostal wampirem za kare. No i co? Gdyby w przeszlosci powiedzmy nie wiem, chociaz kaszanke ze sklepu ukradl, to kara bylaby usprawiedliwiona. A tak? Nie bron sie tylko teoria, ze dostal kare "bez podowu", bo wtedy musialabys opisac, jakie byly skutki tej kary i wtedy powod sie znalazl. To tak jak ja bym napisal w profilu: "Mam na imie Mateusz i dlatego publikuje na poezja.org(heh, musze cos opublikowac wlasnie, bo wiersze za rzadko przyjmuja...)". Kaman o co mi chodzi?:) Pozdrawiam i czekam na kolejne utwory.

Opublikowano

"ale mozna powiedziec w skrocie: koles mial wypadek, umarl i zostal wampirem za kare. No i co?"

Ja też nie chcę się czepiać, ale każdy przemyślany i zaplanowany (sic!) twór literacki, choćby nie wiem ile miał stron i ile wątków zawierał, można streścić jednym zdaniem. Przykład? Teraz akurat czytam "Rapsodię" pani Haydon, jestem na stronie 325 z 536. Co za banalna powieść. Główna bohaterka włada czymś w stylu magii, spotyka dobrodusznego potwora i strasznego zabójcę o szlachetnym sercu, razem będą walczyć ze złym demonem i zakładam, że go pokonają. Co z tego wynika?

Ano, przyjemność w czytaniu. Drobne szczegóły, wplecienie w bardzo banalne motywy czegoś własnego i wyjątkowego, poukładanie tych motywów tak, by razem stworzyły arcydzieło - to nadaje opowieści sensu. Jakkolwiek długa by nie była, ilekolwiek wątków by nie miała i cokolwiek byłoby w niej niedopowiedziane : ))

Gwyn

  • 1 rok później...
Opublikowano

Piekło Niebo

A widzi kolega, gdyby tak powertować, to jasełka w głowie by nie zalegały.
Czyściec :)To wytwór wyobraźni i dogmatyki katolickiej, nigdzie w Biblii nie ma o nim mowy:)
Co do piekła (z grecka hades ,z hebrajska szeol),to jest to nic innego jak zaleganie zwłok w grobie.
Biblia banalnie pisze na temat śmierci człowieka. Ludzie umierają i ich ciała leża w grobie,duszy w znaczeniu katolickim czy platońskim tak naprawdę nie ma, nie oddziela się od ciała po śmierci, nie ma takiej opcji. Człowiek umiera totalnie i po śmierci zmysły jego razem z nim.To jest piekło w zrozumieniu biblijnym. Morze ognia (z apokalipsy) to druga ostateczna śmierć,taka ,która ma działanie już wieczne. Dlatego,że ta pierwsza choć totalna,na chwile zostanie przerwana jednym aktem ponownym przyjściem Chrystusa,wtedy ci co w niego uwierzyli i przy nim wytrwali zmartwychwstania z grobów podobnie jak Łazarz do życia ,a ci drudzy ,którzy jak w twoim wierszu,którzy uznali,że bez Boga jest im lepiej, umrą śmiercią druga,bo przecież po latach swojego żywota nie zatrzymają ani młodości przy sobie czy życia. Tym człowiek nie dysponuje totalnie aby korzystać sobie z tego do woli w nieskończoność.
Polecam lekturę Biblii i Apokalipsy bez teologii katolickiej,wtedy jasełka odejdą i pretensję do Boga lub naigrawania z jego Natury.

Kolega mnie ocenia za formę,ja spróbuje kolegę ocenić za przekaz dosłowny idei, które kolega jak dziecinne samoloty rzuca w wirtualny świat.

To nie jest odwet,ale zwierciadło odbicie własnej foremnej doskonałości...

myśl starożytna głosi (niby Sokrates)"poeci mówią od siebie". Czasem wydaje mi się,że tak jest.
Ktoś wpada w trans ,uniesienie emocjonalne i myśli,że wyrzuca złote maksymy,ale czasem nie wszystko złoto co się świeci i jest cacy pod względem formy i interpunkcji.

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Witaj. Napisaliśmy sobie żegnaj, ale sprawdziłem i według mnie, po żegnaj wstąpiłaś do , więc chyba sie nie narzucam. Przeczytałem, także komentarze. Dużo mówi się o banalności, o tym,że wszystko już napisano. Czytałem z zainteresowaniem, do końca. Nie żałuję czasu poświęconego Twojemu opowiadaniu. To by było na tyle, mam więcej do powiedzenia, ale nie wiem, czy Cię nie znudziłem, może masz mnie dosyć, poczekam sobie na Twoją odpowiedź.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...