Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Chciałabym być znowu małą dziwczynką,
krzyczeć w dudnicą nocy kadź, i bezkarnie
rwać wiśnie w cudzym ogrodzie,
mieć oczy wysoko uniesione ponad wstyd.

Chciałabym być wszystkim, czym nie jestem,
z głową na ręce siąść wśród wzgórz, i stać się
szelestem i przypływem,
na polu niewinnych twarzy-słoneczników.

Chciałabym wypłakać u twych kolan dziecinny żal,
i kobiecy wstyd, że spałam w dusznych barach,
gubiłam rękawiczki i kapelusze,
w przygotowanych do tego przestrzeniach.

Opublikowano

nie wiem czy naiwność w tym wierszu wynika z treści czy z nieudoloności,a w zasadzie braku warsztatu,ponieważ wrażliwość już mamy i kilka ciekawych myśli,mimo że było już gdzieś podoba mi się bezkarnie rwać wiśnie w cudzym ogrodzie. Najlepsza jest ostatnia strofa,ale pierwszy wers wymaga zmian.No i błędy:"dziwczynką" i "dudnicą" połknęłaś coś:) Druga nie jest najlepsza,mocno przegadana. Unikaj zbędnych słów,jeśli piszesz o dziewczynce to domyślamy się że o małej. Nie pisz "twych",napisz twoich,a najlepiej jakoś to zamień.Duuużo pracy,ale można coś wyskrobać,więc do roboty.pozdrawiam/martyna

Opublikowano

no i tytuł,mogłaś się bardziej postarać,pamiętaj,to co piszesz zasługuje na wyróżnienie(mimo że ja tak nie myślę,Ty masz tak myśleć) więc nie tytułuj go tak jak tysiące wierszy już nazwano. pzdr

ps.zgubiłaś literkę w sygnaturce:)

Opublikowano

Z głową na ręce, czemu nie (można się gdzieś oprzeć, nie koniecznie nosić ją po dekapitacji)

Ja od siebie dodam

"w dudnicą kadź nocy"

brzmi mniej przestylizowanie, ale za to lepiej się recytuje....


W wierszu coś jest, a mnie takie stylowe rzeczy się podobają, jak stylowe meble.....

Ostatnia zwrotka rzeczywiście w porządku...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...