Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W tym wątku nowy użytkownik forum, niejaki stary rozal (pal licho kto to i ile ma kont) zarzucił nam wszystkim totalną grafomanię powołując się na artykuł z wprost. Jeśli macie ochotę to zajrzyjcie i ustosunkujcie się do jego postu.

http://www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=53372#dol

Opublikowano

To jest tak:
dam babci komputer, wpisze się jako "Rozalka" i stwierdzi, że nalezy kłaść się spać o 20:00, bo tak zalecają w "Pani domu" bo jest zdrowo, a ci, którzy kładą się później - umrą. I spyta, co my na to.
Druga babcia wpisze, że seks jest grzechem przed ślubem i spyta, czy nie boimy się iść do kotła w piekle.
itd, idt...
Światopoglądów to nam nie brakuje i przez to jest weselej.

Opublikowano

dzie wuszka dobrze mówi: dajcie ludziom żyć. nikt nikogo nie zmusza do czytania. niech piszą, a czas i tak to oceni:) Internet bardzo ułatwia publikowanie własnej twórczości, ale nie wydaje mi się, żeby grafomania była aż tak poważnym problemem i to właśnie naszych czasów - 10, 20, 50 lat temu na pewno narzekano w ten sam sposób:)

swoją drogą ciekawe, na czym polega hierarchia czytelników. materiału jest tyle, że chyba ciężko mówić o zaawansowaniu;)

m.

Opublikowano

A swoją drogą - jak ktoś wyda za pieniądze tomik swoich wypocinek to przestaje to byc grafomanią? A jak wydający się gdzieś, a przy dobry poeta/pisarz wyda wiersz/opowiadanie na forum to awansuje na grafomana?
A czy na forum z takim limitem jak "ogr" jest możliwe zjawisko grafomanii? Raczej nie.
To, że ktoś pisze artykuly bez pojęcia(takie mam wrażenie, bo takich gazet nie czytuje, szkoda czasu) a ktoś je bez pojęcia czyta nie znaczy, że trzeba się tym przejmowac.

Opublikowano

Sądzę to, co przedmówcy, więc się powtarzać nie będę. Ale zadałeś, Sanestis, pytanie panu rozalce (czy jak mu tam), za jakiego czytelnika się uważa. No, ale to przecież oczywiste, że za zaawansowanego, nie? ;) I to bardzo! ;D
On jest ponad to. Ponad nas. Nami. Czy jak to tam się mówi. A na orgu (czy ogrze) zarejestrował się po to, żeby nam powiedzieć, jak niskie ma o nas mniemanie.

Pozdrawiam, R.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




te gazety są największymi opiniotwórczymi pismami w polsce, autorzy, którzy publikują w nich należą do elit kulturalnych, są autorytetami, i dostają za to pieniądze. Są pisarzami...a ty i twoi fumfle z poezja org bawią się w klikanie...za fryko

pisze o tym prace verstehen ? badam to zjawisko...jak znajde ten artykuł zacytuje...

przepraszam ze zadzieram mistrzu, liczba twoichkomentarzy budzi we mnie respekt...

p.s a z tym tomikiem za pieniądze, to jest dowcip, przychodzi kumpel, do kumplai mówi stary, czytałem twoją książkę...tamten na to - to byłeś ty ?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




te gazety są największymi opiniotwórczymi pismami w polsce, autorzy, którzy publikują w nich należą do elit kulturalnych, są autorytetami, i dostają za to pieniądze. Są pisarzami...a ty i twoi fumfle z poezja org bawią się w klikanie...za fryko

pisze o tym prace verstehen ? badam to zjawisko...jak znajde ten artykuł zacytuje...

przepraszam ze zadzieram mistrzu, liczba twoichkomentarzy budzi we mnie respekt...

p.s a z tym tomikiem za pieniądze, to jest dowcip, przychodzi kumpel, do kumplai mówi stary, czytałem twoją książkę...tamten na to - to byłeś ty ?

To żyj sobie w swoim świecie, my z fumflami (i fumfelkami :) poklikamy sobie w swoim - za friko.
A jak ktoś pyta do pracy dlaczego -
- bo mi się tak podoba.
i gites.
oi!
Opublikowano

Idąc po ścieżce którą wydeptał stary rozal, ktoś z orgowiczów teraz powinien napisać do wprost i poinformować ich że to pożal się boże publicyści i dziennikarze bo ktoś źle na orgu o nich napisał. Chłopaki w wydawnictwie mieli by niezły ubaw. Kto wie może by się nawet ze wstydu połakali, wyrazili skruchę i przyrzekli poprawę. Jak się domyślam ci opiniotwórcy, te elity kulturalne i autorytety którzy za swoją pracę dostają pieniądze bez zwłoki by to uczynili.

Opublikowano

my z fumflami (i fumfelkami :) .

właśnie...to taka moja pierwsza obserwacja... my - fumle piszemy, klikamy, bo nam wolno, tu, na tym podwórku, i niech poczytają to jakieś fumfelki, może uda nam się je....

odwrotnie sytuacja wygląda troche inaczej, fumfelki są z natury troche bardziej wrażliwe, więc liczą na coś więcej...

ale tak na poważnie, chciałem tylko rzeczowo podyskutować, nie wiem dlaczego tak reagujecie..ale to chyba taki mechanizm obronny?

życzę wszystkim forumowiczom poezja.org suksesów literackich

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie poznałem.
Nikt mnie nie kocha.
Umieram.

umieraj, ale nie kłam!

Nie kłamię. Przepraszam, ale muszę iśc, ponieważ mama każe zgasic komputer - już późno. Ale jutro porozmawiamy, albo wyśle wiersz sms - ok?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie wiem , gustuję w mężczyznach, ale pan za słabo pisze, i pewnie jest jeszcze niedorosły

tzn. słabo naciskam klawisze?
nie gustuje w mężczyznach, są często owłosieni... Bleeeeeech.
Zresztą grafomania to jest mania pisania utworów literackich (a raczej pseudo) - więc równie dobrze mogą to byc chlopcy i dziewczęta piszący sobie w m3 do szuflady. A co do swiata internetowego - nie wiem, nie znam całego(a blogów to już zupełnie), znam tutejszy i obawiam się, że nasz limit czasowy nie pozwala na grafomanie typowo internetową. (zresztą już to pisałem). Wejdź pan do "wierszy gotowych", wybadaj (jako badacz) kto wkleja 10 wierszy pod rząd - i grafoman jak znalazł - jego pytac. A nie pytac na forum, gdzie mój ulubiony poeta D. S. wkleja 1 wiersz na miesiąc na 2 godziny, bo go usuwa po ich upływie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




jedna mała uwaga: napisał Pan (tak wnioskuję), że pisarze lub inni autorzy nie są grafomanami gdy dostają za swoje prace pieniądze;

wobec tego mam pytanie: Czy np. Michał Wiśniewski, który pisze teksty i dostaje za nie pieniądze, tez NIE jest grafomanem?

poza tym, zgadzam się Wprost to czasopismo opiniotwórcze, ale czy jest Pan na 100% pewien, że ZAWSZE są to warte rozpowszechniania opinie?

ja osobiście nienawidzę uogólniania - pisanie, że tak jest i koniec, zawsze, wszędzie, bez wyjątków - stawianie sprawy tylko w jednym świetle, z jednej strony; proszę najpierw rozpatrzyć kilka aspektów zjawiska jakim są fora internetowe poezji i prozy - mają swoje wady (z całą pewnością), ale mają także wiele zalet;

i jeszcze jedno pieniądze to nie wszystko (niech Pan przejrzy choćby kilka biografii wielkich pisarzy i poetów);

pozdrawiam serdecznie /JV
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


i to jest właśnie problem, zwłaszcza wprost to szmata, nie wyliczę, ile razy zmieniali front pod wpływem sondaży

polemizowałbym, większość to miernoty, nie wiem, kto pisał ten artykuł, ale wątpię, by był czyimkolwiek autorytetem; co z tego, że dostają pieniądze, skądinąd wiem, jak niektórzy dziennikarze "robią" temat

są pismakami, a to różnica, pisarzy jest niewielu, pismaków od cholery

dziwne, twój sposób pisemnego wysławiania się również świadczy o tym, że pisać każdy może, ale nie każdy umie, nawet w prostej wymianie myśli

a tak poza tym, to ja bym odwrócił temat: ile razy już dziennikarze pisali o "internetowej grafomanii"; piszą o tym coraz słabiej i nudniej i mimo wszystko to robią
dlaczego?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


i to jest właśnie problem, zwłaszcza wprost to szmata, nie wyliczę, ile razy zmieniali front pod wpływem sondaży

polemizowałbym, większość to miernoty, nie wiem, kto pisał ten artykuł, ale wątpię, by był czyimkolwiek autorytetem; co z tego, że dostają pieniądze, skądinąd wiem, jak niektórzy dziennikarze "robią" temat

są pismakami, a to różnica, pisarzy jest niewielu, pismaków od cholery

dziwne, twój sposób pisemnego wysławiania się również świadczy o tym, że pisać każdy może, ale nie każdy umie, nawet w prostej wymianie myśli

a tak poza tym, to ja bym odwrócił temat: ile razy już dziennikarze pisali o "internetowej grafomanii"; piszą o tym coraz słabiej i nudniej i mimo wszystko to robią
dlaczego?

może dlatego że chcą poznać ludzi takich jak ty, którzy śmiało nazywają Wprost szmatami, i kryją się za nickami w sieci... Różnica jest taka , że tam ludzie mają imiona i nazwiska, są żywi a tu nie, a tak na marginesie... ty to niby kto jesteś? pisarz pismak, czy może ukhm poeta?
Opublikowano

"To forum jest dla starych weteranów prozy. Wiedzą co, gdzie i jak. Dobre i ciekawe opowiadania to dla nich pestka. W tym miejscu wszelka krytyka dozwolona (za wyjątkiem komentarzy kąśliwych, skrajnie subiektywych, niemerytorycznych). Pamiętaj o zasadach www.poezja.org. "

to intro lubię najbardziej ...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


i to jest właśnie problem, zwłaszcza wprost to szmata, nie wyliczę, ile razy zmieniali front pod wpływem sondaży

polemizowałbym, większość to miernoty, nie wiem, kto pisał ten artykuł, ale wątpię, by był czyimkolwiek autorytetem; co z tego, że dostają pieniądze, skądinąd wiem, jak niektórzy dziennikarze "robią" temat

są pismakami, a to różnica, pisarzy jest niewielu, pismaków od cholery

dziwne, twój sposób pisemnego wysławiania się również świadczy o tym, że pisać każdy może, ale nie każdy umie, nawet w prostej wymianie myśli

a tak poza tym, to ja bym odwrócił temat: ile razy już dziennikarze pisali o "internetowej grafomanii"; piszą o tym coraz słabiej i nudniej i mimo wszystko to robią
dlaczego?

może dlatego że chcą poznać ludzi takich jak ty, którzy śmiało nazywają Wprost szmatami, i kryją się za nickami w sieci... Różnica jest taka , że tam ludzie mają imiona i nazwiska, są żywi a tu nie, a tak na marginesie... ty to niby kto jesteś? pisarz pismak, czy może ukhm poeta?
nazywam się karol andrzejewski i mówię, że wprost to szmata
ty też się za nickiem ukryłeś; co, działa tylko w tę stronę, w którą tobie wygodnie?
każdy ma imię i nazwisko, chciałbym zauważyć jednak chłopcze, że nie wszyscy dziennikarze się nimi podpisują, gdyż ustawowo przysługuje im prawo do pisania pod pseudonimem i sporo z nich z tego prawa korzysta
np. dawid warszawski, wcale nie nazywa się dawid warszawski, nie będę pisał, jak się nazywa, bo może on sobie tego nie życzy
co ty za pierdy w ogóle wypisujesz
jeśli pytasz kim jestem, to ci odpowiem, że człowiekiem, którego irytuje ignorancja takich bubków, co to ani trochę nie odpowiadają za to, co piszą, często pisząc głupoty i nieprawdę

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Za moimi plecami pojawił się enkawudzista. Był w doskonałym humorze. I nie wiedziałem tylko czy to z powodu tego, że wiedział o tym, że Żerebcow wywołuje  tak wielkie uczucie strachu, czy może z powodu  rozkazów jakie mu przekazano.   Wychodź Żerebcow. Koniec wycieczki. Kota zostaw nie będzie Ci potrzebny,  mały, czarny pluszak. Teraz będziesz co najwyżej tulił się z zimna do ciał kolegów w baraku.   Żerebcow już miał zamiar prostować kolana, gdy enkawudzista poklepał mnie  zuchwale po ramieniu.   Rozkazy się zmieniły lejtnancie. Góra nie chcę już więcej o nim słyszeć  ani przerzucać go z miejsca w miejsce. Dość już jego wątpliwej legendy. Podobno nie można go zabić. Podobno odradza się zawsze po egzekucji. Drugi pieprzony Rasputin. Ale nie ma takiego Diabła,  którego nie potrafiłby zgładzić  ludowy komisariat obrony. Prawdziwy człowiek radziecki  i piekło może zamrozić jeśli tylko chcę. Plan jest taki. Wy lejtnancie jedziecie z nim do lasu. Kierowca zna miejsce. Moi ludzie już wszystko tam przygotowali. Wysiadacie wieczorem. On klęka, wy strzelacie.  Moi dobijają bagnetami. Nawet go nie grzebcie. Wilki i niedźwiedzie  posilą się krwawą padliną. Wracacie w nocy. Spisujemy raport. Wychylamy kilka szklanek  za dobrze wykonaną robotę. W tajemnicy Wam powiem lejtnancie, że za zabicie tego wrzoda  na radzieckim organizmie, dostaniecie order czerwonego sztandaru, sam towarzysz Beria za tym optował. A nie powiecie mi chyba, że nie chcielibyście dostać  przepustki do stolicy. Tu tylko jaja można sobie odmrozić. A tam będziecie towarzysz i gieroj. Bohater naszych czasów. Ta akcja nie może czekać. Jeździe już teraz. Dopilnuję obozu przez te kilka godzin.   Uścisnął mi rękę i prawie siłą  wepchnął na pakę ciężarówki. Chciałem więcej wyjaśnień, omówić plan działania. Zamierzałem się sprzeciwić. Ale co mógł prosty czerwonoarmista  wobec potęgi komisariatu obrony. Wobec całej potężnej maszyny śmierci.    Kierowca rzucił okiem za siebie  i zauważył że usadowiłem się niemrawo prawie dokładnie naprzeciw literata.   Jeśli coś będzie nie tak lejtnancie, krzyczcie a najlepiej  bijcie dłonią w ścianę szoferki. Ja mam tu pistolet. Spojrzałem z niedowierzaniem  na enkawudzistę    Jak mam eskortować więźnia bez broni? Chcę wrócić po pistolet i proszę o eskortę w postaci dwóch dodatkowych ludzi. Moich zaufanych ludzi.   Enkawudzista machnął tylko ręką.   Eskorta do Żerebcowa?! On nigdzie nie ucieknie. Zresztą dokąd? Do najbliższej większej osady przeszło osiemdziesiąt kilometrów. Do miasta trzysta. A na termometrze dziś  prawie minus trzydzieści pięć stopni. Zresztą on nawet nie jest związany. Nie musi. Nie wie na jakim świecie jest. Nie odzywa się słowem od tygodni. Zresztą zobaczcie sami.   I faktycznie Żerebcow stwarzał pozór osoby obłąkanej i zupełnie nieobecnej w rzeczywistości. Nie wiem czy rozumiał o czym rozmawialiśmy. Czy wiedział o tym, że za kilka godzin zginie? Czy rozumiał cokolwiek  z tego co się wokół działo. Siedział i z błogim uśmiechem małego chłopca,  głaskał kota,  który zdążył zasnąć na jego kolanach. Widać literat i kot  byli razem w siódmym niebie. Ciężko było dyskutować o tym  co powinno się zrobić  i jak powinno się teraz postąpić. To był rozkaz,  którego nie mogłem zlekceważyć.   Jechaliśmy już przeszło godzinę. Kilka minut temu, rozpadał się ostry, wirujący dziko na wietrze śnieg. Przesiąkłem odorem paki. Wszystko wokół cuchnęło. Na dodatek opary paliwa  łatwo przechodziły na tył pojazdu i powodowały astmatyczne napady  duszności i kaszlu. Żerebcow nie reagował. Miał zamknięte oczy  i odchyloną delikatnie głowę. Ale nie spał. Wydawało się jakby słuchał tej ciszy. Jak gdyby delektował się podróżą  w swoich własnych myślach. Może pisał w nich kolejny wiersz. List pożegnalny. A może jednak był pewny ocalenia. Kolejnej cudownej ucieczki  i oszukania systemu. Tutaj jednak mógł usłyszeć go jedynie  Bóg i Diabeł. No i ja, gdyby tylko  chciał wreszcie cokolwiek powiedzieć.   Kierowca jechał bardzo ostrożnie  a mimo to ciągle łamaliśmy pod kołami, powalone pnie, korzenie i zbitą zmarzlinę, która była tutaj po prostu drogą do nikąd. Byłem bardzo zdenerwowany a nie miałem przy sobie  nawet grama tytoniu i bibuły. Wódki też nie. A zająłbym chociaż czymkolwiek, ciągle drżące z przejęcia dłonie. Nagle, zupełnie bez zapowiedzi, z rogu paki wypłynęło źródło głosu. Były to słowa wypowiadane  starannie, powoli wręcz sennie. Był to głos cichy lecz mocny. Wychodzący jednak jakby spod ziemi.     Lejtnancie… zaczął cicho Paweł Fiodorowicz, nie odrywając wzroku  od narzuconego brezentu  Mówi Wam coś nazwisko Levenstern?  Był Waszą ostatnią ofiarą, prawda?   Drgnąłem, gdzieś wewnątrz. Serce zakuło mnie w piersi  a w krtani narosła twarda kula. Nie winy. Nie wstydu. A paraliżującego strachu. Jak to możliwe?! To nazwisko powinno leżeć w ciszy tajgi. Nikt o tym nie mógł wiedzieć. Nikt!   Skąd o nim wiecie, Żerebcow?  Wychrypiałem nie patrząc na pasażera. Co wam do niego?   Był szpiegiem niemieckim w czasie wojny...  a raczej tak właśnie sfabrykowano dowody.   Kontynuował literat  z tym samym niepokojącym spokojem,  jakby czytał nekrolog w porannej gazecie.   Zastrzeliliście go dokładnie tam,  dokąd mnie teraz zabieracie.  Widzę go, Lejtnancie.  Stoi tam i czeka na towarzystwo.     Poczułem, jak pot spływa mi po karku,  mimo dojmującego mrozu.  Kim on jest? Świętym? Przeklętym? Carskim upiorem dawnej epoki? A może sumieniem kata? Bo nie literatem. Był mistrzem z piekła rodem.   Nawet jeśli, Żerebcow...  to już niedługo Wy zajmiecie jego miejsce ostatniego w wyliczance.   Uciąłem brutalnie,  odzyskując na moment pewność siebie.    Kierowca o mało co nie wywrócił nas do rowu, którego nie zauważył przed nosem pojazdu. Zawieszenie jęknęło, koła po lewej stronie oderwały się od podłoża i bardzo opornie wracały na swoje pierwotne miejsce. Dopiero teraz Żerebcow  jakby ocknął się z maligny. Wyjrzał do szoferki i radośnie oświadczył w przestrzeń lub do rozmówcy w swoim umyśle.   Był ostatni.  Szepnął radośnie.  Gładząc się po skołtunionych włosach.   Będzie ostatni.  Odpowiedział trzeci głos.   Zamarłem jak panujący wokół mrok i mróz To nie był głos Żerebcowa,  ani tym bardziej, przerażonego kierowcy.  To był dźwięk niski, chropowaty,  wibrujący jak pomruk nienasyconego pieca.  To było absolutne szaleństwo ale zwróciłem powoli wzrok na ostatniego pasażera.   Kocur zdawał się spać,  pogrążony w błogim spokoju,  ale gdy mój wzrok spoczął na jego futrze, zwierzę powoli otworzyło prawe oko.  Było złote, głębokie  i pełne nieludzkiej wiedzy.  Kot nagle puścił do mnie oczko  a na jego pyszczku wykwitł  ten sam podle ludzki uśmiech,  który zwiastował koniec pewnego świata.    Przecież... to tylko kot. Wybełkotał kierowca,  ale jego głos utonął w wyciu silnika,  który nagle wszedł  na nienaturalnie wysokie obroty,  jakby chciał uciec  z tego przeklętego Studebakera. Żerebcow cicho przytaknął a kocur znów zamknął oko,  mrucząc rytmicznie Ostatni... ostatni…   Znów każdy pogrążył się w swoich myślach. Jego milczenie denerwowało mnie. Doskonale już teraz wiedziałem, że on wie dosłownie o wszystkim. Zna moje ofiary, moje troski i problemy, czuje mój strach, widzi całe moje życie. Dlatego jego milczenia nie odbierałem w kategorii spokoju i harmonii  a drwiny z mojej osoby. Żerebcow znów oparł wysoko głowę  i wbił wzrok w sufit paki. Chciałem zasypać go pytaniami. O twórczość, której szczerze nie znałem. O to czy ma jakąś rodzinę albo dzieci. O jego liczne ucieczki i cudowne ocalenia. Przecież mówi się,  że to piekło we wszystkim mu pomaga. I przynajmniej kot,  jest jakąś częścią tego diabelskiego planu. Ale Żerebcow? Tak nie wygląda Diabeł. Nie wiem jak mógłby wyglądać,  lecz z pewnością nie tak. Nie jak człowiek. Znudzony, zmęczony, dziwnie spokojny zupełnie zwyczajny  a zarazem głęboko niezwykły.   Wreszcie ciężarówka wykonała  ostatnie półkole wokół,  wyrwanej z trudem tajdze polany. Silnik zachłysnął się ostatni raz i zgasł. Naprzeciw naszego pojazdu, zaparkowany był Zis z oddziałem żołnierzy. Nasz kierowca wysiadł do nich pierwszy  i z wyraźną ulgą po opuszczeniu szoferki, ściskał im kolejno dłonie. Byli w szampańskim humorze. Srogo pochlali. Krzyczeli, śmiali się, podskakiwali  i oklepywali ciała,  zamaszystymi ruchami ramion, próbując się ogrzać.   Nie musiałem nic robić z więźniem. Żerebcow zrozumiał, że to finalny postój i wygramolił się niezdarnie na zewnątrz. Kot czmychnął jego śladami. Gdy ja wreszcie uwolniłem się  z tej brezentowej klatki. Stanąłem twarzą w twarz z Żerebcowem. Ten w ogóle nie przejmował się  zadymką śnieżną i stał dumnie wyprostowany i zupełnie nieczuły na wszystko. Oczy literata były jednak inne. Wreszcie pytały i one.   To moja mogiła lejtnancie?  Doskonała. Chłopcy spisali się na medal albo nawet order i wakacje w Odessie.   Zadziwił wszystkich gdy zbliżył się do rowu, wykopanego nierównomiernie i na tempo. Padł przy nim na kolana,  nachylił się i zawołał do ciemni.   Levenstern przyjacielu,  za chwilę będziesz miał towarzystwo.   Chciał jeszcze wstać, lecz dwóch strażników doskoczyło do niego  i brutalnie popchnęli go  nad samą krawędź,  skutej lodem czerni grobu. Nie bronił się, nie wołał Boga ani łaski. Poprawił tylko kołnierz palta. Wywinął go z taką formą etykiety, jak gdyby wchodził na przedstawienie leningradzkiego baletu czy teatru. Przygładził jeszcze włosy, dłuższe kosmyki powędrowały za uszy. Odetchnął jedynie głęboko. Nie z ulgą a ze zniecierpliwienia. Widać skoro mu było w objęcia śmierci, lub do jakiś kolejnych magicznych sztuczek. Jeden ze strażników wręczył mi pistolet.   Wasza kolej towarzyszu lejtnancie. Koniec jego ziemskiej wycieczki. Tym razem Diabeł się nie wywinie. Jeden strzał w głowę  a my dokończymy jeśli będzie trzeba.  Spojrzałem jeszcze za siebie na kierowcę. Gdyby mógł to krzyczałby. Ruchy, ruchy lejtnancie. Moskwa czeka. Gdzieś na granicy polany  zaświeciło się coś złotego. Owalne jak moneta lecz bezsprzecznie żywe. Oko czarnego kocura. Patrzył cały czas. Trzeba będzie też go zastrzelić  razem z jego panem. Tak by mieć spokojne sumienie.   Wyciągnąłem pistolet.  Moja dłoń, dotąd tak karna  i posłuszna systemowi,  drżała w sposób haniebny.  Nie z powodu mrozu.  Czułem, jakby tysiące niewidzialnych mrówek chrzęściło pod moją skórą,  paraliżując każdy nerw.  Spojrzałem na Żerebcowa.  Zgarbiony, spokojny,  z tym samym  błogim uśmiechem małego chłopca,  czekał na uderzenie ołowiu.   Podniosłem broń.  Wycelowałem w potylicę studenta.  Świat wokół zamarł.  Czas przestał biec do przodu,  a pętla fatum zacisnęła się na mojej krtani. Pociągnąłem za spust. Huk rozdarł ciszę tajgi,  a ciało poety runęło bezwładnie  w przygotowany rów. Strażnicy rzucili się do mogiły  jak wściekłe psy. Kuli ciało raz za razem, aż do momentu omdlenia ramion.   A potem nastał poranek. Mgła przedświtu,  gęsta i szara jak dym z podłych papierosów, osiadła nisko nad polaną. Nad polaną na której  nie pozostawiono tylko ciała literata  w płytkim grobie. Śnieg wokół był pełny  czarnego brudu lub sadzy. Drzewa miały okopcone pnie. Wszędzie wokół unosił się także,  drażniący smród siarki. Studebaker i Zis nadal stały frontem do siebie. Nie było wokół nikogo. Ani na polanie ani w lesie, ani na pakach czy w szoferkach. Lejtnant i strażnicy  nie wrócili z akcji do obozu. Oficer czekał na ludzi i raport. Nie było gratulacji, obietnicy awansu. Nie było niczego. Poza ciszą.  Martwą i złowrogą. Wysłano więc kolejny oddział na miejsce. W końcu robota  mogła być wykonana wzorowo. Żerebcow nie żył  a oni w drodze powrotnej, mieli wypadek albo zgubili drogę  w śnieżnej zamieci. Drugi oddział strażników  przybył na miejsce egzekucji z opóźnieniem, klucząc Studebakerem  pośród zwalonych pni.  Gdy żołnierze wysiedli z wozu,  nienaturalna cisza lasu  sparaliżowała ich kroki.     Nad otwartą, czarną mogiłą  stały dwie postaci. Paweł Fiodorowicz Żerebcow,  nienagannie młody,  z czujnym i bystrym wzrokiem petersburskiego filozofa,  trzymał na rękach wielkiego, czarnego kocura. Na jego brudnym palcie  nie było śladu krwi,  a czas wydawał się omijać jego oblicze szerokim, lękliwym łukiem. Obaj z kotem trwali w milczącej zadumie, spoglądając w dół,  do wnętrza ziemnego grobu. Tam, na dnie lodowatego rowu,  pośród grud zmarzliny,  spoczywało ciało lejtnanta.  Jego oczy były szeroko otwarte,  wybałuszone w ostatecznym,  pośmiertnym zdziwieniu,  a na ustach zastygał krwawy spazm paranoi. Martwy kat leżał dokładnie tam,  gdzie kilka godzin wcześniej  miał spocząć poeta.   Żołnierze zamarli na linii drzew,  niezdolni do oddania choćby  jednego strzału z pepesz.  Wtedy, pośród arktycznego milczenia Syberii, czarny kocur uniósł poszarpane lewe ucho, spojrzał na Żerebcowa  i przemówił ludzkim, chropowatym głosem, który wibrował jak  pomruk nienasyconego pieca.   Fatalnie… fatalnie tak mój drogi przyjacielu, stracić zupełnie głowę  dla godnej pożałowania sprawy.   A Żerebcow tylko cicho mu przytaknął,  po czym obaj odwrócili się plecami  do armii straceńców  i odeszli wolnym, dystyngowanym krokiem  w gęstniejącą mgłę tajgi.   Nikt za nimi nie pobiegł ani nie strzelał. Zjawa była wolna. I było tylko kwestią czasu, gdy znów ją schwytają  gdzieś w ciemni rozpadającej się komunałki. Z maszynopisem w jednej dłoni A z kartą wiersza w drugiej.      
    • wiosną koniku wio sną niech wstają ptaszki chcą paszki a może jest morze i rosa i maj i rosną watry wiwaty i wiatry i mają się dobrze kwiaty i krople dżdżu wyłażą dżdżownice i rośnie radośnie tak ona i on jak ja i ty w deszczową toń „Jeśli deszcze w maju, wszystko rośnie jak w gaju” 
    • @Stukacz, @Berenika97, @viola arvensis, @violetta, @Poet Ka  dziękuję bardzo
    • @viola arvensis dziękuję
    • @viola arvensis dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...