Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*


Krystian głęboko zaczerpnął powietrza. W całym tym zamieszaniu po raz pierwszy pojawił się jakiś znaczący element – pomysł co dalej robić. Spojrzał Młodemu w oczy i zobaczył błysk zainteresowania. Rozumieli się bez słów.
- Pytanie tylko gdzie? – zagaił.
- Jak to gdzie?! – wykrzyknął Młody – W Krakowie! W Balicach zaczynają lądować tanie linie. Planowany przyrost ma najwyższy wskaźnik w Europie. Do Śląska rzut beretem autostradą, z Warszawy parę godzin pociągiem.
Krystian plasnął się dłonią w czoło.
- No jasne!
- I koniecznie okolica Barbakanu, gdzie i tak koncentruje się ten rynek usług.
Edyta popatrzyła na Kubę krzywo.
- „Ten rynek usług”? Miodzio...
- Co się czepiasz? - burknął Młody.
- Już prosiłam o nazywanie rzeczy po imieniu. Nie przechodzi przez gardziołko?
- Wkurwiasz mnie, dziecino.
- Teraz mówisz do rzeczy.
Młody rozłożył bezradnie ręce. Wyglądało na to, że coś naprawdę między nimi zaszło i nie do końca poszło po ich myśli.
- Jak mam to nazywać? – ciągnął Młody – Prostytucja, kurestwo, dupodajstwo, obciąg zaciężny, wdupębranie, pizdozdzierstwo, keszmejking, sex biznes?
- Wybierz sam. Wyobraźni ci nie brakuje.
Krystian skinał na kelnera. Chłopiec natychmiast podbiegł odebrać zamówienie.
- Dajcie spokój. Pomysł wydaje mi się naprawdę na miejscu. Szczególnie dlatego, że wspominałaś o fatalnej jakości krakowskich agencji.
- Myślę, że jeden porządny przybytek skasuje je wszystkie.
- Wiesz, jak to zorganizować?
- Raczej tak. Trochę w tym siedziałam.
- Chętnie zainwestuję resztki swoich pieniędzy.
Zapadła cisza. Dopiero teraz Krystian usłyszał smętną arabską melodię sączącą się z głośników. Z napięciem obserwował Edytę.
- Też coś mam – powiedziała po chwili namysłu – To może się udać.
- A ja wam pokibicuję – dodał Młody i napił się piwa.
Krystian czuł niesamowite podniecenie. Sprawa wyglądała na tak nieprzyzwoicie prostą, że z trudem w to wierzył. Edyta miała doświadczenie, wiedziała wszystko o wewnętrznym fukcjonowaniu budreli, on miał doświadczenie menedżerskie. Żal było zmarnować taki kapitał.
- Chodźcie na wieczór pożegnalny. Mam dla was niespodziankę.
Poprzedniego wieczoru, kiedy oni ulotnili się do pokoju, długo siedział z kierownikiem restauracji, popijając whisky i paląc fajkę wodną. Stary Arab ciągle mówił o Edycie, jej urodzie, włosach, ustach, piersiach, nogach, a Krystian słuchał jego wzniosłej mowy z perwersyjnym zadowoleniem. Umówili się, że następnego dnia kierownik będzie polewał za darmo, zaś Krystian postara się namówić Edytę na spędzenie nocy w jego pokoju.
Kiedy sobie o tym przypomniał, zrobiło się przykro, że sprzedał aparat za jedną trzecią ceny.
Rozsiedli się przy swoim stałym stoliku obok sklepiku z bardzo drogimi pamiątkami. Nie było sensu liczyć, że organizatorzy wieczorków dla turystów wymyślą coś oryginalnego. Krystian czekał tylko na darmowe chlanie i późniejszą wycieczkę na plażę. Narazie zamówił wielki puchar Martini z lodem dla Edyty i po kilka piw dla siebie oraz Młodego. Kierownik mógł pojawić się lada chwila.
- Jak chcecie to nazwać? – zapytał bystro Młody.
Krystian odczekał parę sekund, dając Edycie czas na skomentowanie zwrotu „to”, ona jednak tylko wzruszyła ramionami.
- Żadnej tandety – odparł z namysłem – Mitologii, geografii i tak dalej.
- Jestem za – włączyła się Edyta – Pracowałam już w Casablance i Afrodycie. W Czerwonym Kapturku byliście. Wszystko to są budy bez charakteru.
- A zatem? – Młody zawiesił głos – Może Dupodajnia. Brzmi jak jadłodajnia.
Krystian wybuchnął śmiechem i pokręcił zdecydowanie głową, widząc jak Edyta wznosi oczy do nieba.
- Ja bym chciał, żeby to było miejsce, gdzie nie trzeba koniecznie iść do pokoju – powiedział poważnym tonem – Rura lub peep show, atrakcyjna sala, dobre drinki. Może jakieś jacuzzi. Coś dla ludzi pod krawatem.
Młody zapalczywie pokiwał głową.
- Mierzysz pod siebie. Dobrze. Kraków jest tego wart. Coraz więcej specjalnych stref ekonomicznych, rezydentów biznesowych, inwestorów, turystów.
Edyta podziękowała kelnerowi za wielką szklankę Martini i chrząknęła znacząco.
- Chłopaki, a skąd weźmiecie dla nich panienki? Tacy się byle czym nie zadowolą.
- Co masz na myśli? – zapytał Krystian.
- Po pierwsze wygląd. Cera, zęby, włosy. Po drugie umiejętności. Tu Ukrainki i większość Polek odpada. Wiecie jak trudno znaleźć właściwe dziewczyny? Jak to sobie wyobrażacie?
Młody prawie podskoczył na stołku.
- Ty zrobisz nabór, my będziemy testować.
Zarechotali i przybili piątkę.
Edyta pociemniała na twarzy.
- To nie piaskownica. Nie powielajcie błędów wszystkich ziutków, którzy prowadzą agencje. Żadnego darmowego dupczenia kosztem pracowniczek. Wbijcie sobie to w łepetyny albo odpuszczam.
- Przecież żartujemy – żachnął się Młody.
- Pożartuj z własnego fiuta.
- Przepraszam. Dobrze?
Edyta spojrzała na niego przelotnie i przeniosła wzrok na Krystiana.
- Mogę obdzwonić kumpele i popytać. Jeśli są aktywne, na pewno wybiorą nas. Interesuje mnie osiem, dziewięć pań w systemie rotacyjnym. Same długonogie boginie z pięknym uzębieniem i dobrymi manierami. Od razu poznam laskę z dołów społecznych. Taką, co ma braci kryminalistów albo uciekinierkę z domu. Na poziomie, o którym mówimy, nie ma miejsca dla takich kobiet. To kwestia profesjonalnego wyboru, nie konieczności życiowej.
Krystian skinął z uznaniem. Już go zaczęła nudzić, męczyć, a tu taka niespodzianka. Czuł jak w żyłach buzuje mu krew, pobudza uśpione pokłady energii, kipi jak wrzątek.
- Dajmy sobie miesiąc na ochłonięcie i przygotowanie do pracy – kontynuowała tonem menedżera wielkiej firmy – Przez ten czas ja przygotuję personel, a ty postaraj się sprecyzować biznesplan. Szczegóły wystroju i lokalizacji dogramy na samym końcu.
- Jasne – powiedział Krystian – Na tym etapie podział kompetencji widzę tak: ty dbasz o sprawy bliskie ciału, ja zarządzam, a dla Młodego... coś wymyślimy.
- Bardzo śmieszne! - obruszył się Młody – Wcale nie muszę się z wami w to bawić. Nie mam ani kasy, ani doświadczenia.
- Jest mnóstwo stanowisk do zagospodarowania – wtrąciła się Edyta – Ktoś musi pilnować drzwi, podawać drinki, dbać o zaopatrzenie, nawet sprzątać.
Krystian ujrzał w jej oczach cień złośliwości. Nie zamierzał się wtrącać. To była sprawa między nimi. Tym razem jednak Młody nie skontrował, tylko smutnie zerkał w dno butelki po Celtii.
Nadszedł uśmiechnięty od ucha do ucha kierownik restauracji i Krystian od razu poczuł się lepiej. Stary Arab, który w domu traktował kobiety, niczym woły robocze, publicznie całował ręce Edyty, uśmiechając się reszką uzębienia. Świat jest wredny – pomyślał Krystian. Potem zaczęli pić.





Tańczyła z bezzębnym Arabem, jakby się znali sto lat. Prowadził ją pewną ręką, a ona poddawała się jego pasji z giętkością pantery. Inni goście coraz śmielej wychodzili na parkiet. Alkohol robił swoje, poza tym mieli bezlitosną świadomość, że to ich ostatnia noc w Afryce.
Kuba nie nadążał ze spożyciem serwowanych w zawrotnym tempie drinków. Za to Krystian wyglądał na najszczęśliwszego człowieka na ziemi. Odstawił piwo i od jakiegoś czasu popijał głównie whisky z colą lub gin z tonikiem.
- Co jest grane, Kris? – zapytał ostrożnie.
Przyjaciel spojrzał na niego zamglonymi oczami i uśmiechnął się beztrosko. Zamiast odpowiedzieć, potrząsnął ramionami.
- Mam nadzieję, że stać nas na ten wypas...
Krystian nie był w nastroju do gderania, więc Kuba zamknął się w sobie i powrócił myślami do jego spraw z Edytą. Musiało ją zaboleć, że nie otworzył dla niej serca. Jej dzisiejsze zachowanie dobitnie świadczyło o braku dystansu.
„Przy tobie czuję, jak opuszcza mnie niepewność siebie”. To było najpiekniejsze wyznanie miłosne, jakie w życiu słyszał. Gdyby powiedziała mu to jedna z tych, którym oddał kiedyś serce... Ech. Życie nie było sprawiedliwe. Wszystko na opak, na przekór, na złość.
Stanęła mu przed oczami smutna twarz Agaty. Wyblakła, obca, niby ze starej fotografii. Nie był pewien, co by zrobił, gdyby postanowiła jeszcze raz wrócić, ale nie widział sensu, by się nad tym dłużej zastanawiać.
Edyta – Patrycja. Mądra, wygadana, trochę bezczelna. Pewna siebie. Czuła. Dziewczyna po przejściach. Właściwie spełniała wszelkie wymagania potrzebne, by ją zaakceptował. Podobała mu się, nie odrzucała go jej fizyczność, lubił spędzać z nią czas. Chyba to przeszłość stawała między nimi, jak wysoki mur. Chyba gdzieś podświadomie czuł obrzydzenie do jej wielokrotnych kontaktów z mężczyznami. Nawet jesli były sterylne.
Arab odprowadził ją do stolika i pobiegł po dalsze przekąski. Przyniósł jakąś rybę, więcej krewetek oraz misę z owocami. Jednen z chłopców natychmiast posprzątał brudne naczynia.
Kuba dopadł Krystiana w ubikacji.
- Co ty, kurwa robisz?
- Nic. Facet chciałby poużywać, więc jest miły.
Kuba złapał się za głowę.
- Obiecałeś mu Edytę?! Ona o tym wie???!!!
Krystian zapiął rozporek i westchnął ciężko. Był już nieźle wlany. Tego etapu ich pijatyk Kuba bardzo nie lubił.
- Spokojnie, Młody – odparł tonem pijanego profesora etyki – To przecież nasza laska.Opiliśmy się za friko, potem go spławimy.
- Nie podoba mi się to.
- Trochę zaufania. Nie oddam jej nikomu. A swoją drogą, mam wrażenie, że się zaangażowałeś.
- Po prostu się martwię.
- Nie chcesz, nie mów. Spadamy na plażę.
Pozbierali cały alkohol ze stolika, a Arab porwał misę z owocami. Ogrody nadmorskiej oazy wydawały się jeszcze piekniejsze.
Kuba zdjął buty i jak codzień, pozwolił trawie pomasować stopy. Edyta zrobiła to samo. Razem pląsali boso, popijając piwo prosto z butelki.
Na ścieżce ujrzał największą ropuchę świata. Wyglądała, jak wielki, rozjechany fragment opony. Nie przejęła się, że nadchodzą, więc musieli ją przekroczyć.
Rozebrali się do naga i pobiegli do wody. Arab został na brzegu.
- Żegnaj, szlachetne morze, do którego ktoś wrzucił pieprzoną Wieliczkę razem z Bochnią – ironizował Krystian – Pozwól nam zajrzeć do ciebie znów. Będziemy tęsknić. Pa.
Czerpał rękami ciepłą, gęstą wodę, niczym jakiś kapłan. Kuba z Edytą zaśmiewali się do rozpuku.
Nagle Arab zrobił coś zaskakującego. Zaczął zdejmować trawiaste parasole ze słupów i w kilka sekund zbudował z nich przytulny szałas. Trzy utworzyły ściany, pozostałe dwie dach oraz drzwi. W środku łatwo mieściły się dwa drewniane łóżka do opalania.
Z uśmiechem zaprosił ich do środka. Na plaży przybywało gości. Weszli do środka i zamknęli za sobą „drzwi”.
- Odrobina prywatności nie zaszkodzi – mruknął zadowolony Krystian.
Arab częstował wódką i owocami, choć sam ani nie jadł, ani nie pił. Liczył pewnie, że oni się upiją, a on odejdzie z Edytą do jakiegoś szeherezadowego łoża rozkoszy. Taki ch... – pomyślał Kuba ze złością. Ku jego radości, Edyta zapytała:
- Co ten baran tu jeszcze robi?
- Chyba mu się podobasz – wyjaśnił Krystian.
- I za ten komplement ma się podłączyć?
- Pewnie, że nie.
- To spław go.
Krystian zerwał się i wyprowadził zaskoczonego Araba na zewnątrz. Kuba nie wiedział, o czym mówili, ale kierownik już nie wrócił. Miał tylko nadzieję, że nie nadjedzie czterdziestu rozbójników na rączych koniach i nie porwie Edyty w nieznane.
- Może nam utną głowy – mruknął dramatycznym głosem – Będzie święty spokój.
Krystian przetrzeźwiał na moment. Podrapał się w głowę i spojrzał na rozbawioną całą sytuacją Edytę.
- Idziemy do pokoju – zakomenderował.
Nikt nie dyskutował. Zebrali się szybko jak nigdy. Po minucie byli w ogrodach pod hotelem.
- Ja tu zostaję – stwierdził Kuba.
- Przecież to ostatnia noc – rzekł zdziwiony Krystian.
- Właśnie dlatego.
Poszli. Został sam z butelką ciepławej już wódki i kiścią winogron w dłoni. Położył się na gęstej, grubej trawie, którą tak pokochał i spojrzał w gwiaździste niebo. A było na co patrzeć! Tysiące błyszczących punkcików wisiało wprost nad jego głową i wydawało się, że może sięgnąć po nie ręką.
Wkładał do ust po jednym winogronie i zapijał wódką. Zastanawiał się, czy plany, o jakich myśleli, mają szanse realizacji. Trafili na złotą żyłę czy kulę u nogi? Seks był drogim, ekskluzywnym towarem. Skoro tak łatwo można otworzyć agencję towarzyską w centrum dużego miasta, dlaczego jest ich tak mało? I dlaczego te, co są, mają tak podłą opinię? Być może Krakusi nie byli dobrzy w tych sprawach, a może istniało drugie dno...
Upił się do nieprzytomności, myśląc z rozpaczą, że musi wracać do Polski. Przez ten tydzień całkiem się zagubił. Picie, dobre jedzenie, łatwe życie, seks na zawołanie – to wszystko nieźle zamieszało mu w głowie. Po prostu nie chciał wracać.

Opublikowano

Swietnie się czyta, bez "przeszkód" i potknięć, ciekawa historia, ale wygląda jak fragment książki. Będzie ciąg dalszy? Zainteresowało mnie. Nadal jestem pod wrażeniem Twojego "Monologu z kaczej kupy", tu styl zupełnie inny, ale też mi odpowiada, dojrzały, poukładany i świetnie uchwycony zarys bohaterów, mężczyźni żartujący i rechoczący w planach na interes i śmiertelnie poważnie podchodząca do sprawy kobieta, która dobrze radzi sobie z męskim wglądem na sprawę. Cynizm starszego i emocjonalne podejście do sprawy młodego. Jak w życiu. Krótkie, rzeczowe dialogi. Jeśli mam mam być szczery, to lepszy tekst od Twojego ostatniego.

Opublikowano

Witaj wierny czytelniku. To opowiadanie liczy już 160 stron i nie ma końca, ale wdzięczny jestem za wizytę. Trochę mnie zmartwiłeś, że Tymon lepszy od Ślązaka, bo to jest to samo. Widać któreś fragmenty były słabsze. Wskażesz?

Opublikowano

Nie miałem zamiaru Cię zmartwić, w żadnym wypadku, poprostu ślązak ma trochę wolniejsze tempo i dlatego uznałem, iż to opowiadanko jest lepsze (ten fragment), tam np. cała ściganina z policyjnym "Mondeo" wydała mi się trochę przydługa. Tutaj jest treściwiej i zwięźlej. Poza tym same plusy, trzeba zacięcia i wielkiej woli, by tworzyć tak długie opowiadania, chyba wstrzymam się z kolejnymi opiniami przed przeczytaniem całości. Jesteś jednym z lepszych na tym portalu, potrafisz pisać.

Opublikowano

Martwi mnie totalne olewanie tego zakątka. Poza tym miałeś rację, cały incydent z MOndeo wywaliłem, bo tylko zamieszanie wprowadzał, a niczego nie wnósł. Pozdrowienia. I dzieki raz jeszcze.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszek Piotr Laskowski bardzo dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @andrew powiew lata. Dziękuję  @Stracony wszyscy mamy źle w głowach. Przeżyjemy...fajny kawałek. Dziękuję 
    • @Poet Ka   Dzień dobry    Łukasz Jasiński 
    • Silva Rerum                     Pokażę ci praktykantów za kulisami - Haskalę i nic nie mów, tylko: bardzo uważnie słuchaj, czasami z uśmieszkiem na twarzy jak Mona Lisa. Leonardo da Vinci na pewno byłby dumny ze świętego zakonu Eruvai Ravi - międzynarodówki wtajemniczonych mistrzów, która posiada własnych sobowtórów. Sir Edom Wildstorm trzymał w dłoni fajkę z kości słoniowej - teza ta, rzekł: - Ma uzasadnienie w tytoniu - tu - dał dyskretny znak spojrzeniem na blat okrągłego stołu i kontynuował: trzy lata temu podwójny mecenas Sanhedrynu z Grupy Stu zapowiedział w radiu nową wizję - nadejście potopu łupkowego...           Sir Edom Wildstorm spojrzał przez okno na niebo - tam - dostojnie wypuścił parę kółek z dymu, robiąc dyskretną aluzję: - Adonaj ma w głębokim poważaniu Amalekitów, a wołanie upadłej anteny jest zwykłą grą słów - Ali Kabe... Wiesz, Vick, ty gówno wiesz! Poklepał po ramieniu młodego studenta z Wyższej Szkoły Handlowej sir Edom Wildstorm.           Jest wojna, sir, musimy przyjąć trójwymiarowe maski i zorganizować zamach na redakcję koszer nostry, oni zamknęli nam oczy - będziemy lepiej widzieć - iluzję, a syn poranka jak dymiący wagon przyniesie nam dwa sztandary - divide et impera i vox populi - errata. W domu nad rozlewiskiem Tolsam zagra na pianinie idyllę jako sygnał - pogranicze najwyższego czasu, pamiętaj, oni zamknęli nam oczy - będziemy jeszcze lepiej czytać paragrafy tajnej policji w sanatorium pod klepsydrą - NASK-u i UKEF-u, a tutaj - bez przenośni - zmieniłem technikę na OKA - Obserwacja, Kontrola i Analiza - archetyp najemnika z operacji Samorgas. Jest wojna, sir, nie zabijemy - zabiją - na pewno starym sposobem - przypadkiem uderzymy autem w przydrożne drzewo, a może umrzemy za wolność i niezawisłość w schronisku dla samotnych wilków?           Nie wiem co się dzieje: bezwładny chaos na biegunie mózgowym, jądro próżność jest zbyt mocno widoczne - zabija i niech będzie na zawsze przeklęty ten świat. Półkula magnetyczna zmienia obrót o sześćset sześćdziesiąt sześć stopni - czwarty jest tryptykiem niczym melodia nokturnowa, a przymioty nie są przypadkowe - trójca, naprawdę, nie wiem co się dzieje: bezwładny chaos na biegunie - zabija i niech będzie na zawsze przeklęty ten świat. Półkula socjotechniki stworzy alternację pentagramu - alogię: in nomine Patris, et Spiritus Sancti, fides et ratio - opus dei - cogito ergo sum. Sir Edom Wildstorm skończył czytać raport, bełkot - rzekł z przekąsem i wyrzucił do kosza lupę z rogów barana, syndrom zniewolenia - pomyślał...  Eli, eli, lama sabachtani... Eli, eli sabachtani lama - eli, eli i skończył - nucić...           Pieszcząc rękojeść laski: zbyt spokojnie wyszedł ze służbowego Range Rovera... - Good morning - przywitał gościa nowy lokaj prezydenta na mazurskiej daczy.  - Thank you - sir Edom Wildstorm podał do ucałowania pierścień ozdobiony srebrną ważką.  - With all due respect - rzekł gospodarz i najmocniej prosimy - odejdź z tego świata! - Gambling - you are welcome!           Sir Edom Wildstorm odstawił na grzbiet fortepianu kieliszek z krwistym winem i momentalnie wsłuchał się w echo poloneza, to koniec - szepnął sam do siebie - nic już po nas nie zostanie, może idea, przecież jak mówi pismo - po owocach. Rozmyślania przerwała służąca, wtargnęła nieproszona - rzuciła okiem na zielony stolik i zgarnęła resztki żetonów - elokwentnie wypięła tyłek... Sir Edom Wildstorm zerknął szybko na wyższą półkę i czarnym klawiszem przywołał do porządku agentkę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - dokładnie dał do zrozumienia: wskazując - wzrokiem   na okruszki popiołu, zostanie po nas szarobury pył, o la la o lu, będę do końca grał, grał i grał na ramionach żywiołu - będę do końca śnił, śnił i śnił, o la la o lu, będę do końca grał, grał i grał...                      Wiesz? Opowiem ci prawdziwą bajkę o zatoce różowych świń, pamiętaj, śmiech jest zdrowiem i nie miej żadnych złudzeń poza pewną granicą solidarności. Raz na zawsze porzuć marzenia: one są tylko dziekanią w unii giermka, możemy? Nazywam się Alexis Brimeyer, znacie legendę o czarnym szlachcicu? Bardzo dobrze, to ja - należę do Komitetu Trzysta, a ty byłeś tylko szarfą kozła ofiarnego w Izbie Hymnu Jedności i co? To niepotrzebne słowa, zostawię je na pamiątkę, tak po prostu - zwyczajnie. - Regni regino, sapiens nihil invitus facit, sapienti sat...           Pamiętasz? Wybacz, nie było cię na świecie, po prostu: nazywam się Alexis Brimeyer i znacie legendę? Znamy! Jesteście kłamcami - nie znacie! Sir Edom Wildstorm położył różę na grobie białego kruka...           Nie zapaliłem świeczki i system może w każdej godzinie runąć: wypolerowany na błysk - krzemień - pucybut przepowiedni. Nadal płonie kompozycja trójkątnego placu, a po obu stronach - fotel, tak: uwielbiam ten hotel - przynosi zyski i wtedy zapaliłem świeczkę - system przed chwilą upadł. Masz wolną wolę? Naprawdę? Kup sobie spokój za cenę kłamstwa. I błysk! I zysk! I pysk! Sir Edom Wildstorm skończył oglądać pomnik generała Franco, on nie żyje - umarł za wolność. Racja, pomyślał, nie sądźcie - sądzeni będziecie. Wiesz? Nie bądź błaznem! Umyj tablicę! Ładnie!           Jedno z najgorszych błogosławieństw: obdarcie niewiernego z posiwiałej aureoli, osamotniony z garścią ziemi - pielgrzym niebezpiecznej prawdy, iluzjo z podwójną maską - bar, bar i bar - baranku melodramatycznego nieba - zagrajmy w dwie - frazy w jednej - jedynej. Nikt tego nie zrozumie, dokładnie wszystko jest potężnym chaosem i poza powstaniem świata zostanie pot - wór, wór i wór - marny, przepraszam, gardło mnie rozbolało - nic tutaj - tu po nas, słowem: bez bezzz sensss. Sir Edom Wildstorm cierpliwie słuchał... - Dajcie mi willę w stylu kosmopolitycznym, pokaźne konto i limuzynę, a w zamian obdarzę wszystkich prostotą serca i mogiłą słów!            Sir Edom Wildstorm wskazał laską na trzy palce u prawej dłoni: pas a pas - odrzekł z kamienną twarzą.  - W porządku, dołóżcie mu jeszcze na barki krzyż...           Tylko ja, ja i ja - egoista z rodu warana - jesiotr w jeżowym jeziorze nad jesionem - marsz morsa i pana na mars - przekwita poezja polska zamknięta w sejfie - naćpana!           Zanim powrócę z końca czasu przez czerwoną noc - rozdam światło i nie szlochaj. To takie zwykłe szatańskie paragrafy: czujesz na karku zimno? To dobrze, zagrajmy w ruletkę i pociągnij pierwszy za głowę okupanta. Sir Edom Wildstorm złowił szlachetnego dorsza i rzekł do Adama Weishaupta: - Wypierdalaj!            Zanim powrócę przez czerwoną noc - rozdam światło. Ukochana, nie płacz za mną!           Pisz słowo po słowie, inaczej nie zrozumieją i nie pojmą twoich myśli, tłumacz się ciągle z popełnionych grzechów, oni są mądrzejsi od ciebie, zaniżaj własną wartość i niszcz w sobie zmysł krytyczny - oducz się myśleć samodzielnie. Pisz słowo po słowie, inaczej nie zrozumieją i nie pojmą twoich myśli - nie używaj obcych wtrętów, aluzji i tropów, oni są mądrzejsi od ciebie - wykreśl na zawsze ze słownika niedopowiedzenia i miłuj pokój podczas wojny - może zostaniesz wtedy szeregowym poetą. Sir Edom Wildstorm wyjął kalendarzyk indeksowy i zanotował coś ołówkiem: bądź wierny i nieprzekupny, nigdy nie szczekaj, odgryzaj krtań, szczaj na kości rzucone ze stołu i zawsze bądź sobą - wilkiem.   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2010 - rok)
    • chciałbym być deserem  który lubisz  surówką  którą powinnaś ...   z radością zajadasz    delektujesz się  każdym kęsem  ostatni jesz wolno  z takim apetytem  że dostaję dreszczy    jeszcze  nie zdążysz skończyć  a już tęsknisz za …    dokładką   6.2026 andrew  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...