Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

gdzie
płot w kapeluszach z garnków
i batog dymu
krowa uwiązana spojrzeniem
w studnię
i stado wzgórz

tam pójdę

gdzie las do wieczerzy
w szatę gwiazd się stroi
gdzie język rzeki tak łaknie
kamienia
gdzie w cieniu drzewa ptak domowy
chciwie wydziobuje
rzadki promień słońca

tam będę

na statku myśli
zakotwiczony do pługa

Opublikowano

Jeździłem na wieś... Dawniej to była wieś... Pamiętam te obrazy - ech...
Jedna maleńka rzecz mi tu zgrzytnęła - ten "statek" w kontekście - obrazie wsi. Może przemyśl to jeszcze, wprawdzie statek - kotwiczenie ... Gdyby zamiast tego coś o wsi, to by całość była w barwach naszego krajobrazu kochanej polskiej wsi. Nie za mocno się czepiam, bo właściwie może i tak zostać, i tak mi się podoba bardzo
Pozdro Piast

Opublikowano

Jest to-to tak ckliwe, że podczas czytania, zamiast zadumy co raz wzbudza uśmieszek. Przez ostatnie mniej-więcej 100 lat w poezji poczyniono pewne zmiany, zmieniła się wrażliwość czytelnicza, systemy wartościowania tekstów itd, a tutaj - XIX wiek w pięknym rozkwicie. Pytanie - po co?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Po to, by wracać do korzeni, do źródeł, by nie zapominać. Wracać do miłości ziemi ojczystej, jej spokoju i piękna i taką pielęgnować i mówić o niej. Bo dzisiejszym - wielkim tego świata chodzi o to, by była ośmieszana, wyszydzana, opluwana i wyśmiewana, by była unijna, bez wyrazu, obca i jakby nie nasza - a przecież nasza, kochana, bo polska, ziemia ojców naszych, którzy jej bronili i ginęli, nie pytając- za ile?!
A żeby coś kochać, to trzeba poznać - dlatego ten wiersz to taki powrót do przeszłości - tam pójdę, tam będę...
A co ma do rzeczy system wartościowania tekstów, gdy chodzi o uczucia?
Ogromny plus
Pozdrawiam Piast
Opublikowano

Panie Piaście, nie mówię w swoim komentarzu o miłości do ziemi, o nostalgii za wsią, o Unii Europejskiej, polityce itp. Mówię o archaicznym stylu, w jakim napisany jest tekst i o tym, że, zamiast wywoływać zadumę, wywołuje uśmiech. Oczywiście to moje zdanie, Pan nie musi się ze mną zgadzać, ale prosze polemizować na temat przynajmniej. Jeśli Panu się wiersz podoba - nie ma sprawy - dopiero byłoby nudno, gdyby wszystkim podobało się to samo.

Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...