Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I


Pieśń Abla

Dzień przewodnik złotorogi śpi
strudzony za źdźbłem trawy Na trawie
owczy ser bieleje Na niebo
sypią się okruchy

Ogrzej się nocy w żywej wełnie
i zdejm zmęczenie z ramion brata
Z nasion radości traw spoczynku
płomienny kwiecie rośnij
rośnij

Z dłoni przemożnej pokrzepiony
w dłoń obronną oddaję swój pasterski kij
Daj bratu sen spokojny
Bądź pochwalony w rannej rosie
Bądź


II


ja Kain zabiłem Abla ja Abel
Nie mogłem znieść jego promiennych oczu
braterskich rąk które moje wiązały tak długo
Miałem złe sny zawsze byłem zmęczony i rozdygotany
gubiłem się w myślach nic mi się nie udawało
a on tak często śmiał się musiał śmiać się ze mnie
zwłaszcza kiedy był sam i leżąc w cieniu gapił się
w niebo Cieszył się byle czym tak był głupi
że gadał z owcami a te chodziły za nim
Zadręczał mnie pytaniami ta troskliwość
nie była prawdziwa przecież był taki beztroski
Kiedy patrzłem jak spał lekko z pogodną twarzą
modliłem się o piaskową burzę
żeby raz mogła zakłócić ten spokój ale nie
spał tak mocno nawet kiedy lwy ryczały
w pobliżu a ja gryzłem palce by nie zmrużyć
już oczu do rana On spał ja czuwałem
czuwałem zawsze Zabiłem byłem mu pośmiewiskiem
i chciał mnie upokorzyć Do dziś
dusi mnie w gardle i piecze oczy
gdy wspomnę zimny wieczór pilnując stada
rozpalaliśmy ogniska
Widzę jeszcze wysoki płomień liżący gwiazdy
słyszę jak syczał i trzaskał Obok
siedział Abel musiało mu być gorąco
zdjął sandały i kaftan był dumny i zadowolony
patrzył daleko niewidzącymi oczami
Wolał nie widzieć jak męczę się nie mogąc
rozpalić suchej trawy tliła się tylko
dymiąc Krztusiłem się w rozpaczy
zasypywałem chrustem każdy blady języczek
jaki ledwo się ukazał chłód zgrabił mi palce
nie mogłem w nich nic utrzymać
Chciałem już iść po rozpaloną gałązkę
niechby sobie nawet coś pomyślał
ale on zaczął śpiewać
Pustynia pomrukiwała dookoła truchlało
w piersi kiedy patrzyło się jak te diabelskie
ślepia krążą blisko a on drwił ze mnie
Z początku nie wierzyłem zgarbiony
aż przysiadłem z klęczek Miał miły głos
teraz donośny wieścił coś triumfalnie
że nawet ja zawsze jąkający się ze ściśniętego
gardła wyrzuciłem straszliwy krzyk
że wzrok mi odjęło rozdarło mi płuca
jęcząc złapałem gruby korzeń
ale on śpiewał dalej czułem się unicestwiony
Już nie ja ale coś ciemnego i dławiącego
rzuciło mnie w jego stronę Ucichł
tak nagle
Cisza osaczyła mnie jeszcze groźniejsza ale
to przeklęte oblicze w którym przeglądała się
moja nędza znikło też nie leżało nieznane
nie nie dotknę tego co mi tak urągało
trzeba się przed tym ukryć przed wszystkim
co przypomina zostawię pójdę daleko
ta cisza zgasły śpiew
ja Kain zabiłem Abla ja Abel
aby Kain mógł żyć

Opublikowano

Czytam bez kontekstów - przemawia, choć w tym "słów natłoku" giną niuanse (w warstwie słownej wiele stylizacji, patrafraz - to buduje klimat, ale też czyni barierę, uwzniośla tonem biblijnym - czy przybliża nam spółczesnym? nie wszystkim, z pewnością).
I tak myślę, gdyby cz. 2 zapisać szerszą frazą, poetycką prozą (bo teraz Duże litery - dla mnie - niekonswkwentnie, a wersyfikacja momentami: pożal się Boże:); to opowieść - niechby się rozlała (z możliwością kontrapunktowania krótkimi wersami tam, gdzie trzeba).
pzdr. b
ps. do niebawem ;)

Opublikowano

Roman Bezet.; z prozą poetycką rzeczywiście można postąpić różnie, skrócić lub wydłużyć frazę;
ja starałem się robić "sceniczny" zapis "roli" Kaina, steatralizować na monolog - a
w nim są trochę inne prawa niż w czysto literackiej konwencji - emotywność
wypowiedzi rozdzielonej na ja-on ustala reguły gry...ale czemu nie, w warsztacie
domowym spróbuję uwzględnić Twoje sugestie - sam jestem ciekawy, jak tekst
się sprawdzi i czy "zagra" podobnie; dzięki - a ja pożalę się Bogu z powodu tych
grymasów na nieszczęsną wersyfikację... :))) J.S.

Opublikowano

A ja sie troche odłączę od reszty: dalej nie wiem, dlaczego Kain zabiła Abla, i nawet nie chodzi o to, że nie rozumiem biblijnej przypowieści, choć znam i rysy talmudyczne i wątki katolickich kazań na ten temat, poza tym, że jest to archetyp zabójstwa, dalej nie kumam tej czaczy (poza znakiem Kaina, ale to inna bajka)

I ten utwór, poprawny formalnie, dalej mi nic w temat nie wnosi.... Nie widzę dramatu, napięcia, ani retrospekcji ani analizy. Taka laurka do obrazka....

Może w ten sposób znowu zabijam Abla, ale czegoś z zakresu głębszego sensu mi brakuje....

;o)

Opublikowano

ja Kain Abel ja - tak, wchodzisz głęboko, dotykasz rdzenia!

hebrajskie ah, ahot to słowa nazywające najgłębsze relacje międzyludzkie, wprawdzie najbliższe pojęciu "brat", dlatego tak przetłumaczone, jednak znaczeniowo odnoszące się do matki, ojca, siostry, członków rodu, plemienia, narodu nawet. Co więcej pojęcie "brat" przekracza granice tożsamości jednego człowieka, poszerza ją, wręcz scala z pojęciem "drugiego ja". Stąd bratobójstwo, to nie tylko zabóstwo syna tej samej matki, to coś więcej, to zabicie części samego siebie. Zabójca staje się człowiekiem rozbitym wewnętrznie, jest w stanie jakby półśmierci.
Dlatego bratobójca później wyznaje Bogu, że nie jest w stanie dźwigać tego brzemienia, bo przecież nie można żyć i nie żyć jednocześnie. Ten wiersz to krzyk. To opis walki Kaina z Kainem, nas z nami samymi. To nie tylko roztrząsanie motywów zbrodni. To próba poskromienia własnych demonów - nieudana, niemożliwa. Ale Biblia nie jest księgą fatalistyczną, bo oto Bóg nakłada ochronny płaszcz na tego, który samego siebie przeklął. Kainowe znamię to nie piętno, to wybawienie od zemsty.
Nie jest wcale łatwo zabić "brata". Kain wzbudza sobie i Ablowi potomstwo, historia toczy się dalej, nieco paradoksalnie. Kain osiadł w kraju Nod, to znów starohebrajskie słowo "błąkać się" "tułać" - zatem ziemia tułaczy - a kimże my jesteśmy?

no dobra, stop, bo nie skończę:)))
Eh, autorze, nie jest łatwo nakłonić mnie na powrót do takich refleksji - Tobie się udało. Dzięki.
świetny wiersz!

pozdrawiam

Opublikowano

no dobra, ale ten cały, mądry i ciekawy wywód Kaliny, nijak się nie ma do tekstu, tego w tekście nie ma, to jest zaledwie jeden wers:

"ja Kain zabiłem Abla ja Abel"

a w reszcie narracja przewija się z refleksją i robi się bałagan bo ani to teatrum, ani midrasz, ani analiza psychologiczna.....

Proponuję przepracować i ustalić o czym to tak naprawdę.

Do tekstu przytoczonego prez Sokratexa dorzucę zakończenie Pieśni o moim Chrystusie:

Takie było twoje ukrzyzowanie, Panie ,choć na pewno odbyło sie ono inaczej, niż to opisałem swoim (..) piórem..

ale jest między nami rzecz(...)

gdybym żył wtedy w Jerozolimie (..) na pewno wołałbym "krew jego na nas i na syny nasze", i wróćiłbym potem do domu, niosąć twoją szatę, której jakość badałbym balcami (...)

dlatego przebacz mi tę bolesną możliwość

dlatego przebacz mi tę bolesna (koneczność?) (,,,)

tę jeszcze jedną przyczynę twojej śmierci
tę przyczyna o którrej ewangeliści nie piszą
tę przyczyną o której ewangeliści milczą

przebacz mi panie grzech niepopełniony...

Cytuję to co mi zostało w pamięci, bo całość i duże fragmety reszty tego utworu kiedyś potrafiłem cytować, ale to jakieś 20 lat temu.....


Ale tu jest konkretna konstrukcja, która zmierza do bardzo konkretnej myśli...

W omamawianym wierszu jest dużo dobrego materiału i warsztatu, ale brakuje jasnej myśli przewodniej.....

A sama historia niesie duży ładunek możliwości...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



jeden wers ale to nie jest "zaledwie"!!!
o czym tak naprawdę jest wiersz? - wyczytaj z niego to, o czym jest dla Ciebie. Mój, jak to określiłeś, wywód nie ma się "nijak" - wręcz przeciwnie, piszę o moich refleksjach wywołanych właśnie tym wierszem, w którym jest opis wewnętrznej walki. Można się nawet domyślić motywów zbrodni (jeśli ich ktoś nie pojmuje, a usilnie pragnie zrozumieć) Analizę formy i treści zostawiłam innym - chyba mi wolno:)))
Wiersz to nie tylko słowa zapisane, to również te pomyślane na kanwie utworu, więcej nawet, to emocje wywołane tekstem i owo nienazwane, które dopełnia sam czytelnik.

pozdrawiam
Opublikowano

owszem, autorzy natchnieni bywali poetami - czasem tylko poezja jest w stanie najlepiej przekazać prawdę o Bogu i człowieku w ich wzajemnych relacjach.

link wskazuje na legendę (śląską?) - nie mylmy, gatunków literackich i gwary z tekstami biblijnymi (które zresztą też są zróżnicowanie stylistycznie i gatunkowo) proszę uściślić, o co Pan pyta, co mam Panu wyjaśnić (ewentualnie)?
"urodziła od niego brata" - zapewne chodzi: urodziła mu brata(Kainowi), albo "od niego" czyli od Adama - ale nie znam się na gwarach (może prof. Miodek, Bralczyk ... nie wiem, próbuj Pan u językoznawców)
pozdr

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie wyraża się Pan jasno - o jakich granicach międzyludzkich Pan mówi? - czy ja o czymś takim napisałam?

Co do idei Boga w Biblii nie sposób tu z Panem dyskutować - ani miejsce po temu, ani okoliczności. "Biblijny Bóg" jak to Pan nazwał, to przede wszystkim byt samoistny, tzw. konieczny, Byt, którego istotą jest istnienie. Czy dobry czy zły, rzecz w wyobraźni i mentalności autorów biblijnych - idea Boga w Biblii ma charakter dynamiczny, stale ewoluuje ... ale skończmy juz na tym, bo szkoda miejsca pod wierszem

pozdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Proszę wybaczyć, ale jakoś nie mogłam skojarzyć Pańskiej konkluzji z moją wypowiedzią :) Nie trzeba szukać daleko? (a o czym to konkretnie?) - to niech Pan nie szuka. Mnie w tę dal odesłał przeczytany wiersz.
skończmy już, choćby z szacunku do autora, który czeka raczej na komentarze niż na dyskusyjne wycieczki :)

pzdr
Opublikowano

Na marginesie dyskusji między kaliną kowalską a Sokratexem.;

jeśli wiersz inspiruje, i niejako poszerza się w komentarzu zakres poruszanego w nim tematu o wątki językoznawcze i semiotyczne, jak to uczyniła kalina w pierwszym komentarzu, a także - jak to wyraził Sokratex, budzą się pytania natury deontologicznej, etycznej i teologicznej, i zaczyna się toczyć spór o interpretację przekazu biblijnego; autor może - jako inicjator tej burzy mózgów - tylko się cieszyć, bo nic gorszego niż obojętność na popełnione dzieło;
zatem - dziękuję interlokutorom, uczestnikom pojedynku na słowa i myśli;
od siebie dodam: tekst wyraźnie zaznacza różnicę postaw pomiędzy Ablem i Kainem; po jednej stronie afirmacja tego, co otrzymane, po drugiej: brak ufności - lęk, zawiść, złość, gniew,bunt i zbrodnia; i oczywiście -ma Sokratex całkowitą rację mówiąc o tym, że Kain stał się ofiarą...własnego niepokoju, własnego braku wiary i pokory wobec tego, co otrzymał inny; to archetyp rewolucjonisty - ile ofiar za sobą Kain pociąga, mówi półgębkiem historia, bo nie może się doliczyć tych, których bunt Kaina sponiewierał i utrupił...wybór postaw stoi przed każdym, i tylko wola decyduje, za jaką się opowiedzieć, bo Kain i Abel mieszka w każdym z nas;
dziękuję kalino;
dziękuję Sokratexie;
J.S.

Opublikowano

Sokratex.; zamieszczony tu tekst "Egipcjanina Sinuhe" Mikiego Waltari wspiera sugestię Bezeta, by
właśnie wyznanie Kaina zapisać podobnie, ciągłą prozą, bez obligatoryjnego dzielenia na
wersy - ale ja mam problem - bo jednak chcę utrzymać charakter mini-poematu i
swobodnego scenariusza z zaznaczeniem odautorskich akcentów poprzez użycie dużej
litery; wiem - będzie to nieco oryginalne i trudniejsze w czytaniu, ale czy rzeczywiście
tak mało komunikatywne, że aż Jaro Sław pyta o myśl przewodnią, według mnie, aż
nadto oczywistą, co powyżej zawarłem; /? J.S.

Opublikowano

Potomkowie Kaina zostali kowalami, w starożytnych kulturach była to funkcja nieomal magiczna.... poza tym wyrabiał nie tylko przedmioty użytkowe ale i broś, która abijała...


ale wracając: tak jak historia z genesis obrosła komentarze, tak komentarzy i tu dużo, a ja rozumiem założenia takstu, ale dalej nie widzę w konkretnym tekście wystarczającego motywu zabójstwa, ani obiektywnego ani subiektywnego z punktu widzenia Kaina. Jest to ilustracja historii, która wiemy, że (przynajmniej w sensie literackiem) się wydarzyła. I brzmi -dla mnie - nieco jasełkowo, mnie dojrzałego (;o) hi hi), człowieka, który zna chwile, w których rzuciłby się do gardła drugiemu człowiekowi, to nie przekonuje...
Jeśli miałby to być archetyp rewolucjonisty, to pomysł jest jak najbardziej ciekawy, ale tego to tekście nie ma...

Co do takich archetypicznych tekstów, trudnością jest to, że przez wieki obrosły w znaczenia, ale ja tam w ciebie Jacku wierzę, bo talent to masz....

Pozdrawiam...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za szczery komentarz, bo to wszystko prawda. Cóź mogę powiedzieć.. Trzeba nieustannie dbać o to, żeby w merytoryczny i przystępny sposób przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom, żeby wiedziały więcej.. żeby np. rozumiały PRAKTYCZNĄ część zastosowania "nudnej" historii, a mianowicie, iż historia to dziennik zdarzeń, który wykorzystany w odpowiedni sposób pozwoli oszacować przyszłość. Najciekawsze w tym jest to, że pisze to człowiek, który raczej ukochał przedmioty ścisłe: matematykę, fizykę, chemię, biologię, etc. ;) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Poet Ka Jest mi bardzo miło, że mój skromny wierszyk się Tobie spodobał Poet Ko :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Berenika97 Mam dokładnie to samo zdanie. Uważam, że jako Polacy posiadamy na tyle intelektu i sprytu, że powinniśmy to wykorzystać. Nie na darmo słowo wywiad i kontrwywiad po angielsku to odpowiednio: inteligence i counterinteligence. ;) Dziekuję za przepiękny, rymowany komentarz, który mógłby być doskonałym uzupełnieniem tegoż wiersza. Bardzo to doceniam Bereniko. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński      
    • porwane w ry- trzepot lekkich skrzydeł w wietrze nawzajem przycią- wpadają w quasi-śnieżny puch w impecie zaginają sobie skrzydła skra, rzucona w ogień zapalniczka słońce najcieplejszego dnia w tym roku smugi jak opatrzność bo- stęk połyka jej sapiący oddech pot to rosa miłości skraplana z trudnej do wdechu, ach, pa- pary, pary.. w powietrzu... smuga jego cienia ledwo widoczna z zniknęła jacy oni muszą być czer- jej skrzydło muska jego skrzydło tracą na chwilkę swe impety on ucieka, od tego, że goni ona goni, za tym by uciekać gorący wiatr po- porywa ziarnka piasku na rzęskach osiada więcej puchu za słabe skrzydła by je złamać trzeba by je zmiąć, czy podrzeć wir..zakręcił        ...nie nie widzę nie widzę cię a wiszę, wiszę kiedy ćmy wskakują w ognie wskaż mi dro- gi, drogę, drogi, drogi zderzenie samymi paliczkami odrywa z obu część energii aż padną oboje na ziemię   ============ dla najlepszego efektu sugeruje się, aby osoba recytująca wykonywała w międzyczasie deskę.
    • Zamknięty na pustej łące. Uwierzył. Ma przy sobie śniadanie, lecz usłyszał, że odczuwa głód. Uwierzył i opada z sił. Cisną go buty, chociaż idzie na bosaka. Też uwierzył. Pada deszcz, lecz nie może zwilżyć ust. Kolejny raz uwierzył. Ma dziesięć centymetrów wysoka, a trawa cholernie wysoka. Tak rzekł Głos.   –– A on uwierzył? –– Skąd wiedziałeś? Prorokiem jesteś? –– Jestem mówiącą małpą. Wierzysz? –– Wierzę. –– Akurat… zwierciadłem. Wierzysz? –– Wierzę. –– Cholera jasna. Czy jest coś, w co nie wierzysz? –– Tak. –– Co? –– Nie wierzę, że mógłbym w coś nie uwierzyć. –– To jest sprzeczność. –– Wierzę, że nie jest. –– Hmm… a zatem nic dziwnego, że jesteś... kim jestem.   ***   –– A kim jesteś? –– Tym, w co wierzysz. –– A w co wierzę? –– Skąd mi wiedzieć, konkretnie w co? Jestem wszystkim. –– Jak to wszystkim? –– Skoro wierzysz we wszystko, a ja jestem tym w co wierzysz, to jestem wszystkim.   –– Nie chce wierzysz we wszystko. Chce mieć wybór. –– Trudna sprawa. Szczególnie dla ciebie. Kolejna sprzeczność. –– A wiesz, że zawsze kłamię? –– Skoro powiedziałeś prawdę, że zawsze kłamiesz, to nie zawsze, bo przed chwilą nie skłamałeś. A jeżeli skłamałeś, że zawsze kłamiesz, to też nie zawsze kłamiesz. –– Ale wierzę, że kłamię. –– Czyli nie we wszystko wierzysz, bo w niektórych kwestiach mogłeś mnie okłamać? To ja już nie wiem, kim jestem. –– Wierzę, ale to nie zmienia faktu, że przez to zmienię realny świat. Pozostanie takim jakim jest faktycznie. Moje wierzenie lub nie, tego nie zmieni. –– Zatem dla każdego innym, w zależności od kontekstu, związanego z jego pojmowaniem świata. Czyli każdy ma swoje małe światki, z którymi się boryka w jednym dużym, takim samym dla wszystkich, w sensie niezmiennych zasad. –– Niezmiennych? Czy aby na pewno? Wierzę, że nie.   –– Skoro wierzysz, że potrafisz kłamać, to nie wiem, czy mogę ci zaufać? –– Nie możesz. A wiesz dlaczego? –– Wiem. Bo ty sam sobie nie ufasz? –– A ty? –– Nie można do końca ufać teatrowi, w którym gra się główną rolę. Kurtyna może być podniesiona za wcześnie. –– Lub za późno zasłonić nasze przedstawienie, przed publicznością. –– Chyba, że jej nie będzie. –– Ważne, by mieć dystans do samego siebie i wciąż ten dystans pokonywać, czasami na bieżni autoironii, co daje zupełnie inna perspektywę, spojrzenia na bliźniego swego i świat wokół. –– Jest jeszcze sufler. –– A co ma sufler do tego? Wierzysz, że jest i zawsze słusznie podpowie? –– Wierzę, że trzeba nam skończyć przynudzać, bo żaden rozumny tego nie przeczyta, ze zrozumieniem.   –– Rozumny w jakim zrozumieniu? W porównaniu, do jakich umysłów? Racjonalnych, zwariowanych, roztropnych, praktycznych, szalonych, abstrakcyjnych, stąpających twardo po ziemi lub kompilacji tego wszystkiego, co wymieniłem i nieskończonej reszty możliwości –– Wierzę, że umysł nie może stąpać twardo po ziemi. –– Ale jego transporter szarych fałd, już tak. –– Chyba, że się poślizgnę na własnej pewności, bo za gładko. –– Pewności czego? –– Wszystkiego w co wierzę, że uznaję za pewne. –– Na przykład życia po tym, jak zwalisz… –– Kupę? –– Nie. Kopnę nogą w kalendarz, a kołek w ścianie, za bardzo przerdzewiały? –– To akurat nie jest pewne, to całe: po tym, aczkolwiek możliwe. Na to nie mamy żadnego wpływu. Pozostaje jedynie cierpliwie czekać i tu akurat jest pewność, że każdy doczeka swój rozkład jazdy. –– Dokąd?   –– A skąd mam to wiedzieć? Nie byłem, nie wróciłem, a jak będę, to nie wrócę. Można jedynie domniemać, że jeżeli nic tam nie ma i znikniemy zupełnie absolutnie, razem z tym wszystkim, cośmy dokonali jako rasa ludzka, to można takie założenie, bardzo skrótowo przyrównać do sytuacji, kiedy człowiek przeżywa wiele wspaniałych przygód i nagle doznaje totalnej amnezji i nic nie pamięta, z tego co przeżył. To równie dobrze, mógłby tego wszystkiego nie zaznać i wyszło by na to samo. Szczęście nie pamiętane w nas umiera. Przestaje być szczęściem. –– Zło nie pamiętane, też przestaje nas męczyć jak diabli. Bo ta cała rasa, taka święta nie jest. I my razem z nią. Tfu! –– Ale jest czasami potrzebne w sensie porównawczym, by wiedzieć, co nas dobrego spotkało i co nam się udało uniknąć, gdyż czasami o tym zapominamy. Niezapominajki mają lepiej. Rosną i wszystko pamiętają. –– Nie wiem czy lepiej, skoro tak. No dobra. Kończmy, bo zgłodniałem. –– Chcesz mnie zjeść? A może wszystkie rozumy? –– Zgadnij w jakim zrozumieniu, jestem rozumny? –– Tak głupkowato skończymy naszą wspaniałą, jakże nowotarską dysputę? Jak tak można? Czterema razami o rozumach?   –– No przecież jesteśmy aż i tylko ludźmi. Potrafimy równie mocno miłować lub przeciwnie. Taki kogel mogel, cały czas przez los, lub nas samych mieszany. Mamy rozum, ale nie całą wiedzę, by pojąć chociażby własny umysł i nie podcinać gałęzi, na której siedzimy, od strony pnia. Już nie wspomnę o tym, co poza naszym pojmowaniem.   –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz?...        
    • @Na liniach czasu   lato z miodem   niebo z konstelacjami gwiazd   łąka złocista od kwiatów    lgną i tak przenikają się   jak miód na tej kromce chleba     dając smak ciepłych miesięcy   i kwiatów w słońcu stopionych
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...