Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

tu leży Czesław Miłosz poeta litewski
miał on coś z Soplicy drugie coś z Horeszki
buntownika kawał półkonserwatysta
wspomnień alkoholi i słów celebrysta

miał fart bo mu Nobel dał kawałek grosza
nie musiał przez ocean przechodzić w kaloszach
bywał w Europie jak w modnej kafejce
znał polski - Polaków i Polskę mniej więcej

takoż i rodacy znali go - z nazwiska
choć czytało pięciu każdy chciał dać pyska
oj - nie lubił Czesław bratania takiego
i dlatego używa w niebie litewskiego

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No właśnie...a my go tak...!
No udał sie bardzo wiersz; sama potraktuję go jako
nowe spojrzenie dawno podejrzane:) Podoba się i z plusem serdecznie
pozdrawiam.:))) EK
Opublikowano

Ewa Kos.; moja wypowiedź dotyczy raczej jego publicystyki, prozy i eseistyki, tudzież wypowiedzi
i wywiadów;
a w poezji pan prof. często nudził i marudził, jak każdy wielki zresztą, ale na ogół jest to
poezja najwyższej próby; i tego mu nikt nie zakwestionuje; poetą jest wybitnym! :))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Moja też tego dotyczy. ja pamiętam czasy gdy ''wyszedł na świat''
Przecież za moich czasów w szkole nie było o nim słowa bo o wielu
nie było - takie czasy; ale nie jestem do końca przekonana czy teraz
we wszystkim lepiej? :)))) EK
Opublikowano

Ewo;
jak to dobrze powspominać...nigdy nie będzie ze wszystkim lepiej, bo jak jedno zostanie poprawione, to spaprają drugie, to najczęściej, co już było dobre; ano - chocholi taniec trwa i zatacza coraz większe kręgi; więc znowu przy Wyspiańskim, bo ten odwoływał sie do woli mocy, a nie do papierowego intelektu jak Miłosz...pozdrawiam, miło że kukasz... :)) J.S

Opublikowano

dzie wuszko;
wolno nam postrzegać człowieka tak, jakim go poznaliśmy; a Miłosz, choćby z racji tego, że po powrocie tu /w Krakowie/ właśnie miał mieszkanie, był częstym gościem klubów i kulturalnych instytucji, można rzec - widziało się go i słyszało na co dzień; ja go nie postponuję - może żle czytasz wiersz, ja się dystansuję - i do jego Osoby i do wielu z jego otoczenia;
a to jest moje prawo widzenia rzeczy tak a nie inaczej; jestem jego współczesnym - więc nie na kolanach, ani ze zmarszczkami - bo geniusz; znałem Go człowiekiem;

Opublikowano

kyo.; bo tak jest zawsze z osobami publicznymi; najpierw nikt ich nie dostrzega, a jak spadnie
laur, to wszyscy w te pędy ściskać i klepać po plecach - Miłosz takie coś przeżył na moich
oczach; więc mu współczułem, że tyle faryzeuszy musi tolerować w swoim otoczeniu;
dzięki! /a sam też irytował - oj!/; J.S

Opublikowano

przemyślany temat, zabawa słowem, żart z nutką ironii;

Jacku podoba mi się:)

Lilo, co Miłosz na takie epitafium, to był inteligentny człowiek, potrafił śmiać się z siebie; spodobałoby mu się to:)))

pozdrawiam
ewa

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...