Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

deszczowym popołudniem nietrudno się wzruszyć.
zwłaszcza gdy po przyjściu z pracy otwierasz drzwi
lodówki nie spodziewając się wyłupiastych oczek
szprotów i śledzi wpatrzonych w guziki koszuli.

pół godziny temu kołnierzyk tamtej kobiety
rozpięty był na całej szerokości twojego świata.
do łóżka zapraszały perfumy i odciśnięty łokieć
na ciele. dopiero później zauważyłeś jak jej falują

skrzela. są godziny kiedy nie ma czym oddychać
bo pozamykano wszystkie lufciki. śliskie baby na złość
dyszą przy poręczach. (z perspektywy makreli
prawdziwe życie zaczyna się chyba od otwieracza.)

pastylki. odmoczysz się w wannie. przypomnisz sobie
że przecież ciała w puszkach nie powinny mieć głów.
obejrzysz reklamę opla. jeśli akurat zbliża się wigilia
wyręczysz żonę przy karpiu i pozbawisz się złudzeń.

Opublikowano

Wierszysko tak poskręcane, że trzeba by dobrej lupy, żeby rozwikłac te zachodzenia w siebie. Zresztą mamy przykład wreszcie dobrych przerzutni - i dośc zawikłanej parentezy (bo o co w niej chodzi?)...
Dobre, oryginalne dziełko - cóż więcej można powiedziec/napisac?
Pozdrawiam.

Opublikowano

niczym targ rybny

widać że wiersz rozmyślnie skonstruowany
po to jest słowo aby się nim bawić nadając dwuznaczności

a tak poza tematem

to jak się nazywa łoś w sosie???

----łosoś-----

dziś na wesoło i takich sylwestrowych życzę

pozdrawiam

Opublikowano

Allena, dzięki bardzo.

Michale, nie mogłem Cię zawieźć i nie poskręcać. parenteza powinna być czytelna w kontekście. tytuł... hm, siedzę cicho. ale jakby co – tekst pójdzie też bez tytułu. wielkie dzięki.

Pansy. bardzo fajnie czytać takie słowa. dziękuję.

Lala. ohohoho mówi mie więcej niż esej. ja się bardzo cieszę. a kradnij sobie.

Macieju, pozazdrościć szampańskiego nastroju. dzięki za przejrzenie.



wszystkich pozdrowię.

Opublikowano

Ostatnio jak wchodzę na orga, to tylko po to, by zajrzeć do znajomych, sprawdzonych osób. Rzadko kiedy przechodzę obok twojego wiersza, w tym tutaj znów mnie masz. Znowu to zrobię, napiszę, że świetnie. Jestem ci chyba winien interpretację. Czy może nią być życie? dzień, wieczór, jak ten tutaj, w wierszu? Jeśli tak, niech to będzie moja interpretacja. Bo bywają takie chwile, w stłamszeniu, w klaustrofobicznej puszce i baby przy poręczach, i pieprzone, bezsensowne reklamy, filmy i szereg innych rzeczy, na które nie stać większości ludzi. Dobra robota, 51. I dodam sobie do U.

3maj się.

Opublikowano

jak mi się to nie zdarza często przy czytaniu orga, tak tym razem się przyznam: szczerze się zaśmiałam przy tych falujących skrzelach :)
świetna robota! do ulubionych.

pozdrawiam
kal.

ps. ja to samo mam co jay i alter. i chcę się przełamać, ale nie wychodzi. dobrze, że ci starzy przynajmniej nie zawodzą.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...