Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*


Krystian głęboko zaczerpnął powietrza. W całym tym zamieszaniu po raz pierwszy pojawił się jakiś znaczący element – pomysł co dalej robić. Spojrzał Młodemu w oczy i zobaczył błysk zainteresowania. Rozumieli się bez słów.
- Pytanie tylko gdzie? – zagaił.
- Jak to gdzie?! – wykrzyknął Młody – W Krakowie! W Balicach zaczynają lądować tanie linie. Planowany przyrost ma najwyższy wskaźnik w Europie. Do Śląska rzut beretem autostradą, z Warszawy parę godzin pociągiem.
Krystian plasnął się dłonią w czoło.
- No jasne!
- I koniecznie okolica Barbakanu, gdzie i tak koncentruje się ten rynek usług.
Edyta popatrzyła na Kubę krzywo.
- „Ten rynek usług”? Miodzio...
- Co się czepiasz? - burknął Młody.
- Już prosiłam o nazywanie rzeczy po imieniu. Nie przechodzi przez gardziołko?
- Wkurwiasz mnie, dziecino.
- Teraz mówisz do rzeczy.
Młody rozłożył bezradnie ręce. Wyglądało na to, że coś naprawdę między nimi zaszło i nie do końca poszło po ich myśli.
- Jak mam to nazywać? – ciągnął Młody – Prostytucja, kurestwo, dupodajstwo, obciąg zaciężny, wdupębranie, pizdozdzierstwo, keszmejking, sex biznes?
- Wybierz sam. Wyobraźni ci nie brakuje.
Krystian skinał na kelnera. Chłopiec natychmiast podbiegł odebrać zamówienie.
- Dajcie spokój. Pomysł wydaje mi się naprawdę na miejscu. Szczególnie dlatego, że wspominałaś o fatalnej jakości krakowskich agencji.
- Myślę, że jeden porządny przybytek skasuje je wszystkie.
- Wiesz, jak to zorganizować?
- Raczej tak. Trochę w tym siedziałam.
- Chętnie zainwestuję resztki swoich pieniędzy.
Zapadła cisza. Dopiero teraz Krystian usłyszał smętną arabską melodię sączącą się z głośników. Z napięciem obserwował Edytę.
- Też coś mam – powiedziała po chwili namysłu – To może się udać.
- A ja wam pokibicuję – dodał Młody i napił się piwa.
Krystian czuł niesamowite podniecenie. Sprawa wyglądała na tak nieprzyzwoicie prostą, że z trudem w to wierzył. Edyta miała doświadczenie, wiedziała wszystko o wewnętrznym fukcjonowaniu budreli, on miał doświadczenie menedżerskie. Żal było zmarnować taki kapitał.
- Chodźcie na wieczór pożegnalny. Mam dla was niespodziankę.
Poprzedniego wieczoru, kiedy oni ulotnili się do pokoju, długo siedział z kierownikiem restauracji, popijając whisky i paląc fajkę wodną. Stary Arab ciągle mówił o Edycie, jej urodzie, włosach, ustach, piersiach, nogach, a Krystian słuchał jego wzniosłej mowy z perwersyjnym zadowoleniem. Umówili się, że następnego dnia kierownik będzie polewał za darmo, zaś Krystian postara się namówić Edytę na spędzenie nocy w jego pokoju.
Kiedy sobie o tym przypomniał, zrobiło się przykro, że sprzedał aparat za jedną trzecią ceny.
Rozsiedli się przy swoim stałym stoliku obok sklepiku z bardzo drogimi pamiątkami. Nie było sensu liczyć, że organizatorzy wieczorków dla turystów wymyślą coś oryginalnego. Krystian czekał tylko na darmowe chlanie i późniejszą wycieczkę na plażę. Narazie zamówił wielki puchar Martini z lodem dla Edyty i po kilka piw dla siebie oraz Młodego. Kierownik mógł pojawić się lada chwila.
- Jak chcecie to nazwać? – zapytał bystro Młody.
Krystian odczekał parę sekund, dając Edycie czas na skomentowanie zwrotu „to”, ona jednak tylko wzruszyła ramionami.
- Żadnej tandety – odparł z namysłem – Mitologii, geografii i tak dalej.
- Jestem za – włączyła się Edyta – Pracowałam już w Casablance i Afrodycie. W Czerwonym Kapturku byliście. Wszystko to są budy bez charakteru.
- A zatem? – Młody zawiesił głos – Może Dupodajnia. Brzmi jak jadłodajnia.
Krystian wybuchnął śmiechem i pokręcił zdecydowanie głową, widząc jak Edyta wznosi oczy do nieba.
- Ja bym chciał, żeby to było miejsce, gdzie nie trzeba koniecznie iść do pokoju – powiedział poważnym tonem – Rura lub peep show, atrakcyjna sala, dobre drinki. Może jakieś jacuzzi. Coś dla ludzi pod krawatem.
Młody zapalczywie pokiwał głową.
- Mierzysz pod siebie. Dobrze. Kraków jest tego wart. Coraz więcej specjalnych stref ekonomicznych, rezydentów biznesowych, inwestorów, turystów.
Edyta podziękowała kelnerowi za wielką szklankę Martini i chrząknęła znacząco.
- Chłopaki, a skąd weźmiecie dla nich panienki? Tacy się byle czym nie zadowolą.
- Co masz na myśli? – zapytał Krystian.
- Po pierwsze wygląd. Cera, zęby, włosy. Po drugie umiejętności. Tu Ukrainki i większość Polek odpada. Wiecie jak trudno znaleźć właściwe dziewczyny? Jak to sobie wyobrażacie?
Młody prawie podskoczył na stołku.
- Ty zrobisz nabór, my będziemy testować.
Zarechotali i przybili piątkę.
Edyta pociemniała na twarzy.
- To nie piaskownica. Nie powielajcie błędów wszystkich ziutków, którzy prowadzą agencje. Żadnego darmowego dupczenia kosztem pracowniczek. Wbijcie sobie to w łepetyny albo odpuszczam.
- Przecież żartujemy – żachnął się Młody.
- Pożartuj z własnego fiuta.
- Przepraszam. Dobrze?
Edyta spojrzała na niego przelotnie i przeniosła wzrok na Krystiana.
- Mogę obdzwonić kumpele i popytać. Jeśli są aktywne, na pewno wybiorą nas. Interesuje mnie osiem, dziewięć pań w systemie rotacyjnym. Same długonogie boginie z pięknym uzębieniem i dobrymi manierami. Od razu poznam laskę z dołów społecznych. Taką, co ma braci kryminalistów albo uciekinierkę z domu. Na poziomie, o którym mówimy, nie ma miejsca dla takich kobiet. To kwestia profesjonalnego wyboru, nie konieczności życiowej.
Krystian skinął z uznaniem. Już go zaczęła nudzić, męczyć, a tu taka niespodzianka. Czuł jak w żyłach buzuje mu krew, pobudza uśpione pokłady energii, kipi jak wrzątek.
- Dajmy sobie miesiąc na ochłonięcie i przygotowanie do pracy – kontynuowała tonem menedżera wielkiej firmy – Przez ten czas ja przygotuję personel, a ty postaraj się sprecyzować biznesplan. Szczegóły wystroju i lokalizacji dogramy na samym końcu.
- Jasne – powiedział Krystian – Na tym etapie podział kompetencji widzę tak: ty dbasz o sprawy bliskie ciału, ja zarządzam, a dla Młodego... coś wymyślimy.
- Bardzo śmieszne! - obruszył się Młody – Wcale nie muszę się z wami w to bawić. Nie mam ani kasy, ani doświadczenia.
- Jest mnóstwo stanowisk do zagospodarowania – wtrąciła się Edyta – Ktoś musi pilnować drzwi, podawać drinki, dbać o zaopatrzenie, nawet sprzątać.
Krystian ujrzał w jej oczach cień złośliwości. Nie zamierzał się wtrącać. To była sprawa między nimi. Tym razem jednak Młody nie skontrował, tylko smutnie zerkał w dno butelki po Celtii.
Nadszedł uśmiechnięty od ucha do ucha kierownik restauracji i Krystian od razu poczuł się lepiej. Stary Arab, który w domu traktował kobiety, niczym woły robocze, publicznie całował ręce Edyty, uśmiechając się reszką uzębienia. Świat jest wredny – pomyślał Krystian. Potem zaczęli pić.





Tańczyła z bezzębnym Arabem, jakby się znali sto lat. Prowadził ją pewną ręką, a ona poddawała się jego pasji z giętkością pantery. Inni goście coraz śmielej wychodzili na parkiet. Alkohol robił swoje, poza tym mieli bezlitosną świadomość, że to ich ostatnia noc w Afryce.
Kuba nie nadążał ze spożyciem serwowanych w zawrotnym tempie drinków. Za to Krystian wyglądał na najszczęśliwszego człowieka na ziemi. Odstawił piwo i od jakiegoś czasu popijał głównie whisky z colą lub gin z tonikiem.
- Co jest grane, Kris? – zapytał ostrożnie.
Przyjaciel spojrzał na niego zamglonymi oczami i uśmiechnął się beztrosko. Zamiast odpowiedzieć, potrząsnął ramionami.
- Mam nadzieję, że stać nas na ten wypas...
Krystian nie był w nastroju do gderania, więc Kuba zamknął się w sobie i powrócił myślami do jego spraw z Edytą. Musiało ją zaboleć, że nie otworzył dla niej serca. Jej dzisiejsze zachowanie dobitnie świadczyło o braku dystansu.
„Przy tobie czuję, jak opuszcza mnie niepewność siebie”. To było najpiekniejsze wyznanie miłosne, jakie w życiu słyszał. Gdyby powiedziała mu to jedna z tych, którym oddał kiedyś serce... Ech. Życie nie było sprawiedliwe. Wszystko na opak, na przekór, na złość.
Stanęła mu przed oczami smutna twarz Agaty. Wyblakła, obca, niby ze starej fotografii. Nie był pewien, co by zrobił, gdyby postanowiła jeszcze raz wrócić, ale nie widział sensu, by się nad tym dłużej zastanawiać.
Edyta – Patrycja. Mądra, wygadana, trochę bezczelna. Pewna siebie. Czuła. Dziewczyna po przejściach. Właściwie spełniała wszelkie wymagania potrzebne, by ją zaakceptował. Podobała mu się, nie odrzucała go jej fizyczność, lubił spędzać z nią czas. Chyba to przeszłość stawała między nimi, jak wysoki mur. Chyba gdzieś podświadomie czuł obrzydzenie do jej wielokrotnych kontaktów z mężczyznami. Nawet jesli były sterylne.
Arab odprowadził ją do stolika i pobiegł po dalsze przekąski. Przyniósł jakąś rybę, więcej krewetek oraz misę z owocami. Jednen z chłopców natychmiast posprzątał brudne naczynia.
Kuba dopadł Krystiana w ubikacji.
- Co ty, kurwa robisz?
- Nic. Facet chciałby poużywać, więc jest miły.
Kuba złapał się za głowę.
- Obiecałeś mu Edytę?! Ona o tym wie???!!!
Krystian zapiął rozporek i westchnął ciężko. Był już nieźle wlany. Tego etapu ich pijatyk Kuba bardzo nie lubił.
- Spokojnie, Młody – odparł tonem pijanego profesora etyki – To przecież nasza laska.Opiliśmy się za friko, potem go spławimy.
- Nie podoba mi się to.
- Trochę zaufania. Nie oddam jej nikomu. A swoją drogą, mam wrażenie, że się zaangażowałeś.
- Po prostu się martwię.
- Nie chcesz, nie mów. Spadamy na plażę.
Pozbierali cały alkohol ze stolika, a Arab porwał misę z owocami. Ogrody nadmorskiej oazy wydawały się jeszcze piekniejsze.
Kuba zdjął buty i jak codzień, pozwolił trawie pomasować stopy. Edyta zrobiła to samo. Razem pląsali boso, popijając piwo prosto z butelki.
Na ścieżce ujrzał największą ropuchę świata. Wyglądała, jak wielki, rozjechany fragment opony. Nie przejęła się, że nadchodzą, więc musieli ją przekroczyć.
Rozebrali się do naga i pobiegli do wody. Arab został na brzegu.
- Żegnaj, szlachetne morze, do którego ktoś wrzucił pieprzoną Wieliczkę razem z Bochnią – ironizował Krystian – Pozwól nam zajrzeć do ciebie znów. Będziemy tęsknić. Pa.
Czerpał rękami ciepłą, gęstą wodę, niczym jakiś kapłan. Kuba z Edytą zaśmiewali się do rozpuku.
Nagle Arab zrobił coś zaskakującego. Zaczął zdejmować trawiaste parasole ze słupów i w kilka sekund zbudował z nich przytulny szałas. Trzy utworzyły ściany, pozostałe dwie dach oraz drzwi. W środku łatwo mieściły się dwa drewniane łóżka do opalania.
Z uśmiechem zaprosił ich do środka. Na plaży przybywało gości. Weszli do środka i zamknęli za sobą „drzwi”.
- Odrobina prywatności nie zaszkodzi – mruknął zadowolony Krystian.
Arab częstował wódką i owocami, choć sam ani nie jadł, ani nie pił. Liczył pewnie, że oni się upiją, a on odejdzie z Edytą do jakiegoś szeherezadowego łoża rozkoszy. Taki ch... – pomyślał Kuba ze złością. Ku jego radości, Edyta zapytała:
- Co ten baran tu jeszcze robi?
- Chyba mu się podobasz – wyjaśnił Krystian.
- I za ten komplement ma się podłączyć?
- Pewnie, że nie.
- To spław go.
Krystian zerwał się i wyprowadził zaskoczonego Araba na zewnątrz. Kuba nie wiedział, o czym mówili, ale kierownik już nie wrócił. Miał tylko nadzieję, że nie nadjedzie czterdziestu rozbójników na rączych koniach i nie porwie Edyty w nieznane.
- Może nam utną głowy – mruknął dramatycznym głosem – Będzie święty spokój.
Krystian przetrzeźwiał na moment. Podrapał się w głowę i spojrzał na rozbawioną całą sytuacją Edytę.
- Idziemy do pokoju – zakomenderował.
Nikt nie dyskutował. Zebrali się szybko jak nigdy. Po minucie byli w ogrodach pod hotelem.
- Ja tu zostaję – stwierdził Kuba.
- Przecież to ostatnia noc – rzekł zdziwiony Krystian.
- Właśnie dlatego.
Poszli. Został sam z butelką ciepławej już wódki i kiścią winogron w dłoni. Położył się na gęstej, grubej trawie, którą tak pokochał i spojrzał w gwiaździste niebo. A było na co patrzeć! Tysiące błyszczących punkcików wisiało wprost nad jego głową i wydawało się, że może sięgnąć po nie ręką.
Wkładał do ust po jednym winogronie i zapijał wódką. Zastanawiał się, czy plany, o jakich myśleli, mają szanse realizacji. Trafili na złotą żyłę czy kulę u nogi? Seks był drogim, ekskluzywnym towarem. Skoro tak łatwo można otworzyć agencję towarzyską w centrum dużego miasta, dlaczego jest ich tak mało? I dlaczego te, co są, mają tak podłą opinię? Być może Krakusi nie byli dobrzy w tych sprawach, a może istniało drugie dno...
Upił się do nieprzytomności, myśląc z rozpaczą, że musi wracać do Polski. Przez ten tydzień całkiem się zagubił. Picie, dobre jedzenie, łatwe życie, seks na zawołanie – to wszystko nieźle zamieszało mu w głowie. Po prostu nie chciał wracać.

Opublikowano

Swietnie się czyta, bez "przeszkód" i potknięć, ciekawa historia, ale wygląda jak fragment książki. Będzie ciąg dalszy? Zainteresowało mnie. Nadal jestem pod wrażeniem Twojego "Monologu z kaczej kupy", tu styl zupełnie inny, ale też mi odpowiada, dojrzały, poukładany i świetnie uchwycony zarys bohaterów, mężczyźni żartujący i rechoczący w planach na interes i śmiertelnie poważnie podchodząca do sprawy kobieta, która dobrze radzi sobie z męskim wglądem na sprawę. Cynizm starszego i emocjonalne podejście do sprawy młodego. Jak w życiu. Krótkie, rzeczowe dialogi. Jeśli mam mam być szczery, to lepszy tekst od Twojego ostatniego.

Opublikowano

Witaj wierny czytelniku. To opowiadanie liczy już 160 stron i nie ma końca, ale wdzięczny jestem za wizytę. Trochę mnie zmartwiłeś, że Tymon lepszy od Ślązaka, bo to jest to samo. Widać któreś fragmenty były słabsze. Wskażesz?

Opublikowano

Nie miałem zamiaru Cię zmartwić, w żadnym wypadku, poprostu ślązak ma trochę wolniejsze tempo i dlatego uznałem, iż to opowiadanko jest lepsze (ten fragment), tam np. cała ściganina z policyjnym "Mondeo" wydała mi się trochę przydługa. Tutaj jest treściwiej i zwięźlej. Poza tym same plusy, trzeba zacięcia i wielkiej woli, by tworzyć tak długie opowiadania, chyba wstrzymam się z kolejnymi opiniami przed przeczytaniem całości. Jesteś jednym z lepszych na tym portalu, potrafisz pisać.

Opublikowano

Martwi mnie totalne olewanie tego zakątka. Poza tym miałeś rację, cały incydent z MOndeo wywaliłem, bo tylko zamieszanie wprowadzał, a niczego nie wnósł. Pozdrowienia. I dzieki raz jeszcze.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Dedykuję dla pokolenia, które dorastało w cieniu reaktora nr 4. - J. J. Zieleziński ++++++++++++++++++++++++++   Kak nam nakazał dyrektor Wania "Reaktor wymaga przetestowania"* Ponagla nas, aby rozpocząć test: "Wyłączcie mi zaraz E-Ce-Ce-eS*!" Moc reaktora planowo spada*, Partia z tego powodu jest rada. Już po raz czwarty z rzędu ten test*, Victor Bryukhanow nieomylnym jest. Zaraz to wszystko rozpocznie się, Napięcie wśród nas jak przed burzą jest. Już wyłączona jedna turbina, 50 procent reaktor trzyma. Wtem jakiś partyjniak z Kijowa Opóźnić test karze lub zastopować*. To pierwszy problem, który zaszkodzi, Lecz normy planowe jest mus wyrobić. Jest w pół do pierwszej – problemy nowe W rdzeniu zatrucie jest ksenonowe*, Lawina neutronów jest pochłaniana, Reaktor nie kwapi się do działania. eR-Be-eM-Ka* - reaktor ruski, posiada dodatni współczynnik pustki*, a to dla jego rdzenia oznacza, zbyt dużo pary tam nie popłaca*. Tymczasem Diatłow* swą mordę drze "Nu kak wy duraki diełacie ten test?!" Pręty* co w ryzach reaktor trzymały Wyciągnąć karze rozumek mały. Rozszczepień reakcji rusza lawina*, Nikt wzrostu mocy już nie powstrzyma*. Wszystkie wskaźniki są na czerwono, Koszulki prętów paliwa płoną*. Zero, raz, dwa, trzy, cztery i pięć* Śmierć z reaktora zaciska swą pięść Radionuklidów wybuch wystrzela Rozpoczynając śmierci wesela. I przyszła ta blada, koścista pani... Po dzieci, po ludzi co nawdychani produktów przemian promieniotwórczych i chorób związanych z tym rakotwórczych. Wiatr z Czarnobyla zatacza swe koło, a w Polsce dzieci się śmieją wesoło* Nie straszno im eto? A to po cziemu? A... bo to było ze trzy dni temu...* W końcu podali nam płyn lugola* Lek wprost genialny jak ruska kola. Czy śmierć nas dotknęła? Tego nie wiemy,* Dziękujmy więc Bogu, że jeszcze żyjemy. ++++++++++++++++++++++++++ Wyjaśnienie * - gwiazdek (liczby po lewej wskazują na numery wersów): skróty wstępne: Rdzeń Reaktora nr 4 RBMK CEJ = R4CEJ CEJ = Czarnobylska Elektrownia Jądrowa 2 - "Reaktor wymaga przetestowania" – R4CEJ wymagał przetestowania. Jednak włodarze ukraińskiej partii ZSRR, aby zrealizować plan wykonawczy (i otrzymać nagrody), oddali go do użytku PRZED tym krytycznym testem. Test był na tyle krytyczny, że funkcjonalność była zarządzana przez wyższych rangą przedstawicieli partii ZSRR, co stawiało decydentów w niekomfortowej sytuacji – wiedzieli, że test musi absolutnie być wykonany. 4 - "E-Ce-Ce-eS" – ECCS = Emergency Cooling Core System = System Awaryjnego Chłodzenia R4CEJ, wyłączony ok. 14:00 25 kwietnia 1986, niecałe 11 godzin przed awarią. 5 i 12 - od 3:00 do ok. 13:05 25 kwietnia 1986 realizowano planowe obniżanie mocy reaktora z ok. 3200 MW do ok. 1600 MW (50% mocy znamionowej R4CEJ). 7 - feralny test był tak naprawdę już czwartą próbą zaliczenia testu awaryjnego rozruchu R4CEJ. 10 i 14 - Test odbywał się pod koniec miesiąca, przed Świętem Pracy, kiedy większość zakładów starała się wyrobić jak najlepsze normy (nagrody dla partyjniaków w fabrykach). Test zbiegł się w czasie z decyzją dyspozytora sieci energetycznej w Kijowie, który miał większe kompetencje niż dyrektor CEJ, więc test musiał zostać wstrzymany na ponad 9 godzin, do ok. godz. 23:00 25 kwietnia 1986. W warunkach niepełnej mocy R4CEJ gromadził w rdzeniu Ksenon-135, gaz silnie obniżający wydajność reaktora. 17 - "eR-Be-eM-Ka" = RBMK = Reaktor Bolszoj Moszcznosti Kanalnyj = Reaktor Kanałowy Wielkiej Mocy. 18, 20 i 23 - "posiada dodatni współczynnik pustki" – positive void coefficient – parametr fizyczny reaktorów RBMK: im więcej pary wodnej w rdzeniu, tym moc reaktora wzrasta (więcej neutronów do reakcji łańcuchowej). W kontrolowaniu rdzenia RBMK należy zachować równowagę między dodatnimi i ujemnymi czynnikami reaktywności. Dodatnie współczynniki reaktywności (zwiększają moc RBMK): wzrost temperatury moderatora (więcej pary → moc rośnie) wyciąganie prętów kontrolnych w początkowej fazie (mniej wychwyconych neutronów → moc rośnie) brak moderacji kanałów z paliwem (wzrost temperatury paliwa → moc rośnie) Ujemne współczynniki reaktywności (obniżają moc RBMK): wzrost ciśnienia w chłodziwie bez efektu dodatniego pary (spowolnienie neutronów → moc spada) zanurzenie prętów kontrolnych (wychwyt neutronów → moc spada) zatrucie ksenonowe (pochłanianie neutronów Ksenon-135 → moc spada) zwiększenie przepływu chłodziwa (wychłodzenie paliwa → moc spada) 21 - "Diatłow" = Anatoly Dyatlov – nadzorca techniczny, popierany przez partyjny zarząd CEJ. 25, 26 i 28 - Pozbawienie R4CEJ elementów hamujących jego reaktywność i niefrasobliwa utrata kontroli, a następnie próba wyhamowania nagłego wzrostu mocy – moc skacze lawinowo z ok. 200 MW do 30 000 MW (10-krotnie ponad dopuszczalną moc projektową). 29 - "Zero, raz, dwa, trzy, cztery i pięć" – choć wygląda jak odliczanie, wiersz odzwierciedla dokładny czas awarii R4CEJ: 01:23:45. To godzina drugiego wybuchu (reakcja wodoru z tlenem), sekundę po pierwszym wybuchu pary wodnej, który wyrzucił do atmosfery miliony radioaktywnych cząstek, m.in. jod-131, cez-137, stront-90 i pluton. 38, 40 i 41 - W Polsce alarm dla dzieci w szkołach wprowadzono dopiero trzy dni po awarii (około 28 kwietnia 1986), mimo że wyciek miał miejsce 26 kwietnia. Około 18 milionom Polaków (w tym dzieci) podano płyn lugola – "cudowne lekarstwo", często w niewystarczających ilościach i nieodpowiednim stężeniu. Miało to wprowadzić fałszywe poczucie bezpieczeństwa i brak roszczeń wobec władz PRL. 43 - Alegoria do osób, u których skutki awarii wystąpiły po latach – powolne, przewlekłe choroby śmiertelne. ++++++++++++++++++++++++++ Polecam obejrzeć serial "Czarnobyl" z 2019 roku. A tutaj niektóre materiały wideo (niestety nie znalazłem po polsku):              
    • @Zbigniew Polit Skoro jest Pan tak pewnym swego, empirykiem, to niech Pan udowodni, że Boga nie ma. Na pychę ludzką jeszcze nikt nie wynalazł lekarstwa... . Może właśnie poprzez moją osobę Bóg, stwórca nieskończonego wszechświata, zauważył i Pana, "krytycznego ateistę"? Pana  "wiara w to, że Boga nie ma" sięga korzeniami tzw. "oświecenia" i filozofii J.J. Rousseau, który dopatrywał się wyższości moralnej w pospolitym dzikusie. Chyba nie muszę Panu tłumaczyć dlaczego.
    • Słyszę serca bicie  Słyszę oddechy niespokojne    Ale nikt nie szykuję się  Na wojnę    A świat gubi  Powoli oddech...      
    • Łapy: szyfr, a harfy - cyfra harfy ,- zsypał.  
    • I naga ma akt: utka, ma gani.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...