Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

P.R.

To było kilka lat temu. Mieszkałem w obskurnej kamienicy na Rybakach. Fakt, ta dzielnica to nie była londyńska Chelsea, ale wszędzie miałem stamtąd blisko.
Żyliśmy z Liv na kocią łapę i było cudownie. Jechaliśmy na browarach, tanich winach i paliliśmy zioło. Codziennie. Liv znała Kreta, który załatwiał jej palenie po niższej cenie. Czasem za darmo, to znaczy, nie do końca za darmo. Miała kontakty i o wszystkim pamiętała. Zabierała mnie do nich sporadycznie. Wiedziała doskonale, że ja nienawidzę ćpunów. Nigdy nie zapłaciłbym za działkę. Wiedziała o tym i rozumiała mnie. Wierzyła we mnie. – Będziesz kiedyś wielki – powtarzała często a ja oszczędzałem na tym całym ćpaniu sporo forsy i może dlatego nie chciałem się z Liv rozstawać.
Pisałem wtedy swój pierwszy scenariusz. Pisałem o marzeniach i o miłości , bo o niczym innym w tamtym okresie nie potrafiłem. Dopiero jakiś czas później się nauczyłem. Pisanie na trzeźwo jest przyjemne i o wiele bardziej rozrywkowe Wiem o czym piszę i dla kogo. To wszystko ma ręce i nogi. Budzę się w południe , patrzę na stos kartek i nie muszę pytać swojego mózgu - co to jest?! Zdecydowanie pisanie na trzeźwo jest o wiele przyjemniejsze. Wtedy o tym nie wiedziałem. Myślałem wówczas, że najłatwiej pisze się właśnie na wspomagaczach.
Liv była przy mnie cały czas. Czytała moje wypociny i wciąż czepiała się o byle gówno, nie mając zielonego pojęcia o filmie i scenopisarstwie. To źle , to nie dobrze, to powinno być inaczej,. Kurwa! Wiele razy miałem ochotę zdzielić ją w łeb, udusić, wyrzucić z tej zgniłej kawalerki na zbity pysk, ale nie mogłem tego zrobić. Liv znała tych wszystkich ćpunów, wiedziała gdzie iść, kogo pytać, komu dać żeby potem przyjść do mnie, zapalić fajkę, drugą i bzykać się całą noc. Było mi z nią naprawdę dobrze. Współczułem jej nawet. Liv nie miała marzeń. Chciała tylko być ze mną, budzić się rano, patrzeć przez okno i ogarniać myśli. Widok mieliśmy przepiękny. Smutne podwórko, śmietnik , trzepak i brudne dzieciaki latające wokół. Kupa hałasu. Tak było za oknem w dzień. W nocy było tak samo tyle, że wszystko to przybierało ciemniejszych barw. Dzieciaki szły spać, a cały ten harmider zastępowało techno z trzeciego piętra naprzeciwko. DUM DUM DUM.
Im dłużej byłem z Liv, tym bardziej czułem się dziwnie niespokojny o swoje życie. Coś mi przestało w tym wszystkim pasować. Po każdej lufce, miałem wrażenie, że pokój zmniejsza się. Z dnia na dzień ubywało mu centymetrów. Liv twierdziła, że to normalne i żebym się nie przejmował. – Kiedyś wstałam w nocy do kibla i nie mogłam otworzyć drzwi od pokoju, więc wysikałam się do szafy. To normalne Miśku - . Może to dla niej było normalne, ale nie dla mnie.
Pokój stawał się coraz mniejszy, od miesiąca nic nie napisałem , zatrzymałem się na sześćdziesiątej stronie, sąsiad walił ostro w basy , w pokoju śmierdziało szczynami a plakat papieża z Joyntem na tle Amsterdamu, który wisiał nad naszym łóżkiem przestał mnie już bawić. Liv przynosiła mniej palenia. Koledzy przestali jej ufać. – Mieszkasz z Babilończykiem, to nie jest nasz człowiek, - powtarzali. No jasne kurwa że nie jestem i nigdy nie byłem ich człowiekiem. Robiłem w życiu wiele głupstw, ale nigdy nie dorabiałem sobie sztucznej filozofii i religii na wytłumaczenie moich niedociągnięć. Nie byłem taki jak oni i BYŁEM Z TEGO DUMNY. Nie uprawiałem bałwochwalstwa, nie czciłem człowieka za Boga , byłem Babilończykiem w ich mniemaniu bo żyłem wśród złych ludzi(z ich punktu widzenia), miałem ambicje, próbowałem coś w życiu osiągnąć i znaleźć wreszcie swoje miejsce na tym popierdolonym świecie.
Liv była rozdarta między mną a nimi. Nie chciałem jej zatrzymywać. Chciała sobie obciąć dredy, ale po moich namowach, nie zrobiła tego. Z dredami było jej do twarzy
Pokój miał już chyba z osiem metrów. Pewnego razu Liv nie wróciła na noc, sąsiad nie organizował dyskoteki, mogłem wreszcie skupić się na pisaniu. Znalazłem w lodówce ostatnie piwo i wziąłem się do roboty. Czułem się wolny i spełniony. Nad ranem otworzyłem oczy. Liv jeszcze nie było. Pomyślałem, sobie z początku, że mnie zostawiła. Dokonała wyboru. Spojrzałem na zegarek. Była siódma. Zdziwiłem się. Nie chciało mi się wstać z wyra więc położyłem się na brzuchu i zacząłem szukać fajek pod łóżkiem. Trafiłem na kawałek pizzy, puste butelki, książkę, odtwarzacz MP3 a fajek jak nie było tak nie było. Wtem zadzwonił dzwonek. Pomyślałem w pierwszej chwili, że to Liv zapomniała kluczy więc nawet nie drgnąłem, ale ten ktoś był bardzo natarczywy. Wstałem, podszedłem do drzwi i otworzyłem. Facet nie pytając się o zdanie wszedł do środka, czym bardzo mnie zaskoczył. Wyglądał na akwizytora, sprzedawcę odkurzaczy, ale gdy dokładnie mu się przyjrzałem, zrozumiałem, że to nie jest byle jaki domokrążca. Miał w sobie tajemnicę. Taka krzyżówka Jamesa Browna, z Johnem Travoltą. No i był luzakiem. Spokój emanował od niego na kilometr. Zero spięcia, nic.
- Jestem Sumienie. – powiedział. – Ciasno tu.
Zatkało mnie zupełnie. Sumienie podeszło do okna i otworzyło je szeroko. – Przyda się trochę świeżego powietrza.
- Przepraszam, ale powinien Pan już sobie iść.
- Nie ma mowy. Widzi Pan, ja naprawiam ludzkie życia. –
powiedziało Sumienie i usiadło przy stole. – Napiłbym się kawy.
- Mam tylko piwo.
- Może być.
W połowie drogi do kuchni przypomiało mi się, że lodówka jest pusta.
- Przepraszam, ale nie mam piwa!
- Może być szklanka wody.
Wróciłem do pokoju, Sumienie wyciągnęło jakieś papiery.
- Widzę kiepskie życie,
- Nie skądże...wydaje się panu.
- Panie Piotrze. Nie oszukujmy się. Siedzę w tej branży od lat,
chodzę po ludziach i wie Pan co? Powiem Panu szczerze, że rzygam już tym. Chętnie zmieniłbym robotę, ale cóż, takie życie. Dlatego nie traćmy czasu na zwykłe pitu pitu i takie tam... Mam tu w dokumentach, że nie żyje się Panu najlepiej. I chciałby Pan coś zmienić.
- Wie Pan, nigdy się nad tym nie zastanawiałem i chyba ma Pan
złe informacje. Nie chcę nic zmieniać, chciałbym tylko...
- tylko...?
- E nic, nie ważne.
- Dobrze. Skoro Pan tak twierdzi...- powiedziało Sumienie – ja nie mogę do niczego Pana zmuszać. To by było na tyle. Do widzenia panu.

Sumienie wstało od stołu (James Brown jak nic) i wtedy coś mnie ruszyło w środku - zapytałem:
- To może ja mógłbym Panu jakoś pomóc?
- Poważnie?
- No tak, jeśli czegoś Panu potrzeba to...
- Wie pan. Od dwóch miesięcy jestem w pracy, ciągle łażę i łażę ,
wykąpałbym się chętnie...
- Nie ma sprawy tylko ja...
- ?
- ...nie mam prysznica ani wanny...ale mogę Panu napuścić wody.


Sumienie umyło się i poszło naprawiać życie innych ludzi. O całym tym zdarzeniu opowiedziałem Liv. Ta uznała mnie za świra i odeszła. Wcale się tym nie przejąłem. Pomalowałem ściany, odkurzyłem , wyczyściłem szafę w środku, dokończyłem scenariusz i może to zabrzmi dziwnie, ale naprawdę żyje mi się od tamtej pory jakoś weselej.

Opublikowano

Czasem zabierała mnie do nich sporadycznie. - albo czasem albo sporadycznie
z dredami, a nie w dredach

przecinki, czasem powtórzenia, ale zakładam, że narrator ma ubogi słownik

i drobna dygresja:
-mam wyrzuty sumienia
-masz przerzuty?? na jakieś ważniejsze organy, czy tylko na mózg??

Opublikowano

Czasem zabierała mnie do nich sporadycznie. - albo czasem albo sporadycznie
z dredami, a nie w dredach - dzięki

przecinki, czasem powtórzenia, ale zakładam, że narrator ma ubogi słownik
- nie to mój lapidarny styl

Espeno dzieki za odwiedziny

Opublikowano

Czyli jednak sumienie przydaje się czasem. Dobrze sie stało, że się rostaliście. Dzięki temu mamy okazję poczytać coś ciekawego z twojej strony. Było ok, tylko szkoda, że nie pociągnąłeś tego dalej...kilka rozmów z sumieniem, a potem z Liv. No i w końcu ona nie wytrzymuje i odchodzi...i wy z sumieniem pijecie to piwo. Heh!he! Albo coś takiego. Dziwię się, że to ty ją nie olałeś. Ale...Generalnie dobry pomysł. p.s. Jeden błąd..Pisze się lepiej na wspomaganiu, tylko potem dużo trzeba poprawiać. Ale jednak łatwiej ..otworzyć się.Pozdrawiam

Opublikowano

"Dziwię się, że to ty ją nie olałeś."


Nie lubię tłumaczyć swoich tekstów, ale czy nie widać, że Liv jest jedyną pozytywną postacią w tym opowiadaniu, dlaczego narrator miałby ją olać? To byłby szczyt jego egoizmu... nie płaci za ćpanie, wykorzystuje ją, narzeka...a przecież ona jest zagubiona i nie robi nic złego?

Dziękuje za opinię, z tym wspomaganiem to bym się nie zgodził..ale to moja prywatna sprawa

Dzięki. 3m się

Opublikowano

nie ma za co.

Wydawało mi się, że przekaz jest oczywisty, że sumienie , które w nim narasta, jest spowodowane tym, że źle traktuje kobiete, z którą mieszka, a która się z miłości do niego poświęca, a nie gryzie go sumienie dlatego że ćpa. Przez swój egoizm traci ją, i mimo, że nieświadomie oczyścił swoje sumienie , nie wyniósł z tej historii żadnej nauczki, bo prawda jest taka, że ludzie tacy jak on są niereformowalni.

Muszę nad tym popracować.

Pozdrawiam .

Opublikowano

Dzięki Piotruś, za wyjaśnienia. Mamy inne spojrzenie na tą samą sprawę, dlatego te nieporozumienie. Super!!! To znaczy, że dealer narkotyków, który dostarcza ci prochów, żebyś się szybciej przekręcił jest osobą pozytywną!!! To może lepiej wracaj do slamsów Amsterdamu, albo do Kopenhagi, gdzie naoglądałem się popłuczyn "Children of Flowers". p.s. Pozdrowienia od mojej żony, która przeszkadza mi często w pisaniu. Nie wiedziała, że jest osobą ...pozytywną!!!Przeszkadza mi jeszcze bardziej. Pa,Pa...to od niej.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Pozdrów ją ode mnie , bo pewnie bez tego przeszzkadzania nic byś nie napisał :PPP
Nie mam dokąd wracać, bo nigdy tam nie byłem, nie byłem nigdzie, chyba jeszcze sie nie urodziłem nawet, ona nie jest dilerem, raczej łącznikiem, poswiece tej postaci kiedys wiecej czasu psychologicznie

p.s i tak mnie nie sprowokujesz, :D za Szanowny Panie Bukowski, Dziwkę na blaszanym... sygnaturkę i styl nie mogę cie nie lubić mimo, ze cie nie znam...

No chyba że, ze zaczniesz pisać o Misiach, i nazywać mnie pedałem np...tego nie zniese
Opublikowano

mnie nie przekonał ten tekst. jakby streszczenie jakieś - postaci zbyt niewyraźne mnie się zdają, nie ma tu przedstawionej żadnej motywacji; żadnego życia nie widzę. dla przykładu: jak palili te dwie fajki? spalili jedną buch po buchu, nabili i znów? (wtedy strasznie twardzi, albo palenie słabe...) a potem się bzykali - jak tzn. odłożyli fifkę rozebrali się i bzykali? Nie mogę sobie tego wszystkiego wyobrazić. Nie dajesz tej możliwości, za szybko - streszczenie.
Plus, bo potoczysta i jędrna narracja

Opublikowano

rzadko pojawiam się na tym forum, ale twoich tekstów nie przegapię, o nie !
pasuje mi sposób, w jaki opisujesz realcje międzyludzkie i to co dzieje się w ich głowokosmosach
podoba się dialog, radzisz sobie z nim doskonale, oraz spojrzenie na coś, co zwane jest sumieniem

Opublikowano

Ulindo, proszę cię!!!. Nie poruszaj tematu dawania dupy za coś. Bo to temat rzeka [rzecz znana od ery kamienia łupanego ]i nic nowego...nie wymyślisz. Autor [chyba] chciał podkreślić jej poświęcenie dla niego.Pozdrawiam cię serdecznie. To dawanie zawsze łączy się...z jakąś małą przyjemnością ! heh!he! Żartowałem !!!

Opublikowano

chodzi o to, ze juz era kamieinia minęła. teraz poswiecenie polega na łażeniu, załatwianiu, dzwonieniu itp. dawanie dupy to ciągle tylko dawanie dupy. jezeli daje sie dupy dla własnych korzyści - w porządku. jezeli danie komuś dupy tłumaczymy "to dla ciebie misiu" - nie w porządku.

Opublikowano

Niejedna era mineła, a ludzkie namiętności nie. To jest ponadczasowe. Dzięki za ten wykład. Teraz rozumiem czemu tak dużo daje dupy...awans, gratyfikacja itd. Dla mnie jest odwrotnie...bo czasem można się poświęcić dla drugiej osoby...ale teraz wszyscy myślą tylko o sobie. Takie czasy.Pozdrówka. p.s. jeśli bym dał dupy, to tylko dla przyjemności a nie dla..korzyści. Pa.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wróć  Wiedz że przepraszam nie padnie To za małe słowo na ostatnią zgaszoną zapałkę w pudełku podpisanym zaufanie i wiara w drugiego człowieka  Czynami też nie przeproszę  ale marzyłby mi się wers, który odbudowałby podpalony most płomieniem o czarnej barwie z piekła wzięty za odpowiedni drogowskaz by nie widzieć nie słyszeć nic ale krzyczeć skrzeczàcymi dźwiękami słowa wojennych nabo i  i jeszcze wiemy (ja to split być może więc powiem o sobie w trzeciej osobie) że ból fizyczny jest za zasługi chaosu na synaptycznych drogach zasłużony  pięć lep liści wypłaconych jak byś sam chciał moc ich zarobić błagam prosić  Wiem że błaganie po tym bałaganie jest równie bezczelne poza wyobrażenie  ale wiesz jak mam być szczelny  cały pokluty i podziurawiony blizny które omija słońce  blizny nieopalone już nigdy to zrobiłem wam to zrobiłem sobie to chore  a spowiedź  czekamy z moimi grzechami na samotności czas gdy stalker powieczas opuścić was ale bestia 24/7 w obserwacji myśli  po operacji skalpelem świata który nie  istnieje z teczki o kryptonimie  Anioły i demony gdzie jednym z rozdziałów był zabieg wszepienie sumienia  mk ultra nie ma słuchawki w lewej ucha przestrzeni takiej małej ale techniki technologi jak w serialu z De Nirem są realne i tak się robi z tymi co na zawsze bezimmienie umrą pochowani z dala miejsc które na mapach świata jako białe plamy odznaczają się  przysypani piachem o ciężarze własnych klamstw czyli żwir i kamienie jak te które tworzą cud świata w Gizie i nikt się nie dowie bo to nieistotne ważne jest to co jest cud przypadku gdzie Duch Święty przejął demoniczne myśli i wiatr poniósł w Niebo na skrzydłach które nie palą w słońcu się  Nie Ikar  Dedal Latają ptaki nie uznając granic Niosą melodię i śpiewając trelami Odnajdują mistykow za Pań brat z natury wibracjami którzy czytając nuty tych które ponad chmurami kontynety pokonują prowadzone gwiazdami i Ziemskim (tym no na co reaguje kompas zapomniałem słowa a niby myślę w tym języku jako Polak ale to chaos który przejął mnie i przekonał jako droga ku dobremu może nie dla mnie może nie dla bliskich ale dla cyfr które pokonują nazwane setkami milionów z definicji pojedyncze głowy słowem kmwtw omerta ale chyba i tak za dużo gadam jako że...) Skrzydła dał Bóg Bóg Bóg Bóg Bóg (taka tam rewolucja mała ale jeśli nie ma stalkera a jest schizofrenia nigdy nie wyjdzie na jaw jak prawda mojego życia za mojego życia jako to moja łaska i nagroda by bezimiennie zniknąć i wybuchając nad grobem zbudować parkiet śliski od plwocin (pisząc wiersz gdzie wieczny deszcz nie wiedziałem że Niebo pluje we mnie jeszcze ale co to tam za nieistotne to dziś się ma ja to mam albo mieć powinienem ale życie jest takie że myśli są subiektywne)) Armi Aniołów  połamany głos hałas i skrzek to objaw jednej z chorob dzieci wychowanych bezstresowo w tłumie bezimiennych mas wielkich miast sąsiadów których znasz ledwo twarz spowiedzi czas i bólu którego bym nie chciał uczulony na ciosy który boi się bić a ruszył do wojny ze słowem jak z przysłowiowym mieczem i nie przepraszam bo tu się wali mocniej tylko wydaje mi się że definicja slowa przepraszam nie sklei szkła ekranu przez który pukają ale to jeszcze nie to do takich jak my (trzecia osoba bo skalpela pociągnięcia po półkuli jednej drugiej mózgu (o ja glupcu ze mnie głupiec nie używałem mózgu jako ego było mym rozumem a słuchaćc ego to jak zamknąćoczy i zatkaćuszy zasnąć na jawie i w drogę ruszyć somnabulizm) przez który widzą jak monster idzie jak po nitce  art monster grzechy coraz gorsze by przeżyć cokolwiek  czuje ból  czy czuje ból?  czuje żal po operacji na sumieniu dziś do siebie choć nad ranem w snach poleciały nie tak dawno temu wersy że też mogliście być więcej i bardziej niż wymyslaczem góry k2 białych kłamstw wiem że ta metoda nie mówienia prawdy jest ku dobru tego co w niewiedzę ubieramy ale jak można nie wiedzieć o sobie tak bardzo nic myślęc że sumienie czyste jest i wykrzyczeć to zaklocajac nocny czas cisz i spkkojnego snu tym którzy nocą nie oddają się demonom lecz poscielili sobie dobrze by się dobrze wyspać  sen jako bezpieczna przystań gdzie umysł odpoczywa na oceanie wymiarów równoległych morzu pływa by poznać drogi wcieleń swojej osoby by poznać choć trochę losy na gałęziach drzewa możliwości którego tutejsze istnienie nie wybrało jako kroki (mi się często śni że to dorośli chodzą do szkoły ale nie wiem co z dziećmi chciałbym by rozwijały umiejętności słuchania psychiki i czytania uczyć swoich innych ku ogromowi empatii dla uwaznosci by innych w życiu nie ranić tylko miłością traktować siebie i innych ku nie nienawiści i ku ogólnego wspólnego umysłu cywilizacji spokoju niczym w Raju (ale co ja tam wiem jedynie że to nieistotne jest) więc przepraszam nie padnie bo jest za małe z definicji i nie padnie ubrane w czyny  marzy mi się jeden wers który cofnie czas i znów będzie musiało paść pierwsze słowo ale z zachowaną świadomością tu dotrę i nie popełnię sekundy gdzie ego zgubi mnie w chaosie  niejeden raz krzyk wyzwiska spokój będę umiał dać zamiast bólu i ran zamiast być krzyżem im i golgotą  faryzeuszem który przerażony wizją że ktoś może być lepszą wyższą mocą istotą wyda rozkaz słowami  zabije cię  i za cudze czyli moje grzechy nie będzie nikt cierpiał i nie złamię serc i wypiekajac chleb którego od razu nie pokryje pleśń który będzie sycił głodnych i nie poleje się krew na pustyni piach tworząc czerwone bagno ruchomych piasków nievdam się wciągnąć do miejsca znanego jako dno drugiego dna  że ponowny Big Bang stopi lody arktycznej pustyni mojego serca by spragnionych napoić wodą która nie zna zanieczyszczeń w jakich plywa dziś siedem morz i oceany  jesteśmy jak lalki barbie wypełnieni plastikiem  i jak dinozaury z których powstała ropa by ten plastik powstał  cudowna zwrotka która przekona że wojna też była kłamstwem bo kłamcą jest ten który do kłamstwa przyznaje się  bo kłamcą jest ten który sam siebie nie zna marzy mi się metafora która rozpali zapałkę po raz drugi (a może kolejny w nieskończoność oczekiwany z ufnoscia ale pozostało z wzruszeń w końcu jedynie ramieniami wzruszanie bo ile razy można dać drugą szansę jeden raz i jeden jeszcze to definicja liczby dwa (liczby mają definicje czemu nie czytamy za slownikiem ile to jedynek jest w tej liczbie bo to pewnie nieistotne jest) a nie że wydłuża się ciąg szans)  zapalić zapałkę która da ogień by na nowo złożyć lustro zbite poprzez stopienie i wykonanie jak w hucie szkła jego czystej tafli by nie było tam rys jak ran na sercu i duszy ale to na koniec i potem przyjdzje mi skończyć z biciem serca i po tych słowach jeszcze przed kropką lub zamknięciem ostatniego nawiasu ostatni oddech opuści płuca i w końcu dla wielu czekających nie będę już marnował tlenu na marny żywot ku utrapieniu niewinnych  Zbudować parkiet na mojm grobie bardzo proszę  tańczyć jak w tej sentencji o tańczeniu nad wroga grobem byłem  jestem wrogiem Z nienawiści wziąłem banicję i wygnanie jak na życzenie  Zapomnienie o mnie to by było dobre Wielkie Pierwsze Słowo niech nie doda mnie może gdy po wersie który przekona czas by zaczął wszystko dla nas żyjących na zasadzie jego (czasu) do przodu zawsze uplywania by ma osoba nie była cyfrą jeden w równaniach Stwórcy i jego planach wyliczenia granic nieskończenie długiego ciągu jedynek kolejno ustawianych na poziomej linii aż ta ostatnia nazwana jakimś krótkim słowem dla definicji i ułatwienia myślenia o niej rozpocznie Rajską epokę po sądzie który skończyć się może miłością i szczęściem wszystkich pojednaniem początku z końcem  czerni z bielą  gdzie zaczniemy być po środku każdej przeciwności jak w ziarnie z którego wszystko powstało  pogodzeni z historią docenimy dobro znając moc zła i strachu  nie będzie mowy tam w tym drugim Raju na którym się skończy koło historii zatoczy obrót i jak od Raju się zaczęło tak Rajem się skończy  ale z.madroscia historii która sprawi że zakazany smak owocu drzewa poznania będzie w genach dusz dzieci Boga które wydała Gaja ku skonczonosci materialnych dni by przekonać każdy byt jak to jest żyć z grzechem pierworodnym  i zostanie w nas miejsce gdzie pacierz to tylko krótkie Amen jak pozdrowienie obecnych które wszystko tłumaczy i czyni zrozumiałym  miejsce maleńkie które pomieści wszechświat cały by czuł się jednym i doskonałym  który w skromności swej wspólnej cząstki nie upoi się zachwytem własnej istoty jako doskonałości i zapragnie stworzyć na podobieństwo swoje Pierwsze Słowo by rozpoczęło nieskończoność Bożych istnień  ku towarzystwu i ku możliwości poznania zachwytu nad cudem  życia śmierci świata w obrazkach i kolorach i dusz rzędu z których każda dokona kolejnego obrotu osi koła czasu   na przepraszam nie mam czasu leżę na kanapie odwrócony plecami do świata z którym chciałem się pogodzić wojnami który chciałem przekonać ranami gasząc i tłukąc ogień i szkła okien i luster źrenice moje puste a podobno to miejsce gdzie widać duszę      za długie ale op dzięki za inspirację do niepotrzebnie nieistotnego komentarza tu który się ku jutrzejszym chęciom by się nievwydarzllyl uswiadomi mnie że nie jestem jak czas tylko jak sekundbik na zegarze pędzący tylko w jedną stronę  koniec
    • Ara, Ic - raf oto farciara.    
    • @KOBIETA   Dominika...      
    • Ada na łodzi: zdoła - nada.   Ja po statek, a jak etat - stop, aj.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...