Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zawsze tak jest. Całe życie marzymy żeby było tak jak my chcemy, albo przynajmniej trochę lepiej, aż tu nagle po raz kolejny nic.
I pojawia się lekarstwo - ucieczka- samobójstwo. Ale to nie jest mord na własnej skórze, duszy. To mord na umyśle.

Uczucia, emocje - raz my nimi kierujemy, raz one nami.
Depresja.

Ładne porównania.
Pozdrawiam.

P.S. Nie zawsze godziny są zmarnowane. Nie uważam jednak samobójstwa za niepotrzebne. Po prostu ładna pamiątka.

Opublikowano

Jeśli błąd w tytule celowy, to zamiaru nie rozumiem.
Trochę za dużo układu krwionośnego na mój gust ;) zwłaszcza krew przy firankach mogłaby zostać przez coś zastąpiona, żeby nie być monotematycznym.
Ładny,ciekawy utwór.

Jednak samobójstwo to najgorsza rzecz jaką znam, już nawet abstrachując czy jest to największy grzech, skupia w sobie same negatywy:
niewdzięczność za dar życia
tchórzostwo przed zmierzeniem się z problemami
egoizm w stosunku do znajomych i rodziny.
Potępiam samobójstwo z całą stanowczością.
Pozdrawiam
Coolt
[sub]Tekst był edytowany przez Coolt dnia 28-02-2004 12:57.[/sub]

Opublikowano

przepraszam bardzo za ten tytuł. to pomyłka, mam z tym problemy, wiersz zawsze sprawdzam, zapmniałam sprawdzć tytuł. wstyd mi. jeśli ktoś wie jak to zmienić, to prosze o pomoc!
co do krwi itd. to właśnie tak chciałam, porównać ten czyn do uczuć, emocji.
zmarnowane godziny. chodziło mi o to, że zawsze jest mi żal ludzi podejmujących się tego czynu, że nie udało im się pokierować swojego życia szczęściwie.
pozdrawiam!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


W dawnych polskich czasach kazano nam pisać w zeszytach trzysta razy słowo, w którym popełniło się błąd. Wiem, że się czepiam, ale tak jak obiecałem, błędów w komentarzach się nie czepiam, ale w wierszu owszem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...