Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Witaj Przybyszu niebieskooki.
Z naszej to przyczyny wyruszyłeś
w jedną z najdalszych podróży.
Gdy pędziłeś ku nam w niepojętym pośpiechu,
my tutaj czekaliśmy pełni nadziei.
Potem razem z Tobą przeżyliśmy
to twarde lądowanie
z podwójnym półobrotem,
po którym odcięty od życiodajnych płynów,
zaczerpnąłeś pierwszy łyk
ziemskiego powietrza.

..........................................

Dziś, przyglądając się
jak nabierasz ludzkich kształtów,
ujrzeliśmy pierwszy Twój ząb...
czasu.

Opublikowano

Hmmm. Chciałoby się powiedzieć, że jest to o czymś. No bo i jest. Ale brak tutaj jakichkolwiek atrybutów wiersza, prócz wersyfikacji. Nie temat robi wiersz.

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No właśnie, Lobo, powiedz, co robi wiersz. Bo czuję, że wytniesz zaraz w pień przynajmniej 80% forum.
Rzuć parę atrybutów, śmiało.

I jeszcze do autora " w jedną z najdziwniejszych podróży..."
Piast
Opublikowano

Panie Piast, przede wszystkim nie przypominam sobie, abyśmy byli na "ty". Natomiast, co do tekstu, bardzo proszę. Zapiszmy go tak:

Witaj Przybyszu niebieskooki. Z naszej to przyczyny wyruszyłeś w jedną z najdziwniejszych z podróży. Gdy pędziłeś ku nam w niepojętym pośpiechu, my tutaj czekaliśmy pełni nadziei. Potem razem z Tobą przeżyliśmy to twarde lądowanie z podwójnym półobrotem, po którym odcięty od życiodajnych płynów, zaczerpnąłeś pierwszy łyk ziemskiego powietrza.

..........................................

Dziś, przyglądając się jak nabierasz ludzkich kształtów, ujrzeliśmy pierwszy Twój ząb...
czasu.


Jeśli przeczytamy to teraz, zauważymy od razu, że jest to mini opowiadanko. Brak skrótów myślowych, metafor (przenośni), rytmu, jest zwyczajna gadanina o "przybyszu". Nie broni tego nawet ostatnia strofka (po kropeczkach), bo "ząb czasu", prócz ewidentnego bezsensu (bo po co i na co?) jest dość banalny i jako coda nie broni się w ogóle.

Natomiast, co do "tematów na wiersz" - według mnie wszystko może być tematem na wiersz, jeśli tylko zostanie poddane starannej, osobistej obróbce i przekazane w sposób jako-tako czytelny. U początkujących "pisaczy" (sam tak miałem, to normalne) występuje mniemanie, że aby "zrobić wiersz", trzeba weń nawtykać rzeczy niecodziennhych - jakieś anioły, przybysze z innych planet, poskładać to byle jak, podlać sosem słów i mamy produkt gotowy do spożycia. Jest też inna szkoła - udziwnić coś do tego stopnia, że przeciętny czytelnik nic nie zrozumie (nieważne, że Autor sam nie jest w stanie wybronić tekstu), a jak czytelnik nie rozumie, to zachowawczo pisze: "podoba mi się", bo nie chce wyjśc na kogoś, kto się nie zna. I tym sposobem w necie pałęta się cała masa koszmarków-nonsensów, które nie nadają się do czytania, nic nie wnoszą, a ich miejsce znajduje się w koszu, a nie na jakimkolwiek forum. No, ale aby napisać: "gniot", potrzeba nieco odwagi i nieco znajomości rzeczy. I tak to się kula, niestety. Bywa...;-)

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Szanowna Pani/Szanowny Panie (bo z nicku raczej trudno wywnioskować)... albo pójdę w ślady Piasta i może przejdziemy na Ty?

Nie mogę się naczytać Twojego komentarza. Ależ Ci proza wyszła z mojego hmm... wiersza. Taka hmm... poetycka???
Jeśli chodzi o poezję, to moją ulubioną jej definicję sformułował bodajże Witkacy i wygląda ona mniej więcej tak:
Wszystko jest poezją, a najmniej napisany wiersz. Każdy jest poetą, a najmniej człowiek piszący wiersze.
Ja nie uważam się za poetę. Czasami zdarza mi się tylko coś zrymować. Czasami zdarza mi się to tak często, że jak chcę coś napisać prozą, to to mi się samo rymuje. Staram się pisać wtedy pisać takie "stwory", w których uciekam przed rymem, rytmem, wyszukanymi metaforami (chociaż przed nimi staram się przeważnie uciekać) i innymi "środkami artystycznego wyrazu".
Nawiązując do Twego pojmowania poezji zaprezentowanego w komentarzu, nie wiem czy Cię tym zaskoczę, ale są nie tylko ludzie nie potrafiący pisać wierszy (jak wnioskuję z Twojej oceny, np. ja), ale i tacy, którzy pojmowanego na Twój sposób Wiersza nie potrafią przeczytać. A jeśli już im się zdarzy, to ni ząb nic z niego nie pojmują. Może to dla nich warto czasem napisać coś co zbliża się do poezji, ale czyta się jeszcze prawie jak prozę?
Słyszałem o kimś kto kilkakrotnie próbował przeczytać "Pana Tadeusza". Bezskutecznie. Dopiero, gdy kolega mu doradził aby czytał go jak prozę, nie zwracając uwagi na rymy - pomogło. Przeczytał i był zachwycony!
Są ludzie, którzy popełniają błendy ortogaficzne, są tacy, którzy mają problemy z opanowaniem tabliczki mnożeni i zdarzają się taż tacy, którzy gubią sens gdy coś zapisane jest w sposób nienaturalny (np. rymuje się). Pomimo to nie są debilami! Czasami trzeba po prostu próbować dotrzeć do nich w inny sposób. Więc proszę Cię, nie wrzucaj wszystkich do jednego wora.

Jeśli chodzi o najbardziej konkretny zarzut, tj. "brak skrótów myślowych, metafor (przenośni)", to najwięcej ich jest w tytule (a niech tam) wiersza. Bo jeśli jestem mieszkańcem Polski, to jestem Polakiem, jestem mieszkańcem Europy więc jestem Europejczykiem, mieszkam na Ziemi, jestem Ziemianinem i w końcu mieszkam w Kosmosie więc jestem Kosmitą.
... a tak na marginesie, to jak myślisz o czym jest ten wiersz?
Myślę, że jest na tyle prosty, że ktoś, kto trochę życia przeżył nie powinien mieć jakichkolwiek problemów z interpretacją.
Acha! I zapewniam Cię, że "ząb czasu" ma sens. Jeśli jeszcze o tym nie wiesz, to z pewnością się przekonasz...

Kłaniam się nisko
Pozdrawiam Serdecznie

P.S. Przepraszam za siebie i za Piasta, ale z Twojego nicku trudno wywnioskować czy ma się do czynienia z K, czy z M. Po za tym forum ma swoje prawa. Te pisane i te nie pisane. Jedno takie mówi, że wszyscy tu jesteśmy kolegami. Niezależnie czy mamy 14, czy 60 lat.
Ja tam się nie obrażam gdy ktoś mi wali na ty, ale jeśli uraziłem to przepraszam.



Piaście
Dzięki za Wszystko
Pozdrawiam Serdecznie i Kłaniam się niziutko.

Opublikowano

Panie Leszku!
Dziękuję za odautorski komentarz, pozwolę się z nim nie zgodzić, szczególnie że Pan sam raczył sobie kilkukrotnie w nim zaprzeczyć. Bardzo proszę:

Nawiązując do Twego pojmowania poezji zaprezentowanego w komentarzu, nie wiem czy Cię tym zaskoczę, ale są nie tylko ludzie nie potrafiący pisać wierszy (jak wnioskuję z Twojej oceny, np. ja), ale i tacy, którzy pojmowanego na Twój sposób Wiersza nie potrafią przeczytać. A jeśli już im się zdarzy, to ni ząb nic z niego nie pojmują. Może to dla nich warto czasem napisać coś co zbliża się do poezji, ale czyta się jeszcze prawie jak prozę?

Czy mam rozumiec przez ten fragment, że Pan specjalnie zaniża swój poziom, aby odbiorcy zrozumieli Pańskie teksty? Szczytne to bardzo i pozytywne, ale sądzę, niepotrzebne. Dajmy szansę odbiorcy! Proszę to potraktować jako postulat.


Słyszałem o kimś kto kilkakrotnie próbował przeczytać "Pana Tadeusza". Bezskutecznie. Dopiero, gdy kolega mu doradził aby czytał go jak prozę, nie zwracając uwagi na rymy - pomogło. Przeczytał i był zachwycony!

Dowcip stary jak świat, w dodatku nie na miejscu, proszę bowiem zauważyć, że "Pan Tadeusz", to regularny (poza kilkoma wpoadkami) 13 zgłoskowiec, a więc jednak wiersz. Proszę napisać coś takiego, a potem dopiero instruować niekumatego czytelnika, jak ma to czytać.

Są ludzie, którzy popełniają błendy ortogaficzne, są tacy, którzy mają problemy z opanowaniem tabliczki mnożeni i zdarzają się taż tacy, którzy gubią sens gdy coś zapisane jest w sposób nienaturalny (np. rymuje się). Pomimo to nie są debilami! Czasami trzeba po prostu próbować dotrzeć do nich w inny sposób. Więc proszę Cię, nie wrzucaj wszystkich do jednego wora. (błędy)

Oczywiście, że są tacy ludzie, ale tacy, z reguły, nie zaglądają do portali poetyckich. Tutaj jest część "obyta", jak mniemam, więc argument w rodzaju "kulą w płot". A "docieranie do nich w inny sposób" - Pan wybaczy. To byłoby tak, jakby podsunął Pan ślepcowi deskorolkę, mówiąc, że to jest samochód. Na prawdę zależy Panu, aby wprowadzać kogoś w błąd? Poza tym, cóż takiego ze "sztuki wyższej" jest w Pańskim tekście, żeby trzeba było w ten sposób "maluczkim" tłumaczyć?

Co do autorskich "sensów" zawartych w wierszu, hmmm. Akurat ten prosty jest, jak konstrukcja cepa, ale chciałbym coś uogólnić - tekst "idąc w ludzi" nabiera takich sensów, jakie odczytuje "czytacz" i jedynie precyzja zapisu autorskiego będzie bronić tekst przed wypaczeniem interpretacji. No, to mniej-więcej tyle. Dziękuję za dyskusję i

pozdrawiam.;-)

P.S. Jestem rodzaju męskiego..;-))

Opublikowano

Witam cię, Leszek -
Nie musisz za mnie przepraszać... Ja też myślałem, ze wszyscy jesteśmy na forum kolegami i dlatego do wszystkich sie zwracałem, beż żadnej krępacji, nawet nie pytając o to, po imieniu. Wydaje mi się, ze tak jest to nawet przyjęte w kręgu ludzi, którzy zajmują się tymi samymi sprawami, mają podobne zainteresowania, dyskutują i dzielą się uwagami, wzajemnie się pochwalą, a i bywa, posprzeczają.
I uważałem to za tak oczywiste, że ani na myśl mi nie przyszło, że są ludzie, którym trzeba Panować, a pewnie tytułować jeszcze - tylko nie wiem jak: Panie Magistrze, Panie Inżynierze, Panie Docencie, może Profesorze czy Imć Waćpanie, albo Wasza Wielebność... no nie wiem jak, bo niby skąd taki prosty człowiek jak ja, może to wywnioskować po "uczonych" zapewne komentarzach??? Nawet zaglądnąć chciałem przez szybę monitora do środka, by zobaczyć, co to za Very Important Person tam z tyłu siedzi, i nie dojrzałem nic! Kompletnie nic!!! Kurdę, tam w środku nikt nie siedzi... Co innego w telewizorze. O! Tam to tych ludzi dużo sie zbiera, ale zaraz wyskakuje na dole, że On to Prezydent, albo Doktor jakiś jest... I wtedy ja bym wiedział, że taki Lobo na ten przykład, to jest Prezes Lobo, albo Przewodniczący jakiś ważny, albo nawet sam Pułkownik, czy Generał może jakiś sam jest... No bo on może być jeszcze wazniejszy niż myślę, ze ogarnąc umysłem swoim nie nadązam...
Dlatego kłaniam się Panu Lobowi nisko i o przebaczenie proszę, by mi te moje prostackie zachowanie wybaczyć raczył!
I tobie, Leszek, radzę - nie zaczynaj, bo jak widzisz, twoja propozycja przejścia na ty spotkała się z całkowitą olewką. Wystarczy ci chyba to, że osobnik jest rodzaju męskiego i tyle.

Uff, gdyby nie ten koktail truskawkowy, co to mi żona podała, to bym pisał i pisał - vena mnie dopadła jakaś...

Muszę powiedzieć, że dla mnie wiersz - poezja musi mieć swoją szczególną formę i sam nieraz przerabiałem wiersz na prozę, jak był to uczynił powyżej Pan Lobo. Dlatego ośmieliłem sie zapytac Pana Lobo, co czyni wiersz i do tej pory nie dostałem odpowiedzi. Może dlatego, że śmiałem naruszyć Jego godność osobistą - obrazić Majestat??? Eeeee, nic to...
Ale na koniec, nawiązując do przemiany twojego wiersza "Kosmita" na prozę przez Pana Lobo, chciałbym dać zagadkę. Kto jest autorem poniższego tekstu i czy to proza, czy poezja? Kawałków takich Imć Autor ma bardzo dużo w swoim zbiorze...


Śmierć kliniczna

Zawieszony między balkonem, na którym siedzą anioły, a nieco cuchnącym bajorkiem nie – możliwości próbuję kreślić Twój portret dymem z papierosa, ale ten rozpływa się, zanim powstał. Uderzenia kłujące pierś wstrząsają ciałem, którego nie czuję, ale widzę, że drga. Chłopaki w krzakach zaciągają się ostatnim sztychem peta i coraz bardziej dorośli idą do domu. Butelki taniego wina walają się wszędzie, żaby rechoczą, słyszę jak na drugim końcu miasta spazmatycznie dyszy ostatni autobus wspinający się pod górę.
Poza tym cisza.
Anioły na balkonie mają poplamione szatki, dym spiralnie unosi się do nieba, słyszę suchy kaszel Boga, biedaczek, lekarz niedawno zabronił mu palić. Drzewa kładą się pokotem pod naporem ludzkich oddechów, wieczór podchodzi bezszelestnie.
Zrobiłbym coś z tym wszystkim, to poprawił, tamto załatał, wyprał sukienki aniołom, ale leżę, dość niefrasobliwie rzucony, elektryczność szumi szeleszcząco, stukot serca odbija się echem, wspomnienia się...
piszę Twój obraz na ścia
słyszę nie-słyszę
Sen

Pozdro serdeczne Piast

Opublikowano

Ano właśnie, Panie Piast. Wspominałem chyba, że każdy na początku tak miał, że wymyślał jakieś anioły, kosmitów itd. Gdyby raczył Pan przeczytać mój wcześniejszy koment, pisałem tam:

U początkujących "pisaczy" (sam tak miałem, to normalne) występuje mniemanie, że aby "zrobić wiersz", trzeba weń nawtykać rzeczy niecodziennych - jakieś anioły, przybysze z innych planet, poskładać to byle jak, podlać sosem słów i mamy produkt gotowy do spożycia.

Niczym więc specjalnie mnie Pan tutaj nie zaskoczył, szkoda jedynie, że do obrony tekstu "kosmita" próbuje Pan stosować tak tanie sztuczki, jak wyciąganie czyichś starych (w tym przypadku bardzo starych) tekstów. Sądziłem, że mówimy o tekście Pana Leszka, ale widzę, że w Pana przypadku, Panie Piast, dozwolone jest wszystko, co tylko jest w stanie Pan wymyślić. Nic to specjalnego, ten Pański pomysł. Spotykam się z ludźmi Pańskiego pokroju nie raz, nic już mnie nie zdziwi. Tym nie mniej, jeśli już jesteśmy w moim temacie - nie ma sprawy, zapraszam do czytania swoich tekstów, droga wolna. Natomiast Pańskie aluzje i wycieczki osobiste w moim kierunki są, wybaczy Pan, dziecinne i żenujące. Zapewne pyta Pan teraz, co to za ludzie "Pańskiego pokroju". Już wyjaśniem - to tacy, dla których jedynymi argumentami w dyskusji jest stwierdzenie "Józek jest gupi" wypisane możliwie dużymi literami. Otóż, Panie Piast, pod tekstem (jakimkolwiek) jest miejsce na ocenę tekstu, a nie ludzi biorących udział w dyskusji.

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Po przeczytaniu komentarzy dzień bedzie szybko płynął. Ostre słowa, mocne, zażarte, ale to dobrze. Każda dyskusja powinna cos wnieść nowego. Po to to forum min. Piaście , a skąd w tobie "Smierć kliniczna". Przeraziłeś mnie. Czy to po truskawkach od żony nastrój ci się zmnienił? A może śmietana była zbyt kwaśna? Zapraszam na lody. Będą słodkie , niebo w gębie. Pomarzyc dobra rzecz. Pozdro wszystkich uczestników dyskusji. Czas sie wziąć do pracy. :) :) :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie bardzo zrozumiałaś, Dormo, w czym rzecz...
Więc wiedz, Dormo, że jest to wiersz - bo był zapisany w wersy - Pana Lobo zamieszczony na forum 16 września 2004r. w dziale poezja.

A dlaczego ja go przerobiłem na prozę, a moze nie przerobiłem, to on sam z prozy zrobił wiersz, bo poszatkował zdania na wersy, to Pan Lobo doskonale wie... Przychodzi tu na myśl znane porzekadło - przygaduje motyka gracy, a oboje jednacy...
Takich "wierszy" jest na forum mnóstwo. A ja do tej pory wciąż pytam, co czyni wiersz, a Pan Lobo szanowny nie odpowiedział.
Zresztą nie ma to znaczenia... Ja wiem, co czyni wiersz, a czy on jest dobry, czy kiepski, to już inna sprawa.
Pozdro Piast
Opublikowano

Panie Piaście, umiejętność przyznania sie do swojej pomyłki jest, jak widzę, Panu nieznana. Pomijam osobiste wycieczki w moją stronę, o których nawet nie raczył Pan bąknąć. Pomijam, bo to kwestia kultury, a nie zamierzam Pana jej uczyć, Panska sprawa. Natomiast pisze Pan:

...Takich "wierszy" jest na forum mnóstwo. A ja do tej pory wciąż pytam, co czyni wiersz, a Pan Lobo szanowny nie odpowiedział.
Zresztą nie ma to znaczenia... Ja wiem, co czyni wiersz, a czy on jest dobry, czy kiepski, to już inna sprawa.


Otóż nieprawda. Wcześniej napisałem do Pana Leszka:

Jeśli przeczytamy to teraz, zauważymy od razu, że jest to mini opowiadanko. Brak skrótów myślowych, metafor (przenośni), rytmu, jest zwyczajna gadanina o "przybyszu". Nie broni tego nawet ostatnia strofka (po kropeczkach), bo "ząb czasu", prócz ewidentnego bezsensu (bo po co i na co?) jest dość banalny i jako coda nie broni się w ogóle.

Dodam jeszcze, że "metafora" ząb czasu tak już spowszedniała i weszła do obiegowego języka, że jako metafora poetycka nie broni się wcale.

W odpowiedzi na mój (przytaczany na końcu przez Pana) komentarz napisał Pan:

Ech, panie Lobo...
Pozdro Mój Pokrój


Jest to argument kluczowy, powiedziałbym, uniwersalny i najwyższej wagi. Trzeba było go napisać wcześniej, szybciej zakończylibyśmy tę dyskusję.

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie bardzo zrozumiałaś, Dormo, w czym rzecz...
Więc wiedz, Dormo, że jest to wiersz - bo był zapisany w wersy - Pana Lobo zamieszczony na forum 16 września 2004r. w dziale poezja.

A dlaczego ja go przerobiłem na prozę, a moze nie przerobiłem, to on sam z prozy zrobił wiersz, bo poszatkował zdania na wersy, to Pan Lobo doskonale wie... Przychodzi tu na myśl znane porzekadło - przygaduje motyka gracy, a oboje jednacy...
Takich "wierszy" jest na forum mnóstwo. A ja do tej pory wciąż pytam, co czyni wiersz, a Pan Lobo szanowny nie odpowiedział.
Zresztą nie ma to znaczenia... Ja wiem, co czyni wiersz, a czy on jest dobry, czy kiepski, to już inna sprawa.
Pozdro Piast

Panie Piast,

napewno wiersz nie jest wierszem tylko dlatego, że jest ułożony w wersy. Podstawowym wyznacznikiem tego, że utwór jest poezją są posiadane przezeń środki artystycznego wyrazu. A reszta potem.

Nie wnikam w Pana utarczki z Panem Lobo, nie interesuje mnie to. Ale ten utwór nie jest wierszem i koniec.
Opublikowano

Pozdrawiam Wszystkich Komentujących mój hmm... wiersz.
gdzieś, kiedyś (nie pamiętam już gdzie i kiedy) przeczytałem: cokolwiek napiszesz, znajdzie się ktoś kto powie, że jest to do niczego, znajdzie się też ktoś kto powie, że jest to takie sobie, ale znajdą się też tacy którzy stwierdzą, że to genialne. ;))
Prawda?

... a mój kosmita ma już sześć ząbków... czasu.

Dzięki za komentarze

Opublikowano

))...I o to mi właśnie chodziło, Panie Leszku, że "ząb czasu" jest nieprzestający, bo jako metafora to określenie się już mocno zużyło, spauperyzowało i "zasiedziało" w języku w określonych kontekstach. Starzec może być "nadszarpnięty zębem czasu", jakiś tetryk itp, ale tutaj nie bardzo. Tym nie mniej życzę, aby Pański Niebieskooki Przybysz był dla Pana samą pociechą, a każdy dzień z nim był dniem radosnym...;-))

pozdrawiam.;-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Annna2 serdecznie dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • A bobra paker, że zeżre? Kapar Boba
    • @Nata_Kruk  bywa że tak coś przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. I mierzymy się z tym- chwilą, wspomnieniem. I wzbraniamy się z nimi, choć przecież wiemy, że i tak zmierzyć się przyjdzie.
    • Dawno dawno temu, gdzieś tam w galaktyce, solidnie dysząc spłaszczonymi płucami, wypełza typ spod ciemnej gwiazdy. Strudzony wielce oraz spocony, niczym mysz w norce bez klimatyzacji, żywi wygłodniałą nadzieję, że teraz wreszcie wydostał ciało i umysł, na zawsze i na wieczność. Otrzepuje wesoło krótkie porcięta z resztek ciemnych światełek i wyrzuca je do czarnodziury, dziurawiąc niemiłosiernie, wnerwiony horyzont swoich planów i marzeń.     Dlatego też ni stąd ni zowąd, nie zauważa i nie słyszy echa, albowiem ślimaki w jego uszach, grają na bębenkach, ucztując smakowicie, pożerając ser, którym obleczone są ich rogi. Nie zauważa też wysokich ograniczeń po bokach. Dopiero po chwili dostrzega leżący wniosek. Przeto dochodzi do wniosku, że wędruje na dnie wąwozu. Z każdym krokiem, ściany są coraz bliżej, jakby wchodził do lejka. Na domiar złego, nie może przestać. Musi iść.     Wtem dostrzega piłkarza. Lekko spłaszczony, kopie też z lekka spłaszczoną piłkę. Ta rozpędzona jak absurdalny bicz, uderza typa w głowę. Ów wszczyna kłótnie, mimo wszystko pojednawczą, ale po chwili z lekka otumaniony, znowu widzi gwiazdy. Na szczęście już spod żadnej nie musi wychodzić, gdyż są leciutkie i tylko zwiewnie otrzeźwiają, gilgocząc strudzone ciało. Niestety. Piłka odbita od ciemienia, leci dalej. Trafia w kran na ścianie. Niszczy go doszczętnie, a wypływająca woda, zaczyna potop.       Tu następuje zmiana bohaterów w tekście, gdyż dotychczasowi giną w odmętach, z braku tchu. Jednak nie wszystko ginie. Szczególnie przyszłe wydarzenia, obiekty oraz nowi bohaterowie.      W powstałym oceanie, płynie sobie spokojnie, pośród pluszowych rekinów oraz pomiędzy płotkami, łódź podwodna, w kolorze słoneczka. W środku słychać mamroczące, niewyspane rżenie. Odgłosy owe, wydaje ranny koń. Wstał ze żłoba za wcześnie i teraz marudzi, nie do końca rozbudzony. Ponadto głodny, gdyż nie mógł wybrać, czy pożreć owies, czy siano, czy też truchło osła, który też nie wybrał i zdechł.      Nagle łódkę z zawartością, połyka także wygłodniały kraken. Na domiar złego, tnie na wilgotne strzępy, wbudowaną piłą mechaniczną, by po chwili strawić i wydalić niepotrzebne odpadki. Tym samym zanieczyszcza środowisko wodne, doprowadzając do szewskiej mokrej pasji, wkurzone koralowce, które budzą oceaniczną wróżkę. I bardzo dobrze. Nie przynajmniej nie przegapia randki z morskim bałwanem.       Razem odnajdują na dnie morza, strasznie zawilgocony, pokaźnych rozmiarów skarb. Nie zauważają jednak, iż kryje on w sobie, przeklęty bunkier, na którego klątwę rzucili duchy bohaterów, oficjalnie już w opowiadaniu, niewystępujący. Czyli: typ spod ciemnej gwiazdy, ślimaki, bębenki, ser, piłkarz, koń, osioł, pluszowy rekin, kraken i inni.       Dlatego po chwili, wróżka i morski bałwan, nie żyją długo i szczęśliwie.        Chociaż to wcale nie jest takie pewne, gdyż właściwe zakończenie, skradli wyżej wymienione duchy i wywlekli poza stronę. Nawet puenty z końcowych wnętrzności nie wyłuskali, by ją zostawić do przeczytania. W sumie może to i lepiej, bo na takiej okrwawionej puencie, krew mogłaby skrzepnąć, kusząc wampiry do jej obgryzania i czosnek na kołku wie, z kogo by tam jeszcze, krwinki wyciućkali.
    • w odłamkach zwierciadła łąkę zrodziłeś ziemia czarna i strumyk płonie   że niby co że to już koniec   kwiaty zwiędłe i złote kłosy białe motyle złem nieskalane trup skowronka lecz pieśń została   czy miłość powróci przez lustro całe
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...