Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Crossroads – miesiąc miodowy.


I went down to the crossroads, fell down on my knees.
I went down to the crossroads, fell down on my knees.
Asked the lord above for mercy, save me if you please(...).

Ciemno zrobiło mi się przed oczami i to nie z powodu tych nut, które wyrzucał z siebie Eric Clapton, ponieważ słuchałem ich już chyba z milion razy, ale z powodu tego, że Jackie robiła mi laskę i nie mogłem skupić się na drodze. Jedną ręką trzymałem kierownicę a drugą mierzwiłem jej włosy. Widok jej głowy wciśniętej między kierownicę a moje lędźwie dodatkowo mnie podniecał. Zwolniłem do sześciedzięciu, i zjechałem bardziej na prawą stronę. Nie mogłem już ogarnąć myśli. Jackie była znakomita. Robiła mi laskę wiele razy, ale za każdym razem inaczej. Gdy seks pojawiał się w naszych umysłach, czekałem niecierpliwie aż rozepnie mi rozporek i wsadzi go sobie do ust. Tak. To najlepszy moment z całego pierdolenia. Nigdy nie ukrywałem tego przed Jackie - nie musiałem. Tamtego dnia, gdy przemierzaliśmy A2 w celu okiełznania prawdziwej wolności, Jackie wsadzała sobie mojego kutasa do ust i czułem się jak w niebie.


(...)I went down to the crossroads, tried to flag a ride.
I went down to the crossroads, tried to flag a ride.
Nobody seemed to know me, everybody passed me by


Zatrzymaliśmy się na nocleg w przydrożnym motelu gdzieś między Kołem a Koninem. Nie zwróciłem uwagi na nazwę miejscowości , bo po pierwsze nie było żadnej tabliczki z takową nazwą, a po drugie, na tym odcinku drogi, takich przydrożnych sypialni spotkać można co kilometr. Jackie chciała trochę odpocząć. Podróż zawsze była dla niej męcząca i wcale mnie to nie dziwiło, choć ja osobiście mógłbym jechać dalej. Uwielbiam jeździć nocą. Puste drogi, cisza, światła lamp, albo ta intrygująca ciemność przeszywana przez pędzące auto. Nie powiem, że nie byłem zmęczony, ale naprawdę uwielbiam jeździć samochodem właśnie nocą. W tym przypadku nie było takiej konieczności. Nikt nas nie gonił, sami nie wiedzieliśmy dokąd jedziemy, właściwie to Jackie nie wiedziała, a ja nie chciałem wybijać ją z błędu. Musiałem za wszelką cenę zachować pozory spontaniczności.
Spełniłem prośbę Jackie. Zapłaciłem za pokój z góry - gotówką. Recepcjonista zdziwił się, potem zgodnie z procedurą kazał mi złożyć podpis. Gdy ja wpisywałem się do księgi gości, Jackie stała z boku i żuła gumę. Chwyciła za dekolt swojej czarnej bluzeczki i pokazała mu kawałek biustu. Facet zarumienił się. Wzięliśmy klucze i poszliśmy do pokoju.
- Jak tu fajnie. – powiedziała Jackie a ja nie miałem ochoty
dłużej czekać i postanowiłem odwdzięczyć się za to, co robiła kilka chwil temu w aucie.


Jackie była szaloną dziewczyną i miała wspaniałe ciało. Smukła talia, idealnie zaokrąglone piersi, piękna twarz , czarne , krótkie włosy to były jej największe atrybuty, jedyne atrybuty. I to groźne spojrzenie. W dupie miałem to, że ma tylko dziewiętnaście lat. Takie laski są najlepsze. Nie mają wielkich ambicji, chcą tylko by je bzykać i mówić o miłości. Jackie przynajmniej taka była, albo ja za taką ją miałem.
Po bzykaniu wzięła prysznic a ja wyszedłem na dwór zadzwonić. W motelowym pokoju był telefon, ale nie chciałem by słyszała o czym mówię. Pewnie i tak nie załapałaby sedna sprawy , ale nie zniósłbym potem tysiąca głupawych pytań sunących się z jej ust.
- Kuba? Co się z tobą dzieje?
- Nie mogę teraz rozmawiać. Słuchaj, wyjechałem z miasta...
- ...dokąd?
- Nie mogę ci powiedzieć. Znajdą mnie.
- Kto? – samochód przemnkął szosą, w trawie śpiewały
świerszcze, a z baru dobiegało stłumione country.
- Nie ważne , kurwa...
- Kuba, chcę ci pomóc ale jeśli mi nie powiesz, gdzie
jesteś...
- Nie mogę, zrozum...
- ...martwimy się o ciebie.
- Posłuchaj pojechałem Sznytę na dwieście kawałków,
- Pojebało cię?
- Chyba tak...Dobra, ucałuj mamę, powiedz, że u mnie wszystko w porządku. Powiedz, że pojechaliśmy z Jackie na miesiąc miodowy.
- Powiedz mi gdzie jesteś, to przyjadę i pogadamy...
- To nie jest dobry pomysł. – zakończyłem rozmowę, odłożyłem słuchawkę i dopiero teraz odczułem chłód majowej nocy. Tak to już jest w tym pojebanym kraju. Pół roku zimy, ludzie narzekają na mróz, potem przychodzi ocieplenie i nagle ludziom jest za gorąco. Taki wiosenny optymizm, ale mimo wszystko, noce w maju są jeszcze chłodne.
Wróciłem do pokoju. Jackie podskakiwała na łóżku. Miała na uszach słuchawki i słuchała Claptona. Była w samej bieliźnie. Miała na sobie czarne bokserki , wżynające się w jej dziecięcą, gładką pupę, te które tak bardzo lubię. Chciałem znów zanurzyć język w miejscu , gdzie łączą się jej długie nogi, ale zmęczenie rzuciło mnie na łóżko. Dopiero wtedy usłyszała, że wróciłem. Zdjęła słuchawki i położyła się obok mnie.
- Misiu , dlaczego nie potrafisz tak grać jak Eric?
- Nie wiem złotko. Może dlatego, że zawsze chciałem być
Brucem Willisem.
- Brucem Willisem? Dlaczego akurat Brucem?
- Bo Bruce ma klasę.
- E tam klasę. Ja to bym chciała, żebyś był Bradem Pitem.
- Brad się do Bruce’a nie umywa złotko.
- Masz rację. Ale wiesz?, tak naprawdę to... kocham tylko
ciebie.
- Mimo, że nie jestem Bradem Pitem?
- Mimo, że nie jesteś Bradem Pitem.
- Jakie to miłe, daj buziaka.
Jackie pocałowała mnie namiętnie z języczkiem i po chwili spytała:
- A gdybym nie była sobą, to kim chciałbyś, żebym była?
- Matką Teresą z Kalkuty,
- Matką Teresą?
- Tak.
- A kim ona jest?
- Piosenkarką kochanie.
- Piosenkarką? - zdziwiła się Jackie
- Tak, piosenkarką – odpowiedziałem prawie przez sen.
- Co za dziwny pseudonim.
- Fakt, dziwny.
- A co ona śpiewa?
- Gospel. Dobranoc kochanie.

Znów zrobiło się ciemno przed oczami - Ciemność zamiast kolorowych snów. Zdąrzyłem się już przyzwyczaić. Z brakiem snów jest tak, że gdy człowiek zamyka oczy i nic mu się nie śni, to natychmiast po zamknięciu otwiera je i ma wrażenie, że minęło tylko kilka sekund a to gówno prawda.
Otworzyłem oczy i zobaczyłem dziewiątkę wycelowaną prosto we mnie. Właściciel giwery, miał na sobie jasno- beżowy garnitur , zupełnie jakby przed chwilą wyszedł z kościoła. Taki ojciec chrzestny z Warszawy. Tłusty, łysy z cieniutkim wąsikiem.
- Gdzie są moje pieniądze? – spytał, a ja rzuciłem okiem po
pokoju. Przy drzwiach stali jeszcze dwaj , potężni panowie. Nie wyglądali na ministrantów.
- Gdzie jest Jackie? - spytałem
- Oddasz forsę, dostaniesz dziewczynę.
- Możesz sobie ją zabrać. Wybieram pieniądze. – dostałem
lufą w głowę, trochę mnie zmuliło.
- Nie żartuj sobie ze mnie. Pytam po raz ostatni: Gdzie forsa?
- W samochodzie kurwa. – Złapałem się za głowę, bo ból
odezwał się z kilkusekundowym opóźnieniem i rozwalał mi czaszkę od wewnątrz.
- Dobra, w takim razie idziemy po nią ale , pamiętaj bez
żartów. Jeden twój chujowy ruch i Jackie idzie do nieba.

Wyszliśmy na dwór i podeszliśmy do auta.
- Gdzie jest Jackie?
- Najpierw forsa, potem dziewczyna.
- A jaką mam pewność, że dotrzymasz słowa?
- Nie masz żadnej pewności.
- No to po chuj ten cały cyrk?
- Otwieraj tego grata i oddawaj forsę. – przycisnął mi
spluwę do pleców. Otworzyłem bagażnik i zobaczyłem w nim zmasakrowane zwłoki Jackie. Leżała związana grubym sznurem, Na ubraniu miała pełno krwi, a jej wyłupiaste, wielkie oczy, które nie mrugały już od dobrych kilku godzin, sprawiały wrażenie jakby miały za chwilę oddzielić się od głowy. Nie miałem wątpliwości co się za chwilę stanie. Padł strzał i wróciłem do rzeczywistości.

- Kochanie , tu masz kanapki – usłyszałem słodki głos Jackie. – z szynką i zielonym ogórkiem, tak jak lubisz.
Mówiłem na nią Jackie, bo tylko to mi pozostało.
Stałem przy oknie zamyślony i marzyłem by choć raz przeżyć coś takiego. Zapomnieć o tej starej babie, która co wieczór przygotowuje mi kanapki z szynką i zielonym ogórkiem, znaleźć sobie młodszą Jackie, zwinąć jakiemuś frajerowi sporą kasę i uciec stąd na zawsze.
- Wiesz, kochanie – burknęła stara Jackie
- Nie, nie wiem.
- Przecież nie wiesz jeszcze o co chciałam zapytać.
- Wiem doskonale, zawsze pytasz o to samo.
- Widzisz, nie wiesz...moja mama wpadła na genialny pomysł. - Zakrztusiłem się herbatą. O matko święta. – pomyślałem sobie w duszy - Co one znów wymyśliły?-...no bo jutro mija piętnaście lat odkąd jesteśmy po ślubie.
- Piętnaście lat kołchozu – mruknąłem pod nosem.
- Co mówiłeś?
- Nie nic, cieszę się, że tyle czasu minęło a my wciąż jesteśmy razem.
- Słodki jesteś misiu. Mama powiedziała, że fajnie by było jakbyśmy gdzieś wyjechali. Co ty na to?
- Uważam , że to doskonały pomysł - skłamałem znów.
- No, ja też, taki drugi miesiąc miodowy...

Opublikowano

nie zgodzę się z przedmówczynią, ze to piękna sytuacja i potrzebuje pięknego opisu. Opis nadąża formą za treścią ;)

Nie zwróciłem uwagi na nazwę miejscowości , bo po pierwsze nie było żadnej tabliczki z takową nazwą, a po drugie, na tym odcinku drogi takich przydrożnych sypialni można spotkać co kilometr - nie było żadnej tabliczki, bo robi się zamotane

wybijać ją z błędu - wyprowadzać jej z błędu (chociaz tego "jej" nie jestem do końca pewna)

I to groźne spojrzenie.- te spojrzenie

wzięła prysznic (przecinek) a ja wyszedłem

nie zniósłbym potem tysiąca głupawych pytań sunących się z jej ust - sunących się na usta... albo płynących z ust...

samochód przemnkął szosą - przemknął, i zmieniłabym szyk: szosą przemknął samochód

odłożyłem słuchawkę - ?? wyłączyłem...

zdąŻyłem

jasno- beżowy - jasnobezowy

Wyszliśmy na dwór i podeszliśmy do auta. - :/

piętnaście lat odkąd jesteśmy po ślubie.- od naszego ślubu

Nieźle, mimo drobnych błędów.
Linijki sa jakies dziwnie rozstrzelone, a moze to tylko mój komputer ma problemy...
Niezłe :)

Opublikowano

Żeby bardziej po polsku to chyba raczej "takie przydrożne sypialnie można spotkać co kilometr." Ale zamotane się moim zdaniem nie robi.
A co do innych zarzutów (poza wytknięciem błędów ortograficznych - wstyd!) to w ogóle się z nimi nie zgadzam: po pierwsze przekształcanie ukutych powiedzeń to również jest środek stylistyczny, a prozą z akademii szkolnych to daleko nie zajdziemy; po drugie: jakie wulgarne słowa? kutas? pierdolenie?
Ile Wy macie lat? To bardzo ładne i apetyczne słowo: kutas. Jak o takim seksie można pisać inaczej - przecież to by było w ogóle poza konwencją tekstu.
Który bardzo mi się podoba.
Pytanko: Bruce'a od Brada wolisz również Ty, czy tylko Twój bohater?
Pytanko II: nocną porą szosą mknąć ;) uwielbia tylko Twój bohater, czy także Ty?
a do Melisy: TO spojrzenie jest jak najbardziej uprawnione. I czy naprawdę nie czujesz tego smaczku "pytań sunących z ust"? Wężowatości takich pytań?
Pozdrawiam i czekam na następne. A poprawiaczom radzę poczytać też coś drukowanego.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




wow, zatkało mnie, nie wiem co napisać...

Może najpierw napiszę, że za każdy błąd ortograficzny, chłostam się stukrotnie, bo to faktycznie wstyd, co do interpunkcji, już nie bo gdy czytam Bukowskiego mam wrażenie że coś takiego nie istnieje, nawet zaczynanie zdań z małej litery, kompletny chaos itp...

a co do postawionych pytań...
jestem hetero (chyba) więc mogę tylko ustosunkowawać się do pewnej cechy obu panów, emanujących z ekranu. Oczywiście, że wolę Bruce'a bo to taki prawdziwy facet, wiesz, ma pięcdziesiątke, a nie jedna nastka chetnie by mu obciągnęła na Harley'u , widac, ze to twardziel, czasem ginie w kosmosie, by uratować świat, innym razem walczy z terorystami w umorusanym podkoszulku, a role romantycznych kochanków mu nie bardzo wychodzą...początki też miał niezłe MOONLIGHTING np, chudy chłopiec wgarniturze i krawacie... natomiast Brad to zawsze niegrzeczny chłopczyk, jak srajtaśma, taki cieniutki i do dupy...

tak, uwielbiam jezdzic samochodem nocą, słuchać muzyki, tylko w moim przypadku jest bardzo groźne, bo jak już się wyrwę z zamyślenia, to nie pamiętam co się działo na drodze...no to nie jest bezpieczna jazda, ale nic na to nie poradze...

ciesze się , że moje opowiadanie dotarło Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Myślę, że interpunkcja służy do wyznaczania rytmu czytania: kiedy chcesz czytelnika wpuścić w myślotok, wtedy interpunkcja staje się zbędna, bo szybkie myśli nie mają interpunkcji. Ale gdy chcesz wyznaczyć mu akcenty i pauzy na przemyślenia - wtedy stosujesz przecinki.
Wydaje mi się bezcelowe porównywanie ze stylem jakiegoś pisarza - rozsądniejsze jest chyba porównywanie narzędzi zastosowanych w podobnych celach. Przecież i tak każdy stosuje je inaczej. A przynajmniej oby tak było...

Dziękuję za odpowiedź na moje pytania: jako odpowiadający, masz prawo wiedzieć po co pytam: ad.1 Też wolę Bruce'a, a Twoje określenie Brada jest strzałem w dyszkę. ad. 2 Uwielbiam nocne podróże samochodem. Z muzyką. Najlepiej po nieuczęszczanych trasach.

A na koniec: szkoda, że nie piszesz co Cię zatkało....
Pracuj, pracuj. Najlepsze życzenia.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



W jednym muszę Ci przyznać rację. Tak dobremu autorowi ;) nie wolno odpuszczać nawet najmniejszych stylistycznych uchybień. O ortografii litościwie nie wspomnę ;)
Drogi Autorze, proszę zauważyć, że poprzeczka coraz wyżej. I sprostać.
Pozdrawiam.
Opublikowano

To, co ja uwielbiam - połączenie literatury z muzyką. Muszę napisać jakieś rozporządzenie, ażeby do moich tekstów czytelnik włączał sobie muzykę, którą mu zaproponuję - taki soundtrack. Szukam tego Claptona, ale nie mogę znaleźć w moich zbiorach (a może to Cream? - daj jakąś podpowiedź).

To taki modelowy bohater, którego można wyłowić z tłumu - będący w nudnym związku, pewnie koło czterdziestki, myślący o ostrym seksie albo ciekawej przygodzie z małolatą (feministki dobiorą ci się do... skóry za jego słowa [quote] W dupie miałem to, że ma tylko dziewiętnaście lat. Takie laski są najlepsze. Nie mają wielkich ambicji, chcą tylko by je bzykać i mówić o miłości.

). Jednak taki bohater może tylko marzyć, a z opowiadania wynika, że jednak nie potrafi sprawić, by marzenia się spełniły.
Wyszedł ci ten dialog o Matce Teresie - szacunek.
W sumie jest to dość smutny kawałek prozy. Uważaj jednak, bo cały czas krążysz blisko typowych fabuł - filmowych - a tu ciężko o coś niepowtarzalnego.

a propos dyskusji, Bukowskiego, pita i willisa...
Oglądałem "Factotum" i jestem nie do końca przekonany do tego filmu, choć kreacje Chinaskiego (Dillon) i jego kobity (nie pamiętam jak miała na imię) są dość dobre. Szukałem u Ciebie gdzieś śladów factotumowskich. Chyba nie ma. Czyli wcale tej bukowszczyzny nie ma tu. No może jednak jest - seks...
Pitt zagrał w jednym świetnym filmie "Fight club" i w jednym dobrym "Siedem" i można na jego inne role narzekać (są kiepskie) ale te dwa filmy to dużo. Willis jest lepszy - zgadzam się.
Opublikowano

ja tez uwielbiam,

chce pisac o muzyce slowami- to moje przeslanie...

daj adres to wysle ci ten numer claptona...

nie ma sensu sie doszukiwac , nie ma ludzi ktorzy pisza tak samo, wiesz, jestem podobnie jak bukowski alkoholikiem, hazardzistą, pracuje byle gdzie i zwalniam sie po miesiacu, dwóch, ale nie posuwam paniek tak jak on i pisze duzo gorzej,

kraze wokol filmowych fabuł? a czego mozna spodziewac sie po muzyku, scenarzyscie, pisarzu i dziennikarzu? co z tego moze wyjść?

factotum jest pojechane podobno, nie ogladalem wiec nie wiem...

dzieki ze wpadles, ciesze sie, ze poswiecasz uwagę...dzieki

Opublikowano

Jedną ręką trzymałem kierownicę a drugą mierzwiłem jej włosy. Widok jej głowy wciśniętej między kierownicę a moje lędźwie dodatkowo mnie podniecał.

Jedną ręką prowadziłem a drugą mierzwiłem jej włosy. Widok jej głowy wciśniętej między kierownicę a moje lędźwie dodatkowo mnie podniecał.

Jedną ręką trzymałem kierownicę a drugą mierzwiłem jej włosy. Widok jej głowy wciśniętej między kółko a moje lędźwie dodatkowo mnie podniecał.


sunąć - zsunąć się
a nie
zsunąć - sunąć się
wyrażenie sunąć się nie istnieje, to nie jest małe uchybienie stylistyczne - to świadczy o ignorancji i brakach. bez złości.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...