Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ja – znaczy nic
Nic znaczy życie
Życie znaczy ojczyzna
Ojczyzna znaczy syfilis
Syfilis znaczy błogosławieństwo
Błogosławieństwo znaczy Ty
Ty znaczy ja.


---------------------------------------
2004 r.

Wrzuciłem od razu na forum, bo nie mam zamiaru zmieniać tego utworu.
Powtarzałem go swego czasu jak mantrę, a teraz znowu powraca niczym
bumerang.

Sanestis Hombre

Opublikowano

No wie pan co ? Zawód - mimo pewnej przewrotności. Ale pytanie zostaje - nic - życie - ja. Szkoda, że te syfilisy się wplątały, za dużo ostatnio tego, jakaś niezdrowa ekspansja się zaczyna...
Ale za to serdeczności :)
Pozdrawiam.

Opublikowano

Ojczyzna to nasz dom, ziemia nasza, nasza matka - nasze miejsce na ziemi, to nasza ojcowizna, nasz naród i nasza miłość... Ojczyzna znaczy Polska!

A ty? Faktycznie jesteś nic - po prostu zero- jak sam dowodzisz w swoim prostackim, maniakalno - narkotykowym omamie. Trząchnąłeś rozumem ( śladowym zresztą ), jak krowa ogonem.

Obciach!!!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to do mnie, tak?
oh yes, jestem zero, ale proszę mi wierzyć - czuję się z tym świetnie.
zresztą każdy wie, że bez tej milości można żyć,
widzieć radiowóz i się nie bać.
podobno patriotyzm dziś znaczy jej nie dać się zajebać
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Widzisz, Michale, co robią w swiadomości człowieka niezdrowe kierunki, prądy - dziwne eksperymenty, jakieś sekciarstwo, gnostycyzm, libertynizm i wywodzący się z tych antyludzkich nurtów szeroko pojęty liberalizm!
Pozdrawiam Piast
Opublikowano

Założenie ciekawe. I tyle dobrego - oczywiście moim zdaniem.
Nie widzę tu żadnych prawdziwych znaków równości. Nie zauważyłam też żeby jedna rzecz wynikała z drugiej itd. A ten syfilis to tak dosłownie? Kurczę, to przewraca do góry nogami naukę. "Mała ojczyzna" też syfilis? Nie kumam tych ogólników.
Ale kompozycja ciekawa.
pozdr
Weronika

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Syfilis w przenośnym znaczeniu, bo ja zdrowy jestem. Niedowartościowanie podmiotu lirycznego wynika z prostej sytuacji, że każdy w trakcie życia miewa momenty lepszy, gorsze i fatalne. Tak się złożyło (a utwór opatrzony jest datą 2004 - czyli dwa lata temu powstał - przyp. S.H.) że w czasie pisania autor był w złej kondycji psycho-fizycznej. Akurat feralna (według mnie - nie) choroba miała oddawać swoisty kryzys, a poza tym zawód związany z krajem (ojczyną, narodem itp itd), no i błogosławieństwo - antidotum na wszelkie choroby życiowe, jakim jest druga osoba (kobieta). Z kobietą wiążą się taka słowa jak uczucia, seks, niebezpieczne związki, zakażenie się chorobą. Mężczyzna również może zarazić kobietę jakimś świnstwem (żeby nie było) Nic w odniesieniu do życia - to nie wymysł powyższego twórcy tego tworu (może ktoś zauważył, nie nazwałem go wierszem) wywodzi się pośrednio z twórczości m.in. Rafała Wojaczka. Traktowanie swego ciała jedynie ja siedliska zła. Ja fizyczne przesiąknięte pierwiastkiem zepsucia.

Proszę się nie obawiać, nie będę rozszerzał dalej owej niezdrowej ekspansji - zresztą jedno słowo o tym wcale nie musi przecież świadczyć. Dziekuję za konstruktywny komentarz.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



parówkowym skrytożercom mówimy...
dzie wuszko droga!
po pierwsze - to raczej nie jest wiersz
po drugie - pewnie można go czytać wspak, ale wole tradycyjnie
po trzecie - dawno napisane, pierwszy jaki wyszedł na świat, pełen ładunku złości i gniewu
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Intelektualisto!!!!!!!!!!!!!

Wiesz gdzie sobie możesz wsadzić ten wielki kwantyfikator?? nie powiem ci, bo szkoda czasu na użeranie się z flustratem. Ciesze się, że ci ulżyło, będziesz spał teraz spokojniej.

jak już coś Intelektualisto - to winno być - narkotycznym, ale wybacz, co ja prostak będę takiemu mądremu człekowi jak ty prawił [możesz sobie to powiesić nad łózkiem].

śladowym zresztą - może i tak, ale nie tobie oceniać mój intelekt. jestem pod wrażeniem twojego porównania - widzę, że bydlęca metaforyka jest ci bliska.

"Nic?" - piszesz. utożsamiasz autora z podmiotem lirycznym - bravo intelekualisto. Jeśli chcesz mnie w ten sposób obrazić lub sprowokować, to nic z tego.

Twój komentarz nic nie wnosi i pozwolisz, że zacytuję Piotra Rutkowskiego (mam nadzieję, że się nie obrazi na mnie za to) - [u] Twoim komentarzem już podtarłem sobie tyłek w kiblu[/u]. [to sobie możesz powiesić w ubikacji]

i wiesz co? nawet ci napiszę - pozdrawiam!!!
pozdrowienia od zera

p.s.
Jeśli będąc zerem cię zdzielę to też będziesz zerem (0:1=0) Zapamiętaj zanim znów rzucisz mięsem i zaczniesz wierzgać kopytami i obrażać innych.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Widzę zdolności komentatorsko-rymotwórcze na poziomie, ale interpetacja nie, no chyba, że to był żart.
Nikt tu nie ma syfa - by the way - była taka gra w szkole - rzucanie brudną gąbką, może tam trza szukać przyczyn tego stanu rzeczy.
Jakżesz teraz inaczej brzmi - peel zarażony na lekcji religii syfem (trafiony gąbką).;)
pozdrawiam!!!!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Conieco utrafiłaś. Wiem, że forma nie jest jakaś rewelacyjna. Chodziło w pewnym stopniu o realizację pewnego pomysłu. Byłem przekonany, że wiele osób przyczepi się do formy - to w końcu forum poetyckie. Jednak w dziale dla początkujących można liczyć na odrobinę wyrozumiałości.
dzięki Espeno, że przebiłaś się przez ten słownik. Nie musisz go stawiać na półce. Ja też o nim powoli zapominam. Chciałem jednak wstrząsnąć niektórymi personami.
zdrowia życzę [również]
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Intelektualisto!!!!!!!!!!!!!

Wiesz gdzie sobie możesz wsadzić ten wielki kwantyfikator?? nie powiem ci, bo szkoda czasu na użeranie się z flustratem. Ciesze się, że ci ulżyło, będziesz spał teraz spokojniej.

jak już coś Intelektualisto - to winno być - narkotycznym, ale wybacz, co ja prostak będę takiemu mądremu człekowi jak ty prawił [możesz sobie to powiesić nad łózkiem].

śladowym zresztą - może i tak, ale nie tobie oceniać mój intelekt. jestem pod wrażeniem twojego porównania - widzę, że bydlęca metaforyka jest ci bliska.

"Nic?" - piszesz. utożsamiasz autora z podmiotem lirycznym - bravo intelekualisto. Jeśli chcesz mnie w ten sposób obrazić lub sprowokować, to nic z tego.

Twój komentarz nic nie wnosi i pozwolisz, że zacytuję Piotra Rutkowskiego (mam nadzieję, że się nie obrazi na mnie za to) - [u] Twoim komentarzem już podtarłem sobie tyłek w kiblu[/u]. [to sobie możesz powiesić w ubikacji]

i wiesz co? nawet ci napiszę - pozdrawiam!!!
pozdrowienia od zera

p.s.
Jeśli będąc zerem cię zdzielę to też będziesz zerem (0:1=0) Zapamiętaj zanim znów rzucisz mięsem i zaczniesz wierzgać kopytami i obrażać innych.

Pisząc takie słowa powinieneś pod spodem pisać komentarze do każdego zwrotu zawartego w tekście ( jak to Michałowi uczyniłeś w odpowiedzi ), a nie mieć pretensje, że ktoś to odbiera tak, czy inaczej. A jak mam odebrać ciąg logiczny twojej wypowiedzi? Pisząc tak, po prostu wpisujesz się w nurt tych wszystkich gazetowych mądrali, którym plucie na nasz kraj - Ojczyznę naszą - sprawia judaszową przyjemność. Porównując ją do syfilisu ( dla ciebie "nie jest to feralna choroba" - sic!!!) obrażasz wszystkich żyjących w naszym kraju. A potem się metaforą zasłaniasz?!!! Przeciez ten twój twór nazywa się "słownik wyrazów bliskoznacznych"!!!
Jeśli ci się nie podoba tutaj, możesz jechać gdzie ci się żywnie podoba. Droga wolna!

Będę zawsze wystepował przeciw takim głosom, bo dość już tego aroganctwa lejącego się z obcych Polsce mediów i Gazety Wybiórczej, sprzyjającej zboczeniom i patologiom. Są granice dobrego smaku i przyzwoitości, przekraczane coraz częściej przez różnego rodzaju pseudoartystów, którzy swoją "twórczością" obrażają uczucia religijne i patriotyczne. >> Mało śmieszne, wręcz ŻAŁOSNE!!!

Z "narkotycznym" jeszcze mogę się zgodzić, ale z "flustratem" na pewno nie...

A Piotra Rutkowskiego to ty mi nie cytuj, bo żaden to dla mnie autorytet! Tym bardziej jednak utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że ty i podmiot liryczny to to samo. Piszesz także sam o tym w odpowiedzi dla M. Krzywaka.

Skoro podtarłeś sobie tyłek i nic nie uszkodziłeś ( chyba że... ), znaczy, że komentarz mój do zbyt ostrych jednak nie należał. Skad więc ta fala złości??? A twoje przeżycia sprzed dwóch lat nie muszą być mi znane.

A...! To było nawiązanie do Wojaczka!!! No to jesteś Usprawiedliwiony i róbta co chceta???!!! A jeśli wyjedziesz mi zaraz z wolnością słowa, to jesteś żałosny...

I wiesz co? Nawet cię pozdrowię - Piast
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to do mnie, tak?
oh yes, jestem zero, ale proszę mi wierzyć - czuję się z tym świetnie.
zresztą każdy wie, że bez tej milości można żyć,
widzieć radiowóz i się nie bać.
podobno patriotyzm dziś znaczy jej nie dać się zajebać


Oczywiście, że to nie było do ciebie i dobrze o tym wiesz. O patriotyźmie polemizował jednak nie będę... Pozdro Piast
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Intelektualisto!!!!!!!!!!!!!

Wiesz gdzie sobie możesz wsadzić ten wielki kwantyfikator?? nie powiem ci, bo szkoda czasu na użeranie się z flustratem. Ciesze się, że ci ulżyło, będziesz spał teraz spokojniej.

jak już coś Intelektualisto - to winno być - narkotycznym, ale wybacz, co ja prostak będę takiemu mądremu człekowi jak ty prawił [możesz sobie to powiesić nad łózkiem].

śladowym zresztą - może i tak, ale nie tobie oceniać mój intelekt. jestem pod wrażeniem twojego porównania - widzę, że bydlęca metaforyka jest ci bliska.

"Nic?" - piszesz. utożsamiasz autora z podmiotem lirycznym - bravo intelekualisto. Jeśli chcesz mnie w ten sposób obrazić lub sprowokować, to nic z tego.

Twój komentarz nic nie wnosi i pozwolisz, że zacytuję Piotra Rutkowskiego (mam nadzieję, że się nie obrazi na mnie za to) - [u] Twoim komentarzem już podtarłem sobie tyłek w kiblu[/u]. [to sobie możesz powiesić w ubikacji]

i wiesz co? nawet ci napiszę - pozdrawiam!!!
pozdrowienia od zera

p.s.
Jeśli będąc zerem cię zdzielę to też będziesz zerem (0:1=0) Zapamiętaj zanim znów rzucisz mięsem i zaczniesz wierzgać kopytami i obrażać innych.

Pisząc takie słowa powinieneś pod spodem pisać komentarze do każdego zwrotu zawartego w tekście ( jak to Michałowi uczyniłeś w odpowiedzi ), a nie mieć pretensje, że ktoś to odbiera tak, czy inaczej. A jak mam odebrać ciąg logiczny twojej wypowiedzi? Pisząc tak, po prostu wpisujesz się w nurt tych wszystkich gazetowych mądrali, którym plucie na nasz kraj - Ojczyznę naszą - sprawia judaszową przyjemność. Porównując ją do syfilisu ( dla ciebie "nie jest to feralna choroba" - sic!!!) obrażasz wszystkich żyjących w naszym kraju. A potem się metaforą zasłaniasz?!!! Przeciez ten twój twór nazywa się "słownik wyrazów bliskoznacznych"!!!
Jeśli ci się nie podoba tutaj, możesz jechać gdzie ci się żywnie podoba. Droga wolna!

Będę zawsze wystepował przeciw takim głosom, bo dość już tego aroganctwa lejącego się z obcych Polsce mediów i Gazety Wybiórczej, sprzyjającej zboczeniom i patologiom. Są granice dobrego smaku i przyzwoitości, przekraczane coraz częściej przez różnego rodzaju pseudoartystów, którzy swoją "twórczością" obrażają uczucia religijne i patriotyczne. >> Mało śmieszne, wręcz ŻAŁOSNE!!!

Z "narkotycznym" jeszcze mogę się zgodzić, ale z "flustratem" na pewno nie...

A Piotra Rutkowskiego to ty mi nie cytuj, bo żaden to dla mnie autorytet! Tym bardziej jednak utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że ty i podmiot liryczny to to samo. Piszesz także sam o tym w odpowiedzi dla M. Krzywaka.

Skoro podtarłeś sobie tyłek i nic nie uszkodziłeś ( chyba że... ), znaczy, że komentarz mój do zbyt ostrych jednak nie należał. Skad więc ta fala złości??? A twoje przeżycia sprzed dwóch lat nie muszą być mi znane.

A...! To było nawiązanie do Wojaczka!!! No to jesteś Usprawiedliwiony i róbta co chceta???!!! A jeśli wyjedziesz mi zaraz z wolnością słowa, to jesteś żałosny...

I wiesz co? Nawet cię pozdrowię - Piast

No to skoro już emocje opadły, to konkretnie.
1. Nie bronię żadnych zboczeńców i innych a wyborczą mam gdzieś, jestem zresztą apolityczny. Uczucia patriotyczne? Ty tu właśnie politykę wciskasz - ja nikogo nie obrażam. Jestem sceptycznie nastawiony do tego kraju i nikt tego nie zmieni. Nie to nic wspólnego z prasą zachodnią.
2. Nazwałem cię tak a nie inaczej z tego względu, że twój koment był tak napastliwy, że nosił znamiona flustracji.
3. M.Krzywakowi odpowiedziałem prawidłowo, ale jak to powtarzam do znudzenia - uczepiliście się jednego słowa i powtarzacie jeden przez drugiego, a nie należy tego traktować bezpośrednio. Choroba i zepsucie kojarzy mi się z tym państwem (mój indywidualny pogląd - można mieć chyba własne zdanie, czy komisja do spraw czystości poglądów mnie za to powiesi? - nacjonalizm jakiś wyczuwam). Nie miałem nic wspólnego z tym czymś (syfem )w sensie bezpośrednim. Natomiast użyłem słowa w sensie metaforycznym (wiele słów ma znaczenie dosłowne i przenośne, w końcu chyba to poezja jest?).
4."Jakżesz teraz inaczej brzmi - peel zarażony na lekcji religii syfem (trafiony gąbką).;) >>> Mało śmieszne, wręcz ŻAŁOSNE!!!" - chyba uczęszczałeś do jakiejś szkółki niedzielnej skoro taka sielankę miałeś. Nigdy nie zdarzyło ci się bić albo rzucać po klasie gąbka? Nie popieram tych zachowań, ale nie należy być obłudnym i twierdzić że się o takim czymś nic nie słyszało.
5. Chciałbym spytać - jakie są wedle ciebie zasady estetyczne, którymi powinni się kierować poeci piszący wiersze ?(decorum??)
6. Wolności słowa nie ma w tym kraju, a twoje słowa "jesteś żałosny" to chwyt retoryczny.
7.Gdzieś to słyszałem - Są granice, których nie można przekroczyć
8. dzięki za komentarz;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...