Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nie pamiętam kiedy urodziło się pierwsze
ani czy drugie powstało z niego czy
ulepiłem je tymi samymi rękami

pewne jest że wraz z pierwszym tchem
zaczęły się mnożyć
dzika kopulacja wszystkie ze wszystkimi
każde z każdym i na wszystkie sposoby

oblazły mnie i wchłonęły - zdradziły
stwórcę któremu miały służyć

proklamowały niepodległość i republikę fałszu
zgnilizny i ułudy
opanowane uszy oczy i myśli przestały służyć realności

nie pamiętam czy najpierw skłamałem
czy może najpierw uwierzyłem w to kłamstwo
wypadłem sobie z rąk, straciłem kształt i ostrość

otworzyłem usta po raz ostatni
żeby zapytać czy uratujesz mój świat

tylko cię zarzygałem

Opublikowano

kiedyś tam napisałem, hi
----------------------------
* * *

było to w raju
chłopiec o imieniu Bóg
ulepił dwoje ludzików,
nazwał je - Adam i Ewa,
a kiedy zabawki znudziły
malca
odrzucił je na ziemię... cdn..
-----------------------------
no i się zastanawiam czy to
powtórka czy CDN? a może
przywidzenie?

z ukłonikiem i pozdrówką MN

Opublikowano

wiem, wiem - że z tymi wątkami kreacjonistycznymi strasznie banalne, ale tak jakos wyszlo, a na razie nie mam siły poprawiac
a jutro juz bym tego nie wrzucił (jak wszystkich pozostałych)

Opublikowano

No coś w tym wierszu jest, nie wiem co, może pozytywnie monotonny tok wypowiedzi - trzymający jednolity poziom, ale za dużo narracji, trochę jak w "dwukropku", narracja z perspektywy Boga chyba nie do końca trafiona - w takim kontekście, mam wrażenie, że peel lepiej sie sprawdza jako ktos niedoprecyzowany. Zastanawia mnie zaproponowany przez Ciebie podział na strofy i podział na wersy (szczególnie w drugiej) - powiedz szczerze - podział przemyślany?
Niektóre miejsca niestety mocno rażą (np. zupełnie niepotrzebne powtórzenie: dzika kopulacja wszystkie ze wszystkimi
każde z każdym i na wszystkie sposoby) - cały wiersz nieco przegadany (bo, jak pisałem, za dużo narracji - im więcej słów tym w bardziej widoczny sposób mogą wyleźć braki warsztatu).
Za duża ilośc słów powoduje też "ślizganie się", lekkie frazesy - "oblazły mnie i wchłonęły " (mogę się mylić, ale chciałbym wiedzieć co to znaczy). Na mnie robi wrażenie okrąglutkich zwrotów.
"otworzyłem usta po raz ostatni" - ten wers ciekawie może korespondować z zakończeniem - zaskakującym - czyli jednak nie odezwaniem się, ale "zarzygałem" w poincie dla mnie zupełnie niecelne.

Reasumując - dobry szkic, ale do kompletnej obróbki.


pozdrawiam
w pas ukłony


wg

Opublikowano

Podoba mi się. Nasza zmysłowość i cielesność zaciera prawdę - tę ponadmaterialną, absolutną - powoduje, że żyjemy złudzeniami i sami siebie okłamujemy. I nawet nie jest możliwe "prawdziwsze" życie. Czy dobrze Cię rozumiem? W każdym razie tak to odebrałam i tak mi się podoba ten wiersz.

Opublikowano

nasze kłamstwa, nasze kolejne kompromisy sprawiają że nie jestesmy ani "sobą" ani autentyczni ani nawet nawet ludzcy
w koncu nie potrafimy nic niż tylko dalej bronić sie przed myślą że przegraliśmy, że nia ma czegoś takiego jak "ja" - jest tylko śmiesznie zdeformowany obraz potworka którego stworzyliśmy

/to tylko kawałek, całośc jest oczywiscie o miłości :) /

Opublikowano

witam :)

słowa, słowa, słowa, potok słów i kreacja świata (w nas i wokół)
nie można się już z tego wyplątać, lepiej nie zauważać, postrzegać jako rzeczywiste (może tylko kłamstwo - wyższy stopień kreacji - ograniczać). zresztą życie, miłość to jedno wielkie imagination. :)
co do samego tekstu, napisany przejrzyście, chyba zrozumiale, tytuł mnie zauroczył, końcówka nie (zbyt pretensjonalna).

nie pamiętam czy najpierw skłamałem
czy może najpierw uwierzyłem w to kłamstwo


paradoksalnie kolejność ma znaczenie :)

i jeszcze dobry ten fragment o tym że (słowa - tak?) oblazły mnie i wchłonęły - zdradziły.

reasumując, zatrzymał, ale czekam na więcej.

pozdr. a

Opublikowano

Całość mi się podoba. Ale zgadzam się z przedmówcami, że zakończenie (choć niewątpliwie zaskakujące) jest pretensjonalne, szokujące i samo ono (ostatni wers) mi się nie podoba. Uważam, że nie pasuje do całości.

Jednak - całość na plus. :)

Pozdrawiam, R.

Opublikowano

pointę można by zmienić
jest mu kilka kobinacji
ale spodobał mi się ten pański "urzędowy" język w wierszu
utwór ma coś w sobie

podoba mi się że w utworze podmiot liryczny wprost nie zwraca się jakby do nikogo, to "chytry" pomysłowy zabieg, na plus

ładnie
pozdr.

Opublikowano

pointę można by zmienić
jest mu kilka kobinacji
ale spodobał mi się ten pański "urzędowy" język w wierszu
utwór ma coś w sobie

podoba mi się że w utworze podmiot liryczny wprost nie zwraca się jakby do nikogo, to "chytry" pomysłowy zabieg, na plus

ładnie
pozdr.

Opublikowano

pointę można by zmienić
jest mu kilka kobinacji
ale spodobał mi się ten pański "urzędowy" język w wierszu
utwór ma coś w sobie

podoba mi się że w utworze podmiot liryczny wprost nie zwraca się jakby do nikogo, to "chytry" pomysłowy zabieg, na plus

ładnie
pozdr.

Opublikowano

pointę można by zmienić
jest mu kilka kobinacji
ale spodobał mi się ten pański "urzędowy" język w wierszu
utwór ma coś w sobie

podoba mi się że w utworze podmiot liryczny wprost nie zwraca się jakby do nikogo, to "chytry" pomysłowy zabieg, na plus

ładnie
pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


to jednorazowy wybryk (jakoś w tych okilcach stuknie mi 3rocznica z orgiem - a ja znowu z problemami - jakies fatum normalnie :)
ale wiecej tforków na razie nie planuje :)

uściski :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ten tekst jest już własnością "publiczną", więc zabrania się stanowczo :)

a a propos poprzedniego: jakiej natury te problemy ? :D

pozdr. a
Opublikowano

te same co 4 lata temu - kobiety :) - mam poczucie że sie nie rozwijam :(
kurde - siatkarze zdobywaja vicemistrzstwo świata, pilkarze wygrywaja z portugalią, a ja jak sie zafiksował tak ciągle za laskami sie uganiam :/
żeby chociaż trafić na jakąś nienormalną coby ze mną wytrzymała, ale ni widu ni słychu :/ ;)
żart - tak naprawde to chodzi o to co w tekscie - nie mam pewności swoich uczuć - zdarza mi sie cos takiego czasami i strasznie dołuje :/ :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



trafiasz na normalne? oj to zazdroszcze, bo ja to bym chciała w końcu normalnego faceta spotkać :D (oczywiście nie twierdzę, że takowy by ze mną wytrzymał:))

hmm...jesień w takiej postaci nie zwiększa mojej melancholii, poczekajny na śnieg, wtedy to dopiero będzie jazda. ale zresztą co ja z Tobą będę gadać, jak moich koleżanek na ulicy nie poznajesz :D

uściski :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...