Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tak dużo mówiłam o cierpliwości, ciekawości, tajemnicy. Pamiętam jak oglądała film „Co się zdarzyło w Madison County” , była wyraźnie wzruszona. Widziała go wiele razy, ale ten ostatni raz, gdy przyniosłam płytę , oglądała i jestem pewna, że płakała.

Być jej kotem, on wie wszystko, ale to kot – milczy.

Przeglądam nasze listy, szczególnie wtedy gdy źle się czuję. Mówiłam Tobie kto ma do nich „kluczyk” . Jestem szczęśliwa, że to nie jest powieść, opowiadanie, sam widzisz, że nasza znajomość to najnormalniejszy kicz. Powiesz – Romans! Uczucie!
Nie ma romansu, jest uczucie i przyjaźń. Odwaga, Wiesz? Chciałabym kiedyś powiedzieć do siebie samej – Mam kochanka, kocham i jestem szczęśliwa!. Zobacz jak to fajnie brzmi, ale nie powiem.
Pada deszcz i wieje wiatr, a z wiatrem jest tak jak z mężczyznami. Lubię, ale się ich boję.
Kicia paraduje w mokrym futerku i chce być uczesaną. Biegnę czesać kota.
Między jedną kroplą a drugą (deszczu) jest radość, przytrzymaj ją dla siebie.
Powiedz sam, życie jest takie..................no właśnie jakie? Tylko nie mów, że
krótkie.
Bądź spokojny, moje serce jest ciche. Śpij dobrze


Opowiadała mi, że widziała śmieszne zdanie : "dobry, mądry z poczuciem humoru. Musi mieć pasję i wiedzieć czego chce.
..
Jak ma być tłuk - to wolę kota...". Czasami z przerażeniem patrzę na tego jej kota, czyżby... ? niemożliwe!


Starzejemy się? Tyle ostatnio mówimy o dzieciństwie młodości. Twoje związki z Litwą są dosyć mocne. Moja wiedza na temat Litwy i litwinów jest malutka.
Zawdzięczamy Litwie króla, historia i zmagania z zaborcami też podobne...z tym, ze nie zawsze My tam byliśmy potrzebni i za to przepraszam Ciebie i Twoją Mamusię. Tak na dobrą sprawę to Litwini
byli państwem tylko za panowania Mendoga i krótko po I wojnie światowej, no i teraz. Przypomniało mi się! To jest ważne.
Karaimowie nie są muzułmanami w wierze, owszem wywodzą się z plemion tureckich, ale ich odmienność polega na tym, ze są wyznawcami judaizmu, nie jego czystej formy, ale pewnej odmiany tego wyznania. Ja tylko o nich słyszałam, nie interesowałam się losami, ale jak tylko znajdę trochę czasu to poczytam. Wiem, ze z Krymu ściągnął ich książe Witold, stanowili jego gwardię przyboczną, właśnie wyznanie bardzo ortodoksyjne(oni nie dopuszczają do kontaktów z neofitami) , było dla Witolda ostoją i pewnego rodzaju pewnością, że będą mu wierni i dbający o jego życie.
Mało wiem, trochę słyszałam o karaimach, ale to ciekawostka, która jest związana z Litwą jak mennonici z Żuławami. Powiedz mi, czy faktycznie domki karaimów mają trzy okna na ulicę, tak aby z jednego z nich można zobaczyć księżyc?
Wypoczęłam, poukładałam swoje myśli, ale pomógł mi w tym dopiero spacer. Ucieszył mnie Twój list, tak lubię gdy jest od Ciebie jakaś wiadomość. Popatrz straciłam cały dzień na niczym, nawet nie czytałam...pooglądałam skoki, siatkówkę i nie zrobiłam nic... Ale mi fajnie, słodkie lenistwo mnie teraz ogarnęło. A jak lenistwo , to i myśli słodko kosmate. Jak kosmatości nabiorą kształtu to je opiszę, no i z czego się śmiejesz? Stać mnie na kosmatość.
Naprawdę mnie stać To jest zaleta poczty elektronicznej, że można , umownie przesłać z klawiatury uśmiech.


Więcej telefonów mniej wyjść, nawet kot jest zdezorientowany. Jednak chodzi wesoła i uśmiechnięta, pewnie nic się nie dzieje złego. Jest tak jak zawsze.


Jak tu nie powiedzieć - Dobranoc? Piszę do Ciebie, by się pochwalić - byłam dzisiaj piękna. Nie pytaj jak to zrobiłam, skoro jestem tylko X ? Powiedziałam sobie, ze będę piękna ...i byłam! Nawet się ciut zdziwiłam, ze tak potrafię.
Zazdroszczę Tobie tych koni, żagli , widoków. Lubię, gdy konie stoją do siebie łbami, i kładą łby na kłębach.
Wiesz, ja pamiętam jeszcze muły, potem u Babci pojawiły się pół krwi araby, zawsze gniade, szanowane, dbano o nie. Były też dwa siodła i marzenia wujka o koniu pełnej krwi . I pojawił się w końcu Platon.
Też troche na nim jeździłam, ale zawsze była do niego długa kolejka. Za to w przyjaźni wielkiej byłam z tym "niepełnym" arabem - Bucek:))
Matko kochana, nie masz większego problemu? Odpoczywaj, bo po powrocie musisz wreszcie skończyć pisać książkę.
Ja lubię brzydkich mężczyzn! Mam, i chcę, Ciebie lubić a nie zakochiwać się i pragnąć hahaha
Lubię tego Borutę co tkwi w Tobie.
Dziwny był list i ostatnia nasza rozmowa telefoniczna.
We Freuda nie będę się bawiła...ale zawsze tkwi w kobietach- pierwszy mężczyzna - to on
uczy nas miłości, uświadamia nasze pragnienia i potrzeby. No tak, ale wtedy gdy pojawia się ten pierwszy mężczyzna, to z reguły jest to nauka wspólna, korepetycje są zbędne, czas nauki miłości i szacunku. A błędy? Jasne, że są, ale ten dotyk, czułość maja w sobie tak ogromną dozę tajemnicy, niewinności .
Pozdrów konie Tułaczu, pozdrów las i wody , Żeglarzu i szantę zanuć, tak abym usłyszała...uważaj na rum, bywa
zdradliwy.


Zaczął się wrzesień ich kolejny wrzesień. No tak, tylko ja nic nie wiem, ze to jest „ich” wrzesień.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Charismafilos piękne ... "To czy ja wciąż jestem?..."  mój klimat :) pozdrawiam serdecznie
    • Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .     Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości.      Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.
    • Dzięki. Myślę że masz rację. Pozdrawiam :-)
    • Lyterówa! / A wór? Etyl!
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        a z takim IQ-> wszystko w zasięgu :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...