Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W poprzedni weekend, czyli w oklicach 15.06, wziąłem urlop i pojechaliśmy na wieś do Ulki kuzyna - pewnie nie pamiętasz - tego od ówcześnie 2 córek (ślicznych), obecnie ma już i trzecią (dwa lata). Miałem nadzieje odpocząć, ale jak zwykle skończyło się tym, że wróciłem bardziej zmęczony niż wyjechałem. Nawet próba resetu za pomocą zgrzewki piwa nic nie pomogła, bo zmęczenie skutecznie powaliło uprzedzając wypity alkohol. Następny dzień, to było tylko bieganie za synkiem, który wyjątkowao upodobał sobie wszelkie formy obcowania z wodą, konewkami i wężem do podlewania. Cały dzień na lekkim kacu, na słońcu i tłuczenie kilometrów krok w krok z powtarzaniem : "Nie wolno!, Synku, nie!, Uważaj!, Nie wolno!. Nie tutaj!" Szał w 30 stopniach Celcjusza. Wyjeżdżając zaprosiliśmy ich na rewizytę.
Pojawili się u nas w ten piątek. Na poczatku było wszystko ok. Sumując: dorośli - sztuk 3, dzieci sztuk 4. Wydaje się, że w sumie jest jeden na jeden. W sobotę wieczorem liczba dzieci jakimś cudem zwarła swoje szeregi i w dziwny sposób się rozdwoiła. Opanowanie nerwów, nie mówiąc o dzieciach graniczyło z cudem. Marudy, humory: - Ja tego nie chcę., - Mi to ni smakuje., - Nie będę jadła... itd. Staraliśmy się zapewnić przyjezdnym dużo atrakcji. W piątek był plac zabaw coś w rodzaju "Kid's play'a" - w Sadybie (baseny chińskie z kulkami, zjeżdżalnie itp.). W sobotę już o 10 (hmmm) wylądowaliśmy na placu zabaw w rejonie Placu Wilsona - bardzo fajny plac. Bieganie za dziećmi zniszczyło mnie kompletnie, a dzieci (dziewczynki) były jakieś takie nie zadowolone i co chwila wspominały coś o jakichś naklejkach i kiedy pójdziemy do tego sklepu z naklejkami. Chciałem zrobić wszystkim niespodziankę i po cichutku oddaliłem się aby kupić lody. Pięć sztuk, plus coca-cola dla mnie i Ulki. Jedna nie miała ochoty na lody, druga nie lubi Big Milków więc nie będzie jadła. Trzecia - najmłodsza chciała jeść sama, na co nie pozwoliła jej mama - Ewka. Płacz i niezadowolenie. Ja zjadłem dwa lody, co bardzo szybko odbiło się na moim żołądku, więc do domu się śpieszyłem. Po dwunastej byliśmy w domu. Najmniejsze dzieci z mamami poszły spać, a ja z dwoma dziewczynkami do kina 3d. Ale wcześniej zupa. Ja nie chcę, już nie mogę itp. W kinie w miarę ok, nie wliczając tego że młodszej Agacie spadły okulary o rząd niżej i musiałem się przebijać przez ludzi. Zaczepiliśmy o sklep - SMYK - kupiliśmy naklejki. Kino trójwymiarowe nie przypadło im do gustu tak bardzo jak dnia poprzedniego plac zabaw w ich języku tzw. Kulki. Coż poradzić. Około siedemnastej, po uprzedniej walce przy stole i sakramentalnym : Nie jestem głodna, To za dużo?!, Ja tyle nie zjem... i po jednym powrocie Agaty na górę na siku, walce pomiędzy Synkiem i Gabrysią (najmłodsza) o rowerek jakoś dotarliśmy do Łazienek, ale z tego wszystkiego zapomnieliśmy czegoś dla wiewiórek. Chodzenie po Łazienkach to dla paroletnich dziewczynek nie lada nuda, więc jak najszybciej skierowaliśmy swoje kroki na plac zabaw w Łazienkach. W drodze nie obyło się bez paru napadów płaczu najmłodszej Gabrysi, bo co chwilę któraś "pomagała" jej jechać na rowerku, którego ta z kolei nie chciała opuścić nawet na placu zabaw. Wracaliśmy do domu prawie skacząc sobie do gardeł ale milcząc jak po przegranej bitwie - kolejna "atrakcja" nie zdała egzaminu w starciu z dziećmi. Dzięki Bogu przebyte kilometry dały się im we znaki bardziej niż nam i koło 22.30 mogliśmy w końcu siąść spokojnie i się napić. Trzy butelki wina niestety nie dodały nam następnego dnia więcej energii, a i nerwy splotły się w kłębki na powrót i o godzinie ok 7.00 były dzięki Synkowi, który podniósł nas ze snu, napięte jak postronki. Zaplanowany przez nas wyjazd na basen jako przedostatnia atrakcja, po ok 3 godzinach w trakcie których było śniadanie( Nie mogę, Nie chcę, Ni jestem głodna...) oraz pakowanie, płacz, walka z ubieraniem itp. jakoś doczłapaliśmy się na 10.30 do basenu. Na basenie - czas ucieka szybko, a nie na tym to polega, aby spędzić ten czas w szatni, no ale wszystko trzeba przecież wytłumaczyć. Już myślałem, że kontakt z wodą na basenie skończy się tak szybko jak powoli się zaczął. Po paru jednak minutach oswajania się z wodą dziewczynki nabrały przekonania. Synka nie trzeba było przekonywać - wyrywał się chcąc wskoczyć do wody - tak że 50 minut z nim na rękach to jakby się przebiegło trasę maratonu. Nasz synek tak lubi wodę. Nie bieganie na basenie to standard, ale jak się okazuje nie obowiązuje on wszystkich. W sumie byłem skupiony głównie na Synku i powtarzaniu : "Zamknij buzię", na co on wyciągał język jak najbardziej mógł oraz zanurzał z lubością buzię w wodzie jak tylko spoglądałem kontrolnie na kąpiące się teraz w najlepsze dziewczyny. I dobrze, że spoglądałem. W pewnym momencie Agata jak spławik zanurzyła się pod wodę, aby po chwili się wynurzyć, plując i płacząc ze strachu, Po sekundzie znów poszła pod wodę. Stojąca obok Ewka niczego nie zauważyła, natomiast ja tak i kiedy Agata była drugi raz pod wodą już byłem przy niej, a trzymając Ignasia na ręce drugą wyciągnąłem ją na powierzchnię. Oszołomienie nie schodziło z jej twarzy przez dobrą minutę, po czym wróciła do zabawy. Ewka skwitowała to tylko stwierdzeniem pod jej adresem, że Agata musi bardziej uważać, bo widzi co się stało. Jakoś dotrwaliśmy do końca i po jednej małej próbie buntu ze strony Agaty i zdecydowanym oporze z naszej strony opuściliśmy basen. Ubieranie, suszenie i pakowanie to jakieś dwadzieścia minut, w trakcie których zdążyłem nakarmić i umyc Synka, pobiegać za nim powtarzając swoje: Synku, nie wolno...
W domu byliśmy ok 12.15. Zupa dobra, owocowa, idealna na takie upały. Także, jak sie okazało nie dla wszystkich, bo Agata po pół godzinie mierzenia wzrokiem makaronów i przeganiania truskawek po misce stwierdziła, że zimna i ona nie jest głodna. Ja chciałem jakoś ją zmusić - że nie wstanie od stołu jak nie zje, lecz moje nerwy pokierowały mnie do jedynego pustego pokoju, w którym miałem zamiar zagłębić się w odstresowującą literaturę. Z czytania jednak nici, bo nic nie trafiało do mnie z czytanego tekstu, a w głowie kołatała się myśl : KILL THEM ALL. Umęczony zasnąłem na podłodze obok książki. Płaczem obudził mnie Synek, który właśnie się wstał. Ostatnia atrakcja przeznaczona była dla Ewki - przyjezdnej mamy "trzech wspaniałych dziewczyn", matki Polki. Wizyta w Ogrodzie Botanicznym w Powsinie miała nas wszystkich uspokoić a spacer pomiędzy różnymi gatunkami roślin miał odstresować przed wyjazdem i pożegnaniem. Rowerek z trudem udało mi się odebrać rozpłakanej Gabrysi, kiedy pakowaliśmy się do samochodów. Później tylko jeszcze szybkie zakupy na drogę, która dziewczyny czekała, stacja gazowa i do Powsina. Sklep - Ulka, Ewka z Gabrysią na rękach. Ja z Synkiem w jednym samochodzie, zalane łzami i drące się dziewczyny w drugim samochodzie. Dobra, wychodzą - już tylko wlać gazu i ruszamy - Oznajmiamy Ewce, że jeszcze zajedziemy po drodze na stację gazową . Ruszam, przejeżdzam ok 500 metrów, a Ewki nie ma. Zgubiła się - pomyślałem... Zatrzymałem się i wysiadłem. Czekam, czekam...nie ma. Zawróciłem, jadę z powrotem. Nie ma, nie widzę. Ulka dzwoni, okazuje się, że Ewka nie wiedziała, czy ma jechać za nami czy zaczekać. Przez to tracimy kolejne 15 minut. Jest 17.45 i odpuszczam stację gazową, bo może się okazać, że ogród botaniczny jest czynny do 18.00. Najwyżej będziemy wracać piechotą! rzucam , bo wiem, że już lecimy na oparach. Na miejscu jesteśmy o 18.25. O 19.00 teoretycznie zamykają. Parę hektarów w pół godziny z czwórką dzieci i jeszcze z oglądaniem - to wyzwanie. Jakoś udaje się nam dotrwać. Ewka - zauroczona. Dzieci rozkapryszone: rowerek, , picie, przystanek, droga na skróty - trzeba zejść z rowerka - płacz, przystanek, jedzenie, wzajemne wyrywanie z rąk ciasteczek, picie... I tak w kółko. Wychodzimy ok 19.35. Szybko się pakujemy do samochdów i rostajemy. My jedziemy do siebie, one do domu. Po drodze dajemy sobie jeszcze z Ulka słownie po razie, ale nawet nie mamy sił, aby się pokłócić. To był na prawdę nietypowy weekend.

Opublikowano

Zgadzam się - ja także myślę, że pisanie to bardzo dobra terapia. Tylko że nie wiem czy mam to oceniać jako terapię, czy jako prozę. Bo pierwszej nie skrytykuję, a drugą tak. A jeżeli to narazie tylko terapia, to może potem przerodzi się w sztukę? Czemu nie? :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wszystkiego, co wiem, nauczyłem się od czarownic. Paracelsus
    • 20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie  Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ...   @Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha    
    • @Mel666   sierść jeży mi się na karku jak czytam ten wiersz.  Oryginalne pisanie. 
    • @Annna2 Przeczytałem z przyjemnością, pozdrawiam. 
    • @Anna_Sendor Po prostu - Przednio  !
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...