Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie lubię patrzeć za siebie. Nie żebym zostawiał za sobą jakiś szczególnie wstydliwy syf. Po prostu męczy mnie upływający czas. O ile na krótką metę patrzę na zegarek i denerwuje mnie czekanie na przystanku, godziny gdy siedzę w pracy, to ogólnie czuję zalewającą mózg krew wraz z kolejnymi urodzinami, Nowym Rokiem i Bożym Narodzeniem. Chciałbym wtedy wyrwać się, zatrzymać biegnące wskazówki.
Nie chodzi o trwanie w magicznej pętli. Przecież nie stoję w miejscu. Powoli nadchodzi czas na tak zwaną stabilizację. Praca i mieszkanie. Sam cały czas stawiam kroki do przodu, oczy gdzieś tam tkwią w oddali. Chyba tylko na dnie niedopitego browara widzę postój. Kiedyś transformacja procentów w promile, promili w delirium poranne i permanentne drganie palców. Dziś już tylko odrobina złocistego napoju dla smaku.

Wyprostowana sylwetka, wysunięty podbródek, chłodnawe oczy i drwiący uśmieszek cynika na wykrzywionej znudzeniem twarzy sugerują pewność siebie. Tym niemniej, bynajmniej nie wiem czego chcę. Kim mam być za rok, pięć czy dziesięć lat. Scheiss. Scheiss. Nic więcej.

Retrospekcja. To taki rodzaj twórczego masochizmu intelektualnego. Rzut oka w tył żeby upewnić się, że nie jest wcale cudownie. Że tak naprawdę nic się nie zmienia, a najważniejsze to nie przejmować się. Bez kretyńskiej pozy, z rozbitym lustrem.

Nie lubię widzieć jak bawią się małe dzieci. Wypełzająca na krzywy ryj zazdrość za bardzo mnie zżera. Tak naprawdę wszystko czego chcę, to ich beztroski. Żeby znowu największym zmartwieniem była drzazga w pięcie, rozbita zabawka i zgubiona kredka. Żeby mieć całkowicie, totalnie i bezwzględnie gdzieś to, co będzie jutro. Wraz z dorastaniem zaczyna się poczucie upływającego czasu. Mam wręcz wrażenie, że realnie czas biegnie w postępie geometrycznym, im jestem starszy, tym szybciej. Będzie tylko gorzej. Zawsze będzie gorzej.

Niedawno udałem się w sentymentalną podróż w dzielnicę dzieciństwa. Nieskończenie szare bloki warszawskiego Targówka otynkowane, zmieniły barwę na lekko pastelową pomarańcz. Otoczona półksiężycem z betonu pseudozielona przestrzeń, zalana asfaltem chodników i usypaną ze śmieci górką do zabaw zimą, nagle zmniejszyła się. Niegdyś pół świata, dziś w pięć minut przechodzę całą jej długość. Parę ulic dalej podstawówka. Drogę do dzisiaj znam na pamięć. Prosto obok parkingu, skręt w lewo, obok tego żółtawego domu, dalej łukiem ulicy zabudowanej szeregowcami aż do szarawego gmachu. Tam, gdzie pierwszy raz poszedłem do szkoły. Słoneczny wrześniowy poranek. Trochę strachu, niepewności, wszystko nowe. Tłum, ktoś płakał, ktoś krzyczał. Tęgiej budowy pani o miłym uśmiechu. Pewnie już jej nie ma.
Z zewnątrz chyba nic się nie zmieniła. Dziesiątki czy setki paro- i nastolatków krążą wokół po lekcjach czy na przerwach. Świat dzieciństwa skurczył się. Wszystko skarlało, a ja krążąc po niewidzianych od dziesięciu lat miejscach czuję się jak Guliwer. Całość sprowadza się do punktu odniesienia.

Retrospekcja. Rzut oka we wsteczne lusterko uświadamia konieczność chwili refleksji. Refleksja to jedno z tych pustych słów, którymi ludzkość nauczyła się w ciągu rozwoju cywilizacji nazywać nic nieznaczące pojęcia. Tak pełne treści, różnych możliwości, że aż puste. Tak samo jak prawda, czas. Czy fatum istnieje? Zaskakujące, jak wiele nie zależy od nas. Jak wiele jest przypadkiem. Tym niemniej ci, którzy za bardzo na tym polegają, leżą na wyrku na wznak i drapią się po brudnych, sklejonych włosach, rysując wzrokiem na szarawej ścianie plany na przyszłość.

Co najmniej w teorii, zrobiłem co było możliwe. A i tak, dzień za dniem jest dokładnie taki sam. Zmienia się tylko cyklicznie krawat i koszula, które wkładam, aby się potem beznadziejnie pocić w ciasnym, dusznym wnętrzu pojazdu komunikacji miejskiej. Ten sam przystanek. Ta sama godzina. Ten sam zezowaty ochroniarz ćmiący papierosa przy szklanych, rozsuwanych drzwiach. Ta sama bramka, którą otwieram ciemnoszarą kartą. Jedno piętro po schodach. Dwadzieścia siedem kroków po korytarzu. Biurko. Kluczyk schowany za doniczką. Rozkładany laptop. To samo beznadziejne kreowanie pustego PKB za pomocą kolejnych elaboratów kierowanych w korporacyjną przestrzeń.

Powrót. Chwila na zakupy w pobliskim spożywczym. Ten sam ziarnisty twarożek, raz na tydzień opakowanie maślanego mixu, ten sam ser żółty, zawsze krojony przez przytłustą ekspedientkę, stojącą za przeszkloną ladę. W piątek, w sobotę ze dwa piwa. Nie więcej. Już się nie chce. Zdrowy sen i brak bólu głowy o poranku jakoś po przekroczeniu dwudziestu paru lat stają się nieskończenie potrzebne po długim, nudnym aż do wyczerpania zmysłów, tygodniu.
Przed snem krótka lektura. Tak dla podtrzymania zdolności odbioru ze zrozumieniem treści schowanej pomiędzy liniami. Bez Dana Browna i bez Coelho. Sen przychodzi szybko, zawsze za krótki, lecz spokojny.
Nuda stanowi kwintesencję. Marazm wypływa spomiędzy palców uderzających o klawiaturę. Marazm to dziecko dorosłości. Tylko dziecko jest nieskończenie ciekawskie, żądne odkryć w swojej naiwności. Z czasem przychodzi wyciszenie. Z czasem spacer po pustym lesie staje się wystarczającą metodą na mniej więcej zadowalające spędzenie niedzieli. Bezcelowa podróż autobusem w losowym kierunku nie wydaje się bardziej bezsensowna od każdej innej czynności.

Tym niemniej, z całą pewnością nie ma sensu w narzekaniu. Niczego to nie zmieni, na pewno nie pomoże. To tylko nakręcanie szarej spirali. Wszystko powinno być kwestią uświadomienia. Nie oświecenia, zaledwie uświadomienia. Trzy proste pytania. Gdzie byłem. Gdzie jestem. Gdzie chcę dojść. Znalezienie punktu odniesienia i funkcji celu. Słońce tak samo odległe ze szczytu i podnóża. Trawa tak samo zielona.

Rzut oka do tyłu niezbędny, by upewnić się, że tak naprawdę wszystko pozostało jak było. Pod chmurą ciemnych włosów wciąż krążą myśli Tafla brązowych oczu spogląda na miękką płaszczyznę jeziora w oddali. Jutro, może jutro.

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

To ponownie ja. Na początku chciałam zaznaczyć, że Twój tekst chodził mi po głowie przez cały wczorajszy dzień - może dlatego, że zbliżone myśli pojawiają się i u mnie. Piszesz o wadze świadomości i myślę, że Ty, czy mówiąc na około - narrator - tę świadomość właśnie posiada. Tylko ta świadomość wcale nie przynosi dla niego odpoczynku, wytchnienia. Być może to kwestia wieku, bo moment przełomu, próg oddzielający samodzielność i dorosłość, pracę i odpowiedzialność od beztroski chyba nawet musi przywiać wątpliwości.
"Marazm to dziecko dorosłości." - to jest bardzo dobre. Człowiek musi nagle wpisać się w zaklęty krąg powtarzalności. Każdy dzień, poprzez obowiązki, z których będąc dorosłym trzeba się wywiązać, staje się schematem, dużo mniej miejsca pozostaje na spontaniczność.
Chciałabym wierzyć, że uda się zachować w sobie dziecko, myślę, że każdy dorosłymusi dorosnąć do bycia dzieckiem, jakkolwiek to brzmi.
Żeby później nie dołączyć do grona ludzi, narzekających na swoje życie. Ciężko jest nie zwątpić, ale gra jest warta świeczki.

Jeśli chodzi o formę, to dla mnie jestswietna, lubię Twój styl.

Jeszcze tu wrócę, bo warto.
Pozdrawiam serdecznie Michale.

Opublikowano

Anno, cieszę się, że ponownie Ty:)
Właśnie, dorastanie, zmiana w czasie i kwestia świadomości. Ostatnio czytam Mirceę Eliade i myślę o historyczności/ahistoryczności naszej świadomości. Czy wpadamy w - jak wspomniałaś - powtarzalność, cykliczność, czy też przyswajamy nowe zjawiska, nowe byty i sytuacje, rozumiejąc zmienność świata w czasie.

Jeżeli chodzi o nasze miejsce w nadchodzącym teraz, właśnie teraz, dorosłym życiu - jak zauważyłaś, trzeba uświadomić sobie, że w pewnej mierze jesteśmy skazani na schematy. Nie lubię schematów, ale wiem, że ucieczka od nich byłaby sztuczna, byłaby ucieczką od odpowiedzialności. Staram się więc patrzeć jasnym okiem, chociaż nie zawsze jest łatwo.

Bardzo się cieszę, że styl się spodobał i pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Witaj Michale, zostawiam słowa pod Twoim tekstem po raz trzeci. Dzisiaj jest dziwny dzień. Nie wiem w sumie dlaczego, bo wszystko toczy się wedle schematów. Wczoraj również był ten sam schemat, a czułam się lepiej. Może więc to nie w powtarzalności kryje się marazm. Tak sobie pomyślałam, że są dni, kiedy jest w nas więcej życia, mocy. Wtedy myśli biegną ciekawymi torami. Są też takie jak dzisiejszy... Ale w sumie jeszcze się nie skończył;) Mozna powiedzieć - jeszcze wczoraj wiedziałam gdzie chcę dojść (nie mamna myśli celu życia, a mniejszą, jedną ze stacji). "Dzisiaj znowu pada deszcz..."
Czy cokolwiek zależy od czegokolwiek? - Chyba raczej wszystko zalezy od wszystkiego. Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Miło, że wróciłaś Aniu.
Mimo wszystko wydaje mi się, że marazm jednak wynika ze schematów.
Dni są różne, dobre czy złe nastroje wynikają z zupełnie ulotnych, niemierzalnych i chyba nawet niezauważalnych czynników.
Napisałaś, że "wszystko zależy od wszystkiego". Być może od tego zdania do stwierdzenia, że na nic nie mamy wpływu nie jest wcale daleko. Może wręcz jedno wynika z drugiego. Skoro wszystko oddziałuje na wszystko, a my sami nie mamy wszysktiego pod kontrolą (wręcz przeciwnie), to niemalże nie możemy oddziaływać na nic. Być może jesteśmy jacy jesteśmy niezależnie od swojej dobrej czy złej woli. Nie wiem, dzisiaj jakoś sceptyczny jestem, może dlatego że jestem chory i za oknem pada deszcz;)

Pozdrawiam ciepło jak zawsze i życzę miłego dnia:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @lena2_ @Stukacz serdecznie dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @violetta "Wszystko się może zdarzyć"...  czuję, że będzie ciekawie w najbliższych latach. Będzie twórczo, co nie oznacza nowego związku, a tym bardziej prokreacji (przepowiednia mówi inaczej, a kysz, gusła), zrobiłem swoje. Nikt z nas się nie obroni przed "wolą Bożą". A ty od razu ślub?! Nienowoczesna jesteś :-)  
    • 91. Granice, które nosimy w sobie (narrator: grecki najemnik w służbie Dariusza)   1.   Uciekamy w ciszy. Cóż powiedzieć, gdy świat nie słucha?   2.   Dwór się kruszy — tak działa natura: słabe łamie się pierwsze.   3.   Gdy wiara w wodza gaśnie, każdy szuka światła, gdziekolwiek jest.   4.   Jedni wybierają nowych panów. Inni nowych bogów.   5.   To, co się rozpada, rozpadało się już dawno — my tylko patrzymy.   6.   Najemnik zna granice. Najpierw rozpoznaje je w sobie, potem na mapie.   7.   Lojalność jest drogą. Idę nią, póki nie przecina jej przepaść.   8.   Nie zdradzam, ale i nie zginę za to, co już umarło.   cdn.
    • ".   "  في هاوية التعاسةسقطت" هاوية التعاسةسقط تفي"   Nad Aleksandrią niebo życiem pijane jak marcowe zające Niebo tak łaskawe jak znów nów miesiąca A o zachodzie, morza hymn śpiewają Słońcom - W perspektywę bezkresną hymn pieją "Alleluja”! Szukaj Yasalam, gdzie przedstawić sobie można Iż ta jesień jest Julią, Ofelią, czy Laurą A te niebo jest z prawego łoża - Zaślubieńcem Aleksandrii! Masz tu port na zachodzie - dla życia rozbitków Na wschodzie - przystań (dla trudnych przypadków) Na północy lotnisko - pełne wraków Na południu - latarnię, po wypadku... Ale niebo czyste (jak forma Magritte'a), W Aleksandrii ma ono tę samą znakomitość, Co morze, co bije wciąż w nabrzeże Kite; Wszędzie tu znajdziez Yasalam, mówi ci miłość Just tu port na zachodzie - dla żeglarzy z wszech portów Na wschodzie - przystań dla strudzonych troską Na północy lotnisko, gdzie wiosną zlatują Concord'y Na południu - latarnię  (starożytną) morską Tak, niebo tu czyste jest jak forma u Magritte'a, Lecz w Aleksandrii nietrwałe twoje wszystko; Tak mówi ci fala co rozbija się o nabrzeże Kite: Nigdy nie znajdziesz Yasalam, tak pisze samo pismo.. Yasalam powie, ci że nic się nigdy nie zmieni, Więc wybacz demonom swoim klasy Muhammada Bo wszystkie twe namiętności i żywy tlen ziemi, Wszystko, co w sakwę  zebrałeś - na nic się nie nada, Lecz Yasalam odpowie Aleksandria, coś w takie klimaty; Powie ci, że jeszcze tylko moment, Żebyś jeszcze nie wybaczał swoim demonom bez klasy, Że twoja szewska pasja i w płucach tlen - są jeszcze niezginione... Masz tu port na zachodzie (dla rozbitków), Na wschodzie - przystań (dla... przypadków) Na północy lotnisko (dla wraków) Na południu - latarnię (w spadku) I, niebo to, czyste jak forma u Magritte'a, W Aleksandrii jest tak półtrwałe, Jak te fale, co się rozbijają pod brzegiem Kite... Wszędzie znajdziesz niby miłość, jakieś tam Yasalam - Tak jęczy fala co (po nocy) rozbija się o brzeg Kite, Nigdy nie znajdziesz Yasalam, mówi pismo. Yasalam powie, że nic się nie zmieni, Bo twoje chęci i cały tlen ziemi, Wszystko, co niesiesz - niewarte kieszeni, A Yasalam? odpowie Aleksandria.. I to ona rację ma, nie Kasandra: Więc wciąż szukaj Yasalam, gdzie będziesz mógł Uwierzyć, że jesień ta to nie Kasandra, Lecz tobie odwiecznie zaślubiona Aleksandra, A te niebo to - to ślubny dar, co go Bóg.. Choć nad Aleksandrią niebo rani jak topór Niebo twarde jest jak  z popiołu diament, A o zachodzie, morza popiół Szepcze: „Yasalam” w pustki zamęt... A Yasalam ci powie: Wasaalam, A Aleksandria odpowie: Inshallah! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια Sur Αλεξανδρεία, l'éclat du ciel brille tel un lapin d'hiver, Le ciel est aussi généreux que les lignes du « Лебединое озеро »,  Et dans le soir, la mer louange le soleil. Vers l'horizon infini, ils chantent un « הללויה ! », mon hymne! Cherchez مرحبًا, où vous pourriez en faire un intime, De cet automne, de Laura, Juliette, d'Ophelia, Et où ce ciel serait du lit légitime - Le fiancé éternel της Αλεξάνδρειας! Ici on trouve un port à l'ouest - pour ceux qui étaient trop braves.  À l'est, un havre de paix (pour les cas urgents). Au nord, un aéroport, rempli d'épaves. Au sud, un phare, victime d'un accident... Mais le ciel est si épuré (tel un fresque de Bosch). À Αλεξανδρεία, il respire la même splendeur, Que la mer, qui se brise sans cesse sur le quai de Χαρταετός. Vous trouverez مرحبًا ici, te dit l'Amor insoucieux. Oui, ici, il y a un port à l'ouest, pour les marins de bas âge, À l'est, un havre pour ceux qui en ont assez des soucis. Au nord, un aéroport qui attire des Concorde dans un virage. Au sud, un phare [insérer l'image ici]. Oui, ici le ciel est aussi pur qu'un Magritte. Mais à Alexandrie, rien est sans problèmes. Ainsi te dit la vague qui s'écrase sur le quai du surf de Kite. Tu ne trouveras jamais مرحبًا, comme l'écrit Η Βίβλος lui-même. مرحبًا  te dira que rien ne changera jamais. Alors pardonne au démon des mille pas de Fred Astaire, Car toutes tes passions et l'oxygène,vital sur terre, Tout ce que tu as amassé dans ton sac point ne te servira. Mais مرحبًا répondra à της Αλεξάνδρειας (en substance): Elle te dira qu'il ne reste qu'un instant. Alors, ne pardonne pas à tes démons sans cette croyance : Que ta passion (du Christ) et l'oxygène (dans ton poumon) soient encore vivants. Ici, à l'ouest, nous voyons un port (pour les noyé.e.s). À l'est, un anse (pour les broyés).  Au nord, un aéroport (occupé). Et au sud, un phare (hérité). Et ici, le ciel est aussi clair que les conceptualisme de Magritte. (Στην Αλεξάνδρεια), il est tellement semi-- Et il le restera), Comme ces vagues vagues de Kite. Partout, vous trouverez, pour ainsi dire, de l'amour, et un mini مرحبًا. Ainsi gémit la vague qui se pend sur le pays plat qui est Kite. Vous ne trouverez jamais مرحبًا, dit. مرحبًا dira que rien ne changera. Car vos désirs et tout l'oxygène de la terre… Tout ce que vous portez,  rien ne va;  So sprach مرحبًا ?  Mais Αλεξάνδρεια réponda: Et elle a raison, pas Cassandre : Alors continue de chercher le مرحبًا, où tu pourras Croire que cet automne ne vient pas d'un papillon sans scaphandre, Mais της Αλεξάνδρειας  (éternellement promise à toi). Et ce ciel est un cadeau de noces, la graciositē d'un Dieu… Rien que της Αλεξάνδρειας Le ciel ne tranche comme une hache, Le ciel n'est pas dur comme un diamant, Et au coucher du soleil, la mer se cache, Murmurant : « مرحبًا » dans le chaos du néant! Et مرحبًا te dira : الإسكندرية, Et  الإسكندرية répondra : إن شاء الله ! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια ".     " في هاوية التعاسةسقطت" هاوية التعاسةسقط تفي"

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Over Aleanderia,  the sky is drunk on life like a  rabbit in March, The sky recites le libretto  di "Aïda", And in the evening, the sea praises the sun, parched dry, And toward the infinite horizon, they sing from a golden perch "הללויה!", my hymn. Seek out, where you might find an intimate, This autumn, with Laura, Juliette, or Ophelia, ah! And where this sky shall be the lawful bed — The eternal fiancé της Αλεξάνδρειας!  To the west lies a port — for the brave sailors of the Holy See, To the east, a perfectly good haven  (for emergency use!). To the north, an airport, filled with wrecks of the sea, To the south, a lighthouse, the victim of one too many reviews... But the sky is so pure (like a fresco al fresco), In Alexandria, it inspires the same πάθος As the sea, which puts breaks ceaselessly on the wavelength of Chartaetos. You will find welcome here, says the carefree Έρως. Yes, here, there is a port to the west, for sailors on the mend, To the east, a haven for those weary of their Angst, To the north, an airport that attracts Concordes around a bend, To the south, a lighthouse [here I stand] . Yes, here the sky is as sublime as a macrame by Klee, But Alexandria is, shall I say, an acquired taste; So says the wave that crashes on the Kite Surfing Quay. You will never find مرحبًا, as H Η Βίβλοق itself states.  مرحبًا will tell you that nothing  will ever change in مرحبًا So forgive the demons of the Tower (nur für Jude), For none of the passions that you've packed, All that oxygen in your overnight bag, will be off use. But مرحبًا will answer της Αλεξάνδρειας, It will tell you that: Brother, there's still time,. So, do not grant your demons an indulgence, or  the benefit of doubt: Don't give up on your inclinations and -  breathe in, breathe out... Here, to the west, we see Our Lady (of the harbour). To the east, a cove (for the crushed). To the north, an airport (out of ardour). And to the south, a lighthouse (newly brushed). And yes, here, the sky is as clear as the prose by Graves. But as with all things (Στην Αλεξάνδρεια), it is so demi-—and it will remain so, if ever so much), Like these radioactive waves. Everywhere, you will find, in a manner of..., love, and even a wee bit of مرحبًا. So sprach the wave over the land as high as Kite: You will never find مرحبًا, says.مرحبًا مرحبًا will say that nothing will change. And Because all your desires and all  that you call life… And everything you cum tuum ante portas will be deranged; So sprach مرحبًا? But Aleanderia replied: And she is right, her, not Cassandra: So keep looking, Aleanderia, if you don't mind, And keep on believing that this autumn, this Τσάντρα Is just a tourista, Aleanderias is still your promised land, And this sky is a wedding gift, the grace of a God… (Nothing but an Alemannic sod). And that the sky is not  Occam's axe, That it is not as hard as nails on a diamond, And that at sunset, the sea plays (your) hide, Murmuring: "مرحبًا" in the chaos of le Monde! And the sea will say to you: "ça va?," And the Insidious will reply: "Insha'Allah!" Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια Nad Aleksandrią niebo życiem pijane jak marcowe zające Niebo l tak łaskawe jak znów nów miesiąca A o zachodzie, morza hymn śpiewają Słońcom W perspektywę bezkresną hymn pieją Alleluja” ! Szukaj Yasalam, gdzie przedstawić sobie można Iż ta jesień jest Julią, Ofelią, czy Laurą A te niebo jest z prawego łoża - Zaślubieńcem Aleksandrii! Masz tu port na zachodzie - dla życia rozbitków Na wschodzie - przystań (dla trudnych przypadków) Na północy lotnisko - pełne wraków Na południu - latarnię, po wypadku Ale niebo czyste (jak forma Magritte'a) W Aleksandrii ma ono tę samą znakomitość, Co morze, co bije wciąż w nabrzeże Kite Wszędzie tu znajdziez Yasalam, mówi ci miłość Just tu port na zachodzie - dla żeglarzy z wszech portów Na wschodzie - przystań dla strudzonych troską Na północy lotnisko, gdzie wiosną zlatują Concord'y Na południu - latarnię  (starożytną) morską Tak, niebo tu czyste jest jak forma u Magritte'a Lecz w Aleksandrii nietrwałe twoje wszystko Tak mówi ci fala co rozbija się po nabrzeże Kite Nigdy nie znajdziesz Yasalam, tak pisze samo pismo Yasalam powie, ci że nic się nigdy nie zmieni Więc wybacz demonom swoim klasy Muhammada Bo wszystkie twe namiętności i żywy tlen ziemi Wszystko, co w sakwę  zebrałeś - na nic ci się nada, Lecz Yasalam odpowie Aleksandria, coś w takie klimaty; Powie ci, że jeszcze tylko moment Żebyś jeszcze nie wybaczał swoim demonom bez klasy Że twoja szewska pasja i w płucach tlen - są jeszcze niezginione Masz tu port na zachodzie (dla rozbitków) Na wschodzie - przystań (dla... przypadków) Na północy lotnisko (dla wraków) Na południu - latarnię (w spadku) I, niebo tu czyste jak forma u Magritte'a W Aleksandrii jest tak półtrwałe Jak te fale, co się rozbijają pod brzegiem Kite Wszędzie znajdziesz niby miłość, jakieś tam Yasalam Tak jęczy fala co (po nocy) rozbija się o brzeg Kite Nigdy nie znajdziesz Yasalam, mówi pismo Yasalam powie, że nic się nie zmieni Bo twoje chęci i cały tlen ziemi Wszystko, co niesiesz - niewarte kieszeni, A Yasalam? odpowie Aleksandria I to ona rację ma, nie Kasandra: Więc wciąż szukaj Yasalam, gdzie będziesz mógł Uwierzyć, że jesień ta to nie Kasandra Lecz tobie odwiecznie zaślubiona Aleksandra A te niebo to - to ślubny dar, co go Bóg.. Choć nad Aleksandrią niebo rani jak topór Niebo twarde jest jak diament, A o zachodzie, morza popiół Szepcze: „Yasalam” w pustki zamęt A Yasalam ci powie: Wasaalam, A Aleksandria odpowie: Inshallah! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια    
    • @Mel666 To jak w każdym związku - ci, których kochamy mogą nas najmocniej zranić. Cudownie jest czytać Twoje wiersze. Masz naturalna poetykę prozy poetyckiej - to skarb. Jeśli zaczniesz pisać prozę, ta poetyckość pozostanie i doda prozie kolejny wymiar... Mel, ładnie piszesz wiersze, ale... Pisałaś juz opowiadania? Nie pomyślała o powieści? "Yes, you can". Serdecznie pozdrawiam i liczę na Twoją odwagę, zuchwałość (także) w prozie.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...