Arkadiusz Pętelka Opublikowano 15 Listopada 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 15 Listopada 2006 coś widzę to odnoga niby moja ale a la byczy pajączur mam rwanie na porcje odwłok szuka dzioba to idzie mi na wszystkie strony świecące muszki kopcą paćka snapszotów synaps się wytrąca kolczatką końca ogona pompki rowerowe dmą w pupę pawiana przy nutkach mambo parada cudacznych aut ze zgagą brnie mi na gardłooł… …oł maj gad, ołł majj gaad stało się coś bardzo bardzo złego wybiło szambo ! - kapitanie, gówno w kadzi z ponczem ! - masz, to gruszka do lewatywy weż wypłucz pucz i odrzedż ! tranquilizery na cały pałer ! wypotlacz zapasy ze śpiżarni w policzkach - kapitanie, gęgam na lingwach kotowany świętym duchem w kominiarze z kwiatu słonecznikowca ! teżewe na gnębieniu pragęb w żurnalach w jakieś sznyty szczeciny w bez zęby we fioletowe oka/w limo na okach w splaszczony łeb albo w obrzęk
Messalin_Nagietka Opublikowano 15 Listopada 2006 Zgłoś Opublikowano 15 Listopada 2006 widzę tu opowiadanie może zrobisz z tego wiersz? z ukłonikiem i poezją MN
Gosia Zamorska Opublikowano 15 Listopada 2006 Zgłoś Opublikowano 15 Listopada 2006 Lem, schizofrenia, Klan na Drzewie, wiwisekcja. Oto moje skojarzenia. Frapujący ten twór, ale nie mam pojęcia, czy dobry.
Jaro Sław Opublikowano 16 Listopada 2006 Zgłoś Opublikowano 16 Listopada 2006 Nie wiem, nie wiem, ale na pewno na miarę naszych czasów.... Ja bym go tam nie pomijał, za zabawność dosadność i zastosowane zabiegi stylistyczne...
Tali Maciej Opublikowano 16 Listopada 2006 Zgłoś Opublikowano 16 Listopada 2006 przeczytałem do końca plus dla mnie dla ciebie minus za kompletny brak ładu i składu to się poprostu fatalnie czyta pozdrawiam
Bea Sza Opublikowano 16 Listopada 2006 Zgłoś Opublikowano 16 Listopada 2006 czyta się może fatalnie i może o to chodzi..ja osobiście zostawiam sobie go do głębszej lektury(byle nie przy jedzeniu)
fr ashka Opublikowano 17 Listopada 2006 Zgłoś Opublikowano 17 Listopada 2006 dosłowność jak u Groom'a, tyle że on nie poeta i u Ciebie też raczej bardziej w stronę opowiadania :) pozdr, frr ;)
Arkadiusz Pętelka Opublikowano 18 Listopada 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 18 Listopada 2006 "widzę tu opowiadanie może zrobisz z tego wiersz" a gdzie zachodzi ta transformacja w opowiadanie ? co ten wybuch czyni non-wierszem ? masz wzór na wiersz „wiersz” ? kompromisowo zgadzam się na wierszyk "przeczytałem do końca plus dla mnie dla ciebie minus za kompletny brak ładu i składu to się poprostu fatalnie czyta" większość z zacnych obywateli tej tu małej społeczności jest wybornie poprawna, i o przyjemność czytania zabiegają, ha ! tak jakby najważniejsze było jak się coś czyta, hedoniści – przez Joyce`a by się nie przeczołgał prąd podspodnej manifestacji jest silniejszy od konwencjonalnych rytmów a zresztą formy doprowadzone do skrajnej jasności przepoczwarzają się w swą odwrotność [Kant, Heidegger – prawda, nie są to poeci ale i mnie chodzi o pisanie poezji nie poetyckiej] to, że stawiam na język fizjologiczny nie znaczy, że nie winno się go traktować poważnie [Nietzsche na przykład oskarżał Sokratesa na podstawie jego brzydoty, a przecież jego krytyka na tym się nie kończyła] odkrywam zakotarkowości i na co tam natrafiam ?
Bea Sza Opublikowano 20 Listopada 2006 Zgłoś Opublikowano 20 Listopada 2006 Arkadiusz popieram cie w całej rozciagłości słowa pisanego bo właściwie krytykujące osobistości zachowują się jak matrony które spożyły na śniadanie móżdżki co ważniejszych...a ja poczytałam i pewnie poczytam jeszcze bo strasznie mnie nakreciły ten fekalistyczny niby wiersz niepoetycko acz pisarsko naznaczony
Arkadiusz Pętelka Opublikowano 20 Listopada 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 20 Listopada 2006 Być może osobistości krytykujące miały ku temu wyższe powody, acz z pozycji fekalisty wiedzieć nie mogę. Matrony fekalistyczne móżdżków nie jadają. Czytaj, pewnie – namawiam jednak do postawy sceptycznej.
kryz Opublikowano 23 Listopada 2006 Zgłoś Opublikowano 23 Listopada 2006 przeczytałem to sześciokrotnie. powoływanie się w dyskusji na Kanta i Heideggera jest dla mnie olbrzymim nadużyciem i śmierdzi(!) mi dorabianiem ideologii (i to jakiej! - tutaj przynajmniej wysoko mierzysz) do przypadkowego i niezrozumiałego bełkotu. dla mnie równie dobrze mógłbyś zapisać swoje przemyślenia po czesku (zachowałbyś wizualną zabawność), a i tak nie wiedziałbym, czy tematy to fekalne, czy eschatologiczne. niczeańska krytyka Sokratesa miała to do siebie, że mieli oni wspólny język - Nietzsche znał grekę. ja stosowanej przez Ciebie migotliwej lingwy nie znam, a motywacja do jej nauki będąca możliwością poczytania czegoś o gównie, jest żadna. ergo: nie potrafię ocenić, czy brzydota, czy piękno. na koniec: Twoje dzieło do Joyce'a również mi niepodobne. pozostając w klimatach defekacyjnych, jak mawia poeta, nie porównujmy gówna do twarogu.
Arkadiusz Pętelka Opublikowano 23 Listopada 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 23 Listopada 2006 "powoływanie się w dyskusji na Kanta i Heideggera jest dla mnie olbrzymim nadużyciem i śmierdzi(!) mi dorabianiem ideologii" – zgadzam się, że „powoływanie się” na duże głowy historii świata „śmierdzi”, ale jeśli jeszcze raz przeczytałbyś komentowany komentarz [bo chyba bardziej skupiłeś się na komentarzach], zauważyłbyś, że w żadnym stopniu nie odnoszę się do „ideologii” pism w.w. panów, a jedynie stosunku treści do wyrażającego ją języka. Próbując pisać, że się z nimi porównuję merytorycznie jest nadużyciem z twojej strony – po pierwsze. Drugim naciągnieciem jest to: „równie dobrze mógłbyś zapisać swoje przemyślenia po czesku” – no, nie prawda – mógłbyś czegoś nie rozumieć ze względu na bariery językowe, a byłby to inny typ niezrozumienia niż języka rodzimego [nie jest to zarzut, ale teraz nie chwytasz „bełkotu” polskiego, tak nie łapałbyś „bełkotu” czeskiego] również nie przypominam sobie bym wspominał o eschatologii, ale rozumiem, że to ot tak wymamrotane. „niczeańska krytyka Sokratesa miała to do siebie, że mieli oni wspólny język - Nietzsche znał grekę” – co za banał – pisał krytkę po niemiecku – i co ? jest już bezzasadna ? ważniejsze jest to, że krytykował go za ujmowanie życia w karby rozumu, bo to od niego trzeba wszystko rozumieć – inaczej nie potrafi się czegoś ocenić: dobre czy złe. Ale przykład z Nietzschego atakiem na Sokratesa przez gębę do myśli jest jak najbardziej trafny. Do Joyce`a też się nie porównywałem – jedynie do ewentualnych trudności czytelniczych. A nawet gdyby, nie sądzisz chyba, że ot tak wywątrobił bym się z kogo zżynam ? "Gówno" i "twaróg" to dwie różne rzeczy – no jasne, kto mógłby je "porównywać" [a już zupełnie pomylić]??? nie napiszę [bezpośrednio] o lochach, sprawach ciemnych, o nawozie opisując kwiatostany, a jednak jako autor nie zgadzam się na wlepę fekalisty [ironizowałem nazywając tak siebie]– użyłem również słów „dziób” i „ogon” – może jestem też ornitologiem ? naprawdę wielkie dzięki za wysiłek związany z sześciokrotnym czytaniem i pobudzający komentarz. Pozdrawiam.
kryz Opublikowano 23 Listopada 2006 Zgłoś Opublikowano 23 Listopada 2006 może jeszcze raz, bo mam wrażenie, że mijasz się z sensem mojej wypowiedzi. to, co podkreślałem, to fakt, iż pomimo sześciokrotnej lektury Twojego dzieła, nie udało mi się go zrozumieć. niestety, znakomicie utrudniłeś czytelnikowi zadanie stosując słowa, które nie są bynajmniej neologizmami. jest to grypsera lub gwara nieznajomej mi proweniencji, a zatem fizycznie jestem niezdolny do zrozumienia bogactwa treści, jakie chciałeś zawrzeć, lub zawarłeś w komentowanym dziele. i stąd moje przypuszczenia co do wzmiankowanej treści - w mojej opinii nie będzie mocno chybione zdanie, że zawiera się ona w przedziale między fekaliami a eschatologią (nie, ot tak, wymamrotaną). i stąd również hipotetyczna sytuacja, w której równie dobrze orientuję się w tematyce dzieła, kiedy napisane jest ono po czesku. wciąganie mnie w dywagacje na temat różnic w odbiorze bełkotu rodzimej grypsery, a bełkotu czeskiego, ignoruję, jako odchodzące od głównego wątku. a teraz o głównym nadużyciu, do którego od początku piję. po prawdzie, przeczytawszy Twoje dzieło raz pierwszy, zaraz po jego publikacji, pomyślałem, że mam do czynienia z tworem nastolatka zachłyśniętego marihuanowymi rymowankami i słowotwórstwem uprawianym w zakładach penitencjarnych. odezwałem się dopiero gdyś zaczął wymieniać nazwiska, które, wybacz, bracie, ale święta to prawda, mają się nijak do Twoich wypocin. [nawet krótki spór o Nietzschego nie ma w kontekście całkowitej dla mnie niezrozumiałości Twojego dzieła, żadnego sensu. powtórzę raz jeszcze - jak można krytykować coś, czego się nie rozumie - w jaki sposób zastosować swoje miary brzydoty i piękna do podmiotu, który miarom tym się celowo uchyla?] jeżeli chcesz podyskutować o filozofii, uważam, że są ku temu znacznie lepsze powody, niż zaprezentowane dzieło. a i lepsze miejsca. jeżeli zaś odczuwasz niedosyt konwersacji ze mną, numer gg w sygnaturce.
Arkadiusz Pętelka Opublikowano 24 Listopada 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 24 Listopada 2006 „to, co podkreślałem, to fakt, iż pomimo sześciokrotnej lektury Twojego dzieła, nie udało mi się go zrozumieć” – zdarza się (i ja czytałem twój wierszyk i widzę, że też cierpisz [?] na brak zrozumienia). Owy tekścik [z mojej - autora strony] nie jest do rozumienia, z założenia znaczenie winno się wytrącać. Przedmiot [bo nie podmiot] „miarom tym się celowo uchyla” – otóż właśnie… „w jaki sposób zastosować swoje miary brzydoty i piękna” – coś mi się wydaje, że takich miar się nie stosuje od przełomu XIX/XX w. [ale jasne, że można na osła]. Nie rozumiem dlaczego próbujesz odmówić mi podbudowy teoretycznej uzurpatorku [się kolega nie gniewa]. Przede wszystkim warto zauważyć, że nasz stosunek do tego co tu nazywamy filozofią jest zgoła odmienny [czym innym myślimy]– nie wydaje mi się by filozofowanie było czynnością odległą – toż to praktyka codzienna, a koncepcje chłopaków [pisałem już w jakim sensie się do nich odniosłem – radykalne dookreślenie Heideggera uważano za niejasne, ciemne – o co i mnie się oskarża] na których się brzydko podpierałem [to fakt], rościły sobie pretensje do obiektywnego zobowiązywania – choćby ze zgody na ten fakt, warto uznać, że i mnie dotyczą [i tyle mam wspólnego z dasainem co ty z „metempsychozą wszechświatów”]. „wciąganie mnie w dywagacje…” – a ten znowu z tym [patrz wyżej]. I tak – jest to grypsera [niech będzie, że na swój sposób penitencjarna], taką sobie przybrałem taktykę, podszywania się pod obiekt krytykowany, takie tam barwy ochronne, żeby „od dołu”. Wierszyk ma swe znaczenie, a precyzując owe znaczenie wraz z nim się tworzy. Z Nietzschem nie popuszczę bo nie masz racji. Niby skąd możesz wiedzieć czy pisząc owe „dzieło” nie odnosiłem się jakoś do fritza ? nie sądzę byś analizował tak głęboko tekst i moje wypowiedzi [komu by się chciało ?]. Choćby w lokowaniu źródeł nawigacji w popędach [nie w wiedzy] się zgadzamy [np. popęd kreatywności, którego samotworzącym się zaświadczeniem może być mój tekst], a i w stosunku transdialektycznym, i w tym, że ty wlepiasz łeb w chmury, ja w ziemię i obaj się mylimy – tam też trzymam z nim sztamę. I nie gadajmy już jak zdziadziali akademicy, nie chowajmy już diabelskich kopyt w butach i dajmy sobie po gębach.
kryz Opublikowano 24 Listopada 2006 Zgłoś Opublikowano 24 Listopada 2006 doskonale rozumiem dążenie do "wytrącania" znaczenia. zauważ jednak, że możliwości takowego procesu dałeś marne szanse. grypsera charakteryzuje się tym, że słowa powszechnie znane, lub słowa wyglądające z pozoru na neologizmy (w konwencjonalnych znaczeniach), mają znaczenie daleko odbiegające od znaczenia powszechnie przyjętego, lub możliwego do wydedukowania. mamy tu do czynienia z kodem niemożliwym do złamania, a zatem z doskonałym i celowym maskowaniem sensu wypowiedzi. to odróżnia Twoje dzieło od moich wierszyków (dziękuję niniejszym za lekturę). nie wolno Ci w konsekwencji mieć pretensji, że krytykuję podpieranie się (skoro już sam to tak ująłeś) kimkolwiek, w szczególności zaś postaciami, o których co nieco wiem. piszesz coś skrajnie niejasnego i robisz to celowo. tworzysz zatem bełkot sensu stricto. próba teoretycznej podbudowy bełkotu jest takim samym bełkotem i stąd też uzurpuję sobie prawo do zabrania głosu i przypomnienia Ci tego. przypomnę jeszcze jedną rzecz - dadaizmu nie wymyśliłeś. piszesz: "Niby skąd możesz wiedzieć czy pisząc owe „dzieło” nie odnosiłem się jakoś do fritza?". odpowiadam: ano znikąd. nie mogę tego wiedzieć na mocy powyższego akapitu, co trzeci raz próbuję Ci wyłuszczyć - nie rozumiem, ponieważ nie dałeś mi zrozumieć. przyjmuję z pokorą kolejne Twoje autointerpretacje, ale przy braku jakiejkolwiek możliwości ich falsyfikacji, traktuję je ironicznie. na filozofię to nie miejsce, co mówiłem wyżej i zastosuję się do tego. paradoksalnie świetnie ujmujesz to w swoim komentarzu: "i tyle mam wspólnego z dasainem co ty z „metempsychozą wszechświatów”". z jednym się jeszcze zgodzę - przedmiot, nie podmiot - masz rację. na koniec coś "na kukiełkach", czyli co sądzisz o poniższym:wystęknęwszych łapikę zdumał porybawki suną wniąźle i zawięźle coś złego bardzo się stało - gógra całkiem nieźle! nadałem niniejszym znaczenie. i ono się powinno wytrącać. i mogę tak cały dzień. i co z tego, bratku? [tak, takie pierdolenie aż prosi się o danie komuś w mordę]
Arkadiusz Pętelka Opublikowano 24 Listopada 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 24 Listopada 2006 Każdy chce być tym ostatnim, co ? Wiesz co znaczy, że się wytrąca, a nie potrafisz tego zastosować w praktyce. Z faktu, że nie potrafisz „złamać kodu”, nie znaczy, że wierszyk [a ja sobie uzurpuję stosowanie tego terminu do swoich tworów, ha !] pozbawiony jest znaczenia [nie będę się jednak bawił w przekonywanie, że miałem coś na myśli – nie miałem, wygrałeś tropicielu prawdy]. „piszesz coś skrajnie niejasnego i robisz to celowo” - ty tak robisz. I ja mógłby jednym ruchem uprzątnąć twoje wybeki – trochę terminologii nauk empirycznych, szczypta mistyki [balon walczy z sufitem] z odrobiną kobiecej wrażliwości [a może androgenicznej? (bo dasz w mordę)] – a kto ci zrozumie stan mistyczny [twój się da]. I mam dla ciebie łatkę – ipsator. Rozumiem, że filozofia to twoja mocna strona, więc tu się nie zaczynam [chyba, że znalazłbym kogoś o kim co nieco nie wiesz]. Z dada wiązać mnie może ostateczny wygląd, bo nie metoda [chyba, że Cravan]. Nie znaczy to, że mam się za jakiś oryginał [ale i ty nie mistykuj się tak boś tego nie wymyślił]. Dalej: poezja nie nauka [a już całkiem empiryczna], falsyfikowalna być nie musi.i "traktujesz" moje wypowiedzi "ironicznie" - ty, ja twoje też ! może my się wogólezgrywamy, a tak naprawdę to gdzieś ponad polemiką zgadzamy się w 100 % ? O twoim wierszyku myślę tylko tyle, że jest wtórny [ale i zazdroszczę, że możesz całymi dniami, ja tam się przy tym zmęczyć potrafię, jak jaki impotent – pewnieś zły, że tylko jeden wierszyk na tydzień można wrzucić]. „takie pierdolenie aż prosi się o danie komuś w mordę” –o ! i tu wreszcie gadasz jak myslisz, bez zbędnych sublimacji – proponuję ci dać sobie. albo poczekaj do następnego życia, stań się robalem na bombajskim straganie owocowym, sięgnij po mistyczną figurę, i wciel się w obcas wkurwionej właścicielki kramiku.
kryz Opublikowano 24 Listopada 2006 Zgłoś Opublikowano 24 Listopada 2006 och, w końcu! jest coś o mnie! rozbawiasz mnie do łez, Arkadiuszu. hej, czekaj. spróbuję zrekapitulować swoje zdanie - może doczekam się jeszcze bardziej wnikliwej psychoanalizy. otóż z perspektywy czasu czuję niewymowny wstyd, że w ogóle wziąłem udział w tej jałowej dyskusji. obawiam się, że mogłem przez to w sposób haniebny zwrócić czyjąś uwagę na Twoje wypluwki. wszechogarniające poczucie samoupodlenia znakomicie mi jednak rekompensuje fakt, że mogłem przeczytać to, co zaprezentowałeś powyżej. to cudowne. napisz coś jeszcze, bo przypadkiem za długo będę ostatni.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się